czwartek, 23 wrzesień 2010 10:39

Coś zamiast niczego

Napisane przez

Znowu usłyszałam, że współczesna młodzież jest zła, infantylna i zbyt często używa kciuka- namiętnie śle sms-y, w których aż roi się od skrótów wyrazowych (niepoprawnych gramatycznie), o emotikonach już nie wspominając. Znika jakakolwiek więź międzyosobowa, szerzy się znieczulica, zobojętnienie, a nad tym wszystkim ospale i władczo unosi się szpetny duch bloga. Komunikacja staje się symulacyjną, pozorem.

To simulacrum komunikacji służy funkcji faktycznej przekazu, jest tylko podtrzymaniem kontaktu między nadawcą i odbiorcą. Przekaz, wymiana wiedzy, informacji staje się wartością samą w sobie; liczy się sam kontakt z wirtualnym Innym. Rozświetlony ekran komputera wciąga, mami i zaprasza do innego (lepszego?) świata. Komputer zmienia nas, przechodzimy na drugą stronę lustra i, jak Alicja, zastanawiamy się co może nas tutaj spotkać. Nikt nie zna naszej płci, wieku, a tym bardziej charakteru. Nie musimy przyznawać się do małych oczu, niskiego wzrostu czy znamion. Nikt o tym nie wie. Tutaj, w wirtualnym świecie, wszystko można odwołać, wymazać. Siedzimy przed ekranem komputera i klikamy, nasze myśli zamieniają się w słowa na ekranie. Stajemy się już tylko Słowami Na Ekranie. Cyber-nomadowie, kompetentni do bólu specjaliści w jednej dziedzinie, wypełniający pustkę po człowieku Renesansu, zapominamy o sobie nawzajem. Zapominamy, jak dobrze jest być po prostu sobą. A może nigdy nie poznaliśmy tego stanu?
We wrześniu 2003 roku, jak zgrzyt, w uszach zabrzmiała wypowiedź Kuby Wandachowicza, muzyka łódzkiego zespołu Cool Kids of Death: Myśleliśmy, że nowa Polska pozwoli nam, 20-latkom, jakoś spektakularnie zaistnieć. Myliliśmy się bardzo. Ci, którzy powinni dbać o intelektualne i duchowe zaplecze, jawnie uczestniczą w nachalnym urabianiu najniższych społecznych gustów, bo tylko tam mogą zarabiać na życie. (...) czy my, ludzie, których najważniejsze momenty w życiu przypadły na okres przełomu epok, możemy poprzestać na bezwiednej akceptacji tego, co nazywa się wolnymi mechanizmami rynkowymi, które nie stawiają przed nami żadnych wyzwań oprócz tych związanych z tzw. karierą zawodową?1
Złość, rozgoryczenie, rezygnacja? Na koniec nazwał swoich rówieśników "generacją nic", co zainicjowało żywą dyskusję na łamach "Gazety Wyborczej". Wypowiadali się młodsi i starsi czytelnicy. Można było przebierać w słowach, jak w ulęgałkach: idź, stój, łap, wyrzuć, daj, bierz... buntuj się! A oni ? filozof i artysta plastyk (filary Cool Kids of Death) ? uroczy, nieznośni, niewinni? Wkroczyli na ścieżkę kontestacji skomercjalizowanej? Kiedy on krzyczał, że telewizja kłamie a oryginały nie istnieją, w prawą dłoń wciśnięto mu propozycję wywiadu dla TV, a lewej zaoferowano rozmowę na antenie radiowej. Jaki to dziś śliczny nasz mały buntownik, a jak cudownie śpiewa...; piszące harpie prześcigały się w pochlebstwach a kolorowe magazyny zamieszczały rysunki przyszłego klasyka gatunku. Dane im było wykorzystać ich pięć minut. Być może ktoś kiedyś powie, że są trendy, a nie passé.
