czwartek, 11 marzec 2010 17:13

Wolny rynek i święty spokój

Napisał

Z Tytusem Sierakowskim, socjologiem, obecnie nauczycielem
angielskiego w Dongguan, rozmawiają Roman Konik i Damian Leszczyński

 

Na czym polega chiński komunizm?
? Komunizm wygląda tu tak, jak slogany wypisane na ulicach, w rodzaju ?Wspólnie tworzymy kulturalne, cywilizowane miasto?. Nikt się tym nie przejmuje. Nie chcę stawiać generalnych tez, ale z tego, co widzę, idee komunistyczne mało kogo obchodzą. Ludzie nie przeciwstawiają się temu ? traktują to jako rzecz zastaną. Propaganda partyjna, oczywiście, tłumaczy ludziom, na przykład, w szkołach, że partia i Mao są dobrzy, że bez nich nie byłoby nowych Chin itd., jednak nie wynika z tego żadna wiara w idee komunistyczne.
 
Ale w takim razie, jak ludzie tłumaczą sobie to zderzenie komunistycznych idei zniesienia własności prywatnej, egalitaryzmu i kolektywizmu z kapitalistyczną rzeczywistością przypominającą dziewiętnastowieczne USA?
Nikt tutaj ? mam na myśli przede wszystkim prowincję Guangdong ? nie kwestionuje rzeczywistości i jednocześnie mało komu to przeszkadza. Nam wydaje się to dziwne, ale Chińczycy nie myślą tak, jak my. Dla nas jest to hipokryzja i absurd, coś, co nie mogłoby funkcjonować w Europie, ale tutaj człowiek się na tym nie zastanawia. Machnie ręką i robi swoje. Wie, że jest partia komunistyczna, która rządzi Chinami, ale wie jednocześnie, że żyje mu się dużo lepiej niż kiedyś i tyle. W ogóle trudno pod tym względem porównywać Chińczyków i ludzi z Zachodu. Przede wszystkim trzeba zrozumieć, że Chińczycy nie żyją polityką tak, jak my. U nas o polityce mówi się cały czas, wypełnia ona całe życie, natomiast tutaj jest zupełnie inaczej. Nie poświęca się czasu czemuś, na co się nie ma wpływu ? a tak właśnie traktuje się politykę. Pewnego razu, podczas podroży pociągiem zawiązała się rozmowa między mną i starszym Chińczykiem, rodowitym Kantończykiem. Gadaliśmy o głupotach, jak zawsze, i w pewnym momencie doszliśmy do tematów politycznych. Wtedy mój rozmówca stwierdził, że jeśli ludzie interesują się polityką, to zaniedbują gospodarkę, kłócą się ze sobą zamiast robić interesy i zarabiać pieniądze. Gdy tak się dzieje, kraj nie rozwija się tak szybko, jak by mógł. Zresztą na Zachodzie też jest cała masa ludzi, którzy ignorują politykę, chociaż żyją w demokracji. Tutaj jest tak samo, tylko demokracji nie ma.
 
