wtorek, 21 grudzień 2010 13:57

To nie tak miało być!

Napisał

Drodzy Czytelnicy!
Po wielu latach ponownie odważyłem się wydawać miesięcznik "Opcja", tym razem z przyczyn proceduralnych pod tytułem "Opcja Na Prawo".

Dlaczego? Dlatego, że po pierwsze nie tak sobie wtedy wyobrażałem Polskę, po drugie dlatego, że nie tylko w moim odczuciu Polska nadal idzie w złym kierunku, którego "uwieńczeniem" będzie kolejna utrata suwerenności i tożsamości narodowej. Tym razem w łagodniejszym, liberalniejszym wydaniu, którego nie odczujemy boleśnie, a może nawet nie dostrzeżemy. Albowiem, jak to powiedział Gustaw Herling-Grudziński w swoim słynnym "Dekalogu": "wraz z grubą kreską Mazowieckiego, wszystko w Polsce zostało rozmazane".
To takie niewinne słowo, rozmazanie. W praktyce oznacza jednak, że w życiu publicznym nikt nie mówi istoty rzeczy wprost, bo nie musi. Nie musi dlatego, że świat fundamentalnych wartości (nie mylić z fundamentalizmem) został rozmazany. Nic nikogo nie obowiązuje w życiu publicznym, nawet odpowiedzialność za to co powiemy czy zrobimy. Wszystko stało się możliwe i względne zarazem. Koszmarny spektakl, jaki odegrali Aleksander Kwaśniewski z Markiem Siwcem w Kaliszu, został nazwany "niewinnym żartem w kameralnym gronie". I ten "żart" przejdzie do historii polityki polskiej nie jako nauka tego, czego nie powinno się robić, lecz jako samouczek - jak zostać prezydentem RP.
Nasze życie zdominował język propagandy, który przeciętny Polak przyjmuje i akceptuje absolutnie nie rozumiejąc jego celów. W świecie propagandy nie istnieją zasady ani normy, prawda nie jest prawdą, kłamstwo nie jest kłamstwem, kradzież nie jest kradzieżą, prawo nie jest prawem, naród również nie musi być narodem. Według tego języka każdy z nas powinien być Europejczykiem, a nie jakimś tam Polakiem, Czechem czy Łotyszem... Przełykamy wszystko ponieważ nie chcemy tego rozumieć. Z nowomowy moskiewskiej (sowieckiej) przeszliśmy na brukselską, czyli przestawiliśmy się na inny alfabet nie zmieniając jej istoty. Zarówno tamta, jak i obecna propaganda posługuje się mówieniem ponad prawdą i zaprzeczaniem oczywistych faktów, czyli kłamstwem. Nowomowę moskiewską najlepiej ilustruje słynny dowcip o wyścigu na Placu Czerwonym pomiędzy Gorbaczowem a Reaganem, w którym Reagan wygrał a Gorbaczow był drugi. Na następny dzień moskiewski dziennik "Prawda" napisał, że Gorbaczow był drugi a Reagan przedostatni. Propaganda brukselska przestawiła się jedynie z polityki na walkę z naszą tradycją, z tym, w czym wychowali nas rodzice, pozostawiając styl swojej poprzedniczki. Dlatego nie ma już dzisiaj grzechu, bowiem nie ma grzesznika tylko człowiek sfrustrowany albo wyalienowany. Nie ma też kłamstwa, bowiem nie ma kłamcy tylko człowiek mijający się z prawdą. Nie ma złodziejstwa, bowiem nie ma złodzieja tylko człowiek przywłaszczający sobie mienie (za nazwanie kogoś słowem "złodziej" można być nawet pociągniętym do odpowiedzialności prawnej). W sposób jeszcze bardziej wyrafinowany brukselska propaganda wkracza w nasze życie intymne, czyli uczuciowe i religijne. Dzisiaj nie mówimy małżonkowie tylko partnerzy, a wszystko po to, by udowodnić zasadność związków homoseksualnych (z możliwością adopcji dzieci!). Trywializując ten dowód możliwym staje się małżeństwo z kozą, która jest przecież partnerką człowieka. Podobnie ma się rzecz z wyznawaniem idei i religijnością. Zgodnie z wymogiem języka brukselskiego, wierzący jest fanatykiem. Nie dziwi zatem stwierdzenie socjalisty, prawdziwego brukselczyka, kanclerza Niemiec Schroedera, który z okazji obchodów rocznicy zjazdu gnieźnieńskiego (w 1000 r.), stwierdził, że tamte dwa tysiąclecia były "erą chrześcijańską", a to co nadchodzi będzie "tysiącleciem humanistów". Tylko należy uściślić w tym miejscu, o jaki humanizm chodzi. Ano o taki, w którym już nie dekalog będzie wyznacznikiem dobra i zła, i nie będziemy odpowiadać za swoje czyny jako równi wobec Boga. W proponowanym "humanizmie" odpowiadać będziemy jedynie przed cywilnym sędzią interpretującym dowolnie kodeks. Efekty tego "humanizmu" już mamy. W Polsce kwitnie przestępczość zorganizowana, a w więzieniach siedzą alimenciarze i pijani kierowcy, którym robi się miejsce wypuszczając groźnych przestępców. Zmiany zasad etycznych wiążą się ze zmianami nazewnictwa.
