czwartek, 11 marzec 2010 17:17

CHINLANDIA

Napisał
Zainteresowanie Chinami w ostatnim okresie, a zwłaszcza od czasu pekińskiej olimpiady, jest spore, jednak przeciętne wyobrażenia o Kraju Środka oparte są na stereotypach, nieaktualnych informacjach i różnego rodzaju „faktach medialnych”. Aby uzyskać w miarę realistyczny obraz tego ogromnego i zróżnicowanego kraju, należy więc zachować nieco sceptycznego dystansu wobec generalizujących opinii, spróbować na moment abstrahować od ocen i skupić się na faktach.Można wskazać na cztery podstawowe błędy związane z opisem współczesnych Chin. Po pierwsze, nie uwzględniając bardzo szybkich zmian w tym kraju, buduje się jego obraz w oparciu o wydarzenia sprzed kilkunastu bądź kilkudziesięciu lat. Jednak traktowanie dzisiejszych Chin np. przez pryzmat masakry na placu Tiananmen jest równie zasadne, jak ocena współczesnej Polski z perspektywy wydarzeń z kopalni ?Wujek?. Od lat 80. w obu krajach wiele się zmieniło i niedostrzeganie tego w wypadku Chin jest takim samym błędem, jakim byłoby ignorowanie zmian w naszym kraju. Co prawda, faktem jest, że w Chinach nadal rządzi partia, w której ważne funkcje sprawują ludzie mający przynajmniej pośredni związek ze wspomnianą masakrą, ale w takiej sytuacji nie można zapominać, że pierwszym prezydentem III RP był twórca stanu wojennego, a jednym z kolejnych prezydentów aparatczyk wprowadzającej go komunistycznej partii. Dawna nomenklatura i związane z nią służby specjalne mają zresztą realną władzę w obydwu krajach, różnica zaś polega na tym, że w Chinach obywatele nie mają na to wpływu z powodu braku demokracji, u nas zaś ? pomimo niej.
 
Drugi błąd w opisie Chin polega na charakterystyce ich przez pryzmat jednego, oderwanego zjawiska. Z jednej strony są to np. tzw. prawa człowieka czy kwestia Tybetu ? i wówczas obraz Chin jest jednoznacznie negatywny ? z drugiej zaś dynamiczna industrializacja i wzrost PKB ? i wtedy jest całkowicie pozytywny. Aby uświadomić sobie opaczność takich generalizacji, wystarczy wziąć pod uwagę, jak z punktu widzenia podobnie dobranych kategorii wyglądałaby Polska ? kraj, w którym korupcja należy do najwyższych w świecie, gdzie kilkadziesiąt kilometrów autostrad buduje się latami, gdzie na najwyższych stanowiskach władzy świeckiej i duchowej spotykamy byłych agentów służb specjalnych. Oburzamy się, kiedy słyszymy z zachodnich mediów, że w Polsce prześladuje się Żydów i homoseksualistów, ale też na wieść, że panuje u nas wzorowa demokracja i wolność, zareagowalibyśmy z niedowierzaniem, wskazując na ?układ? rządzący krajem, korupcję, biurokrację i nieudolność wymiaru sprawiedliwości. Warto wszakże pamiętać, że są to właśnie tego rodzaju uogólnienia, za pomocą których zwykle opisuje się Chiny.
 
Trzeci błąd wynika z nieuwzględniania różnic między kulturami czy cywilizacjami. Wypowiadając się o Chinach, automatycznie przyjmujemy perspektywę kultury zachodniej, której wartości uznajemy za powszechne i absolutne. Nie jest to, oczywiście, niczym dziwnym bądź niedopuszczalnym, jednak warto przy tym pamiętać, że inne kultury postępują dokładnie tak samo, uznając swoje wartości za absolutne i powszechne. Dlatego używając haseł w rodzaju ?praw człowieka? czy odwołując się do ?ludzkości?, warto mieć na uwadze stwierdzenie de Maistre?a: widziałem Polaków, widziałem Francuzów, widziałem Chińczyków, ale nie widziałem Człowieka. Tego rodzaju polityczny nominalizm jest dobrym środkiem zapobiegawczym przeciw ryzykownym uogólnieniom, a zarazem pozwala zrozumieć, że nie wszyscy muszą myśleć tak, jak my. Pomijając więc już to, że wynalazek tzw. praw człowieka zawdzięczamy rewolucji francuskiej, temu aktowi założycielskiemu współczesnych totalitaryzmów ? co kazałoby ostrożniej szermować ?prawami? urzeczywistnianymi u stóp gilotyny ? trzeba wziąć pod uwagę banalny fakt, że to, co dla nas normalne i absolutne, dla innych może być dziwaczne i obce. Można się z tym oczywiście nie zgadzać, można wskazywać, że prowadzi do pewnej formy relatywizmu, ale cóż ? tak po prostu jest.
 
