wtorek, 21 grudzień 2010 13:02

Między etatystami a liberałami

Napisał

W 3, marcowym numerze "Opcji", pan Piotr Skórzyński w artykule "Sprawiedliwość (a)społeczna" rozprawia się z tym dziwolągiem terminologicznym i słusznie. Argumentacja Autora byłaby jeszcze bardziej przekonująca, gdyby "sprawiedliwości społecznej" przeciwstawił pełniejszy obraz sprawiedliwości zwyczajnej. Ale zamiast wysuwać pretensje, lepiej samemu wypełnić tę lukę, co niniejszym spróbuję uczynić.

 
Na początek jednak odniosę się do myśli Alberta Camusa, którą pan Skórzyński cytuje najwyraźniej z pełną aprobatą. Tymczasem wydaje mi się, że stwierdzenie Camusa, iż "neguje się Boga w imię sprawiedliwości, ale czy idea sprawiedliwości może być pojmowana bez idei Boga", wcale nie jest oczywiste. "Idea Boga", jako niezbędny element logicznej konstrukcji czy też autentyczne przeświadczenie o Jego istnieniu, ułatwia nam z pewnością odpowiedź na pytanie: "dlaczego trzeba być sprawiedliwym", a może nawet w ogóle umożliwia udzielenie takiej odpowiedzi. Natomiast dla samego pojmowania sprawiedliwości nie wydaje się niezbędna. Jest to nawet tym bardziej prawdopodobne, że istnieją współcześnie co najmniej dwa odmienne sposoby pojmowania sprawiedliwości, z których wynikają też skrajnie odmienne konsekwencje polityczne. Zamierzam poniżej przedstawić zarówno te sposoby, jak i te konsekwencje.
Pierwszy sposób polega na pojmowaniu sprawiedliwości jako idealnego stanu stosunków między ludźmi. Świadczy to o wielkich ambicjach, ale właśnie one już na wstępie rodzą poważne konsekwencje, również polityczne. Po pierwsze, skoro możliwy jest do osiągnięcia taki ideał, to warto osiągnąć go jak najszybciej, również drogą na skróty, a więc nawet za cenę przejściowych odstępstw od zasad określających ów ideał. Po drugie, skoro ideał zostanie osiągnięty, to cała pomysłowość i energia musi zostać skierowana na jego utrwalenie, to znaczy na uniemożliwienie jakichkolwiek zmian, ponieważ każda zmiana stanu idealnego musi oznaczać jego pogorszenie. Ze szczytu wszystkie drogi prowadzą w dół. Zatem osiągnięcie takiego idealnego stanu stosunków między ludźmi, nazywanego sprawiedliwością, oznaczałoby faktyczny koniec historii.
Zwolennicy takiego sposobu pojmowania sprawiedliwości opracowali też formułę, stanowiącą merytoryczną treść pojęcia "sprawiedliwość": od każdego według jego możliwości, każdemu - według potrzeb. Jeśli stosunki między ludźmi ułożyłyby się według tej formuły, sprawiedliwość zatriumfowałaby na zawsze.
Przyjrzyjmy się zatem bliżej tej formule, skoro jej realizacja miałaby przynieść tak poważne konsekwencje. Już na samym początku musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, skąd właściwie możemy wiedzieć, jakie są możliwości i jakie potrzeby każdego człowieka? To musimy wiedzieć z całą pewnością, bo w przeciwnym razie jakże moglibyśmy ukształtować stosunki między ludźmi według tej formuły? Jeśli chodzi o potrzeby, odpowiedź wydaje się prosta: możemy się o nich dowiedzieć od każdego człowieka. Nikt lepiej od niego nie zna jego potrzeb, więc to on właśnie może nas o nich najlepiej poinformować. Z możliwościami jest już gorzej. Człowiek z reguły sam nie wie, jakie są jego możliwości, zanim przy jakiejś okazji ich nie sprawdzi, więc informacji absolutnie pewnej od nikogo w tej sprawie uzyskać się nie da. A przecież musimy to wiedzieć i to nie mniej-więcej, tak tylko w przybliżeniu, a dokładnie i precyzyjnie, bo inaczej nie da się ułożyć idealnego stanu stosunków między ludźmi. Jeśli zatem w sprawie możliwości napotykamy taką niemożliwość pierwotną i obiektywną, to jedynym sposobem zaradzenia tej sytuacji jest pójście na skróty i po prostu arbitralne wyznaczenie każdemu człowiekowi jego możliwości z osobna. Dzięki temu zyskujemy wiedzę pewną przynajmniej o tym, jakie możliwości, a więc jakie powinności każdemu wyznaczono i już bez żadnej przeszkody możemy przejść do realizowania naszego społecznego ideału.
