sobota, 13 listopad 2010 13:25

Trzecia władza

Napisane przez

Alea iacta est, "kości zostały rzucone". Polacy, członkowie narodu, który w dziejach świata zasłynął swoim oddaniem sprawie niepodległości i suwerenności, poszli i wybrali tej niepodległości i suwerenności daleko idące ograniczenia, i upoważnili ludzi Millera i Kwaśniewskiego do dalszych działań w tym kierunku.

"Wolność to uświadamiana konieczność" ? pouczał Włodzimierz Iljicz Lenin. Jak się wydaje, ta dialektyczna maksyma głęboko zapadła w naszą podświadomość, usuwając z niej anachroniczne mity o Wolnej i Niepodległej. Już nie będziemy przechodzić Wisły i przechodzić Warty, aby być Polakami. Teraz już przechodzić będziemy zupełnie inne rzeki, uzyskując w zamian całkiem nowoczesny status Europejczyka. Przysłano mi właśnie mailem wypowiedź Wysokiego Komisarza Unii Europejskiej, podobno naszego wielkiego przyjaciela, Gunthera Verheugena, na spotkaniu z nauczycielami w Związku Nauczycielstwa Polskiego. "Duch narodu kształtowany jest w szkołach i to od polskich nauczycieli będzie zależało, czy przyszłe pokolenia charakteryzował będzie duch europejski czy duch narodowy. Polska będzie reprezentowana w Unii Europejskiej tym lepiej, im więcej osób będzie miało odpowiednie poglądy w kwestiach Unii Europejskiej. Jestem pewien, że uda nam się wychować wiele osób, które staną się Europejczykami".
Sławny dysydent sowiecki, Włodzimierz Bukowski, surowy krytyk ewolucji, jakiej podlega Unia Europejska, napisał do mnie po zakończonym referendum: "Polacy to naród nieprawdopodobny. Prawie wszyscy ludzie, z jakimi się spotykałem i rozmawiałem w Polsce, przyznawali mi rację w ocenie Unii Europejskiej i tego, ku czemu zmierza. Ale kiedy przyszło do referendum, poszli i przegłosowali wstąpienie Polski do Unii".
Na taki, a nie inny, wynik referendum złożyło się wiele przyczyn. Przede wszystkim, od kiedy Jan Paweł II wyraźnie opowiedział się za naszym wstąpieniem do Unii, sprawa była definitywnie przesądzona. Po drugie, paradoksalnie, czynnikiem skłaniającym wielu Polaków do głosowania "za" była całkowita kompromitacja naszej klasy politycznej, jaką ujawniła i przypieczętowała afera Rywina. Wydawałoby się, że jeśli ludzie do tego stopnia publicznie skompromitowani nawołują nas do wstąpienia do Unii, to ich nawoływania przyniosą skutek odwrotny, że kłamcom, manipulatorom, oszustom nikt wiary nie da. Tymczasem stało się coś przeciwnego: wielu ludzi poszło głosować "za", gdyż ma nadzieję, że Unia Europejska rozprawi się z tym "towarzystwem", odsunie ich od władzy i że zapanują u nas wreszcie: "porządki europejskie", przede wszystkim rządy prawa.
Dodatkowym elementem, rzecz jasna, były wszelkie "miraże europejskie", zwłaszcza nadzieja na większy rynek pracy w krajach zachodnich.
W nawałnicy propagandowej, której nie oparła się większość Polaków, nie przebierano w środkach i argumentach. Słyszałem pewnego uczonego, zresztą niejednego, który twierdził, że nasze wstąpienie do UE można porównać tylko z Chrztem Polski. Papież, a za nim Aleksander Kwaśniewski i wielu innych, porównywali ten akt do Unii Lubelskiej. Warto powiedzieć dwa zdania o tym porównaniu. O Unii Lubelskiej, zawartej pod koniec życia ostatniego z Jagiellonów, tak pisał Paweł Jasienica w "Rzeczpospolitej Obojga Narodów":
