sobota, 13 listopad 2010 12:43

Warszawę odwiedzić byśmy radzi

Napisane przez

Jeżeli obecnie komukolwiek data 6 sierpnia kojarzy się z jakimś historycznym wydarzeniem, to ze zrzuceniem bomby atomowej na Hiroszimę w 1945 r. A tymczasem przed wojną był to dzień świąteczny. Wprawdzie nie wolny od pracy, lecz obchodzony uroczyście. Oto 6 sierpnia 1914 r. nastąpił wymarsz Legionów z krakowskiego parku Oleandry. Dokładnie - oddziałów strzeleckich pod komendą Józefa Piłsudskiego, które niebawem przeformowały się w Legiony.

Wyruszyli z Krakowa i maszerowali na północ, chcąc dotrzeć do stolicy, jakby wypełniając wezwanie, które w Weselu Stanisław Wyspiański włożył w usta Wernyhory:
Leć kto pierwszy do Warszawy
z chorągwią i hufcem sprawy.

Wśród żołnierskich pieśni i piosenek, które wtedy się pojawiły, znalazła się także śpiewana na melodię Przybyli ułani pod okienko, ze słowami nieco zmienionymi w stosunku do oryginału z czasów Powstania Listopadowego. Żołnierze 1. pułku ułanów Legionów, dowodzonego przez Władysława Belinę-Prażmowskiego na okrzyk panienki: O Jezu, a cóż to za wojacy?, odpowiadali: Nie bój się, otwieraj, Beliniacy. I dodawali, że Warszawę odwiedzić byśmy radzi. W dalszych zwrotkach śpiewali, jakie to miasta jeszcze zamierzają odwiedzić: Wilno, Gdańsk, Poznań...
Ale na odwiedzenie stolicy (jak zresztą innych miast) musieli długo czekać. Legiony doszły do Kielc, lecz plany sztabów austriackiego i niemieckiego nie przewidywały frontalnego ataku na Warszawę. Ludność zaś Królestwa Polskiego zimno przyjęła legionistów, zatrzaskując przed nimi drzwi i okiennice, wojska rosyjskie uznając za "swoje". Cezary Jellenta, zakochany w Warszawie, w swoich wspomnieniach Wielki zmierzch biadał na reakcję miasta wobec wiadomości o Legionach: Takie ponęty! Polska komenda, własne wyekwipowanie i tysiąc innych wdzięków ? a Warszawa szemrać gotowa? Nie do pojęcia, nie do wiary! A w zapiskach z 9-10 grudnia 1914 r.: Przecież ci ludzie od czterech miesięcy harcują dokoła Warszawy, a dostać się nie mogą. Byli już w Lubelskiem, w Kieleckiem, w Piotrkowskiem, w Radomskiem, w Warszawskiem, a pewnie w Kaliskiem i Płockiem, w stu miastach czekali na znak, żeby się uszykować w pochód tryumfalny do Warszawy ? daremnie. Bywali od niej o dwie mile, może z sercem zamierającym czekając wyniku walki ? i nie weszli. I wyklinał miasto, a właściwie jego mieszkańców, że złorzeczą legionistom, wiwatują natomiast na widok wojsk rosyjskich. Powoli zaczynamy myśleć i czuć po rosyjsku. Surowo więc charakteryzował stolicę: Podobnie jak sonda wypłukuje żołądek, tak Warszawa wypłukuje mózgi. robi się w nich miła, serdeczna pustka, prawie że taka sama jak w kieszeni. Co prawda w Warszawie stało nadal wojsko rosyjskie, operujący zaś na tym odcinku Niemcy nie decydowali się na bezpośredni atak na Warszawę, chcąc z niej raczej "wycisnąć" nieprzyjaciela.
Ale 4 sierpnia 1915 r. Władysław Orkan (ten sam, od powieści i opowiadań podhalańskich, bo przecież Góral) we wspomnieniach Drogą czwartaków (służył w 4. pułku piechoty Legionów wchodzącym w skład III Brygady) zapisał: Gdy wjeżdżam do Wólki Krasienińskiej, gdzie stała Komenda Legionów, zaraz na wstępie wita mię ruch niezwyczajny. Orkiestra gra ? ludzie się kupią przed kwaterą sztabu, na chatach chorągiewki biało-czerwone. Nastrój święta. ? Cóż to za uroczystość? ? pytam znajomego oficera sztabu. ? Jak to? Nie wiesz?... Warszawa wzięta!
Latem 1915 r. pod wpływem położenia na froncie i groźby otoczenia, Rosjanie wycofali się z Warszawy. Lecz wkroczyły do niej wojska niemieckie. Legionom nie pozwolono wejść do Warszawy nawet symbolicznie. Gdy nieco później przybył Józef Piłsudski, a ludność urządziła pod jego oknami manifestację, Niemcy polecili mu natychmiast opuścić stolicę. Zmienił się wtedy (dopiero) stosunek warszawiaków do Legionów. To już byli "nasi chłopcy", niecierpliwie wyczekiwani. Wreszcie 1 grudnia 1916 r. Legiony znalazły się w Warszawie, lecz tylko II Brygada, a i to nie w całości. Niemcy, świadomi konfliktu między Piłsudskim, nominalnym dowódcą I Brygady, a dowództwem II Brygady, dopuścili do miasta tylko oddziały tej drugiej, starając się w ten sposób zminimalizować znaczenie i popularność Piłsudskiego. Defilada była też symboliczna. Uczestniczył w niej Julian Kulski, wówczas oficer 3. pułku piechoty Legionów (w skład I Brygady wchodziły 1. i 5 pułk Legionów, w skład II Brygady 2. i 3. pułk, w skład III Brygady, ideowo zbliżonej do Pierwszej, 4. i 6. pułk). W swojej książce Z minionych lat życia 1892-1945 Kulski pisał: Pod koniec uroczystości nie czułem prawej ręki, wymęczonej od długotrwałego defiladowego trzymania szabli oficerskiej na ramieniu. Pułk dostał dach nad głową w koszarach u zbiegu Alei Jerozolimskich i Solca. (...) Pobyt pułku w Warszawie był stosunkowo krótki. Chodziło o to, by nie stwarzać ludności miasta okazji do manifestacji patriotycznych.
Dopiero 11 listopada 1918 roku... Rozbrajanie Niemców i niepodległość. Franciszek Skibiński w Ułańskiej młodości 1917-1939 tak zapamiętał ów dzień: Szliśmy [jechali konno, lecz powoli, noga za nogą ? MAK] cały czas wśród zwartych szpalerów warszawiaków, a po bokach plutonu i za nim biegły całe stada chłopców, rozgorączkowanych i wrzeszczących wniebogłosy. (...) Nam się wydawało, że większość tłumu stanowiły śliczne warszawianki, posyłające od ust całusy i obrzucające kwiatami nas i nasze konie. (...) Płakali zresztą bezwstydnie nawet starsi panowie.

(?)
Marek Arpad Kowalski
Wyświetlony 4822 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.