czwartek, 11 marzec 2010 16:34

Ofiary zabijane powtórnie

Napisane przez

Ludobójstwo dokonane na Wołyniu, Podolu i Pokuciu jest tragedią szczególną. Ono właśnie nie było, lecz jest, gdyż co najmniej na kilka sposobów niewyobrażalne nieszczęście z lat czterdziestych trwa.

 
Jan Zaleski z Monasterzysk powiedział, że Kresowian zabito dwukrotnie; raz przez ciosy zadane toporami, drugi raz przez przemilczenie. Dodałbym, że dziś jesteśmy świadkami trzeciego mordu ? popełnianego zarazem na przyzwoitości i prawdzie, a polegającego na wznoszeniu pomników faszystowskim rezunom i cementowaniu tożsamości młodego państwa ukraińskiego gloryfikacją sprawców masowych i niewyobrażalnie okrutnych zbrodni.
 
Przez 45 lat, na przekór PRL-owskiej cenzurze, do dość szerokich kręgów przebijała się wiedza o pakcie Ribbentrop-Mołotow, Katyniu i innych faktach, przez prosowieckie marionetki obłożonych przymusowym milczeniem. Na niektórych obszarach Urząd Kontroli Publikacji osiągnął jednak także pośmiertny sukces. Ludobójstwo w okupowanej Polsce południowo-wschodniej zostało zamilczane tak skutecznie, że nawet po 1989 r. i ta nieliczna mniejszość, która słyszała o ukraińskich rzeziach, najczęściej ma o nich wiedzę śladową i wypaczoną. Jeśli temat pojawia się w mediach ? omawiany jest przy użyciu słów tak dalece nieadekwatnych, że stanowiących dowód tego, że mamy do czynienia raczej z nowym etapem zakłamywania historii, niż ujawnianiem jej poukrywanych świadectw. Żadną nieścisłością czy eufemizmem, lecz fałszerstwem jest bowiem opisywanie tragedii Kresów jako konfliktu narodowościowego, czystki etnicznej czy wojny domowej. OUN-UPA na terenie dawnych województw południowo-wschodnich dokonał masowego, bestialskiego ludobójstwa, uzasadnionego niczym innym, jak tylko skrajnie prymitywną, barbarzyńską żądzą rabunku i mordu oraz nieludzką ultrafaszystowską doktryną.
 
Trwający pół wieku totalitarny porządek uniemożliwił prowadzenie jakichkolwiek badań, znacząco utrudnił sporządzanie nawet najprostszych świadectw. Nie tracono też czasu z drugiej strony obecnej granicy, gdzie zacieranie śladów osiągnęło formy polegające na przeobrażaniu topografii ogromnych obszarów. Wypalone do gruntu miejscowości, których historia sięgała nieraz średniowiecza, pokryto lasami, polami, nawet nowe tamtejsze drogi, prowadząc je czasem w sposób niefunkcjonalny. Wszystko wedle zasady, że lepiej ziemię odebraną Polakom urządzić nielogicznie, byle tylko wymazać jakiekolwiek wspomnienie o poprzednich włodarzach i ich męczeńskim końcu. Wiemy dziś jednak, że ukraińscy faszyści dokonali mordów w ok. 4300 miejscowościach, a ostrożne szacunki określają liczbę ofiar na 120 tysięcy.
 
Zabijanie masowe, bez litości dla niemowląt, kobiet i starców, to tylko część tragedii. Polegała też ona na angażowaniu ukraińskich dzieci, często w wieku dwunastu lat, by według instrukcji starszych uczyły się zadawać śmierć połączoną z maksymalną dawką bólu.
 
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski skupia uwagę na współczesnych aspektach tragedii Kresów. W wolnej Polsce pamięć ofiar objęta zostaje nowym zakazem. Nie wolno oddać im czci pomnikiem, podczas gdy na polskiej ziemi stoją już postumenty upamiętniające członków UPA ? organizacji jednoznacznie antypolskiej i zbrodniczej. W imię dobrych stosunków z Ukrainą zadeptuje się groby tych, którzy za przynależność do Polski zapłacili krańcowym cierpieniem, śmiercią własną i swoich rodzin. Partnerstwo ze wschodnim sąsiadem w jakiejś mierze opiera się więc na kłamstwie, wyrzeczeniu się części własnego dziedzictwa, a przez to wzmacnianiu obłędu budowy ukraińskiej świadomości narodowej na gruncie skrajnego fałszu. Polska powinna od dawna tętnić impulsami, przypominającymi postacie i dokonania szlachetne, stanowiące rzeczywisty, pozytywny wkład Ukraińców w budowę zarówno ich państwa, jak też Europy wolnej od rosyjskiego imperializmu i komunizmu. Wymogiem przyzwoitości jest oddanie czci Semenowi Petlurze i jego żołnierzom, wraz z naszymi stawiającym w 1920 r. opór bolszewickiej nawale. Przypomnieć warto o Andrieju Potiebni i innych Ukraińcach, którzy walczyli w naszych powstaniach o wspólną wolność. Gesty tego rodzaju byłyby nie tylko ukłonami w stronę naszych sąsiadów, stawiających dziś na cokołach zwyrodniałych siepaczy. Petlurze czy Potiebni należy się polska wdzięczność, a Ukraińcom ich osoby mogą przypomnieć, że mają w swej przeszłości postacie krańcowo odmienne od bandytów z UPA. Nasze pomniki ofiar rzezi powinny oddawać cześć także tym nielicznym Ukraińcom, którzy za schronienie dawane Polakom płacili własnym życiem.
 
Po lekturze kolejnej książki ks. T. Isakowicza-Zaleskiego znów bardziej ugruntowuje się we mnie przekonanie, że duszpasterz naszych Ormian jest prawdziwym darem Niebios. Niewahający się podejmować najbardziej bolesnych tematów i jaki przy tym zrównoważony! Tak bardzo doświadczany i atakowany, a jakże pogodny. Wytrwały orędownik prawdy. Szczęść Boże, księże Tadeuszu!
 
Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Przemilczane ludobójstwo na Kresach, Małe Wydawnictwo, Kraków 2008.
Wyświetlony 2252 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.