wtorek, 21 grudzień 2010 13:55

Bohaterowie i sprzedawczycy

Napisał

Te dwa typy ludzi dominują wśród Polaków. Oczywiście, w środku jest najliczniejsza grupa "zwykłych ludzi". Ci pociągani są przez bohaterów do walki lub są wykorzystywani przez sprzedawczyków oraz konsekwencje ich działań, albo też stoją na uboczu.

Z dawien dawna, na pewno co najmniej od XVIII w. wytworzył się, "wychował" typ polskiego sprzedawczyka. Nikczemna ta postać sprzeda cudzoziemcowi za własne korzyści wszystko to, na co ma wpływ w zakresie dobra publicznego. Bez sumienia. Swoją zdradę usiłuje nawet czasem przedstawić jako cnotę, udawać, że działa dla dobra Polski.
Jak liczni są w społeczeństwie? Nie liczba jest istotna, tylko straszne skutki ich działania. Wystarczy żeby wśród ludzi na stanowiskach publicznych znajdował się jeden sprzedawczyk na stu (można obawiać się, że proporcja ta w rzeczywistości jest mniej korzystna). Szkody dla dobra publicznego, dla kraju lub dla określonego sektora gospodarki względnie regionu, nawet okolic - jakie w swoim zakresie funkcjonowania może spowodować, bywają nieobliczalne, nie do naprawienia.
Ofiarami są zwykli ludzie. To oni mogą tracić możliwość zarobkowania, zbytu swojej produkcji, ziemię, pracę. Mogą stawać się nędzarzami lub przynajmniej spaść na bardzo niski poziom zawodowy i bytowania swojego i rodziny, z bardzo złymi skutkami społecznymi, a w szerszej skali - politycznymi.
Sprzedawczykostwo polskie jest dostrzegane przez innych. Najbystrzej przez Rosjan. Zwłaszcza Rosjanie nie lubiący Polaków tak postrzegają wielu z nas. Na transparencie antypolskim w Kalinigradzie dwa lata temu widniały słowa: "Polacy to sprzedawczycy i zdrajcy. Przedtem nie mieli swojego państwa i nie są go godni" (cytat za pismem anglojęzycznym: It’s a nation of sellouts and traitors; such a country didn’t exist before and never should!).
Jest w tych słowach, oczywiście, zawarta i nienawiść, i nieprawda. Lecz jednak również trochę prawdy, niestety.
Można także wspomnieć o postaciach Polaków w utworach Dostojewskiego. Zarozumialcy, oczywiście, każdy szlacheckiego pochodzenia, lecz nikczemnicy. Ziarno prawdy w tym było.
Winston Churchill, który miał możność dokładnego przyjrzenia się sposobowi funkcjonowania i zachowania się Polaków - względem swoich spraw wspólnych, względem siebie, względem innych - podobnie nas podzielił: najdzielniejsi z dzielnych - i najnikczemniejsi z nikczemnych. Takie przynajmniej słowa przypisuje się temu bezwzględnemu politykowi, więcej - mężowi stanu.
Nie twierdzę, że należy przyjmować bezkrytycznie wszystko co cudzoziemcy o nas mówią. Ale też nie należy mieć uszu całkowicie zamkniętych. Trzeba wyławiać ziarna prawdy i tę wiedzę wykorzystywać.
To sprzedawczykostwo polskie ma swoje źródło zarówno z pazerności, braku wychowania w wyższych odczuciach i postawach obywatelskich, w zazdrości tym, którzy zgodnie z "przepisami" - nieraz przez siebie prawem kaduka ustanawianymi - osiągają zarobki horrendalne, nieprzyzwoite, jak i w biedzie, w dziadostwie polskim, które zresztą sprzedawczykostwo potęguje.
Sprzedawczyk działa jak łyżka dziegciu w beczce miodu, potrafi zniweczyć porządną pracę i dorobek bardzo wielu ludzi, przyczynić szkód kolosalnych, i to w sposób tak często niewidoczny, bo zdradziecki. To straszne przestępstwo, nie dziwota, że w przeszłości bywało karane w sposób straszny.
A z drugiej strony są - "bohaterowie". Ludzie prawi i ofiarni, którzy swoją pracą, ofiarnością, odwagą, walką, czasem bohaterstwem muszą nadrabiać to, co traciliśmy i tracimy przez "sprzedawczyków". Istnieją w każdym pokoleniu. To oni często płacą cenę zdrowia, życia.
Lecz ilościowo największe straty ponosił i ponosi "naród", "zwykli ludzie" - jako najliczniejsi i nie mający wpływu na zdarzenia publiczne. Cierpienia i straty tego "narodu" spowodowane w ciągu ubiegłych kilku wieków przez polskich sprzedawczyków są takiej skali, takiego ogromu, że na wołowej skórze ich nie spisać. A straty kraju? To przecież w niemałym stopniu przez ich działania Polska nie mogła powrócić do pozycji lokalnego mocarstwa, chwiała się na nogach, była obiektem masakrowania.
