wtorek, 21 grudzień 2010 13:42

Druga poprawka

Napisane przez

Kiedy w listopadzie 1620 roku do wybrzeży Massachusetts przybił statek "Mayflower", jego pasażerowie byli życiowymi rozbitkami, wysłanymi z Anglii, którzy przez holenderską Lejdę trafili do Ameryki, na koniec świata, do dzikiej, nie dającej im żadnych perspektyw krainy. Kilka pokoleń później proklamowali niepodległość i w jej obronie wygrali wojnę z największym mocarstwem morskim świata, Anglią. Po upływie kilku następnych pokoleń Stany Zjednoczone uzyskały prymat w światowej gospodarce. Jak to było możliwe?

 
Biorąc pod uwagę, że Ameryka, kraj zbudowany od postaw, zdołała złamać prymat gospodarczy Europy, przyczyn sukcesu należy szukać nie tylko w tym, co Amerykę łączy z Europą, ale również w tym, co dzieli: specyficznych cechach, które umożliwiły rozwój szybszy niż w macierzy. Omówienie wszystkich differentia specifica, byłby to temat na piętnastotomową monografię, nie skromny felieton. Dlatego ośmielę się wskazać tylko jedną cechę - i to taką, na którą mało kto zwraca uwagę.
* * *
Po wygranej przez secesjonistów wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych (1775-1783), wcale nie było pewne, czy powstanie jednolite państwo amerykańskie. Pierwotna konstytucja, pochodzące z 1781 r. artykuły konfederacji i wieczystej unii, wskazywały raczej na związek niezawisłych państw. Kolejna konstytucja, uchwalona przez Konwent we wrześniu 1787 r., nie przypadła do gustu wielu lokalnym społecznościom. Vermont zaczął negocjować powrót do Korony Brytyjskiej, Karolina Północna i miniaturowe Rhode Island odrzuciły projekt. Stany Zjednoczone uratowało dopiero przyjęcie dziesięciu poprawek do Konstytucji, gwarantujących podstawowe swobody obywatelskie. Od samego początku szczególną rolę odgrywała wśród nich druga, mówiąca o prawie do posiadania i noszenia broni (Ponieważ dobrze zorganizowana milicja jest potrzebna z uwagi na bezpieczeństwo wolnego państwa, przeto nie wolno ograniczać prawa ludności do posiadania i noszenia broni). Dzięki niej urzędnik państwowy, reprezentujący instytucjonalny aparat przymusu oraz obywatel, mający prawo do posiadania własnej broni, są sobie niemal równi.
Podczas gdy Europa systematycznie ograniczała prawo obywateli do samoobrony, w Ameryce ten przywilej kwitł i rozrastał się wraz z doskonaleniem się technologii wytwarzania broni palnej. Praktyczna rola broni w stosunkach obywatel-państwo była minimalna (i całe szczęście!). Jednak za drugą poprawką kryła się w pierwszej kolejności zupełnie inna filozofia ułożenia stosunków między nimi. Obywatel z podręcznym arsenałem przestaje być petentem, który przeprasza rząd za to, że ośmielił się urodzić, a staje się partnerem, którego trzeba przekonać, pozyskać - nie zaś pokonać.
Uzbrojeni obywatele, w każdej chwili gotowi zwołać zbrojną milicję do obrony swoich konstytucyjnych swobód i uprawnień przed zakusami bandytów lub rządu, stali się wręcz symbolem amerykańskiej wolności. Wraz z rozwojem prawodawstwa, II poprawka stawała się coraz silniej spętana przez różne ograniczenia. Jeden z rabinów popierających prawo do noszenia broni obliczył, że w 2001 roku posiadanie i użycie broni regulowało już około 20.000 różnych norm prawnych, zarówno federalnych, jak i lokalnych. W odpowiedzi na to zaczął powstawać ruch militias, zbrojnych milicji.
* * *
