piątek, 12 listopad 2010 14:51

Nie wraca się z Brazylii Cz. 2

Napisane przez

Osiem tysięcy Polaków żyjących w stanie SĂŁo Paulo i trzech sąsiednich stanach, to przeważnie przedstawiciele inteligencji, Polacy już drugiego pokolenia. Rodzice z tego pierwszego pokolenia wojennego zadbali o to, by ich dzieci ukończyły jakieś wyższe szkoły. Często od maleńkości dzieci posyłali do szkół amerykańskich czy niemieckich. Po opanowaniu języków, wyrabiało się dla syna czy córki stypendia na naukę w Stanach Zjednoczonych, praktyki w Europie lub też dzieci studiowały na zupełnie niezłych uniwersytetach względnie szkołach medycznych w SĂŁo Paulo.

Dziś już to drugie polskie pokolenie jest dostosowane kwalifikacjami do brazylijskiego rynku pracy. Przykładowo, moja kuzynka ma prywatną firmę usługową tłumaczeń multisemantycznych. Jej bracia: jeden pracuje na giełdzie kakaowej, drugi wykupił na własność fabrykę makaronu, ich kuzyn, geodeta odkrył właśnie złoża bardzo poszukiwanego czerwonego marmuru.
Naturalnie można nie osiągnąć rubikonu elity i staczać się w dół. Ale ambitniejsi Polacy znaleźli się już w grupach miejscowej elity i usytuowania swego strzegą. Mój kuzyn powiada mi ? "Do Rio de Janeiro to 45 minut". Rozumie, że z SĂŁo Paulo polecę do tego najwspanialszego miasta świata samolotem. W ogóle nie zakłada, abym mógł jechać sześć godzin autobusem, na który bilet jest pięciokrotnie tańszy od samolotowego. Moje kuzynka powiada, że do Santos, gdzie jest najbliższa w stosunku do SĂŁo Paulo plaża morska, jeździła dawniej, gdy nie było do tej miejscowości drogi szybkiego ruchu. Wtedy do Santos udawali się bogaci Żydzi i Arabowie. Dziś, po zbudowaniu świetnej autostrady, na plaże tamtejsze jeżdżą wszyscy i odtąd jej noga w Santos nie postała, gdyż z byle kim nie chce obcować na słońcu. Nie może też zrozumieć, jak można jeździć metrem, gdzie rzekomo jest "brudno i niebezpiecznie". Przynależność do elity narzuca wyrzekanie się wszelkiego populizmu. Standard ten wymaga jednak wielkiej pracy i dyspozycyjności. Wielu ludzi pracuje w firmach amerykańskich, o których panuje opinia, że dobrze płacą, ale potrafią z pracownika wycisnąć wszystkie siły ? "jak z cytryny". Poza tym praca w firmach zagranicznych wiąże się z nieustannymi podróżami samolotami po całym świecie. Mój kuzyn pracował, jako zatrudniony przez Amerykanów, w Anglii, Francji, w USA i w Argentynie. W SĂŁo Paulo nie jest łatwo z kimś się umówić, bo w zasadzie są dwie możliwości: albo od rana do wieczora pracuje, albo wyjechał poza SĂŁo Paulo, by weekend spędzić poza tym miastem-kolosem. Właśnie dojeżdżanie do pracy czy na uniwersytet zjada długie godziny, tak że wartki rytm życia wymaga energii i umiejętności panowania nad sobą samym. Świat elity brazylijskiej wymaga też nie wyuczonych, lecz po prostu wpojonych w naturę poglądów antysocjalistycznych, antykomunistycznych i uznających pojęcie równości naturalnej ludzi jedynie wobec obietnic niebieskich.
Urzędujący obecnie zwycięski w ostatnich wyborach prezydent Federacyjnej Republiki Brazylii Luis Inacio Lula da Silva, wywodzący się z lewicowej Partii Pracujących, budził obawy, że skieruje nawę państwową na lewo. Okazało się jednak, że ma doradców lewicowego i prawicowego, i szczęśliwie utrzymuje ster rządów po środku ? w centrum, nie zmieniając w istotny sposób polityki swego poprzednika.