I tak konsekwentnie: patriota to szowinista, posiadający zdecydowane poglądy to osobnik nietolerancyjny. Polityk im więcej kłamie tym bardziej wzrasta jego popularność. Ludzie, którzy dochowują zasad i wartości przekazanych im przez pokolenia, którzy kochają swój kraj i z troską patrzą na gospodarkę, którzy nazywają rzeczy po imieniu, są coraz bardziej osamotnieni i wyobcowani. Nazywa się ich ciemnogrodem i wstecznikami.
Byłem zawsze niepokorny wobec propagandy moskiewskiej i będę niepokorny wobec propagandy brukselskiej. A co, niech sobie będę tym ksenofobem, fanatykiem, eurosceptykiem, szowinistą i czym tam jeszcze sobie chcą moralne europejskie autorytety. Bowiem, jak powiedział Gustaw Herling-Grudziński: Nie można budować zjednoczonej Europy na zgliszczach etyki!".
Po zlokalizowaniu przeciwnika, należy teraz określić pole na którym on działa. Rozmontowuje on naszą tożsamość narodową na czterech najbardziej czułych odcinkach: tradycji, religii, prawa i gospodarki.
A więc, gospodarka. Jak można było dopuścić, by zamiast stworzyć jak najlepsze warunki dla rozwoju rodzimej przedsiębiorczości i nauki opartej na nowoczesnej technologii (czy aby na pewno dopuszcza się nas do najnowszych technologii?), wydano pozwolenia na budowę setek supermarketów, które - to skandal - nie płacą podatków! Właściciele supermarketów wprowadzają towary firm zachodnich na nasz rynek po cenach niższych od polskich produktów. Nie trudno się domyśleć, że polscy rolnicy, drobni przedsiębiorcy i handlarze są w tej sytuacji bez szans. Mało tego, według oficjalnych danych, supermarkety mają w ciągu trzech lat przejąć kontrolę nad siedemdziesięcioma procentami handlu wewnętrznego! Oznacza to, ni mniej ni więcej tylko upadek drobnej przedsiębiorczości, chluby polskiej transformacji, która jako jedyna oparła się wcześniej socjalizmowi. Opierając się przez dziesięciolecia wszystkim żywiołom polityczno-gospodarczym, dzisiaj musi przegrać z globalizmem. Oczywiście, nikt nie wie, kto odpowiada za ten stan rzeczy, oczywiście nikt nie wie w jakim stanie znajduje się obecnie polskie rolnictwo i drobna przedsiębiorczość. Żaden z polityków czy przywódców rolniczych nie pokusił się o sporządzenie raportu na ten temat, ponieważ nie mieli by na jaki temat udzielać wywiadów z wyrazem rozmazania na twarzy. Tymczasem tysiące gospodarstw i przedsiębiorstw, które lojalnie płacą podatki, są nachodzone przez PIH-y, Sanepidy, urzędy skarbowe, kiedy supermarkety, developerzy i firmy zagraniczne pozostają nietykalni. Ciekawa jest przy tym argumentacja urzędników skarbowych, którzy o takiej sytuacji mówią wprost, że nas (polskich przedsiębiorców - na moim przykładzie) łatwo jest kontrolować, ponieważ jesteśmy uczciwi. Do Nich (skrót od supermarketowych układów) boją się wejść, ponieważ są to układy bandycko-polityczne oparte o aparat prawny. Brak wyobraźni i umiejętności w porozumiewaniu się z brukselskimi decydentami (najlepiej z nimi rozmawiają Rosjanie) widać właśnie na przykładzie naszego rolnictwa. Wejście (raczej oczekiwanie na nie) do UE kosztuje nas bardzo wiele. Podpisaliśmy układ, że wraz z przystąpieniem do UE będziemy mogli wyeksportować jedynie 70 tys. ton mięsa, To jest tyle, ile Rosja chciałaby brać od nas w ciągu miesiąca. Wieś jak to wieś, żeby wyjść na swoje, ze Strzelina sprzedaje mięso do Szczecina, a w niejednej gminie Dolnego Śląska nie uświadczy się krowy ani mleczarni.
