wtorek, 31 sierpień 2010 19:39

Stara jatka

Napisane przez

Opuszczenie Iraku jest być może już bliskie. Wydawało się takie jednak i nazajutrz po tym, jak z ust Paula Bremera, szefa cywilnego zarządu USA, padły słowa o natychmiastowym wycofaniu wojsk amerykańskich - jeśli wyrazi taką wolę prawowity lokalny rząd. Wprawdzie nie ten, który miał być utworzony z końcem czerwca ubiegłego roku, tylko w pełni demokratyczny, jak dodał anonimowy strateg Pentagonu.

 

Na demokratyczny w zachodnim tego słowa rozumieniu rząd iracki przyjdzie pewnie poczekać długo, niemniej jednak wybory już przeprowadzono, aktualne sondaże wskazują zaś, iż 80% Irakijczyków pragnie opuszczenia ich kraju przez wojska koalicji. Ale wcześniej jeszcze antyamerykańskie nastroje (w całym zresztą regionie) rozpaliły się do białości po ujawnieniu praktyk stosowanych w więzieniu Abu Ghraib. Tortury w wykonaniu speców przywiezionych aż z Guantanamo (gdzie np. afgańscy jeńcy są po dziś dzień przetrzymywani bez ochrony prawnej, a nawet bez postawienia im zarzutów), oburzyły świat islamu. Gniew to, sam w sobie, sprawiedliwy. Mam wszakże kilka wątpliwości.
Jeszcze w październiku 2000 roku paryska "Kultura" zamieściła znakomity Raport o prawach człowieka w Arabii Saudyjskiej pióra Magdaleny Rostron; warto przypomnieć ten materiał. Opublikowany wtedy wiosną raport Amnesty International mówił o przetrzymywaniu aresztantów bez kontaktu z adwokatem, torturach, wymuszaniu zeznań, karach takich jak obcinanie kończyn, publiczna chłosta, kamienowanie i publiczne ścięcie. Otóż raport ten saudyjski minister sprawiedliwości Abdullah Al Sheikh, nazwał w Mekce na spotkaniu Ligi Islamskiej stekiem kłamstw głoszonych przez wrogów Boga, religii i całej ludzkości; wrogów o sercach pełnych nienawiści. Powyższe określenia należą zresztą do łagodnych. Prości politycy islamscy działalność Amnesty i podobnych jej organizacji uważają za bezczelność i moralną zgniliznę, ponieważ to, co ją gorszy, nakazał sam Allach. Złagodzenie sankcji z ich punktu widzenia oznacza zbrodniczą ingerencję w nauki Koranu. Lecz w rezultacie muzułmańskie kodeksy oraz praktyki penitencjarne są właściwie niereformowalne. Nieco ściślej ujmując tę kwestię ? wręcz nie sposób uniknąć zarzutu o obrazę religii, gdy zmiany te inspirują mocodawcy spoza kręgu muzułmańskiej kultury.
Każdy, kto czytał Szahinszacha Ryszarda Kapuścińskiego, a także dramatyczne irańskie raporty "Spiegla", kto oglądał manifestacje niedobitków Chomeiniego w którejś z zachodnich stolic lub uchodźców afgańskich po nastaniu rządów talibów, dobrze wie, że "koraniczna" bezwzględność wobec przeciwnika przydawała się równie dobrze mułłom, mudżahedinom czy ajatollahom, jak i amerykańskim pachołkom w rodzaju Rezy Pahlaviego czy obecnej irackiej policji. W rzeczy samej, obecne zgorszenie tym, co działo się w Abu Ghraib, wydaje się jakby nie większe niż zgorszenie sprzed czterech lat ? wściubianiem nosa przez obrońców praw człowieka w nie ich interes.
Być może, gorszyć się ma więc przede wszystkim zachodnia opinia publiczna. Która sama już nie wie, czy chce prawdy "aż do bólu", włącznie z serwisem zdjęć pokazujących martwego reportera, czy też woli gładkie frazesy i spokój, byleby w wieczornych dziennikach telewizyjnych nie zabrakło oczekiwanej porcji mocnych wrażeń, bez których dzisiaj ani rusz. Zachodnia opinia ma więc zmusić swoje armie do przestrzegania cywilizowanych reguł walki, muzułmańska opinia publiczna zaś ma wielbić antyamerykański terror, nawet jeśli są to odrażające zbrodnie popełniane na cywilach, choćby i w antywojennie usposobionym Madrycie czy w Turcji, nie pozwalającej na podział Iraku i oderwanie odeń Kurdystanu.
