czwartek, 11 marzec 2010 16:40

Homoszaleństwo

Napisane przez

Forma i zasady muszą istnieć. Żeby jedno i drugie określić, musimy dokonywać rozstrzygnięć wartościujących, pozostając na styku rozmaitych światopoglądów. To oczywiste, bo tylko wydając osąd wartościujący potrafimy oddzielić dobro od zła.
W tych okolicznościach pytanie podstawowe brzmi: jakże mamy to czynić w świecie, na jakim wołanie o tolerancję odmienności coraz powszechniej przeistacza się w żądanie akceptacji dla moralnego wyuzdania i podążającej w ślad za nim śmiertelnie groźnej anomii?
 
W świecie, w którym kwestionujemy nieprzekraczalne normy moralne, samo pojęcie moralności staje się bezprzedmiotowe. Wówczas etyka przestaje się liczyć, a do głosu dochodzi interes, warunkowany indywidualnym egoizmem. Dalej może być tylko gorzej: bo jak różnicować mamy dobro i zło poza moralnością? Jak odróżnić prawdę od kłamstwa? Patologię od normy? Wreszcie mądrość od głupoty?
 
Kwestia odpowiedzialności
Jedno pewne: nie wolno nam czynić wzorców z zachowań naruszających nasze wartości. Podłych i haniebnych. Innymi słowy takich, które z naszej perspektywy jawią się jako deprawacyjne. Mamy też niezbywalne prawo określać, jakiego rodzaju zachowania zaliczyć do sfery znikczemnienia. I tak zdefiniowane zachowanie wolno nam nazywać barbarzyństwem. To nie tylko kwestia smaku. To także kwestia odpowiedzialności. Ta zaś polega między innymi na obronie świata przed barbarzyństwem i barbarzyńcami.
 
Barbarzyńcom nie chodzi dziś o uzyskanie akceptacji społecznej dla własnych preferencji. Oni chcą zagwarantować sobie szczególną pozycję. Wedle ich mniemań, społeczeństwo, przezwyciężając tak zwaną homofobię, powinno porzucić postawę obojętności wobec homoseksualistów na rzecz troski, a nawet podziwu i uznania dla ich działań. Barbarzyńcom idzie o publiczne propagowanie homoseksualizmu. O reklamę perwersyjnych sposobów zaspokajania popędu seksualnego. O zatarcie różnicy między normą a dewiacjami. O to, by heteroseksualna większość uznała homoseksualizm za normę. A w sumie: o odrzucenie porządku prawnego opartego na chrześcijańskiej etyce, tradycyjnej moralności i konserwatywnym światopoglądzie.
 
Co ciekawe, pederaści coraz natarczywiej domagają się akceptacji, ale sami jakoś nie potrafią zaakceptować ludzi, którzy lokują homoseksualizm w sferze patologii. Najwyraźniej do zakutych łbów nie dociera, że tylko dzięki autentycznej tolerancji mogą te oraz inne swoje roszczenia publicznie artykułować...
 
Norma i dewiacja
Należy przy tym pamiętać, że żądając akceptacji dla siebie, barbarzyńcy nie zamierzają zaakceptować nas. Nas chcą zniszczyć, niszcząc to, co dla nas wartościowe ? na przykład normalną rodzinę. W obliczu tego rodzaju żądań jakiekolwiek porozumienie z oczywistych powodów wydaje się mało prawdopodobne. Więcej nawet: porozumienie oparte o kompromis byłoby groźne, tak samo jak groźny bywa zwykle dialog ze złem.
 
Tolerancja nie jest uniwersalnym dobrem, na przykład nie może być traktowana jako antidotum na homoseksualny radykalizm (a czym innym jest dążenie do wychowywania dzieci w związkach homoseksualnych?). Tolerancja ma sens jedynie jako szacunek wyrażany w stosunku do kogoś, kto szanuje nas i nasze wartości. Nie oznacza aprobaty i zobowiązania do propagowania czegoś, czego nie lubimy, z czym nie zgadzamy się, i czego nie akceptujemy. Tolerancja to umiejętność ścierpienia czyjejś głupoty, a nie uznawanie jej za poprawną, tak więc zgoda na ?pokojowe współistnienie? z homoseksualistami to nie to samo, co akceptacja tych zachowań w sferze publicznej.
 
(?)
Wyświetlony 2104 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.