"Główną w czasach popiastowskich zasługą polską wobec historii kontynentu był udział w stworzeniu pierwszego w dziejach Europy państwa wielu narodów, wiar i kultur. Polska współpracowała w tej mierze z Litwą i Rusią, lecz bez wątpienia była naczelnym, upartym i wytrwałym budowniczym wspólnego domu, walnym jego wspornikiem czy fundamentem, a ze względu na gęściejsze zaludnienie, wyższy poziom kultury i cywilizacji materialnej ? także i przodownikiem. Gdyby kiedykolwiek odmówiła ponoszenia ciężarów, wschodnia ściana owego gmachu runęłaby od razu".
Jakież tu może być porównanie do Polski wyciągającej rękę po jakieś "dopłaty", do tych wszystkich targów i przeliczników, do tych analiz, czy zostaniemy wystrychnięci na dudka i dopłacimy do interesu, czy też może uda nam się coś zarobić?
Teraz, kiedy sprawa została już ostatecznie przesądzona, jedyne co pozostaje, to znaleźć najlepszy możliwie modus vivendi, szukać sposobów najlepszego zabezpieczenia naszych interesów. Nasi politycy przekonują nas, że wszystko będzie w najlepszym porządku, ponieważ mamy zapewnione tyle samo miejsc w Parlamencie Europejskim, co Hiszpania. I wszędzie indziej, na zasadzie "parytetu" nasz udział w decyzjach unijnych będzie znaczny. Myślę, że mamy pełne prawo, a nawet obowiązek, nie ufać tym zapewnieniom. Składają je bowiem ludzie, którzy do tej pory w sposób najbardziej wymowny wykazali, że cechuje ich niekompetencja w rządzeniu własnym krajem, ludzie, którzy dopuścili do niesłychanego rozgrabienia finansów publicznych i majątku narodowego, ludzie, których historyczną zasługą jest największe w Europie bezrobocie i degradacja całych obszarów kraju.
Nawet w najbardziej mrocznym okresie naszych dziejów, nawet w okresie rozbiorów, we wszystkich trzech zaborach stanowiska publiczne zajmowały osoby, których patriotyzm z perspektywy historycznej nie może być zakwestionowany; ludzie kompetentni, dbający ze wszystkich sił o interes narodowy. Warto przypomnieć nazwiska wybitnych galicjan, obu Agenerów Gołuchowskich, seniora i juniora, obu Badenich, Marcina i Kazimierza, z których ostatni doszedł do stanowiska premiera Austro-Wegier, Michała Bobrzyńskiego, kolejnego namiestnika cesarskiego, w Królestwie Kongresowym Aleksandra Wielopolskiego, Romana Dmowskiego. A potem tych, którzy budowali Niepodległą, Józefa Piłsudskiego, Ignacego Paderewskiego, Gabriela Narutowicza, Stanisława Wojciechowskiego, Ignacego Mościckiego, Kazimierza Bartla, Eugeniusza Kwiatkowskiego i wielu, wielu innych. Byli to ludzie o wielkich kwalifikacjach i gorący, wypróbowani, patrioci polscy. Jakiż to niesłychany kontrast z tymi, którzy urządzali i urządzają życie Polaków od II wojny światowej!
Skąd wzięli się ci ludzie? Skąd wzięli się Bierut, Cyrankiewicz, Gomułka, Ochab, Gierek, Jaruzelski, Rakowski? Skąd wzięli się Miller, Kwaśniewski, Balcerowicz, Rosati, Suchocka, Bielecki, Wałęsa, Cimoszewicz, Buzek, Pawlak, Cytrycki, Hubner, Truszczyński? Skąd Łaciński, Kołodko, Hausner? Co o nich wiemy, o ich przodkach, o ich rodzicach, o klimacie, w jakim byli kształceni, w jakim wyrośli? Gdzie są jakieś dzieła, których dokonali, zanim zajęli najwyższe w państwie stanowiska? Przedwojenni Prezydenci II RP, zanim zostali wybrani na to stanowisko, byli wszyscy znanymi w świecie naukowym profesorami, a kim byli Wałęsa i Kwaśniewski? Czym się Polakom zasłużyli, zanim zostali premierami, dr Cimoszewicz, dr Bielecki, dr Suchocka, inż. Pawlak, Leszek Miller?
