czwartek, 30 wrzesień 2010 07:56

Zdarzyło się w Deir Yassin...

Napisane przez

Była sobie w Palestynie wieś, mała ojczyzna 700 Arabów. Nazywała się Deir Yassin. Dobra wieś. Tubylcy uprawiali rolę, hodowali zwierzęta, wybierali wapień w kamieniołomie. Niektórzy pracowali w nieodległej Jerozolimie. Cicha, spokojna, w miarę zamożna osada. W pobliżu rozłożyła się żydowska kolonia Giv'at Sha'ul. Sąsiedzi żyli w zgodzie. Kupowano, sprzedawano. Lokalny handel. W przeddzień tragicznej wojny przedstawiciele obu społeczności zawarli porozumienie: ma być, jak było. Dowództwo Hagany w Jerozolimie zatwierdziło układ. Kto by tam interesował się skromnymi rolnikami i kamieniarzami. Niech sobie żyją, na zdrowie.

Wpadli jak bestie. "Jeźdźcy Apokalipsy", NKWD, "chłopcy Dirlewangera" ? zawsze to samo. Teraz oni, kolejne wcielenie nikczemników, żydowscy bojówkarze z Irgun Zvai Leumi i Bandy Sterna.
Deir Yassin, 9 kwietnia 1948 roku, trzy lata po zakończeniu tragicznej dla wielu Żydów II wojny światowej. Wspomina Fahidi Zeidan, wtedy 11-letni chłopczyk: "Gdy wstało słońce zapukali, nie odpowiedzieliśmy. Wyważyli drzwi, wkroczyli, poczęli rewidować dom; dostali się do schowka i wygarnęli nas jeden po drugim. Zastrzelili wuja, gdy jedna z jego córek krzyknęła ? także ją zastrzelono. Potem przywołali mojego brata Mahmuda i zabili go na naszych oczach. Matka zawyła, pochyliła się nad bratem, wciąż tuląc ssącą jeszcze pierś moją maleńką siostrzyczkę Khadrę; zabili i matkę. Zaczęliśmy krzyczeć, płakać, ale powiedzieli, że jak nie przestaniemy to wszystkich zastrzelą. Potem ustawili nas [pod ścianą domu ? DR], strzelali i poszli sobie". Fahidi, dwie siostry i brat przeżyli. Obok matki i Mahmuda spoczęli ojciec, dziadek, babcia, wujowie, ciotki i inne dzieci.
Dwa dni później Deir Yassin odwiedza przedstawiciel Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, Jacques de Reynier. Fragment jego memorandum adresowanego do siedziby głównej MKCzK w Genewie: Zdawało mi się, że w trzecim pokoju jakiegoś domu coś drgnęło, znalazłem małą, 10-letnią dziewczynkę, była potwornie ranna, ale... żyła. Pomimo obecności lekarza wojskowego nikt nie troszczył się o nią od co najmniej 24 godzin... Z największym trudem udało mi się przezwyciężyć opór Irgunu, musiałem siłą umieścić ranne dziecko w naszym ambulansie.
Ofiarą ataku bandziorów padło 120 ludzi. Mężczyźni, kobiety, dzieci. Bez różnicy. Oszołomionych wieśniaków, którzy przeżyli masakrę załadowano na ciężarówki i wywieziono do Jerozolimy. Maszerowali głównymi ulicami miasta. Parada ofiar. To też już było, wszystko już było...
Masakra Deir Yassin oznaczała początek wygnania ponad 700 tysięcy Palestyńczyków. Wyludniło się 400 arabskich miast i wiosek. Nikt nikogo o nic nie pytał. Nie było wyboru.

(?)
Bartosz Jakubowski
Wyświetlony 4377 razy

Najnowsze od Bartosz Jakubowski

Więcej w tej kategorii: « Kultura a wolny rynek Odkrycie Europy »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.