czwartek, 11 marzec 2010 16:48

Dialog bywa zabójczy dla duszy

Napisane przez

 Kultura dialogu? ? tak można określić klimat, jaki panuje w dyskursie społecznym. Nie myślę tu o dyskursie, który ma miejsce w bieżącej polityce, tam akurat mało kto przebiera w słowach i niewielu dba o kulturę wypowiedzi. Dlatego przy okazji tych z werwą i wielką pewnością siebie wypowiadanych połajanek, których w ostatnich tygodniach, ba, miesiącach, nie szczędzą nam wybrańcy ludu, są instytucje i środowiska, które nawołują do dialogu. Wzywać do dialogu ? to znaczy wznosić się ponad spory, spoglądać na nie z pozycji szlachectwa, jeśli nie krwi, to przynajmniej ducha ? takie jest powszechne przekonanie od czasu, gdy mędrzec Adam M. w obliczu chwiejącego się państwa komunistycznego i po jego upadku, wzywał do nierozliczania przeszłości i właśnie do dialogu z niedawnymi śmiertelnymi wrogami. Adam M. jest realizatorem zasady heglowskiej dialektyki: w wersji vulgaris można ją wyrazić tak: prawda rodzi się z łączenia przeciwieństw. Wezwanie do dialogu to ulubione wezwanie ruchów nowej lewicy: nie spierajmy się, dialogujmy. Osoby, które temu wezwaniu są posłuszne, nawet jeśli zrazu nie podzielają poglądów partnera dialogu, z czasem podświadomie dążą do ?syntezy? swych stanowisk ze stanowiskami tych, którzy są po drugiej stronie. Nie jest zatem w dialogu ważne (jak to było np. w dialogach sokratejskich) wspólne docieranie do prawdy, a osiągnięcie konsensusu i kompromisu. Często jest tak, że podejmujemy dialog, zachęceni ogólnym klimatem kultury i dyskursu społecznego. W trakcie jego prowadzenia okazuje się, że nie liczy się już dla nas prawda ? pierwotny cel, ze względu na który przystępowaliśmy do dialogu, a jedność z ?partnerem dialogu?. Celem staje się osiągnięcie wspólnego stanowiska, a nie dotarcie do prawdy. Już nawet nie spisujemy protokołu rozbieżności ? zwykła ta potrzeba przytłumiona jest przez radości z osiągniętej jedności.

 
Z powodu tak pojętego dialogu, ulegania jego urokowi, znikają prawda i dobro jako przedmiot osobowych pragnień, a własne przekonania liczą się tylko o tyle, o ile są akceptowalne przez innych. Znika też ten twórczy konflikt między prawdą a fałszem, dobrem a złem. Konflikt, który nie pozwalał na rozmazanie, który kazał się opowiedzieć: ?tak, tak, ? nie, nie?. Był to jedyny niedestrukcyjny konflikt ? przeciwnie, on właśnie stanowił o dynamizmie kultury w Europie.
 
(?)
Wyświetlony 3266 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.