poniedziałek, 13 wrzesień 2010 13:10

Kto jest sierotą Europy?

Napisane przez

Z Markiem Nowakowskim rozmawia Małgorzata Kosewska

Teatr Telewizji nie tak dawno wystawił sztukę Książę nocy, na podstawie Pana noweli z lat 70. pod tym samym tytułem. Czy jest Pan zadowolony z tej adaptacji?
Zdecydowanie tak. Z trzech powodów. Po pierwsze, reżyser i autor adaptacji zarazem, Krzysztof Zaleski, bardzo oszczędnie i sensownie oddał klimat tamtych lat. Mimo że mam swój wiek, nie cierpię, mówiąc przewrotnie, na amnezję i pamiętam dobrze klimat, aurę, tamtej Warszawy lat 50. Mówiąc inaczej, pamiętam stalinizm, tę formę naszego świetnego ustroju w jej standardowej, powiedziałbym nawet, laboratoryjnej, postaci. Pamiętam to miasto zniszczone i niszczone również po wojnie, z udziałem sąsiadów ? choćby przez Pałac Kultury, który wyrastał, unicestwiając całe połacie miasta, jakie pod niego przeznaczono. Klimat i mentalność młodych ludzi są odtworzone doskonale, jak na możliwości i pamięć dużo ode mnie młodszego reżysera.

A drugi wątek?
To właśnie sprawy chłopców i ich marzeń, które są tam dobitnie i udatnie zaznaczone.

A trzeci?
Ten bardzo wyrazisty problem straconego pokolenia, czyli ludzi z wojny, z Powstania, z okupacji, różnie w nasz dramat narodowy zaangażowanych. Po wojnie to był dramat ludzi wyrzuconych za burtę: jedni popadali w konformizm, przystosowanie się lub nawet zdradę ideałów, inni często w ogóle nie znajdowali sensu dla siebie, stali się połamanymi, dramatycznie pokiereszowanymi ludźmi, popadając w swoistą dekadencję, swoiste złe zabawy z życiem, tak właśnie jak nasz bohater. Tych świetnych ludzi pokolenia okupacyjnego ja znałem, prawda o nich jest i w Księciu nocy i w mojej prozie. Miałem takich starszych znajomych, których wyznania chłonąłem, znałem wielu różnych akowców, którzy nagle stawali się szmatami, albo rzucali się w jakąś formę życia cyniczną, brudną, plugawą, zanim ostatecznie stracili ideały.

Czy nie uważa Pan, że ten książę nocy został w jakiś sposób ośmieszony?
Z całą pewnością nie. On jest właśnie człowiekiem pełnym sprzeczności, miękkim, wewnętrznie słabym, który odgrywa teatr, po prostu bawi się życiem, gra swą klęskę. No i jest jeszcze jedna sprawa, wątek, warstwa ? jak się ma życie do sztuki, do literatury, do kreacji. Ten młody chłopak, który tam występuje...

Czy to nie Pan?
Ależ nie.

Ale nic Pan nie poradzi na to, jeśli czytelnicy czy widzowie będą Pana z nim utożsamiać...
Niech to robią, nie mam nic przeciwko temu, ani nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam. A więc ten młody człowiek to jest pytanie o sztukę, to są narodziny jakiejś sztuki. On właśnie dzięki księciu nocy, dzięki brudom życia, które poznał, dzięki świństwom, które widział, dzięki takiej aurze, miłej, rzekomo dekadenckiej, która go otaczała, wyrasta na pisarza. Jest w tym tajemnica sztuki: jak ona powstaje, jakie są jej inspiracje, a przecież nigdy nie można tego jednoznacznie określić. Jest jakaś tajemnica w tym styku warstw, w inscenizacji, to tajemnica człowieka, która nie przemija. Bo człowiek jest tajemnicą. Gdybyśmy o nim wszystko powiedzieli, to byśmy w komunizm popadli, w marksizm, w tak zwaną wiedzę o człowieku, w "byt określa świadomość", w dziedzinę, gdzie nie ma nic do odkrycia, bo wszystko jest jasne.

Czy miał Pan jakiś udział w tym przedstawieniu?
Żadnego, dałem autorowi pełną swobodę.

Czy nie sądzi Pan, że współczesny młody człowiek, porównując ten przestępczo-złodziejski światek z lat 50., który Pan opisuje, ze współczesnym światem przestępczym, może wszystko opacznie rozumieć?
Ja pokazuję spopularyzowany, poprzestawiany obrazek tego dawnego, złodziejskiego, zakazanego świata, zresztą nigdy nie miałem takich ambicji, aby go kompleksowo przedstawić. Ale daję też opowiadania o przestępczym świecie współczesnym, o rzekomych gangsterach, o rzekomych mafiosach, związkach, strukturach. W tomie Nul napisałem wszystko, co wiem o świecie współczesnym, a przedtem w Opowiadaniach ulicznych. Teraz, współcześnie, anno domini 2004, jak ktoś przeczyta Nula i Opowiadania uliczne, znajdzie tam rodzaj analogii, paraboli między tamtym światem a tym.

Skąd zainteresowanie tym zakazanym światem?
No cóż, trochę mnie przesadnie określano jako specjalistę od tych środowisk i to do dziś pokutuje. Może rzeczywiście ci ludzie mnie bardziej zaciekawili, bardziej niż partyjni. Oni byli poza partią, żyli jako ludzie prymitywnie wolni, znajdowali margines wolności od władzy

Niektórzy uważali, że wszystko to, co Pan opisywał, to był gigantyczny PRL...
Być może, tak też to można nazwać, ale ja już nie próbuję siebie analizować, ani opisywać, bo to nonsens. Napisałem to, co napisałem, i można to różnorako określać. Ale to był świat mi znany, bliski i widocznie darzyłem go sympatią. Wolałem ten niż inny. To nie jest mój wybór świadomy, tylko taki, jaki życie czasem dyktuje. Tam właśnie rzuciło mnie życie, zagnały wiatry, szkwały, morze...

Co Pan sądzi o współczesnej agresji, o świecie, w którym już nawet kilkuletnie dzieci chwytają za kije baseballowe, a pewien socjolog powiedział, że niedługo to się stanie normą?

(?)
Wyświetlony 4925 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.