A jaka jest największa różnica między Chińczykiem i Polakiem?
Moim zdaniem, Polak ze wszystkiego jest niezadowolony, wszystko krytykuje, koncentruje się na krytyce. Przeciętny Chińczyk myśli inaczej. Lubi sobie ponarzekać, ale przyjmuje życie takie, jakie jest. Dostanie ciepły posiłek, trochę mięska, zielonych warzyw i będzie zadowolony. Młodzi ludzie też myślą inaczej niż u nas, inne rzeczy ich bawią, mają całkowicie odmienny system wartości, dotyczący tego, co jest fajne i co sprawia przyjemność. Podam przykład: jestem młodym, dość swobodnym nauczycielem i pytam się studenta, dwudziestoletniego chłopaka, co lubi pić. Uczymy się o codziennych zwyczajach i zajęciach, więc to zupełnie naturalne pytanie. A on mi mówi, że lubi pić sok jabłkowy. Prawdopodobnie polski student od razu zażartowałby i powiedziałby ?sok jabłkowy?, wykonując jakiś dwuznaczny gest, kładąc dwa palce w okolicach szyi albo powiedziałby wprost o jakimś alkoholu. A ten zupełnie naturalnie: sok jabłkowy. Uczyłem ich kiedyś piosenki dla dzieci. W Polsce studenci w tym wieku by mnie wyśmiali albo pobili. A tu wszyscy doskonale się bawili. Chińczycy mogą się nam więc wydawać bardzo bezkrytyczni, naiwni czy dziecinni. Poza tym nie są tak agresywni jak Polacy. Choć często zwracam im uwagę, że plują, śmiecą lub krzyczą do komórek, to dotychczas nikt mnie nie zaatakował, a wielu nawet przepraszało ? prawdopodobnie po raz pierwszy ktoś im powiedział, że krzyczenie do komórki w autobusie, bądź co bądź miejscu publicznym, jest niegrzeczne. Sytuacja u nas nie do pomyślenia: cudzoziemiec zwraca tubylcom uwagę. Przecież nie jestem w swoim kraju! Chińczycy nie są też zwolennikami alkoholu ? bardzo niewielki odsetek ludzi się upija. Piwo piją czasem przy swoim barbecue czy gorącym kociołku, ale nigdy w takich ilościach jak my. Zresztą panuje tu inny klimat. Jest za ciepło na zbyt intensywne zażywanie napojów alkoholowych. Warto też zwrócić uwagę, że to zauważane przez obcokrajowców chamstwo jest raczej wynikiem bezmyślności i głupoty, u nas zaś wypływa zwykle z celowego działania, zmierzającego do tego, by kogoś poniżyć, zgnoić itd.
 
Co Chińczycy myślą o przybyszach z Zachodu?
Z moich doświadczeń wynika, że w sumie nie myślą o nas źle. Sądzą, że mamy dużo pieniędzy, że jesteśmy swobodni seksualnie, grzeczniejsi i jemy rzeczy nie do końca smaczne, nieświeże a z pewnością dziwne. Na przykład, piersi kurczaka ? moja chińska rodzina dziwi się, czemu mi to tak smakuje. A gdy pomyślą, że mogą to być piersi wyciągnięte z zamrażalnika, robi im się niedobrze. Ulubione danie najstarszej siostry mojej żony to gęsie jelita. Świńskie czy bycze też jej bardzo smakują, nie wspomnę już o kurzych łapkach. Ogólnie jednak ich wyobrażenie na temat mieszkańców Zachodu jest bardzo ubogie, podobnie zresztą jak nasze o Chińczykach. Skąd w końcu mają czerpać informacje? Oglądają zachodnie filmy, gdzie widzą, że para po pięciu minutach znajomości idzie do łóżka, są więc przekonani, że ludzie z Zachodu są zbyt otwarci seksualnie. Książek czytają mało albo wcale (nie widziałem w domach regałów na książki) i w sumie nie zastanawiają się nad tym, jacy my jesteśmy, bo też jaki to wpływ ma na ich życie? Moja żona, która jest Chinką, była w Polsce i ogólnie jej się podobało, choć zdziwiło ją, że jest tak mało ludzi. Była też zaskoczona tym, że u nas trzeba wszędzie płacić za toaletę, a w restauracjach brak jest świeżych ryb, pływających w akwariach. Uznała jednak, że jest czyste powietrze i dość suchy klimat.
Część mieszkańców tutejszych miast uważa, że na Zachodzie środowisko jest w o wiele lepszym stanie, a w Europie zachowano wiele zabytków dawnej architektury. Natomiast jeśli chodzi o mnie, zawsze, gdy wracam z Chin, szlag mnie trafia, kiedy widzę koszmarną jakość obsługi klientów w sklepach czy restauracjach. Jak to możliwe, by ktoś wszedł do restauracji i siedział choćby minutę niezauważony przez obsługę? Chińczycy często nie są specjalnie mili, szczególnie wobec siebie, ale w lokalu czy sklepie panuje zasada: klient nasz pan. Zresztą wymusza to na nich konkurencja. Na moim osiedlu można, na przykład, zamówić zakupy do domu. Dostawa gratis. Muszą się starać.
 
