czwartek, 23 wrzesień 2010 10:29

Mit tchórzliwego Giuseppe

Napisane przez

29 maja 2000 r. Richard Owen z "The Times of London", niemal dusząc się ze śmiechu, donosił, że włoski elitarny pułk piechoty górskiej, miast udać się na ćwiczenia NATO w Kristiansand (Norwegia), wylądował na lotnisku Kristianstad w Szwecji, która - tak się składa - jest państwem neutralnym. Za chwilę oniemiali szwedzcy urzędnicy imigracyjni mieli okazję podziwiać dorodnych mężczyzn noszących na głowach piękne alpejskie kapelusze przybrane bujnymi piórami. Komentarze internautów- jak cywilizowany świat długi i szeroki- były więcej niż ironiczne: "pewnie nie spodobały im się norweskie dziewczyny"; "to jednak postęp, bo rzymskie legiony nie dokonały inwazji Skandynawii"; "dajcie im przynajmniej pizzę na kredyt".

Dużo wcześniej, pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, poczytne pismo "Widnokręgi" przedrukowało żarciki na temat Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Podług dowcipnisiów za zachodnioeuropejską flotę handlową odpowiadają Luksemburczycy, kuchnia znajduje się w gestii Brytyjczyków, a ważna materia obrony Europy przypada "dzielnym" Włochom. Po prawdzie i ja ? oglądacz "Giuseppe w Warszawie", "Jak rozpętałem II wojnę światową" tudzież słuchacz wykładów docenta S., specjalisty od podbojów kolonialnych (włoska Afryka Wschodnia!) ? nie jestem bez winy. Jakieś dwadzieścia lat temu oceniałem wygląd kolegi-studenta, który po intensywnie spędzonej nocy w akademiku, rankiem dnia następnego, wytargany niczym kundel bury, nie zapomniał włożyć przepisowych śnieżnobiałych kalesonów od mamusi. "Nic ci nie pomoże, wyglądasz, jak włoski oficer po wyjściu z "tingel-tanglu" lub innego "bordello"" ? szydziłem.
Przyczyna owych antywłoskich docinków i ironicznych uwag przechodzących w mniej śmieszną pogardę wiąże się z II wojną światową, a konkretnie z rzekomo fatalną postawą włoskich żołnierzy na kilku frontach tejże. Dla tzw. większości sprawa jest jasna: już wcześniej podejrzewani o militarne niedołęstwo Włosi (szokująca klęska pod Aduą w starciu z Etiopczykami uzbrojonymi w dzidy, nierozstrzygnięte boje z rozsypującymi się Austro-Węgrami podczas I wojny światowej, nieszczególne osiągnięcia włoskich ochotników w rozdartej wojną domową Hiszpanii) tym razem skompromitowali się ostatecznie. Wojowanie leży poza sferą ich charakteru narodowego. "Makaroniarze" i żołnierka? Szkoda mówić; nie przełamali linii obronnych Francuzów w Alpach, chociaż przeciwnik był już rozłożony na czynniki pierwsze przez Wehrmacht (czerwiec 1940 r.), dostali łupnia od, pożal się Boże, Greków w Epirze (jesień 1940), szli jak barany do brytyjskiej niewoli w północnej Afryce, stanowili prawdziwe utrapienie dla Niemców walczących na froncie wschodnim...
Sprawa, jak to w życiu bywa, jest jednak bardziej skomplikowana. Myślę, że o klęskach włoskich w czasie II wojny światowej decydował nie tyle brak woli walki u żołnierzy, co żałosne, fatalne, wołające o pomstę do Nieba "przygotowanie" kraju do wojny. Niewątpliwie osobistą odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi Benito Mussolini. Włoski dyktator, patologiczny "tromtadrat" i beznadziejny ignorant w sprawach wojskowych, już we wrześniu 1939 r. wezwał do mobilizacji państwowych "Forze Armate". Chodziło o dwufazowy plan określony przez niego mianem mobilizacji "8 Milionów Bagnetów". Cóż z tego, że w maju 1940 r. plan formalnie wykonano, wystawiając 8 armii (24 korpusy), 68 dywizji, skoro do wojny weszły jednostki słabo wyposażone, posiadające nierzadko broń z okresu I wojny światowej?!
Solidny znawca tematu, p. Bartłomiej Ligęza, wyliczył na przykład (pomijam dane dotyczące włoskiej marynarki wojennej oraz lotnictwa), że 10 czerwca 1940 r. włoska armia dysponowała jedynie 200 przestarzałymi czołgami (cieniutkie opancerzenie, zawodne silniki). Jak na państwo pretendujące do roli siódmego mocarstwa był to czysty skandal. Dla porównania Rosjanie mieli w tym czasie 20 tysięcy tanków, Niemcy 2,5 tys. w jednostkach bojowych, Brytyjczycy 900, a Japończycy (stawiający z oczywistych względów na lotnictwo i marynarkę wojenną) 1 tys. Nawet Polska w 1939 r. dysponowała 211 czołgami, mała Czechosłowacja zaś rok wcześniej ? 350. Co więcej, w czasie wojny (do 1943 r.) cała włoska produkcja czołgów zbliżyła się do 3,5 tysiąca. Tymczasem Związek Sowiecki wyprodukował 70 tys. samych tylko T-34!
Jakość prowadzenia działań wojennych wywoływała mdłości. Panował pełny chaos organizacyjny, żałośnie zawodziło włoskie wyższe dowództwo, sztaby, logistyka. Nadto do wszystkiego wtrącał się głupi, arogancki Mussolini. Jak na przykład ? kontynuuje Ligęza ? "Duce" wyobrażał sobie wykorzystanie włoskich czołgów z Dywizji "Centauro" jesienią 1940 r. w północnej Grecji? Ano kazał im przebijać się przez grecką obronę w dzikich, wysokich, bezdrożnych górach. To naprawdę nie były łagodne belgijskie Ardeny ? bardziej wzgórza niż prawdziwe góry. Jak zamierzał okryć chwałą oręż włoski, dysponując jedynie trzema dywizjami pancernymi działającymi pojedynczo na oddalonych od siebie frontach? To była zbrodnia na kraju i ludziach; zbrodnia będąca wynikiem osobistego zarozumialstwa i bufonady włoskiego dyktatora. Ileż mądrzejszy, bo przewidujący, był Francisco Franco, który nie wplątał ojczyzny w wojnę. No, ale Hiszpan był trzeźwo myślącym reakcjonistą, nie zaś egoistycznym lewicowcem-rewolucjonistą, gotowym poświęcić wszystko i wszystkich dla dodania sobie chwały.
Nie wiem, czy Włosi są świetnymi żołnierzami (zapewne ustępują dyscypliną Niemcom, brawurą Polakom, wytrzymałością Rosjanom, spokojem Brytyjczykom), należy jednak rozwiać kilka mitów związanych z ich zachowaniem się na tak różniących się od siebie frontach ostatniej wojny; mitów tworzonych przez Aliantów i ? może przede wszystkim ? Niemców. Dokładniej niemieckich generałów, gdyż sam Adolf Hitler słusznie uważał, że Włosi będą pełnowartościowymi żołnierzami dopiero wtedy, gdy otrzymają lepszy sprzęt. Zresztą oferował pomoc, ale jego zalecenia często ignorowali niemieccy wojskowi ("szkoda fatygi"), natomiast "honorowy" Mussolini nie chciał jej przyjąć.

(?)
Dariusz Ratajczak
Wyświetlony 4072 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.