czwartek, 11 marzec 2010 17:15

Nie wyzwalajmy Chińczyków na siłę

Napisał

Z Andrzejem Głodkiem, prezesem Polsko-Chińskiej
Izby Handlowej, rozmawiają Roman Konik i Damian Leszczyński

 

Jaki jest według Pana ustrój Chin?
Mamy do czynienia z gospodarką wolnorynkową, połączoną z ideologią ustroju komunistycznego. System polityczny w Chinach jest więc komunistyczny, natomiast partia komunistyczna podjęła decyzję o gospodarce wolnorynkowej, wprowadzając strefy ekonomiczne. Pamiętajmy, że są to twory polityczne, specjalne strefy ekonomiczne mogą stanowić prawo federacyjne, z własnym ustawodawstwem. Jeszcze niedawno istniały granice między strefami ? wjeżdżającym do takiej strefy sprawdzano dokumenty i nie każdy mógł do niej wjechać. W Chinach istnieją zatem państwa federacyjne i 26 prowincji. Eksperyment udał się dzięki wsparciu inwestycyjnemu Zachodu, głównie w zakresie technologii. To zachód nauczył Chińczyków ekonomii, i zrobili to biznesmeni, nie humaniści. 50 procent inwestycji w Kantonie poszło przez Hongkong, największego inwestora, bufor między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Stąd się wszystko zaczęło w latach 90. Chińczycy zrobili to w idealny sposób. Trudno wyobrazić sobie zmiany, dokonane w tak krótkim czasie i tak optymalne pod względem ekonomicznym. Może to być wzorcowy model dla całego świata. Dzisiaj efekty są takie, że w Kantonie mamy 50 tys. stoisk na Targach Przemysłowych. To tutaj dyktuje się technologie całemu światu ? nie w Stanach Zjednoczonych, a już na pewno nie w Unii Europejskiej.
 
Jak Pan postrzegał minioną olimpiadę od wewnątrz, będąc tutaj na miejscu?
Moim zdaniem Chinom zrobiono wielką krzywdę medialną w kontekście olimpiady w Pekinie. Otwarcie olimpiady pokazano jeden raz, pięć osób zaś w koszulkach Free Tibet, które aresztowano podczas nielegalnej demonstracji, rozpoczynało na Zachodzie każdą relację z olimpiady. Było też widać, że Chińczycy w kontekście public relations muszą się jeszcze sporo nauczyć. Tę prowokację należało wykorzystać na własną korzyść, zastawiając kordonem policji protestujących i przekazując mediom, że jest to robione po to, by protestujących chronić przed mieszkańcami Pekinu. Co zresztą byłoby prawdą, widziałem bowiem, jak na to reagowali Chińczycy. Tutaj to się bardzo nie podobało, gdyż wszyscy dobrze wiedzą, że protestujący nie robią tego w imieniu Chińczyków, tylko dla kamer Zachodu. Wszyscy chcą wyzwalać Chiny, z wyjątkiem samych Chińczyków. Tutaj nie ma czego wyzwalać. Chińczycy mówią: nie chcemy zmian. Widać to tutaj na największych targach świata w Kantonie ? spytajcie o wyzwolenie Chin, spytajcie o Tybet, o demokrację, zobaczycie, co wam odpowiedzą. I nie jest to związane z tym, że się boją. To już nie te czasy, kiedy za krytykę władzy groziły represje.
 