Czy w Chinach jest korupcja?
Potworna, wszyscy na nią narzekają i wszyscy z nią walczą, a ona i tak wciąż jest i będzie. Wszystko jest tu skorumpowane do tego stopnia, że urzędnicy w biurze podatkowym tłumaczyli moim pracodawcom, jak (oczywiście za odpowiednią opłatą) fałszować zeznania, żeby zaoszczędzić pieniądze. Moi studenci twierdzili, że w niektórych szkołach rodzice dają nauczycielom pieniądze, żeby usadzali ich dzieci na lepszych miejscach. Podstawowym obowiązkiem handlowca jest przygotowywanie gruntu pod interesy, a więc łapówki, prezenty, kolacje, darmowe karaoke dla działu zakupów lub szefa potencjalnego klienta. Nie można też zapomnieć o dziale o kontroli jakości, który potrafi napsuć krwi. Oczywiście, zależy to też od organizacji firmy i poziomu ludzi, którzy w niej pracują. Oficjalnie i teoretycznie korupcja jest zła, ale w praktyce spełnia pożyteczną funkcję, gdyż dzięki niej da się załatwić wiele spraw, które wydają się trudne czy niemożliwe do załatwienia. Zresztą korupcja jest zakorzeniona w kulturze Chin ? jest tu np. stara tradycja dawania czerwonych kopert hongbao z pieniędzmi podczas najróżniejszych okazji ? od urodzin do załatwiania kontraktów. W czasie Chunjie ? święta wiosny jest to obowiązek każdego żonatego mężczyzny. Starsi dają czerwone koperty dzieciom, szefowie pracownikom, dostawcy klientom, firmy rządowi itd. Często nie chodzi o wielkie pieniądze ? jest to po prostu taki lokalny zwyczaj. Sądzę, że korupcja to też efekt biurokracji, która jest wynikiem wielu tysięcy lat tradycji. Korupcja jest właśnie po to, aby ominąć biurokrację. Wbrew pozorom, nie panuje tu taki dziki kapitalizm, w którym wszystko można bardzo szybko załatwić ? zakładanie firmy trwa bardzo krótko, ale likwidacja już nie, potrafi ciągnąć się miesiącami, a nawet latami. 
 
Co dla Europejczyka może być najbardziej drażniące czy dziwaczne w Chinach?
Jestem tu już zbyt długo, aby rozpatrywać zachowania Chińczyków w kategoriach dziwactw. Jednak wiele z nich na pewno jest drażniących, jak choćby spluwanie na ulicy czy ruch drogowy. Myślę, że to ostatnie byłoby czymś najbardziej denerwującym człowieka z Europy. Jeżdżą zupełnie tak, jak chcą, nie przestrzegają żadnych przepisów. Na drogach panuje całkowity, bezmyślny chaos, wszyscy się pchają, nikt nie ustąpi pierwszeństwa, nawet nie z powodu chamstwa, ale dlatego, że po prostu nie potrafi sobie wyobrazić, że można ustąpić. Tak więc przyjeżdżając do Chin, lepiej nie wynajmować samochodu i korzystać z chińskich kierowców. Zresztą często z nimi o tym rozmawiam i pytam, dlaczego jeżdżą w taki sposób, a oni wtedy zgadzają się ze mną, że to jest problem, że mam rację, ale potem i tak robią dalej to samo. Mówią, że wszystko to wynika z tego, że jest ich tak dużo. Wtedy dopowiadam: skoro jest was tak dużo, to właśnie dlatego powinniście jeździć grzeczniej, zachowywać się ciszej, ustawiać w kolejki, zamiast pchać wszyscy naraz itd. Kiwają głowami i... robią swoje. Cóż, może młodzież się trochę zmieni. Wydaje mi się, że Chińczycy sądzą, iż są wyjątkowi. Przepisy przepisami, być może mają jakieś uzasadnienie, ale oni będą robić wszystko po swojemu. Zresztą i tak ich specjalnie nikt za to nie ściga. Trzeba tylko uważać na miliony fotoradarów ? te są bezwzględne. Niezapłacony mandat to brak możliwości przedłużenia prawa jazdy. Taki jest tu audyt.
 
