czwartek, 30 wrzesień 2010 07:59

Kultura a wolny rynek

Napisał

Gdyby nie istniało prawo własności, nie byłoby mowy o rozwiniętej kulturze. Potrzeby kulturalne pojawiają się u człowieka, ponieważ spełnione zostały potrzeby "niższego rzędu", jak się to czasem określa. Dzięki rozwojowi gospodarczemu i zaopatrzeniu w technologie (oraz kapitał, który te technologie wprowadza), człowiek może przeznaczać część zasobów na realizację innych pragnień. Pojawiają się potrzeby "wyższe".

Niektórzy jednak zaznaczają, że warto podważyć fundamenty prawa własności, bez konieczności odrzucania własności jako takiej. Warto złamać zasady społecznej współpracy po to, by finansować kulturę i zapewniać jej właściwy rozwój, ponieważ wszyscy korzystamy na kulturze. Rzekomo uznaje się to za jakieś "dobro publiczne" (definicja dobra publicznego jest nieścisła i nienaukowa, więc nie można na jej podstawie budować twardych zaleceń co do polityki ? całe społeczeństwo "korzysta" na wielu rzeczach, np. na tym, że wszyscy się myją i używają dezodorantów; czy zatem należałoby dotować produkcję mydeł i kosmetyków dla tych, którzy kupują za swoje pieniądze wódkę?).
Należy jednak odpowiedzieć na krytyczne pytanie, dlaczego jakiś rodzaj działalności kulturalnej nie został sfinansowany dobrowolnie przez właścicieli? Odpowiedź jest natychmiastowa ? ponieważ przeznaczyli oni posiadane przez siebie środki na inne, bardziej pożądane towary. Ot, cała tajemnica. Pewne dobra nie są produkowane, ponieważ nie ma takiej możliwości, by wszystkie dobra wyprodukować. Można produkować tylko niektóre dobra, gdyż rzadkość zasobów (włącznie z czasem śmiertelnego człowieka) jest faktem powszechnie obowiązującym w rzeczywistości, w której przyszło nam żyć.
Pytanie więc brzmi, dlaczego jakiś centralny planista kulturalny miałby decydować, zamiast prawowitych właścicieli? Skoro ludzie suwerennie zdecydowali o tym, że nie chcą kupować książek autorstwa pana X, dlaczego należy ich do tego zmuszać? Tutaj dochodzimy do sedna teorii o finansowaniu kultury przez państwo: lud jest zbyt mało wrażliwy pod względem estetycznym, by docenić piękno artystycznego tworzenia. Załóżmy, że nawet tak jest. So what? Co z tego? Niech i tak będzie. Trudno. Moim zdaniem polscy artyści są zbyt słabo wykształceni ekonomicznie i często propagują absurdalne mity, a jednak nie uważam, że należy finansować z podatków ich naukę. Chociaż widziałbym w tym naprawdę ogromną korzyść! Nie tylko dla siebie, ale także dla całego społeczeństwa, do którego mogłyby docierać podstawowe prawidła dotyczące naszej rzeczywistości.
"Naprawiacze świata" i inżynierowie społeczni wpadają na wiele własnych pomysłów, dlaczego "warto" konfiskować ludziom własność i przeznaczać na inne cele. Oczywiście, pragną o tym decydować wedle własnych preferencji i przekonań. Powoływać specjalne rady "eksperckie", które, korzystając z państwowych pieniędzy, będą kierować strumienie zasobów w stronę "najważniejszych" działań kulturalnych.
Tymczasem jest to wyjątkowo nierówne traktowanie społeczeństwa. Dlaczegóż te "elity" mają decydować za innych ludzi? Co lub kto daje im moralne prawo do tego, żeby stawiać swoje własne gusta ponad prawem własności pozostałych ludzi? Czemu ich subiektywne przekonania mają brać górę nad fundamentami cywilizacji? Argument o tym, że jest to konfiskowanie tylko części własności nie jest argumentem kategorycznym, a ilościowym, więc nie może świadczyć na rzecz tego rozwiązania.
Oprócz tego, należy zwrócić uwagę, że wiele działalności kulturalnych bywa rozrywką dla ludzi. Mamy ludzi, którzy są zainteresowani przyjemnością, która płynie z poznawania sztuki. Dotyczy to malarstwa, literatury, muzyki, teatru. Rynek takich odbiorców nie musi być rynkiem tak szerokim jak widownia "Titanica". Zaletą prospołecznej organizacji społeczeństwa (cóż za tautologia!) jest fakt, że wiele różnorodności może istnieć na raz. Nie istnieje żadnego rodzaju uniformizacja świadczonych usług. Dopóki swoboda działalności jest nienaruszona, dopóty rynki kulturalne mogą się dynamicznie dostosowywać do potrzeb wybranych odbiorców. Trudno uwierzyć w to, że gdyby nie państwowe dotacje, to nikt już nie słuchałby Mozarta.
Pytanie w każdym systemie gospodarowania zawsze brzmi: czyja konsumpcja? Załóżmy, że jakiś fragment twórczości kulturalnej nie jest w stanie pozyskać środków na jej kontynuację. Nie ma szansy na masowego odbiorcę, podobnie jak nie ma szansy na wąski rynek odbiorców. Cóż zatem pozostaje? Naturalnie ? mecenat. Odnalezienie sponsorów, którzy będą zainteresowani produkcją non profit. Ten rodzaj działalności jest jedną z najbardziej niedocenianych części teorii ekonomii (zapewne po części dlatego, że ciężko mówić o porównaniu pieniężnych nakładów w stosunku do trudno mierzalnych efektów, a po części jest to czkawka po błędnej materialistycznej koncepcji człowieka jako homo oeconomicus).
Nie jest tak, że każdy podejmuje się działalności tylko dla zysku monetarnego. Każdy kieruje się motywem "zysku psychicznego", którego chęć zdobycia pieniędzy jest tylko jednym składnikiem (dla niektórych ujemnym…). Wybieramy pracę nie tylko ze względu na wysokość zarobku, ale także radość, jaką nam przynosi (lub nieprzyjemność z pracy). Wybieramy miejsce pracy, uwzględniając możliwości przeniesienia się w inne środowisko. Człowiek nie kieruje się czystym motywem pieniężnym.
I jak bardzo dotyczy to samych konsumentów. Konsumenci wydają pieniądze nie dla zysku monetarnego (byłoby to absurdalne, ponieważ pozbywają się pieniędzy), ale w poszukiwaniu największej korzyści z tytułu wymienionych na coś pożądanego pieniędzy. W przypadku produkcji non profit producenci są w zasadzie jednocześnie konsumentami. Oni są właśnie odbiorcami swojej produkcji ? dotyczy to prywatnego mecenatu. To jest właśnie szansa dla sztuki, która w przekonaniu pewnych grup powinna być wspierana.

(?)
Mateusz Machaj
Wyświetlony 5938 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.