czwartek, 11 marzec 2010 16:43

Pożegnanie z rozsądkiem

Napisane przez

Środowisku "Krytyki Politycznej" należą się szczere słowa uznania. Konsekwentnie stara się  tchnąć nowe życie w truchło kontrkultury na polskim odcinku ideologicznej walki. Pytanie o sukces tych zabiegów pozostaje ciągle otwarte, lecz drużyna pod wodzą guru Sławomira Sierakowskiego potrafi imponująco się rozrastać, wydawać nowe książki, odezwy, organizować panele dyskusyjne i otwierać kluby w coraz to większej ilości miast. Pozornie nie ma w tym nic niepokojącego, w końcu nic tak nie cieszy jak wyrazisty przeciwnik. Ostrzegawczy alarm powinien włączyć już fakt, że redaktorzy „Krytyki” często mają okazję wypowiadać się w mainstreamowych mediach, do których są ochoczo zapraszani jako ci młodzi, wykształceni i dodatkowo do bólu ideowi.

 

Sam red-aktor Sierakowski bywał już promowany kolejno przez ?Gazetę Wyborczą?, ?Dziennik? oraz ?Rzeczpospolitą?, nie gardząc nawet delikatnym flirtem z SLD, szczególnie pod odświeżonym kierownictwem Grzegorza Napieralskiego. Tym samym zdołał dochrapać się statusu niesfornego, ale politycznie poprawnego pupilka architektów polskiego postkomunizmu. Przez pewien czas wyzwanie ?Krytyce? odważnie rzucała ?Fronda? wraz ze swoim wydawnictwem, w którym także roi się od młodych i ideowo zorientowanych ludzi. Mimo wszystko ze smutkiem przyglądam się, jak w tym wyścigu ?pismo poświęcone? ustępuje stopniowo pola bardziej rzutkim pogrobowcom studenckiej rewolty spod znaku paryskiego maja 1968 r. Myliłby się więc ten, kto rewolucyjny żar buchający z watahy młodych wilków o czerwonym umaszczeniu radziłby skwitować ironicznym uśmieszkiem i uspokajającym machnięciem ręki. To już nie jest polityczny folklor. Nie wolno zapominać, stosując w tym momencie jeszcze inną paralelę, że socjaliści są przecież jak zestaw noży kuchennych. Dzięki umiejętności odpowiedniego posługiwania się nimi można uniknąć tragedii, co nie zmienia faktu, że dalej pozostają niebezpieczne.

 
W numerze 28/2008 r. tygodnika ?Newsweek? ukazał się niezwykle pouczający wywiad z doktorem socjologii UW i członkiem zespołu ?Krytyki Politycznej? Maciejem Gdulą. Motywem przewodnim krótkiego wywiadu jest diagnoza aktualnego stanu cywilizacji zachodniej, dokonana przez radykalną lewicę, oraz zdefiniowanie przez nią lewicowości jako takiej. W charakterze tła wobec powyższych dywagacji przeważa tematyka socjalna i swoista analiza ogólnoświatowych mechanizmów gospodarczych (o ile tylko radykalnie obniżymy poprzeczkę znaczeniu pojęcia ?analiza?). Już sam tytuł ?Nie wszyscy będą gwiazdami? należy uznać za wybitnie odkrywczy, natomiast po przejściu do dalszej lektury robi się coraz bardziej interesująco. Oczywiście, trzeba tu i ówdzie zacisnąć zęby i przyzwyczaić się do maniery nadużywania równie kuriozalnego co złudnego terminu ?neoliberalizm?, który zresztą funkcjonuje w tym środowisku jako najpaskudniejszy wulgaryzm i chwyt retoryczny, uruchamiający emocje zamiast umysłu. Jak czytamy: System neoliberalny, późny kapitalizm rzeczywiście nie wyglądają tak strasznie. Jest w nim wiele rozrywki, zabawy i obietnicy, że będziemy bogaci, młodzi i piękni. On łudzi, że będziemy podziwiani, popularni. Co prawda niezbyt długo żyję na tym ziemskim łez padole, jednak niczego takiego nikt mi nie obiecywał? Znam jednakże inne wypisywane na sztandarach obietnice, i to ? o ironio! ? rodem z projektu ustroju, który stanowi pełne zaprzeczenie kapitalizmu wczesnego, późnego jak i w każdej innej postaci. Wyliczmy: rewolucjoniści francuscy obiecywali pakiet ?Wolność, Równość, Braterstwo?, komuniści raj na ziemi, socjaliści sprawiedliwość społeczną, ekologiści rozkwit całej planety, eksprezydent pewnego kraju nad Wisłą sto milionów każdemu, a inny minister tego państwa leki za złotówkę. Jakoś wszystkie wymienione wyżej figury rekrutują się z obozu jawnie antykapitalistycznego. Drobiazg. Kolejny fragment z wynurzeń Gduli daje jeszcze mocniej do wiwatu: I nie wiadomo czemu zaczynamy wierzyć, że niestabilność kapitalizmu wiąże się naturalnie z naszym rozwojem. Siedzimy w pracy po godzinach, przymusowo się dokształcamy. A mimo to wierzymy w mit samorealizacji spełniający się rzekomo w kapitalizmie. Nie mamy czasu dla rodziny, dla przyjaciół. Ideowość polega na odsłanianiu obietnicy tego systemu. Polega też na świadomym odrzuceniu złudzeń, które ten system oferuje. Po odciśnięciu tej sentencji z wody okazuje się, że filozoficzne rozterki Gduli sprowadzają się de facto do nieco bardziej pragmatycznej deklaracji: płacy bez pracy! Jak zwykli mawiać nasi sąsiedzi zza południowej granicy: tak se ne da, panie Gdula! Jakie jest w takim razie postępowe panaceum na bolączki codziennego życia? Oczywiście, obrażenie się na rzeczywistość! Mowa przecież wyraźnie o odrzuceniu złudzeń kapitalizmu, któremu towarzyszyć ma bohaterski opór. Nikt nie planuje nawet zająknąć się o stworzeniu realnej alternatywy dla ?gehenny? wolnego rynku. Taka postawa może jawić się jako niespecjalnie konstruktywna, ale z kolei jakie stwarza fantastyczne warunki dla własnej autokreacji! Nie wynaleziono bowiem dotychczas lepszego paliwa dla rewolucji niż nastawienie czysto destrukcyjne, wątek dotyczący zaś sytuacji po jej zatriumfowaniu nigdy nie jest podejmowany. Tak więc należy swobodnie i  z uporem powtarzać hasło ?płacy bez pracy!? przy użyciu przeróżnych, zawoalowanych i przeintelektualizowanych konstruktów umysłowych. Mamy dzięki temu okazję poznać współczesne rozumienie ideowości. I pomyśleć, że ludzie kiedyś ginęli, walcząc o prawdziwe idee?
 