Obraz Chin zdominowany jest na Zachodzie przez kwestie łamania praw człowieka, Tybetu i nierówności społecznych. Jak to faktycznie wygląda?
Nierówności są tu rzeczywiście spore, tak jak w początkowej fazie rozwoju kapitalizmu. Jeśli chodzi o Tybet ? nie znam się na tym i wolę się nie wypowiadać, mam jedynie przeczucie, że sprawa ta nie jest tak czarno-biała, jak sądzą Polacy. Zaznaczam, że nie wierzę chińskiej propagandzie. Natomiast jeśli chodzi o prawa człowieka, Chińczycy się specjalnie tym nie przejmują. Można powiedzieć, że Zachód się bardziej przejmuje ich prawami, niż oni sami. Niektórzy sądzą też, że to tylko pretekst dla Zachodu do mówienia Chinom, co mają robić. Nie ma tu wolności słowa, ale nie odniosłem wrażenia, żeby było to jakimś wielkim problemem ? prywatnie ludzie mówią, co chcą. Znów należy pamiętać, żeby tego nie oceniać przez nasz pryzmat. Tutaj mało kto interesuje się polityką i takie pojęcia, jak prawica czy lewica, nie mają tu żadnego znaczenia. Dlatego też, moim zdaniem, demokracja w tym kraju jest czymś niemożliwym, bo nigdy tutaj czegoś takiego nie było i sama idea, żeby wybierać władzę, dyskutować o tym, poświęcać temu czas, jest nie do pomyślenia. Natomiast co do wolności, muszę powiedzieć, że w ciągu mojego pobytu w tym kraju, który wielu nazywa totalitarnym, nigdy nie miałem konfliktu z miejscową władzą, nikt nigdy ode mnie nie żądał wielbienia Marksa, Lenina czy Mao, nikt nigdy nie kazał mi zrobić czegoś, na co nie miałbym ochoty. Moje kontakty z chińską policją były bardzo poprawne, podobnie ze strażą graniczną, ochroniarzami itd. Traktowano mnie zawsze bardzo dobrze. Może dlatego, że jestem biały i traktują mnie jak gościa? Trudno powiedzieć. Pewnego razu miejscowa policja w Kantonie bardzo ułatwiła mi otrzymanie wizy, wydając błyskawicznie potrzebny dokument, bez zbędnych inspekcji. Cóż, były problemy w trakcie olimpiady w rodzaju skróconego czasu wydawania wiz, zawieszenia wydawania pozwoleń na pracę w Dongguanie itd.
Nie wszystko tu jest piękne i różowe, jednak gdybym wylewał kubeł pomyj na chińskie władze, byłbym zwykłym niewdzięcznikiem.
 
Czy znaczy to, że Chińczykom odpowiada obecna forma rządów?
Podejrzewam, że w większości chcieliby, żeby zostało tak, jak jest, tylko żeby rząd był bardziej uczciwy. Panuje tu przekonanie, że sami przywódcy są uczciwi, ale im bardziej w dół, tym większa korupcja. Najważniejszy jest spokój, stabilizacja. Znów trzeba tu pamiętać, żeby nie wpaść pułapkę myślenia, typowego dla Europejczyków, że jest tu zły rząd, który zniewala dobrych ludzi. Nie ? ten rząd, ta władza jest mniej więcej taka, jak ci ludzie i dość dobrze do nich pasuje.
 
(...)
Wyświetlony 2544 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.