Wszystko to są ludzie znikąd. Pojawiają się na scenie politycznej nie wiadomo skąd i jak. Kto wie: może to nawet i są wielcy polscy patrioci, może w godzinie próby nie zawiodą, może nawet gotowi są dbać o polskie interesy, nawet w Brukseli i Waszyngtonie! Tylko skąd mamy to wiedzieć i czy mamy jakiś dowód ich patriotyzmu poza deklaracjami? Nie możemy akceptować i godzić się na taką sytuację, żeby tam, w Brukseli, tam w Waszyngtonie, żeby także i tu rządzili nami w nieskończoność "ludzie znikąd". Właśnie dlatego konieczne są jednomandatowe okręgi wyborcze, żebyśmy ten zaklęty krąg przerwali, żeby do Sejmu, a w konsekwencji do rządu, dostawali się ludzie STÂĄD, ludzie z naszych okręgów wyborczych, ludzie, których znamy, wiemy gdzie są i skąd się tu znaleźli, kim byli ich przodkowie, ludzi, którzy się czymś pozytywnym zasłużyli wobec swoich społeczności. Przypomnijmy sobie, jak się do tej pory wybierało posłów i jak nadal mają wyglądać wybory: każdy, kto idzie do urny, otrzymuje broszurę zawierającą kilkaset nazwisk. Nazwiska te nic większości z nas nie mówią, stawiamy krzyżyk przy jednym nazwisku, a wybrany zostaje ktoś zupełnie inny. Na każdym spotkaniu publicznym pytam moich słuchaczy, kto brał udział w głosowaniu i kto ma obecnie w Sejmie osobę, na którą oddał głos. Statystyka jest nieodmiennie taka sama: jeśli na pierwsze pytanie pozytywnie odpowie połowa sali, to na drugie jedynie garstka. Bo tak właśnie jest w skali całego kraju: jeśli w ostatnich wyborach do Sejmu wzięło udział ok. 14 milionów Polaków, to zaledwie ok. 6 milionów znajdzie w Sejmie swoich przedstawicieli. Zaledwie ok. 20% obywateli polskich oddało głosy "prawidłowo", w tym sensie, że głosy te padły na tych, którzy zdobyli mandaty poselskie. Reszta albo zrezygnowała z udziału w tym konkursie, albo oddała głosy na innych ludzi.
Przy tym systemie wyborczym obracamy się wciąż w kręgu tej samej "elity politycznej znikąd". Powstała mała grupa wykreowanych przez telewizyjne media "lokomotyw wyborczych", jak np. Jarosław Kaczyński, Andrzej Lepper i kilku innych, wciągając za sobą ludzi, o których tylko oni wiedzą, gdzie ich znaleźć. I tak jest we wszystkich partiach i na wszystkich listach.
Warunkiem naszego przetrwania jest zmiana tego stanu rzeczy. Trzeba ten system wyborczy odrzucić i dać nam możliwość wybierania osób znanych i cieszących się naszym zaufaniem. Tacy ludzie są. Polska jest bogata w ludzi wartościowych, kompetentnych, utalentowanych i patriotycznych. To nieprawda, że wszystko co najlepsze trafiło już do Warszawy i tam zgromadzono już całą kompetencję, mądrość i talenty Polaków. Być może jest akurat na odwrót. Trzeba nam tylko zamienić system doboru negatywnego na system doboru pozytywnego. Takim systemem jest prosty, jasny, zrozumiały dla wszystkich brytyjski system jednomandatowych okręgów wyborczych. Wtedy, nawet w Unii Europejskiej, nie będą nami rządzić ludzie znikąd.

Jerzy Przystawa


 

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina, Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 12 czerwca 2003)
Wyświetlony 6357 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.