Czwarty błąd polega natomiast na niedostrzeganiu zmian zachodzących w świecie i ocenianiu go z punktu widzenia apriorycznie sporządzonych kategorii. Zachowanie takie, typowe jest dla marksistów, którzy nie byli i nie są nadal w stanie dostrzec faktu rozwoju i transformacji systemu kapitalistycznego, potrafiącego na drodze wewnętrznych reform poradzić sobie z początkowymi problemami, takimi jak niski poziom życia robotników czy praca dzieci. Odkąd Marks obwieścił, że w miarę rozwoju kapitalizmu nędza proletariatu będzie się pogłębiać, jego wyznawcy jako dogmat przyjmują, że kapitalizm musi być zły i niereformowalny, nie zaprzątając już sobie głowy faktami. Dlatego też nawet kiedy kraje kapitalistyczne zrealizowały niemal wszelkie komunistyczne postulaty, w rodzaju bezpłatnej opieki społecznej, powszechnej edukacji, wprowadzenia podatków dochodowych i spadkowych oraz równouprawnienia kobiet, prawdziwi marksiści nadal walczą z kapitalistycznym imperializmem w imię wyzwolenia proletariatu (który zresztą w trakcie owych zmian niemal zupełnie zaniknął). Aby nie ośmieszać się w taki sposób, warto więc w ocenie zjawisk politycznych czy społecznych wziąć pod uwagę to, że mogą one ewoluować i nie muszą mieć przypisanych na stałe niezmiennych cech. Niekoniecznie musi być tak, że Rosjanie zawsze są źli, a Amerykanie zawsze dobrzy, że Polacy zawsze walczą o wolność naszą i waszą, a w Chinach zawsze panuje totalitaryzm. Niewątpliwie USA nadal są przykładem ekonomicznej i obywatelskiej wolności, zwłaszcza na tle krajów Europy czy Polski, ale nie zmienia to faktu, że od wielu lat stosują praktyki typowe dla państwa socjalistycznego, czego przykładem jest niedawne wyciągnięcie z kieszeni podatników 700 miliardów dolarów w celu ?ratowania? banków, czy misja szerzenia demokracji w krajach arabskich, przypominająca szerzenie socjalizmu przez ZSRR. Obywatele krajów Zachodu ?z definicji? powinni cieszyć się szerokim zakresem wolności, jednak fakty pokazują, że mimo tej definicji mamy do czynienia z coraz silniejszym kontrolowaniem ich życia poprzez kolejne absurdalne przepisy i ograniczaniem wolności słowa za pomocą cenzury ?politycznej poprawności? i oskarżeń ideowych przeciwników o różnego rodzaju ?-izmy?.
 
Biorąc pod uwagę wspomniane kwestie, warto zatem zachować nieco dystansu wobec rozpowszechnionych opinii o Chinach, zwłaszcza że formułowane są one dziś w dużej mierze przez środowiska, które jeszcze niedawno o demokrację i prawa człowieka walczyły ramię w ramię ze Związkiem Radzieckim, popierającym gorliwie wszelkie ruchy wyzwoleńcze na świecie. Entuzjaści Dalajlamy i krytycy niesprawiedliwego chińskiego kapitalizmu to w większości lewicowcy, którzy przez lata w taki sam sposób piętnowali amerykański imperializm, obnosząc niczym ikony członków Czarnych Panter czy Czerwonych Brygad. Oczywiście, możliwe jest, że byli sojusznicy ZSRR, kibicujący niegdyś Chinom Mao Zedonga przeszli głęboką transformację duchową i intelektualną, jednak bardziej prawdopodobne jest to, że skierowali przeciwko eksperymentującym z wolnym rynkiem Chinom słowa potępienia zarezerwowane dotychczas dla USA, który to kraj ? jak pamiętamy ? w ich wypowiedziach jawił się nieodmiennie jako miejsce kolosalnych nierówności społecznych, nędzy, w którym ludzie umierają na ulicach. A kiedy ktoś próbował oponować, odwołując się do faktów, wówczas zawsze mógł dowiedzieć się, że z moralnego punktu widzenia i tak nie ma racji, bo ?w Ameryce biją Murzynów?.
 
Równocześnie jednak trzeba z podobnym dystansem podchodzić do nieumiarkowanie optymistycznych ocen chińskiego modelu, formułowanych przez tych, którzy, choć na co dzień otwarcie bronią indywidualnej wolności, kiedy przychodzi do mówienia o Chinach, są w stanie przymknąć oko na jej brak. Niezależnie od tego, jak bardzo chińska synteza autokratyzmu z wolnym rynkiem wpisana jest w specyfikę lokalnej tradycji, trzeba pamiętać, że swobody, za których naruszanie krytykuje się choćby Unię Europejską, w Chinach często również nie są przestrzegane. Zarazem część z owych swobód, jak np. wolność słowa, udało się urzeczywistnić w sąsiednich krajach, o nieco innej historii, takich jak Tajwan czy Korea, co przeczy tezie o niemożliwości wprowadzenia pewnych zachodnich rozwiązań politycznych w państwach Azji. Jeśli uważamy możliwość krytyki własnej władzy za istotną wartość, jeśli oponujemy przeciwko nieprawdziwym uogólnieniom, manipulacjom czy propagandzie ? choćby związanej z Państwem Środka ? powinniśmy ostrożnie podchodzić do deklaracji, że dla Chińczyków wszystko to z pewnością nie ma żadnego znaczenia.
 
Przede wszystkim jednak ? niezależnie od ocen ? trzeba wziąć pod uwagę to, że Chiny są olbrzymim krajem, którego populacja stanowi jedną piątą ludności naszego globu, krajem, w którym zmiany następują dużo szybciej i są dużo głębsze niż w krajach Zachodu, krajem, który ? czy to się nam podoba, czy nie ? jest i prawdopodobnie pozostanie jednym z kilku najważniejszych globalnych graczy politycznych i ekonomicznych. Dlatego też, zanim zacznie się formułować z wyższością rozmaite oceny i pouczenia, warto go trochę poznać.
 
Wyświetlony 2988 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.