Udzielenie koncesji i wręcz przywilejów (zwolnienie z podatków) dla ponad setki zagranicznych supermarketów - uzależniających, upokarzających, korumpujących lub eliminujących polskich producentów - drobne polskie firmy, eliminujących polskie kupiectwo, eksploatujących w sposób bezprzykładny polski personel, z ostentacyjnym lekceważeniem polskiego prawa pracy - czy mogło dokonać się bez udziału polskiego sprzedawczyka? To tylko jedno z wielu działań sprzedawczyków.
Jest wiele przykładów pozytywnego sprywatyzowania polskich przedsiębiorstw przez sprzedaż ich zagranicznemu kapitałowi. Jednakże istnieją także przykłady fabryk, a nawet branż, które tą drogą zostały doprowadzone do ruiny. W niektórych przypadkach mogły zaistnieć przyczyny nie do przewidzenia, w innych brak kompetencji (bez złej woli), w innych jednak działanie polskiego sprzedawczyka zdaje się nie budzić wątpliwości.
Polski sprzedawczyk weźmie od cudzoziemca pieniądze (lub inną formę korzyści) bez mrugnięcia okiem - za sprzedanie polskiego dobra publicznego, kawałka Polski, po prostu swoich rodaków. Przyczyni się do wpędzenia w nędzę licznych polskich rodzin, w bezrobocie licznych młodych ludzi, osłabi obronność, osłabi poziom technologiczny gospodarki. Bez czci i wiary. Za obce srebrniki.
Tekst niniejszy nie obejmuje tematu korupcji wewnętrznej w relacji między Polakiem a Polakiem, tylko "transgranicznej" - pomiędzy Polakiem a cudzoziemcem, najgroźniejszej dla interesów kraju i nas wszystkich (ta pierwsza jest jeszcze bardziej rozpowszechniona, i tak głośna obecnie).
Cóż czynić ?
- Przede wszystkim uświadamiać sobie i społeczeństwu ten fakt historyczny i aktualny - istnienia i działania, z ogromną szkodą dla kraju jako całości, dla całych grup i warstw społecznych oraz dla konkretnych ludzi - polskiego sprzedawczyka. Kłuć w oczy tym podziałem ludzi, tymi określeniami - stale, choćby nawet w winiecie czasopisma (na przykład: "Polski cichy bohater lub sprzedawczyk - kim chcesz być?");
- W wychowaniu młodzieży zwrócić o wiele większą uwagę na praktyczne, pragmatyczne aspekty wychowania obywatelskiego, postawy obywatelskiej. Odchodzić od nadużywania pojęcia patriotyzmu, jako w obecnej dobie mniej przydatnego. Cechy obywatelskie, związanie, z dobrem publicznym, z krajem - jak z "drużyną", w której się gra, i wobec której wymagana jest lojalność, gdyż inaczej przegrywają wszyscy;
- Będąc na stanowisku publicznym zdawać sobie sprawę, że jeden na dziesięciu czy na trzydziestu lub pięćdziesięciu z tych funkcjonariuszy publicznych - czy to samorządowego czy centralnego szczebla - jest sprzedawczykiem. Bez atmosfery "polowania na czarownice" zachowywać jeszcze większą roztropność. Przed wojną istniała półtajna agencja rządowa, której zadaniem było badanie czy firmy zagraniczne w Polsce nie działają wbrew podstawowym interesom państwa. Dziś takiej nie ma. W większym stopniu szukać przyczyn naszych niepowodzeń w niepilnowaniu interesu publicznego, interesów kraju przez ludzi na stanowiskach. Każdy funkcjonariusz publiczny powinien składać przysięgę-przyrzeczenie służeniu interesom publicznym, a razie braku lub niejasności prawa przyjmie jako najwyższą wytyczną dobro publiczne. Starać się wytworzyć atmosferę solidarności i bliskiej, koleżeńskiej współpracy na różnych szczeblach w służbie interesom publicznym i atmosferę rozsądnej czujności w przypadkach łamania praworządności, ukrywania informacji bezprawnie lub bez istotnej przyczyny, za czym może kryć się polski sprzedawczyk.
Kilkaset lat polskiego sprzedawczyka przyczyniło nam moc przegranych. Pora przerwać tę passę.
Adam Wertyński
 
Wyświetlony 6356 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.