czwartek, 11 marzec 2010 17:11

Wal-Mart w Państwie Środka

Napisał

Ze Zbigniewem Calką, amerykańskim przedsiębiorcą polskiego pochodzenia, rozmawiają Roman Konik i Damian Leszczyński

 

Jest pan przedsiębiorcą, który przez ponad 20 lat prowadził dużą firmę budowlaną w Stanach Zjednoczonych, w Chicago. Obecnie od ponad roku mieszka pan w Chinach. Co spowodowało, że opuścił Pan Amerykę?
Do USA uciekłem z Polski w 1984 r., jako uchodźca polityczny. W Chicago przez 23 lata prowadziłem firmę budowlaną, zatrudniając około stu pracowników. W ostatnich latach, obserwowałem rynek budowlany w Ameryce, nadciągającą recesję, zmniejszającą się liczbę zamówień. Widząc moich znajomych z branży, którzy z dnia na dzień zwalniali pracowników, tracili dorobek wielu lat ciężkiej pracy, zastanawiałem się, kiedy i moja firma znajdzie się na granicy upadłości. W tym czasie wyjechałem do Chin, chcąc zobaczyć na własne oczy, czy China dream jest faktem. Przyjechałem, zobaczyłem i zostałem. Od ponad roku mieszkam w Chinach i jak na razie nie mam zamiaru wracać do Stanów. Wybieram Chiny.
 
Co takiego pana urzekło w Chinach?
Pomijając ludzi, którzy są przemili, to patrząc z punktu widzenia praktyki zawodowej dopiero tu dostrzegłem, jak może wyglądać budownictwo XXI wieku. Takie miasta, jak Kanton, Szanghaj czy Pekin zostały w ciągu ostatniej dziesięciolatki praktycznie zbudowane na nowo. W Kantonie po raz pierwszy zobaczyłem, że można skutecznie rozwiązać komunikację miejską w kilkunastomilionowym mieście, budując estakady na wysokości szóstego piętra. Tutaj dopiero widać, jak ważnym elementem napędowym gospodarki jest komunikacja, tutaj zaczęto budować potęgę gospodarczą od budowy autostrad, lotnisk, hoteli. Teraz realizowany jest projekt pokrycia całego kraju koleją, która będzie najszybsza na świecie.
 
Jak na tle budownictwa amerykańskiego ocenia pan budownictwo chińskie? Czy przysłowiowy slogan made in China można zastosować również i tu?
Z tego, co rozumiem, slogan ten ma wskazywać na tandetę wykonania. Ale jeżeli tak, to jest on już nieaktualny. Przynajmniej w budownictwie. Różnice w podejściu do branży budowlanej oczywiście istnieją, w Stanach Zjednoczonych zatrudnia się dużo mniej ludzi do pracy w budownictwie niż tutaj. Pozornie taki stan wydaje się korzystny ekonomicznie, ale to tylko pozór. Ja w ostatnich latach prowadzenia firmy w Ameryce płaciłem murarzowi 40 USD na godzinę. Jeżeli do tego dodamy wszystkie świadczenia socjalne, ubezpieczenie, gratyfikacje, to murarz kosztował mnie ok. 75 dolarów. To jest sam koszt, bez zakupu maszyn i mojego zysku. W Chinach temu samemu pracownikowi płaci się 60 RMB dniówki (ok. 10 dolarów), do tego ok. 20 RMB ubezpieczeń. Skala wydatków jest nieproporcjonalna. Wiem, że na takie porównanie podniosą się protesty o wykorzystaniu pracowników, ale należy pamiętać o realnej wartości walut. Tutaj robotnika budowlanego stać, by dwa razy w tygodniu wybrał się na kolację do restauracji z całą rodziną. W Polsce murarz czy spawacz na taki luksus nie może sobie pozwolić. Kolejnym plusem budownictwa chińskiego jest to, że przynajmniej na południu Chin nie ma mrozu, więc jest dużo oszczędniejsza technologia budowania. Tutaj pracuje się na cztery zmiany przez siedem dni tygodnia. Czytam dużo prasy chińskiej i widzę, że szumne zapowiedzi zrobienia z Kantonu the best city of the world stają się realne. Już niedługo będzie to jedna z najbardziej prestiżowych metropolii światowych. A jeszcze kilkanaście lat temu mieszkańcy Kantonu w słomkowych kapeluszach jeździli po błotnistych drogach na rowerach. Z zapowiedzi rządowych wiadomo, że planuje się stworzenie miliona miejsc pracy miesięcznie, bo szacuje się, że w najbliższym czasie 250 milionów ludzi przejdzie ze wsi do miast. 250 milionów to cała ludność Ameryki.
Natomiast jeśli chodzi o jakość produktów chińskich: obok tanich rzeczy wątpliwej jakości, które zawsze tu będą, jest też rynek wyrobów ekskluzywnych. Chińczycy szybko się uczą, przeszli od kopiowania wyrobów do własnych technologii. Dzisiaj, gdy światowy rynek samochodowy się załamał, potentat finansowy General Motors przeniósł się w całości do Chin. Chińczycy na rynek wewnętrzny produkują samochody przewyższające technologią zachodnie auta. Poza tym tutaj powstają ciągle nowe marki, a kto słyszał o nowych markach europejskich samochodów w ciągu ostatnich lat?
 