"Generacja nic", "pokolenie Frugo", "cywilizacja kciukowa", "pokolenie Matrixa" to kolejne szufladki, do których trafiają jednostki zanalizowane i przyporządkowane do konkretnej etykiety. Frugo to napój w fantastycznych kolorach, kciuk służy do szybkiego (?) wystukiwania liter składających się na sms-a, Matrix to kultowy film braci Wachowskich, a NIC to po prostu nic. Te określenia spadają na człowieka i jak sieć trzymają w uwięzi tak długo, jak pozwala termin przydatności do spożycia. Potem można osobnika odstawić na wyższą/niższą półkę, a on już niech tam sobie radzi i walczy z zasadami marketingu, niech mocuje się z innymi o prawo do bycia zlokalizowanym za pomocą wzroku spragnionego nowości Klienta. Nie można tak po prostu wydalić człowieka, jednostki, istnienia. Może już każdy z nas został wpisany w odpowiedni rejestr, ale to jeszcze nie oznacza, że nie ma wyjścia, że trzeba się podporządkować z braku własnej propozycji czy mizernej siły przebicia. Trzeba walczyć o siebie, o własne przekonania, ulubione kolory, trzeba chcieć zrobić ze swoim życiem coś, czego nie będziemy żałowali, coś mojego/twojego, wychodzącego z naszego wnętrza.
Dyskusje w radiu czy w gazetach, wnikliwe analizy codzienności, przyciągnęły moją uwagę szybkością, chęcią postawienia trafnej diagnozy choremu społeczeństwu i sporą porcją narzekania. Starczy wspomnieć słowa Magdy Jethon (z maja 2003 r.) prowadzącej w programie III Polskiego Radia audycję "Klub Trójki": Rozmawialiśmy o tym, jak zmieniła się Polska od 1989 roku. Jak zmieniła się polityka, życie i kultura; że wszystko, co nas otacza, jest plastykowe i płytkie, że żyjemy w czasach megakonsumpcji. Mówiliśmy też o tym, że przez całe lata `90 młodzież była zadowolona z siebie i otaczającego ją świata. Wszyscy żyli mitem wielkich szans życiowych w wolnej Polsce. W tych czasach zniknęli kontestatorzy, nie było w tym nic złego, to była reakcja na upokorzenia z czasów PRL-u. Jednak po 13 latach okazało się, że słodkie życie nie jest dla wszystkich, nie ma tylu wolnych miejsc w pociągu z napisem: "jest super". Właśnie dlatego Muniek uważa, że mamy przed sobą renesans buntu, ze już niedługo skończy się okres totalnego zaniku kontestacji. I dalej o tym, że media potrzebują nowości, żeby istnieć, a w tym przypadku newsem jest zjawisko kontestacji. "Ubolewanie" nad niewidocznością buntu i przerażająca częstotliwość używania słów: system, wyścig szczurów, zniewolenie modą, nisza, alternatywa... i nikt nie potrafi podać przykładu... Wszystkim wyraźnie brakuje klimatu lat 60. i 70. Bo jak się buntować w czasach, kiedy wszystko wolno?
Na domiar złego młodzi zachłysnęli się Ameryką, bezrobocie nadtrawia tkankę społeczną, a w parlamencie nie ma zgody. Słowem ? źle się dzieje. I pewnie jeszcze wiele elementów można dopisać do tej listy, tylko po co. Do czego prowadzi wyliczanie grzechów i usterek? Można się w tym zapętlić i nigdy już nie wyjść poza krąg zła. Można też spróbować poszukać elementów, które wyraźnie nie przystają do takiego obrazu rzeczywistości, które nie epatują naszych zmysłów swoją nachalną obecnością, nie wciskają się w każdy zakamarek jeszcze niezagospodarowanej przestrzeni. Może warto wyruszyć na poszukiwanie przygody, przygody dającej choćby złudzenie opuszczenia opłotków życia pisanego na kartach gazet, poddawanego korekcie w magazynach telewizyjnych, krytykowanego na radiowej antenie. Może okaże się, że to, co usłyszeliśmy, to nie mistyfikacja i twór przesiąkniętego goryczą umysłu. A jeśli tam rzeczywiście jest człowiek, taki jak my a jednak inny, inny swoją wolą i potrzebą zajrzenia za kulisy spektaklu pod tytułem "Tu i teraz"?
____________
1 M. Pęczak, Off ale pop, "Polityka", nr 46(2376), 16 listopada 2002, s.63.

(?)

 

Magdalena Rychlińska
Wyświetlony 3716 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.