Trudno jednak nie zauważyć, że ceną za osiągnięcie ideału w postaci sprawiedliwych stosunków między ludźmi, jest zamordowanie wolności. Jeśli bowiem już na samym początku musi pojawić się KTOŚ, czyje orzeczenia co do możliwości, a więc powinności poszczególnych ludzi MUSZÂĄ być przyjęte powszechnie i bez zastrzeżeń, to znaczy, że wolność już nie istnieje, że musiała zostać poświęcona na ołtarzu ideału. Oznacza to, że nie można mieć wolności i sprawiedliwości jednocześnie, że albo-albo. Jeśli chcemy mieć wolność, to musimy godzić się na niesprawiedliwość, a jeśli ma być sprawiedliwość - to niestety tylko w warunkach niewoli.
Zwróćmy uwagę, że w społeczeństwach, które podążyły drogą wyznaczoną przez takie rozumienie sprawiedliwości, wolność została zamordowana wszędzie i to zaraz na samym początku. Wbrew dość rozpowszechnionemu mniemaniu, nie były to wcale żadne "błędy" czy "wypaczenia", tylko nieuchronna konsekwencja polityczna przyjęcia tak rozumianego pojęcia sprawiedliwości.
Drugi sposób rozumienia sprawiedliwości jest mniej ambitny. Nie oznacza zapowiedzi realizowania ideału społecznego, a jedynie stanowi skromną wskazówkę pożądanego sposobu postępowania, a ściślej - osobistej postawy. Autorem tej drugiej formuły jest rzymski prawnik Ulpianus Domitianus, żyjący na przełomie II i III wieku po narodzeniu Chrystusa. Według niego iustitia est firma et perpetua voluntas suum cuique tribuendi (sprawiedliwość jest to niezłomna i stała wola oddawania każdemu tego, co mu się należy).
Tę drugą formułę też musimy poddać surowej analizie, zadając to samo pytanie, co i przy formule pierwszej: skąd mianowicie możemy wiedzieć, co się komu należy? Odpowiedź jest zarazem i prosta i kłopotliwa. Prosta - bo każdy może przecież powiedzieć, co mu się należy, ale kłopotliwa - bo byłoby naiwnością traktować takie deklaracje jako
absolutnie wiarygodne. A przecież nie możemy wiedzieć, co się komu należy tak mniej-więcej, tylko musimy wiedzieć to dokładnie, tzn. nie tylko, że komuś w ogóle coś się należy, ale i że należy mu się akurat to, albo akurat tyle. Jeśli byśmy tego nie wiedzieli i dowiedzieć się nie mogli, to ta formuła byłaby całkowicie bezużyteczna.
Musimy zatem zastanowić się, czy istnieje sposób pozwalający na szybkie i pewne weryfikowanie deklaracji dotyczących oczekiwań i to w dodatku sposób możliwy do zastosowania w skali masowej. Otóż społeczeństwo, jako zjawisko, istnieje dzięki temu, że ludzie mogą się ze sobą porozumiewać. Niektóre z tych porozumień mają zasadnicze znaczenie z punktu widzenia naszych tu rozważań. Są to kontrakty, czyli umowy.
Umowa polega na tym, że jej strony komunikują sobie nawzajem swoje oczekiwania. Na przykład jeden chce zostać właścicielem samochodu i oczekuje, że sprzedawca samochodu mu to umożliwi. Z kolei sprzedawca oczekuje, że kandydat na nabywcę zapłaci mu odpowiednią kwotę pieniędzy. Jeżeli obydwaj dojdą do wniosku, że ich oczekiwania co do tego, "co im się należy", są wzajemnie uzasadnione, to dochodzi do zawarcia umowy i spełnienia tych oczekiwań. Każdy dostaje to, co mu się należy, i to w dodatku w jego własnym mniemaniu.
