wtorek, 31 sierpień 2010 20:53

Ciężka walka o lepsze jutro

Napisane przez

Nadeszły takie czasy, że życie socjalisty stało się ciężkie. Nawet bardzo, jeśli pomyśleć, jak to dobrze bywało w przeszłości. W takim XIX wieku, na przykład. O, wtedy to był, za przeproszeniem, czad. Jeśli tylko komuś przytrafiło się być młodym idealistą, automatycznie musiał przyłączyć się do bojowników o wolność ludu pracującego. Na rynku ideologii socjalizm potęgą był, i basta! Chciałeś lepszego świata - trzeba było być czerwonym, bratać się z ciemiężonymi robotnikami i planować wszechświatową rewolucję.

Wspaniały okres, po dziś dzień dobrze wspominany przez rasowych komunistów ? zupełnie w ten sam sposób, w jaki wiekowe matrony tęsknią za utraconym dziewictwem. Później troszkę się popsuło, bo socjaliści przejęli władzę, a ich ideologia musiała przetrzymać zderzenie z rzeczywistością. W takich okolicznościach docierało nawet do najbardziej zakutych łbów, że wizja Marksa łatwo się nie spełni ? a już na pewno nie uczyni tego sama z siebie, z pomocą li tylko Historii. Trzeba było wziąć te tępe masy robotnicze za mordy i przymusem, celnymi kopniakami w zadek, posłać ku świetlanej przyszłości w krainie mlekiem i miodem płynących dzieł zebranych Lenina.
I po co, dla kogo to wszystko? Dla tych chłoporobotniczych leni, pańszczyźnianych nierobów, półgłówków nie rozumiejących ni krzty z idei socjalizmu ? żeby im, tej ciemnocie, było lepiej pod jaśnie oświeconymi rządami Partii. Tak się komuniści poświęcali, tak sobie żyły wypruwali, w pocie czoła po biurach i urzędach wyrabiając 300% normy zbędnych rozporządzeń, notatek, zapytań i napomnień. Tak tyrali w ubecji, z takim mozołem ścigali wrogów ludu pracującego. I co? Wszystkie wysiłki rozbijały się o ten tępy naród, który co chwila marudził, że źle, byle jak, że nawet papieru nie ma, by tyłek podetrzeć.
Już wtedy cholera brała czerwonych za taką niewdzięczność. Bo przecież oni nie chcieli nic innego, jak tylko dobra całego wszechświata. A tu figa ? ciemna materia stawia opór. Więc widmo (by nie rzec: upiór) świetlanej przyszłości z dnia na dzień oddalało się coraz bardziej ? już nawet nie w przyszłość, co zwyczajnie w sferę wiary (czytaj: opium dla mas). Aż wreszcie komunizm padł.
Na ideologicznym pobojowisku ostała się tylko socjaldemokracja ? uboga krewna wielkiego socjalizmu, którą spłodzono głównie po to, by robiła wodę z mózgów mieszkańcom dekadenckiego Zachodu. Owa socjaldemokracja, troskliwa dobrodziejka rozdająca cudze pieniądze, nie kwapiła się jednak, by przejąć schedę po komunizmie. Po co jej mrzonki o jakiejś tam przyszłości? Po prawdzie, dla niej zbytnie zastanawianie się nad przyszłością byłoby zabójcze. Wyhodowała przecież żarłoczną bestię ? państwo opiekuńcze, które funkcjonowało tylko dlatego, że zawczasu nie wyrugano zeń pozostałości wolnego rynku. Rynek jednak, bez ustanku przeżuwany zębiskami socjalu, zdychał w oczach. Po jakimś czasie mógł naprawdę wyzionąć ducha, pozostawiając pogrążonych w żałobie biorców pomocy socjalnej, którzy musieliby wtedy zacząć zarabiać sami na siebie. Socjaldemokraci nie mogli pozwolić, by niepotrzebne obawy przed przyszłością rozpraszały ich wyborców. Zamiast więc kontynuować Dziejową Misję Socjalizmu, skupili się na beztroskim kontemplowaniu teraźniejszości.

(?)

 

Tomasz Węcki
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 5453 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.