Wspomniany tu przykład usług służącej domowej powiela wielu mężczyzn stojących w ciemnych garniturach przed hotelami w charakterze portierów lub bagażowych czy innych boyów, przywołujących klientom taksówki bądź wreszcie najniższej warstwy usługodawców zamiatających spadające liście drzew i płatki kwiatów przed prywatnymi rezydencjami. Dzięki takiej właśnie gamie usług, które chyba wysokopłatne nie są, w Brazylii bezrobocie utrzymuje się w granicach 9% czynnych zawodowo.
W literaturze poświęconej Brazylii mowa jest zawsze o nędzy mieszkańców podmiejskich faveli. Raz przejeżdżałem przez taką favelę w Rio de Janeiro i stosunków panujących w tego typu dzielnicach nie znam. Są tam domy mieszkalne, nędzne i na poddaszach, gdzie są zapewne jedynie izby sypialne, budynki nie mają oszklonych okien. Patrzą więc z góry czarnymi oczodołami. W favelach zapewniony jest dopływ energii elektrycznej do domów, są tam sklepy, kursują autobusy, dojeżdżają nawet typowe dla Brazylii autobusiki "escolar", dowożące do szkół i odwożące po lekcjach do domów uczącą się młodzież. Naturalnie są favele bardziej ucywilizowane i mniej. Istota rzeczy polega na tym, że są one miejscem inicjacji urbanistycznej tych, którzy przychodzą z interioru i pragną żyć i pracować w miastach. Ich dostosowanie cywilizacyjne do życia miejskiego jest żadne i dlatego favele są dla nich naturalnym pierwszym progiem procesu urbanizacji. Mogą jednak kreować życie ich i ich pokoleniowych następców, co już przestaje być prawidłowością nadającą się do zaakceptowania. Trzeba jednak założyć, że właśnie owe autobusiki escolar są sygnałem zmian. Wyjście z faveli ich mieszkańców jest możliwe jedynie wówczas, jeśli przez wstępną chociażby edukację nabędą oni umiejętności życia i pracy w wielkim nowoczesnym mieście. Właśnie ten ciągły dopływ ludzi bez przeszłości sprawia, że Brazylia, która w pewnych wymiarach uderza siłą swej nowoczesnej cywilizacji, nie jest odnotowywana na wysokich pozycjach światowych tabeli rozwoju edukacji lub służby zdrowia, co jest tu zbieżne z sytuacją Polski.
PKB liczone na jednego mieszkańca w parytecie siły nabywczej, w porównaniu do Stanów Zjednoczonych, w Brazylii wynosi 21,6%, czyli niewiele ponad jedną czwartą siły nabywczej mieszkańca USA, i sytuuje ten kraj na 61. pozycji, po Rosji i Białorusi, podczas gdy Polska zajmuje 52. miejsce z 26,4%, a zatem mimo wszystko wyższe od Brazylii. Potrzeby edukacyjne w społeczeństwie tego państwa-kolosa są ogromne i środki na to ma wysysać system podatków od podaży energii elektrycznej, wody, usług telefonicznych, przy jednoczesnym limitowaniu pensji w sektorze państwowym, które nie mogą być wyższe od wynagrodzenia prezydenta. Kraj ten jednak globalnie, jako całość reprezentuje ogromną siłę nabywczą i jest w stadium ciągłego rozwoju. PKB w parytecie siły nabywczej całego społeczeństwa Brazylii wynosi 1163 mld dolarów, sytuując to państwo w skali światowej na 9. pozycji, po potęgach azjatyckich i krajach Unii Europejskiej, podczas gdy Polska na tej liście zajmuje miejsce 24. z 324 mld dolarów. W SĂŁo Paulo dzięki ogromnej aktywności tamtejszego uniwersytetu pospiesznie tworzona jest kadra nowej inteligencji brazylijskiej. Przykładowo uniwersytet ten rocznie wypuszcza 20 tys. dyplomowanych prawników. To są właśnie te skale amerykańskie, które w krajach tamtego kontynentu są zawsze olbrzymie. A jednocześnie państwa Ameryki Południowej kulturowo ogromnie lgną do starej Europy. Ileż restauracji, sklepów czy parków nazywa się w SĂŁo Paulo Louvre, Trianon, Paris, cała młodzież szkolna nosi koszulki z napisem "Dante". Jednakże najdonioślejszym znakiem obecności kultury europejskiej w tym kraju jest stała wystawa malarstwa w Muzeum Sztuki na Avenida Paulista 1578. Prezentowane w tym muzeum płótna najświetniejszych malarzy kręgu kultury europejskiej: Rubensa, Renoira, Maneta, Toulouse-Lautreca, Picassa i innych u schyłku I wojny światowej, kiedy ludzie wysprzedawali zbiory prywatne, zostały wykupione przez Assisa Chateaubrianda, który swoją kolekcję sprowadził do SĂŁo Paulo. Jest to po dziś dzień jedna z najświetniejszych kolekcji malarstwa europejskiego w świecie. Nieopodal tego muzeum w niedzielę przy Avenida Paulista odbywają się targi szlachetnych kamieni i biżuterii wyrabianej przez Indian, chętnie nawiedzane przez turystów z uwagi na niskie ceny ofiarowywanych wyrobów.