Mamy zatem sposób weryfikowania deklaracji oczekiwań "co się należy" bardzo prosty, pewny, szybki i możliwy do zastosowania w skali masowej. Warto zwrócić uwagę, że pewność, iż ta weryfikacja była autentyczna, mamy tylko wtedy, gdy umowa była całkowicie dobrowolna, tzn. bez żadnego przymusu z zewnątrz. Oznacza to, że ta formuła sprawiedliwości, w odróżnieniu od poprzedniej, może być realizowana tylko w warunkach wolności, że wolność stanowi condictio sine qua non sprawiedliwości. Nie stoimy zatem przed dramatycznym wyborem: albo wolność, albo sprawiedliwość. Przeciwnie - możemy postępować zgodnie z zasadami sprawiedliwości właśnie dlatego, że jesteśmy wolni. Ponieważ zarówno wolność, jak i sprawiedliwość są powszechnie uznawane za wartości jednoznacznie pozytywne, to formuła Ulpiana wydaje się zdecydowanie lepsza i poprawna intelektualnie, w odróżnieniu od formuły poprzedniej, chociaż niewątpliwie jest od niej mniej ambitna.
Charakterystyczne jest przy tym, że o ile w przypadku formuły poprzedniej, państwo w postaci KOGOŚ, kto definitywnie orzeka o możliwościach, objawiło się nam w całej swojej bezlitosnej potędze od razu na samym początku, to przy formule zaproponowanej przez Ulpiana jeszcześmy się na państwo nie natknęli. Sprawiedliwość i wolność - bez państwa! Czyżby państwo było niepotrzebne?
Niestety, a może "stety", aż tak dobrze nie jest, a nie jest dlatego, że zdarzają się nadużycia zaufania, czyli oszustwa oraz przemoc. Wracając do naszego przykładu z umową o sprzedaż samochodu, mogło się zdarzyć i tak, że nabywca zobowiązał się do zapłaty umówionej sumy, np. za tydzień, ale samochód odebrał od sprzedawcy natychmiast. Jednak po tygodniu nie tylko nie zapłacił, ale sprzedawcę, który przyszedł po pieniądze, postraszył rewolwerem i wyszczuł psami. Zamiast sprawiedliwości mielibyśmy wtedy oczywisty kryminał - triumf oszustwa wspartego siłą. Jeśli sprzedawca nie byłby w stanie przeciwstawić się tej sile, to nigdy nie dostałby tego, co mu się należy. Dlatego też państwo, które jest monopolem na przemoc, jest potrzebne dla przywrócenia albo zaprowadzenia sprawiedliwości. Potęga państwa ma ugiąć kark tych, którzy chcieliby naigrawać się ze sprawiedliwości. Dokładnie tak, jak w wizji poety: ale ty wyjść nie możesz. Tobie by wyjść nie dali. Bo za drzwiami jest siła. Potęga z żelaza i stali. Kiedy tak drżysz, zajączku, u stóp mistycznej drabiny, za drzwiami stoją ludzie mający karabiny.
Państwo zatem jest potrzebne, jednak zwróćmy uwagę, w którym momencie. Nie wtedy, kiedy strony ustalają warunki umowy. Wtedy obecność "państwa" między nimi nie tylko nie jest potrzebna, ale nawet niepożądana, gdyż nie mielibyśmy pewności, czy umowa aby na pewno była dobrowolna, a więc - czy weryfikacja wzajemnych oczekiwań była autentyczna. Krótko mówiąc, nie mielibyśmy pewności, czy umowa taka stanowi akt sprawiedliwości. Państwo bywa potrzebne dopiero w fazie późniejszej, gdy jego siła stanowi gwarancję, iż prawo ustanowione między stronami umowy będzie wykonane. Ta formuła oznacza zatem, że państwo nie jest jedynym twórcą prawa, że prawo ustanawiają również ludzie w stosunkach wzajemnych i to prawo, które - jako strony umowy - sami uważają za słuszne i sprawiedliwe. Państwo zaś również takiemu prawu udziela sankcji swojego przymusu.
Te dwie formuły, te dwa sposoby pojmowania sprawiedliwości, pociągają za sobą konsekwencje w postaci dwóch całkowicie odmiennych modeli państwa. Nic więc dziwnego, że zarówno co do sprawiedliwości, jak i modelu państwa, toczy się ostry spór między etatystami a liberałami, jako najważniejszy konflikt ideologiczny i polityczny naszej epoki.  
Stanisław Michalkiewicz
Wyświetlony 7957 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.