Wracając do ustroju Chin, na ile mentalności chińskiej odpowiada taki dziwaczny model połączenia komunizmu w sferze ideologicznej z wolnym rynkiem w sferze gospodarczej?
W 2002 roku nastąpiła mocna zmiana władzy. Wcześniej u władzy był tzw. beton komunistyczny. Teraz wszyscy są dumni z władzy, bo widzą przełożenie tego na potęgę międzynarodową Chin. Chińczycy bogacą się, a tym samym mają poczucie ogromnej dumy. Ale nie zapominajmy, że Chiny to dwie władze: partia komunistyczna i armia. Armia jest tutaj napompowana do gigantycznych rozmiarów. Policja nie jest liczna, bo i wewnętrzne zagrożenie w Chinach jest niewielkie. Tutaj jak na razie nie grozi kontrrewolucja. Armia jest do utrzymania porządku. Ale najciekawsze jest tutaj to, że w armii można znaleźć najbardziej otwartych ludzi, jeśli chodzi o robienie biznesu. Wojskowi mogą w Chinach prowadzić firmy, dlatego też sprywatyzowali część wojska, a władze armii popierają to ? nie było w niej zresztą nigdy silnej ideologii antykapitalistycznej. Zwróćcie panowie uwagę, że podobnie było z ideologią komunistyczną w Polsce. Komunistyczny polityk Mieczysław Wilczek miał podobne podejście: fasada miała zostać socjalistyczna, ale gospodarczo proponował wolny rynek jakiego trudno dziś szukać w Polsce. On jako jedyny mówił, że robić pieniądze jest rzeczą dobrą. Tutaj wszyscy są jak Wilczek ? bogacić się jest dobrze, choćby z tego powodu, że państwo nie będzie musiało się martwić o biednego obywatela. Tutaj po raz pierwszy odwrócono tezy Marksa: system polityczny nie ma nic wspólnego z gospodarką. To są oddzielne sfery. W Europie takie podejście byłoby dla lewicy herezją.
 
W jaki sposób Polska mogłaby skorzystać z pomocy Chin?
Trzy lata temu rząd ChRL zaproponował rozwiązanie problemów infrastruktury komunikacyjnej w Polsce. Chodziło o zrealizowanie planu pokrycia naszego kraju siecią autostrad i dróg szybkiego ruchu w ciągu dwóch lat. Chińskie warunki obejmowały ich maszyny budowlane, komponenty budowlane i przede wszystkim siłę roboczą. Zaproponowali przysłanie na czas realizacji projektu 50 tysięcy Chińczyków. Wydaje mi się, że po tej propozycji rząd polski wpadł w panikę. Cały projekt postrzegano pod kątem bezpieczeństwa narodowego. Strach przed wizją trzech dywizji Chińczyków okupujących przez dwa lata Polskę przyćmił cele ekonomiczne. Ale te obawy były przesadne, pamiętajmy, że Chińczycy są bardzo zdyscyplinowani i pracowici, nie stanowiliby problemu społecznego. Chińczycy nie chcieli negocjować tej kwestii, chcieli mieć całkowitą kontrolę nad przedsięwzięciem, głównie poprzez wpływ na siłę roboczą. Skoszarowani robotnicy chińscy nie zaczną pracy od założenia związków zawodowych, negocjacji płac minimalnych itd. Dlatego trudno się dziwić, że ten warunek był nienegocjowalny. Chińczycy całą inwestycję chcieli zrobić w kredycie, bez wkładu własnego Polski, całkowita zapłata nastąpiłaby dopiero po oddaniu ostatniego odcinka projektu. Chińczycy zaproponowali nawet wybudowanie własnych cementowni w Polsce, by nie korzystać z drogiego cementu niemieckiego. Tutaj należało podjąć decyzję na szczeblu rządowym: albo chcemy dróg, albo chcemy dbać o względy unijne. Wybrano drugi wariant.
Trzeba też powiedzieć, że istnieje w Polsce pewna niechęć do Chińczyków. Czy widział ktoś Chinatown u nas w kraju? Jest za to mnóstwo Wietnamczyków. Chińczykowi bardzo trudno uzyskać wizę do Polski. Konsulat w Kantonie praktycznie ich nie wydaje ? skargi idą jedna za drugą, na gruncie dyplomacji nie można jednak nic zrobić, bo istnieje jakaś dziwna niechęć Polski do Chin, wynikająca raczej z niezrozumienia i uprzedzenia.
 
(...)
Wyświetlony 2629 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.