W maju 2003 roku wielkiej miary wydarzeniem kulturalnym, celebrowanym przez całe SĂŁo Paulo, była wystawa sztuki chińskiej, zorganizowana w Muzeum Sztuki Współczesnej, znajdującym się pośrodku miasta w rozległym parku Ibirapuera. Kto żył, dzieci szkolne, starcy na wózkach, udali się zwiedzać tę wystawę, na której, między innymi, prezentowane były przedmioty pochodzące z 1400 lat przed Chrystusem. Dla mieszkańców SĂŁo Paulo, miasta którego rozkwit nastąpił w XIX wieku wraz z "cyklem kawy", tak starożytne dzieje kultury któregoś z narodów są fenomenem zupełnie niewyobrażalnym. Kolejki po bilety na tę wystawę ciągnęły się na kilometr. A obok mało kto zaglądał do Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Są tu eksponowane obrazy, na przykład takie, na jakich naklejany jest obcas buta i jakiś kijek lub jakieś plansze kolorowe, zwiedzać to można, ale brak sił do zachwytu.
Z perspektywy krótkiego pobytu trudno wydawać sądy na temat religijności Brazylijczyków. Widuje się takich, którzy żegnają się przechodząc koło kościoła. Ale generalnie świadomość sacrum nie jest tu dość silna. Obserwacja osób przychodzących na uroczystość ślubną do kościoła wskazywała, że ważniejszą dla nich sprawą było witanie znajomych niż oddanie czci Najświętszemu Sakramentowi w ołtarzu. Z drugiej jednak strony liturgia mszalna w niedzielę jest tu celebrowana z wielką wzniosłością. Przy ołtarzu z obu stron ustawiają się szeregi księży, mężczyzn i kobiet w białych szatach. Wszystkie te osoby później żywo uczestniczą w liturgii, szczególnie kobiety, które intonują pieśni, czytają lekcję. Piękny jest moment procesjonalnego wniesienia darów ofiarnych, a także Ewangelii pokazywanej wiernym. Niektóre momenty obrzędu witane są oklaskami przez obecnych w kościele. Wszyscy obecni otrzymują tekst odmawianych modlitw mszalnych i czytanych w daną niedzielę wyjątków z Pisma św. Intencje wiernych są podobne do naszych, zaczynają się modlitwą za Papieża, ale obejmują też księży pracujących w Brazylii. W celu zebrania ofiar pieniężnych przed ołtarzem stawiany jest duży kosz, a więc nie ma kosza puszczanego po ławkach. Osoby chcące złożyć dar podchodzą do tego kosza.
Bardzo piękny jest moment pojednania wiernych. Celebrans bierze za ręce dwie osoby z szeregów stojących przy ołtarzu. Te podają ręce następnym. Wokół ołtarza powstaje krąg, z którego ostatnie osoby podają ręce pierwszym z ławek kościelnych. I dalej, ci w ławkach biorą się wzajemnie za ręce. Wszyscy przybyli do kościoła wierni są zjednoczeni w rozchodzących się kręgach osób powiązanych dłońmi. A za ołtarzem celebrujący ksiądz trzyma się za rękę z kobietą lub dwoma kobietami z obu swych stron (Była to pierwszy raz widziana przeze mnie tak wyraźna obecność kobiety za ołtarzem, która jednak wynikała z więzi pojednania ludzkiego, a nie ze sprawowania funkcji sakramentalnych). Potem ogromna większość ludzi obecnych w kościele przystępuje do komunii św. A sakrament Eucharystii przyjmowany jest pod dwoma postaciami. Przy duchownym podającym hostie stoi drugi duchowny z kielichem Krwi Pańskiej, w której hostie są zanurzane.
