czwartek, 23 wrzesień 2010 11:20

Nie umniejszajmy naszej roli

Napisał

Choć w 1914 r. do konfliktu wiodły zapędy obydwu europejskich koalicji, to całkowite zdjęcie z Rzeszy winy za I wojnę światową jest tezą karkołomną.

Tym bardziej w świetle zbrodni dokonywanych na cywilach już w pierwszych jej dniach ? m.in. w Kaliszu i Antwerpii. Nigdy jednak nie stwierdzałem, że sprawstwo "Wielkiej Wojny" było tak jaskrawo jednoznaczne, jak np. w r. 1939. Nigdy też nie uważałem Traktatu Wersalskiego za akt sprawiedliwości. Mój sprzeciw budzi jednak pogląd, że krzywdzące postanowienia z 1919 r. stanowią uzasadnienie dla kolejnej agresji. Przecież taka opinia jest o krok od stwierdzenia, że w 1939 r. Hitler prowadził wojnę sprawiedliwą.
Proporcje i dobór materiału są, oczywiście, wynikiem preferencji autorów i stanowią ich wolny wybór. Jeśli jednak pomijanie jednych faktów i wyolbrzymianie innych przybiera skrajną postać ? prowadzi do stworzenia kłamstwa historycznego. Uważam, że autorzy zbliżyli się do tego standardu. Jak się dowiedziałem ? zbiera Pan dziejopisarskie kurioza. Nowy nabytek będzie pasował do takiej kolekcji. Z uporem nie podzielę opinii, że dla autorów pierwsze ofiary były już przed Kampanią Wrześniową. Książka nosi tytuł "Kronika II Wojny Światowej". Przyjmuję, że wojna ta zaczęła się 1 września 1939, i nie zgadzam się z innymi datami oznaczającymi jej wybuch, nawet jeśli są głoszone na najbardziej czcigodnych łamach.
Znam artykuł, który Pan poleca równie dobrze, jak poprzedzające go publikacje francuskie oraz krytykę gen. Andersa zawartą we wspomnieniach Sosnkowskiego. Tezy prof. Wieczorkiewicza zawsze są interesujące, ale też często kontrowersyjne. Rola jednostek nie-polskich pod Monte Cassino jest faktem oczywistym. Zdanie: nie powinniśmy się oburzać na argumenty o zasługach innych, gdyż były to działania połączone zawiera nawet skrót książki Wańkowicza przeznaczony dla szkół podstawowych. Sporną kwestią pozostaje znaczenie manewrów poszczególnych korpusów. Monte Cassino zatrzymało kampanię włoską na dobre cztery miesiące i przykuło uwagę świata. Stąd przełamanie jego oporu jest klasycznym przykładem sukcesu, do którego przyznaje się wielu ojców. Nie wszyscy z nich są, tak jak Wańkowicz, skłonni oddać cześć towarzyszom broni. David Hapgood w podtytule do swej książki "Monte Cassino" napisał: Historia najbardziej kontrowersyjnej bitwy II wojny światowej i niewiele wspomina o Polakach. Rzetelna ocena wydarzeń jest trudna, a prof. Wieczorkiewicz rozczarował mnie artykułem, który tak Pana zachwycił. Nie samą opinią o decydującym znaczeniu oskrzydlenia klasztoru przez korpus gen. Juina, ale zdawkowym potraktowaniem piekielnie złożonej sprawy. Głowy najtęższych strategów przez kilka miesięcy pochylały się nad mapami, szukając możliwości pokonania niesłychanie trudnych linii obrony. Dokonano monstrualnych nalotów, trzy wielkie natarcia zakończyły się rzezią i udowodniły, że manewry oskrzydlające bez wyparcia Niemców z klasztoru są skazane na krwawe niepowodzenie. Drogi na Rzym nie otwarł też desant pod Anzio. Opinia o decydującej roli korpusu Juina oparta jest na założeniu, że alianccy generałowie byli dyletantami i zamiast finezyjnego francuskiego planu woleli bezmyślnie rozlewać krew swych ludzi na wzór Stalina. Przyzna Pan, że to teza trudna do obrony. Mnie bardziej przekonuje wielokrotnie powtarzane wówczas zdanie: Nie ma rady ? trzeba gryźć ten orzech.
Rano 18 maja 2 Korpus szturmem zdobył Massa Albaneta, wzgórza 593 i 569. Stanowiska ogniowe kluczowego punktu Linii Gustawa znalazły się pod lufami Polaków. Żołnierze Andersa już następnego dnia natarli w rejon Piedimonte, który został zdobyty w nocy z 24 na 25 maja, co oznaczało przełamanie Linii Hitlera.
Myślę, że decyzja tak ryzykownej, a w efekcie krwawej bitwy była wówczas jednak uzasadniona. Myli się Pan sądząc, że Monte Cassino zdobywano po postanowieniach konferencji w Jałcie ? odbyła się ona dopiero w lutym 1945 r. W istocie jednak los Polski był już przesądzony w Teheranie, ale ta straszna prawda była wtedy przed nami skrywana jeszcze przez kilka miesięcy. Gen. Anders przyjął propozycję marsz. Alexandra, wychodząc z założenia, że korpus w kampanii włoskiej i tak nie uniknie dużych strat. Pozostawała kwestia, czy ta ofiara będzie zauważona. Podejmując tę decyzję, nie miał podstaw, by zakładać, że skutkiem będzie jedynie nowa karta polskiej chwały. Rzeczywiście więc ? zmartwił mnie Pan swoimi informacjami o Monte Cassino tak, jak wcześniej zrobił to prof. Wieczorkiewicz.
Francuzi, Amerykanie, Anglicy od lat bezceremonialnie przypisują sobie zasługi naszych ojców. Obraz Polaków jako bohaterów mających zasługi w pokonaniu Hitlera nie jest im do niczego potrzebny. Przeciwnie ? wyjaskrawia podłość ich polityki. Nie jestem zwolennikiem mitologizowania naszej historii, ale także ? bezkrytycznego akceptowania wątpliwych interpretacji. Podkreślanie przez Francuzów decydującej roli pod Monte Cassino wojsk gen. Juina świetnie wpisuje się w kontekst szeregu innych faktów ? np. wydawnictw drukowanych z okazji 50. rocznicy utworzenia Drugiego Frontu. Bywało, że załączone do nich mapy pokazywały szczegółowo działania batalionów, a pomijały ? szlak dywizji gen. Maczka. Pomnik Żołnierza Polskiego w Paryżu (Francji w 1940 broniły 82 tysiące Polaków) z trudem odnalazłem między krzakiem a budką transformatorową. Czemu miałoby nad Sekwaną służyć pielęgnowanie pamięci polskich zasług? Przypominaniu tego, jak się wobec nas zachowali w 1939 roku?

Artur Adamski
Wyświetlony 3395 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.