wtorek, 07 grudzień 2010 01:09

Egzotyczna swojskość

Napisane przez

Niektórym może się to wydać dziwne miejsce. Egzotyczne i jednocześnie zaskakujące swojskością. Po polsku Adampol, po turecku PolonezkćyĂź, czyli Polska Wieś lub Wieś Polaków, po adampolsku zaś wieś nazywana jest Kolonią, a jej polscy mieszkańcy Kolonistami.

Wieś założona została w 1842 r., na wschodnim, azjatyckim brzegu Cieśniny Bosfor. Jeszcze w połowie XX w. trzeba było tu jechać ze Stambułu konno lub bryczką kilka godzin ? dziś około pół godziny samochodem. Jej protektorem był książę Adam Jerzy Czartoryski, po powstaniu listopadowym przywódca emigracyjnego obozu Hotel Lambert. Właściwie książę Adam był przeciwny zakładaniu wsi. Obawiał się, że nie podoła finansowo temu przedsięwzięciu. Przed faktem dokonanym postawił go Michał Czajkowski, po przejściu na islam i wstąpieniu do służby sułtana znany jako Sadyk Pasza. Staraniom jego i jego małżonki, Ludwiki Śniadeckiej, wieś wiele zawdzięcza w pierwszych, chudych latach swego istnienia. Była to właściwie wojskowa kolonia, w której mieli znaleźć schronienie Polacy i rzymscy katolicy, których los rzucił z dala od Ojczyzny. W zamierzeniach założycieli wsi, osada miała być przykrywką dla antyrosyjskiej dyplomatycznej działalności Hotelu Lambert na Bałkanach i Bliskim Wschodzie. W przyszłości mieli Koloniści wejść w skład wojska polskiego, które będzie walczyło o niepodległość Polski. Plany te właściwie nigdy nie zostały zrealizowane. Powoli Kolonia przekształcała się w osadę rolniczą. Borykała się jednak z nietypowymi problemami, wynikającymi z nietypowych okoliczności swego powstania. Pierwszymi osadnikami byli mężczyźni, doskwierał brak odpowiednich do ożenku panien. Kandydatki na żony Kolonistów "rekrutowano" nawet z majątków Czartoryskich w Galicji. Niektórzy Koloniści żenili się też z chrześcijankami z okolicznych wiosek greckich i ormiańskich.
Bardzo ważną kwestią dla osadników było zachowanie protektoratu europejskiego kraju, co pozwoliłoby utrzymać niezależność od administracji państwa osmańskiego i dało jednocześnie osłonę przed agresywnymi wystąpieniami ambasady Rosji. Było to dość trudne, gdyż książę Adam Czartoryski był obywatelem francuskim, jego syn i spadkobierca austriackim, a wielu osadników emigrantami politycznymi lub uciekinierami, formalnie poddanymi carskiej Rosji, czasem zaś Prus i Austro-Węgier. Koloniści ubiegali się więc to o opiekę ambasady Francji, to znów Austrii. Pamiątką po tej ostatniej jest jedna ze starych fotografii adampolskiej szkoły, na której koło tablicy widać portrety Franciszka Józefa i sławnej cesarzowej Sissi. W Republice Tureckiej wszyscy potomkowie dawnych Kolonistów zostali obywatelami tureckimi. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po I wojnie światowej bardzo wzmocniły się też związki z Ojczyzną. Osłabły one nieco w okresie PRL, by teraz znów rozkwitnąć z nową siłą.
W regulaminie dawnej Kolonii istniał zapis o ograniczeniu napływu osadników do Polaków i rzymskich katolików. Dość późno osiedliło się tu kilku nie-Polaków, którzy jednak przyjęli polską opcję kulturową. Wielkimi strażnikami polskości wsi był kościół i szkoła. O jedno i drugie Koloniści musieli zresztą zabiegać. Adampol często nie miał własnego proboszcza, a ci, którzy tu przybywali, zrażeni trudnymi warunkami marzyli o jak najszybszym powrocie do cywilizacji. Jednak w 1870 r. wzniesiono drewniany kościół, który legł w gruzach w wyniku trzęsienia ziemi (1894) i został odbudowany w 1914 r. Od trzech lat świątynią pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej, opiekuje się nowy proboszcz, który także prowadzi lekcje religii dla dzieci Kolonistów. Szkoły nie ma już dziś we wsi. Ani polskiej, ani tureckiej. Polscy nauczyciele działali z dużymi przerwami do lat 30. XX w. Później działała wyłącznie szkoła turecka. W końcu i tę zamknięto ze względu na zbyt małą liczbę dzieci. Rolę polskich nauczycieli przejęli rodzice, a zwłaszcza dziadkowie, którzy jak wspominają dziś starsi mieszkańcy, czytywali wnukom "bajki", takie jak Pan Tadeusz czy Trylogia. Długo, obok polskich książeczek do nabożeństwa, były to podstawowe lektury i podręczniki języka, historii i kultury polskiej.
Obok wiecznych kłopotów z kościołem i szkołą, niemal od pierwszej chwili istnienia Kolonii zabiegano też o uregulowanie kwestii własności gruntów, na których osada się znajdowała. Początkowo chodziło o ułożenie przyjaznych stosunków między księciem Adamem Czartoryskim a zakonem Salezjanów, od których grunty te dzierżawiono. Dopiero książę Władysław, syn Adama, stał się właścicielem ziemi. Planował on prawdopodobnie uwłaszczenie osadników, lecz kolejne postępowania spadkowe, bałagan biurokratyczny i administracyjny, zmieniający się pełnomocnicy, zmieniające się rządy, ustroje i kierunki polityki państw sprawiły, że Koloniści uzyskali prawo do ziemi dopiero w 1969 r.
Było to jedno z najbardziej doniosłych wydarzeń w dziejach Adampola. Zbiegło się też z doprowadzeniem do wsi drogi i elektryczności na początku lat 70. Dotychczas względnie zamknięta wieś otworzyła się na świat. Wielu kolonistów sprzedało ziemię i w poszukiwaniu lepszego życia migrowało do Australii, Niemiec, Kanady... czy po prostu uciekało do miasta, uzyskawszy wykształcenie, co we wsi nie było niczym nadzwyczajnym. Nabywcami ziemi byli zazwyczaj Turcy. Dziś na około sześciuset stałych mieszkańców, mających adampolski meldunek, dziewięćdziesięciu uważa się za Kolonistów, potomków dawnych osadniczych rodów. Kultywują oni tradycje, kulturę i język przodków.
(?)
Marzena Godzińska
Wyświetlony 7393 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.