Amerykańskie obywatelskie milicje nie mają nic wspólnego z naszą rodzimą produkcją w postaci Milicji Obywatelskiej. Korzystając z prawa do posiadania broni, zakładają je ludzie gotowi walczyć przeciw wzrostowi brutalnej przestępczości, rozrostowi biurokracji i kurczeniu się swobód obywatelskich. W pewnym sensie militias można porównać do dobrze nam znanej instytucji z czasów demokracji szlacheckiej, do pospolitego ruszenia. Tyle, ze amerykańskie milicje są formacjami ochotniczymi, dlatego nie ma tu tylu pasibrzuchów i maruderów in statu nascendi. Dodajmy jeszcze, że milicje walczą, wymachując bronią w czasie różnych demonstracji, a nie strzelając z niej do urzędników. Wszystkie znane mi organizacje tego typu działają w pełni legalnie. Pierwsza wielka manifestacja ostatniego wcielenia ruchu militias miała miejsce w 1994 r., gdy na wieść o planach ograniczenia prawa do posiadania i noszenia broni do Tallahassee na Florydzie przyjechało kilkanaście tysięcy Amerykanów. John S. Burns, pomysłodawca tej inicjatywy, określił ich wtedy jako zbrojną milicję Wielkiego Stanu Floryda, która została zmuszona przez okoliczności do wypełnienia swojego świętego obowiązku obrony Konstytucji Stanów Zjednoczonych oraz swobód i praw obywatelskich. Wkrótce powstały dziesiątki, potem setki lokalnych milicji.
Poza funkcją oczywistą, tj. obroną przed bandytami, pełnią one jeszcze jedną ważną rolę. Udział w przedsięwzięciach spod znaku militia jest jednym z nielicznych sposobów obrony Amerykanów przed zupełnym zgnuśnieniem. Niedawno wyczytałem w "Forum" wyniki badań, zgodnie z którymi 17 milionów mężczyzn ze Stanów Zjednoczonych cierpi na "syndrom nieśmiałego pęcherza". Według "Forum" miliony Amerykanów "przeraża myśl o oddawaniu moczu w toalecie publicznej". W sukurs pospieszyła im książeczka pod tytułem "Siusiaj swobodnie". Ostatnio na liście fobii Amerykanów pojawiła się wysoko notowana nowość: pogonofobia, czyli strach przed brodatymi mężczyznami. Te i inne wiadomości świadczą o tym, że funkcjonowanie w kraju o tak wysokiej stopie życiowej nie sprzyja zdrowiu psychicznemu. Wydaje się, że możliwość pobiegania po lesie z karabinem w dłoni i okrzykiem for God and for Country! na ustach, wyszłaby tym pogonofobom i siusiofobom na zdrowie.
Zakończyć chciałbym akcentem optymistycznym, i to z naszego podwórka. Otóż w jednym z polskich, urzędowych portali internetowych znalazłem cykl raportów o dostępie do broni parnej na świecie, sygnowany przez nobliwą instytucję o nazwie Biuro Studiów i Ekspertyz. W konkludującej cały cykl analizie nr 503 (to wszystko za nasze podatki!) Janusz Jeziorski pisze: "ograniczenia w dostępie do broni palnej są powszechnie uzasadniane (zwłaszcza w mediach) wzrostem przestępczości związanej z jej użyciem, brutalnością napadów oraz ilością ich ofiar. Równocześnie amerykańskie Federalne Biuro Śledcze (FBI) od 1993 r. dokumentuje w swoich raportach odwrotną zależność: ograniczenie przestępczości wraz z liberalizacją przepisów regulujących dostępność broni (wytłuszczenie dodane - RN). W Stanach, w których istnieje możliwość noszenia broni dla ochrony osobistej, wskaźnik przestępstw z użyciem przemocy spadł o 22%. Równocześnie wskaźnik przestępstw z użyciem broni palnej zmniejszył się o 29%, wskaźnik zabójstw - o 31%, ilość zabójstw zaś z użyciem broni krótkiej zmniejszyła się o 41%".
Oby w ślad za takimi publikacjami pojawiła się nowelizacja ustawy z 21 maja 1999 roku o broni i amunicji. Choć na ogłaszanie zapisów chętnych do naszych rodzimych milicji jest chyba jeszcze za wcześnie.
Robert Nogacki
Wyświetlony 4990 razy

Najnowsze od Robert Nogacki

Więcej w tej kategorii: « Chińskie wyzwanie Ameryka kocha Boga »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.