Parę linijek dalej aż łezka się w oku kręci, gdy Gdula tłumaczy: Dla mnie zawsze problemem była sytuacja, że mogę korzystać z pewnych przywilejów, do których inni nie mają dostępu. Nie można np. cieszyć się z wolności, gdy jest się świadomym, że wolność w tym społeczeństwie się kupuje i nie wszystkich na nią stać. Nie można czytać w spokoju książek, kiedy wie się, że inni nie mają do nich dostępu, bo nie otrzymali odpowiedniej edukacji, możliwości korzystania z dobrych bibliotek. Będę się cieszył, gdy dostęp do tego wszystkiego będzie bardziej powszechny. W tym miejscu ze sfery górnolotnego patosu proponuję zejść na twardą ziemię. Warto uczulić redaktora na fakt, że edukacja nad Wisłą jest nie tylko darmowa (ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami), ale i do pewnego poziomu przymusowa. Z tego wynika dosyć oczywista dla niektórych zależność, która brzmi: jeżeli coś jest darmowe i/albo przymusowe, to bardziej powszechne być już nie może! Według badań Biblioteki Narodowej tylko 50% Polaków przeczytało w 2006 r. jakąkolwiek książkę. Oto jest brutalna odpowiedź na pytanie o pustki w bibliotekach i spadek sprzedaży dóbr intelektualnych. Nie brak odpowiednich warunków, ile zwykły brak chęci do nauki w parze z jej fatalną jakością, wynikająca wprost z jej bezpłatnego charakteru, stanowią główną oś problemu. Siłowe dorabianie ideologii oraz dzielenie włosa na czworo wokół beznadziejnie prozaicznych spraw to znak firmowy ogólnoświatowej lewicy, obsesyjnie wynajdującej wszędzie przejawy opresji większości wobec fetyszyzowanej i bliżej nieokreślonej mniejszości. Zespół ?Krytyki Politycznej?, zapewne ku uciesze własnych wielbicieli, nie odstaje tutaj od międzynarodowych standardów poprawności politycznej vel ideologicznej. Identycznie wygląda sytuacja z deklaracją Gduli, że w III RP jeśli ktokolwiek chciał się zaangażować na polu społecznym, pozostało mu działać tylko w zgodzie z odgórnie narzuconymi normami. Co to mają być za mityczne normy, nie dowiadujemy się.
 
(?)
Wyświetlony 2743 razy
Więcej w tej kategorii: « Kryzys logiki Homoszaleństwo »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.