A więc prawo, które jest związane także z gospodarką. Tak bowiem jest i nie chce być inaczej, że w przypadku poważnych przestępstw gospodarczych, przez ostatnie dziesięć lat nie zapadł ani jeden poważny albo skazujący wyrok. Owszem giną ludzie, ale w niewyjaśnionych okolicznościach. Prawo jest jak gdyby obok tego wszystkiego. Dowodami na to mogą być, może nie przede wszystkim, wspólne wczasy bossów różnej maści z politykami w Łańsku, co sprawa "łódzkiej ośmiornicy". Bo kogóż tam pomieścili w miejscowym areszcie: prawników, sędziów, prokuratorów, strażników więziennych! Znalazło się i miejsce dla lekarzy. Zgadnij Czytelniku, jakie będą wyroki? No, jeżeli już będą, to skazani dostaną do celi telewizor, video, raz w miesiącu humanitarny kontakt seksualny, a koszt jego utrzymania w wysokości 1 600 zł miesięcznie poniesie emeryt (500 zł miesięcznie) i pielęgniarka (800 zł). Może dlatego Polska znajduje się wśród najbardziej skorumpowanych krajów świata, że między politykami i "biznesmenami" nastąpiło porozumienie ponad podziałami. Zresztą gdzie indziej "humaniści" poszli dalej. Szwedzka lewica w ciągu 50 lat wysterylizowała 65 tys. ludzi z tzw. marginesu społecznego, żeby wprowadzić humanistyczne prawo. Efekt? Za gwałt na 8-letniej dziewczynce szwedzki sąd skazał winowajców na rok więzienia z argumentacją, że dziewczynka niedostatecznie się broniła. W innym przypadku, sąd skazał na rok więzienia trzech obcokrajowców, którzy przez tydzień gwałcili 14-letnią dziewczynkę z argumentacją, że skazani nie rozumieli, co do nich ofiara mówiła. Do tego właśnie prowadzi relatywizm moralny "humanistów" trzeciego tysiąclecia. I jak na ironię to w więzieniach panuje obecnie sprawiedliwszy kodeks moralny niż na salach sądowych, więźniowie bowiem nie tolerują gwałcicieli dzieci. Wszystkich, którzy próbują przywrócić prawu jego znaczenie i sens, traktuje się jak ministra Kaczyńskiego, którego "autorytety" odsądzają od czci i wiary.
A walka o pieniądze i władzę trwa. Dotyczy to także (niestety) środowisk solidarnościowych. Nie liczą się wartości i wyznawane niedawno idee, lecz wspólny interes. Historia Gminy Centrum w Warszawie jest idealnym przykładem tej wspólnoty interesów i rozmazania zarazem.
A więc tradycja i religia, które nazywane są dzisiaj folklorem i fanatyzmem, marginesem życia społecznego ciągnącego wszystkich w otchłań niewiedzy i przesądów. To nie tak miało być, jest tak jak u mistrza Tetmajera:
Dawniej się trzeba było zużyć, przeżyć
By przestać kochać, podziwiać i wierzyć.
Dziś pierwsze nasze myśli są zwątpieniem,
Nudą, szyderstwem, wstrętem i przeczeniem.
Dzieci krytyki, wiedzy i rozwagi
Cudzych doświadczeń mając pełną głowę,
Choćby nam dano skrzydła Ikarowe
Nie mielibyśmy do lotu odwagi.
Józef Białek
Wyświetlony 8067 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.