Po mszy, tak jak u nas, pobożne kobiety gromadzą się przy bocznym ołtarzu, by poprosić Matkę Boską o opiekę w najbliższych dniach. Charakterystyczne jest to, że w kościołach brazylijskich, podobnie jak w Portugalii, postać Matki Boskiej prezentowana jest w figurach, a nie na obrazach.
Opisane tu wrażenia wywodzą się z kościoła oo. jezuitów, znajdującego się przy jednej z głównych ulic, przy Avenida Paulista. W SĂŁo Paulo kościoły są wciśnięte pomiędzy budynki, wyniosłością swych wież już nie panują nad zurbanizowanym krajobrazem wielopiętrowych gmachów, stworzonym przez człowieka. A jednak Kościół istnieje w tym kraju, już może nie panuje, ale jest. Z nim wiąże się obyczajowość rodzinna, co poświadcza chociażby zaobserwowana uroczystość ślubna. Odbywała się ona o ósmej wieczór, gdy jest już chłodniej. Do kościoła powoli schodzili się znajomi nowożeńców. Nawy kościelne wypełniły się przystojnymi mężczyznami i przepięknie ubranymi kobietami. O ustalonej porze przed ołtarz wyszły dwa szeregi osób, po jednej stronie z rodziny panny młodej, po drugiej pana młodego. Na końcu tego orszaku pojawił się w świetnie skrojonym smokingu pan młody, który na tle ołtarza oczekiwał nadejścia oblubienicy. Po jakichś 10 minutach otworzyły się drzwi wejściowe kościoła i próg przekroczyła mała dziewczynka w czerwonej krynolinie, niosąca wiązankę kwiatów. Przeszła sama przez całą długość kościoła, kwiaty oddała panu młodemu i stanęła wśród członków rodziny panny młodej. Znów minęło 10 minut i otwarły się drzwi wejściowe, na tle których ukazała się w bieli dorodna sylwetka panny młodej prowadzonej pod rękę przez swego ojca. Gdy doszła do ołtarza, zaczęła się uroczystość ślubna ? piękna i zarazem pełna wzniosłości. Kulminacyjnym momentem było składanie przysięgi przez młodą parę, obok której po obu stronach stanęli rodzice. Podnieśli oni ręce do góry i trzymali je tak, jakby swoim współudziałem potwierdzali treść przysięgi. Wychodzącej z kościoła młodej parze nikt pod nogi nie rzucał pieniędzy. Godnie i skromnie stanęła ona na uboczu. Życzenia składała jej najbliższa rodzina. Nie było naręczy kwiatów i nieustannego całowania się z nieznanymi sobie ludźmi. Co dzieje się później, na przyjęciu, tego czas nie pozwolił zaobserwować. Jedno pewne, że opisana tu uroczystość była znakiem trwałości dawnej kultury chrześcijańskiej, która tu, na tym krańcu świata, ostała się przed zachłannością ewolucji. Podczas uroczystości ślubnej pośród ludzi, którzy wypełnili kościół, były dwie osoby ciemnej karnacji: służąca, która niosła w koszyku pieluszki za jedną z dam przybyłą z małą córeczką, oraz usługujący przy ołtarzu kościelny. Wśród gości była jedna ubrana przepięknie mulatka, uderzająca pięknością oraz jeden mężczyzna o murzyńskich rysach. ów wspaniały w swych konturach ślub był uroczystością białych mieszkańców miasta św. Pawła. To św. Paweł mówił, że już nie ma Greka ani Żyda. Wydaje się jednak, że jest to wezwanie zwrócone do przyszłości.
Naturalnie w Brazylii nie ma rasizmu, ale jest elitaryzm. I dziś już znaczna część Polaków, zamieszkałych w tym państwie-kontynencie, doszła do kręgów elitarnych. W Brazylii ma ona do czynienia z kulturą europejską i z kulturami wszystkich innych nacji świata. Mieszka w kraju o nieprzebranych przestrzeniach i nieograniczonych możliwościach. Żyje w społeczeństwie, w którym nadal występuje podział czynności, gdzie jedni służą, drudzy są obsługiwani. Wszystko to, szeroka przestrzeń, ogrom tamtejszego świata, jego perspektywy sprawiają, że Polska jawi się tam jako miły sercu kopciuszek. Dla tych Polaków, którzy się tam urodzili, właściwie już nie ma powrotu do Polski. Właśnie zagadkowość Brazylii sprawia, że z niej się nie wraca.

Stanisław Jan Rostworowski
Wyświetlony 5802 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.