Chiny postrzegane są na rynkach zachodnich jako najwięksi kopiści. Sloganem już jest stwierdzenie ?chińska podróbka?. Co pan o tym sądzi?
Co do kwestii kopiowania produktów przez fabryki chińskie, ta tendencja się bardzo zmienia. Zachód, ze względu na niską siłę nabywczą, stabilność gospodarczą, przenosi produkcję do Chin. Pamiętajmy, że przy produkcji powstają też parki technologiczne, innowacyjne, projektowe, nowe technologie. Zachód, pozbywając się produkcji, pozbył się też prac nad nowymi technologiami, bo one zawsze związana są z produkcją. Nowe technologie nie powstają tylko przy biurku inżyniera. Ostatni bastion modernizacji i wynalazczości ? rynek komputerowy ? już też przenosi się ze Stanów do Chin. Choć oczywiście większość technologii jest pozyskana z Zachodu. Ale Chiny zdają sobie sprawę ze swej potęgi.
Dwa japońskie koncerny samochodowe, Toyota i Nissan, kilka lat temu wytoczyły sprawę fabrykom chińskim o kopiowanie ich samochodów. Strona chińska po zapoznaniu się z dokumentacją oskarżającą ich o plagiat technologiczny wiedziała, że sprawę przegrała. Lecz przed skierowaniem jej do Komisji Arbitrażu zakomunikowała stronie japońskiej, że od najbliższego miesiąca Japonia nie może na rynek chiński sprzedać nawet jednego towaru, Chiny wstrzymają całkowicie wymianę handlową z Japonią, nakładając jednocześnie zaporowe opłaty dla obywateli japońskich w kwestiach wizowych. W ciągu roku należy też zlikwidować wszelkie inwestycje japońskie na terenie Chin. Strona japońska nigdy więcej już nie poruszyła sprawy kopiowania ich samochodów. Sprawa ucichła. Teraz coraz częściej Chińczycy stawiają na własne technologie, pracują nad nimi, ale prawda jest taka, że do tej potęgi dochodzili jako kopiści zachodnich technologii.
 
Jaki, według pana, jest ustrój w Chinach?
Jeżeli chodzi o system polityczny to oczywiście komunizm, ale sfera gospodarcza jest zdecydowanie wolnorynkowa, przypominająca dziewiętnastowieczną Anglię czy Amerykę. Zwłaszcza w specjalnych strefach ekonomicznych. Tutaj system gospodarki wolnorynkowej jest też nieco inaczej budowany. Powstają tu swego rodzaju latyfundia, gdzie obok każdej fabryki jest hotel dla pracowników, stołówki, przedszkole ? takie mini miasto. Jest to ogromna szansa dla ludności napływowej ze wsi, ogromna szansa na szybkie polepszenie statusu ekonomicznego. Wiele razy odwiedzałem na przykład fabryki mebli w Chinach. Są to wysokie wieżowce, gdzie 15 pięter to fabryka, dalsze 15 pięter zajmuje marketing, księgowość, zarząd, a na samej górze są mieszkania dla managementu. Robotnik w takich fabrykach, nawet jeżeli zarabia minimum socjalne, czyli 1000 RMB miesięcznie, to nie musi nic wydawać na mieszkanie, jedzenie, bo to zapewnia im fabryka. Czy wiecie, że oni nawet w czasie przerwy na lunch mają piwo? Należy przy tym pamiętać, że liberalna demokracja nie istnieje tu w naszym rozumieniu, nie ma wolnych wyborów, nie ma wolności słowa, niezależnych gazet, związków zawodowych. Jest jedna partia, monolit w sferze ideologicznej.
 