Brak logiki? Skądże znowu. Są dwa rodzaje wojen. Jest ścieranie się armii regularnych i jest wojna społeczna: chaotyczne paroksyzmy złości ludu, gdzie dochodzą do głosu mroczne czeluści duszy ludzkiej. Walka armii jest zawsze w jakiejś mierze racjonalna na skutek faktu, że jest ona środkiem prowadzenia polityki. Aby uzyskać posłuch, trzeba być komunikatywnym. Trzeba umieć docierać do bardzo wielu osób, co w praktyce równa się przyjęciu jakichś reguł etyki. Armia też potrzebuje etyki; właśnie jako narzędzie polityki zostaje w pewnej chwili zastąpiona technikami negocjacji. Trzeba usiąść i podpisać traktat pokojowy, choćby po to, by zdobytym terenem umocnić, a nie osłabić własne państwo. Tu pojawia się trudna sztuka zaprzestania dotychczasowych działań, sztuka poskramiania gniewu. Jej mankamenty w wykonaniu Jassera Arafata w rzeczy samej podważyły wiarygodność tego nagrodzonego pokojową nagrodą Nobla przywódcy, ponieważ rokowaniom izraelsko-palestyńskim stale towarzyszył chaos intifady.
Zachodnia opinia publiczna nie do końca jakby rozróżnia, że wojna armii toczy się zawsze o cele przyziemne i wymierne, natomiast wojna społeczna przebiega bardziej w sferze idei i symboli, glorii i łaski. Jest w niej miejsce na cud, a realni ludzie funkcjonują tu w swoistej metafizyce. Sami są symbolami, epifaniami, a zabić kogoś z nich jest targnięciem się na sacrum. O wojnach kozackich Słowacki pisał w Wacławie: że nawet z dwóch wrażych kurhanów na stepie, kurhanu Lacha i mołojca, Krzyż się groźnie pogląda na krzyża. Bo też wojny społeczne zawsze starają się ugodzić w najintymniejsze świętości wroga; wartości etyczne służą tu głównie w celu psychicznego znęcania się nad przeciwnikiem, ma on bowiem popełnić moralne samobójstwo. Buntownicy, powstańcy, partyzanci, bojownicy sprawy są w porównaniu z nim tak słabi i nieliczni, że ich szansą w istocie staje się jego własna energia i to ona zwala go na ziemię. Zazwyczaj armia regularna nie potrafi odparować takich ciosów. I nie umie ujarzmić cudów. Doświadczenia Rosjan w Afganistanie i Czeczenii, Izraelczyków w Palestynie, a nawet Niemców w Polsce, udowodniły, że ani miażdżąca przewaga zbrojna, ani terror, nie zapewnią trwałej normalizacji. Tyle że ustępliwość także jej nie zapewni, a próby imponowania bojownikom wojny społecznej owocują ? jak i każda manipulacja ? wyzbywaniem się autorytetu.
Ujmując to jeszcze inaczej ? wojna społeczna wybucha z serdecznym odrzuceniem systemu wartości przeciwnika. Dlatego właśnie jest buntem, rewolucją; dlatego sankcjonuje męczeństwo oraz zdradę i skrytobójstwo, posuwa się do zbrodni o wiele bardziej odrażających, niż znane z wojen regularnych armii. Powtórzę: wszystko to jest wymierzone w serce, a nie tylko ramię czy pięść.
Można spytać więc, skąd ta zaciekłość? I jakkolwiek odpowiedź nie jest prosta, wiele zdaje się wskazywać, że wojna społeczna jest w samej swej istocie odmową, aby być wyręczanym w dojrzewaniu do wartości. Ktoś, kto wyręcza w dojrzewaniu, w gruncie rzeczy je uniemożliwia. Zresztą sam pozostaje niedojrzały, wskutek czego trudno mu zrozumieć, że osiągane pozytywne efekty to jedynie pozłotka kryjąca tragiczne naruszenie jednego z najbardziej elementarnych praw ludzkich: prawa do autonomii i kreatywności. Tu właśnie kryją się ciągle żywe źródła agresji, a także neurotycznego niedosytu i, być może, braku tolerancji dla wszystkich innych (i samego siebie). Tak dzieje się z jednostką. I wszystko zdaje się wskazywać, że w psychice zbiorowej mamy do czynienia z analogicznym prawem, co oznacza, że ubezwłasnowolnienie w sferze paradygmatów kulturowych jest łamaniem elementarnej autonomii w tym samym stopniu i znaczeniu, jak znane nam dobrze z naszych własnych, europejskich, doświadczeń totalitarnych, pranie mózgu. Otóż nasza zachodnia kultura z niewątpliwym upodobaniem i od wieków unicestwia wszystkie inne kultury, a to w celu ich udoskonalenia. Jednak sama powstała też jako efekt podobnych gwałtów, popełnionych na słowiańskiej, bałtyckiej, celtyckiej czy śródziemnomorskiej duchowości. Współczesna kultura izraelska z kolei może służyć za klasyczny wręcz przykład rezultatu niewyobrażalnej traumy doznanej w wyniku Zagłady Żydów europejskich.

(?)

 

Urszula M. Benka

Wyświetlony 4876 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.