Jakie to ma przełożenie na sferę gospodarczą? Czy do biznesu mają dojście tylko ludzie związani z partią komunistyczną?
Możliwe, że tak jest, lecz ja nie spotkałem tutaj ani jednego przykładu nepotyzmu gospodarczego. Może on jest na bardzo wysokim szczeblu biznesu. Spotkałem za to wiele przykładów, w których ludzie wyszli z produkcji , pnąc się aż do stanowiska właściciela lub zarządcy fabryki. Mój znajomy producent mebli, który ma obecnie 200 tys. metrów powierzchni produkcyjnej, zaczynał od taśmy produkcyjnej. Tutaj raczej regułą jest, że zarząd wychodzi z produkcji. Aż czasem mi się nie chce wierzyć, że to może być takie proste. Zresztą mam też znajomych z Australii, z USA, którzy poddali się takiej optyce ekonomicznej, budują fabrykę, inwestują, ale na czele managementu stawiają brygadzistów i doświadczonych robotników. Najbardziej sprawdzonych i zaufanych. Nie spotkałem się z tym, że biznes kreowany jest z klucza partyjnego, choć nie wykluczam takich sytuacji. Spotkałem natomiast wiele klasycznych przysłowiowych przykładów, że pucybut może zostać milionerem. Więcej ich jest tutaj niż w USA, bo ludzie tu są bardziej pracowici.
 
Dla ludzi doświadczonych realnym socjalizmem nie do pogodzenia jest wizja współistnienia ideologii komunistycznej z ideą wolnego handlu w gospodarce. Jak tutaj poradzono sobie z tą sprzecznością?
Dla Amerykanina, a pewnie też i dla Polaka, czerwona flaga, podobizny Mao, partia komunistyczna należą do sfery zdecydowanie negatywnej, która musi mieć przełożenie na codzienne życie. Tutaj działa to inaczej. Mentalność Chińczyka jest odmienna ? sfera ideologii jest dla niego drugoplanowa, kiedy widzi, że zmiany w życiu codziennym idą ku lepszemu. Mao, o ile się o nim mówi, traktowany jest jak ktoś, kto zjednoczył Chiny. Jednak w sumie o polityce się nie dyskutuje. Tutaj się nauczyłem, że nie należy ekscytować się polityką. Zwykły człowiek nie musi się tym wszystkim wciąż zajmować. Wystarczy porównać spotkanie Polaków i Chińczyków. W gronie przyjaciół o polityce w Chinach się nie dyskutuje, ona jest odmienną sferą. Tutaj rozmawia się o rodzinie, ewentualnie o biznesie. Pamiętajmy też, że demokracja nie leży w naturze Chińczyków, to są raczej ludzie którzy lepiej funkcjonują w sferze autokratycznej. Ilekroć wspominam Chińczykom o demokracji, to pytają, ile lat doświadczenia z nią mamy. Bo ich kultura autokratyczna ma ponad trzy tysiące lat. Dla nas atakowanie demokracji brzmi jak najgorsza herezja.
Odmienny jest też system prawny Chin. Można go krytykować, że za korupcję od określonej kwoty jest kara śmierci, za gwałt jest kara śmierci, ale dzięki temu wieczorem w wielkich metropoliach można spokojnie spacerować, czego nie można powiedzieć o Ameryce. Pamiętajmy, że demokracja w stylu amerykańskim rozpadłaby się przy tej liczebności populacji. Zarządzać prawie półtoramiliardową populacją w demokracji byłoby niezmiernie trudno. Tutaj decyzje rządowe podejmuje się od razu, bez debat, związków zawodowych, ekologów, paneli dyskusyjnych, konsultacji społecznych, badań statystycznych opinii społecznych. Olimpiada w Pekinie pokazała wzór zarządzania.
 
(?)
Wyświetlony 1980 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.