czwartek, 11 marzec 2010 17:33

Ukraińska młodzież gra w piłkę na kościach pomordowanych Polaków

Napisane przez

Z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim rozmawia Łukasz Adamski.

 

Wysłuchał Ksiądz relacji wielu ludzi, którzy byli świadkami ludobójstwa na Wołyniu i Kresach. Która z nich najbardziej Księdzem wstrząsnęła?
Wszystkie są wstrząsające, natomiast jako duchownego, najbardziej wstrząsnęły mnie te relację, które dotyczyły zabójstw księży, zwłaszcza że wiele z nich odbywało się podczas mszy świętej. Było to szczególnie widoczne podczas krwawej niedzieli 11 lipca 1944 roku, kiedy bandy UPA zaatakowały 167 miejscowości. Trzeba jednak powiedzieć, że chodziło o 167 kościołów, bo atak przeprowadzono celowo w niedzielę, wiedząc, że Polacy schodzą się wtedy do kościołów. Najbardziej wstrząsające są akty męczeństwa, np. księdza Karola Barana, którego przerżnięto piłą. Odzierano ludzi ze skóry, po czym zalewano rany atramentem, wbijano gwoździe do głowy. Ten nieprawdopodobny sadyzm i barbarzyństwo przewyższyły nawet zbrodnicze działania komunistów i nazistów.
 
Ten sadyzm wkradał się nawet do samych rodzin?.
Tak, chodzi tutaj szczególnie o tzw. oczyszczanie krwi. W Galicji było bardzo wiele małżeństw mieszanych. Nacjonaliści ukraińscy domagali się przede wszystkim od członków UPA, żeby ci zgładzili tych członków swojej rodziny, którzy byli obrządku łacińskiego, czyli uważali się za Polaków. Na Kresach panowała bowiem taka zasada, że w wypadku małżeństwa mieszanego, synowie przejmowali obrządek ojca, a córki obrządek matki. Znam przypadek, gdy syn należący do UPA dostał polecenie zabicia swojej matki Polki i dwóch sióstr Polek. Po ich zamordowaniu sam został zabity przez swojego ojca, który stanął w obronie kobiet. To są wydarzenia, które chyba nieobecne były w innych krajach podczas drugiej wojny światowej.
 
Ojciec Księdza napisał, że Kresowian zabito podwójnie, raz przez ciosy toporem, drugi raz przez przemilczenie. To są bardzo poruszające słowa i, niestety, trafne. Czy pamięć o setkach tysięcy ofiar jest dziś ważniejsza niż dobre relacje z Ukrainą?
Te słowa mój ojciec zapisał prawie 35 lat temu. Już wtedy zdawał sobie sprawę, że w czasach PRL-u przemilczanie tego ludobójstwa jest świadome. Mój ojciec w 1973 roku był po raz pierwszy po latach w swojej rodzinnej miejscowości Korościatyn koło Monasterzysk (powiat Buczacz, woj. tarnopolskie) i wtedy zobaczył, że po osadzie, w której mieszkał zostały tylko kamienie, resztki cegieł i drzewa owocowe. Nie mógł nawet odnaleźć mogił ludzi, którzy zostali wymordowani. I właśnie wtedy napisał te słowa. On był świadkiem naocznym, jak mordowano tych ludzi siekierami, a później nikt nie chciał pamiętać ich męki. Jednak mój ojciec wierzył głęboko, że gdy przyjdą czasy wolności, to wreszcie będzie można powiedzieć prawdę. Niestety, po 1989 roku nadal się milczy o tym ludobójstwie i jest to największy dramat dla Kresowian.
 
Dlaczego prezydent Lech Kaczyński, który zawsze dbał o politykę historyczną, zaniedbuje pamięć o polskich ofiarach sprzed 65 lat?
Prezydent Kaczyński jako burmistrz Warszawy zrobił bardzo dużo dla sprawy Muzeum Powstania. Środowisko PiS-u zrobiło również wiele w sprawie Katynia. Natomiast w sprawie ludobójstwa na Kresach prezydent Kaczyński popełnił jeden z największych błędów swojej prezydentury. Uznał on, że dla Euro 2012 i dla wspólnego przeciwstawiania się Rosji Putina można poświęcić pamięć o ofiarach ludobójstwa. Ja się z tym głęboko nie zgadzam. Jestem ogromnie rozczarowany postawą Lecha Kaczyńskiego?
 
Nawet prezydent Kwaśniewski mówił o ludobójstwie?.
To jest jeden z największych paradoksów, jakiego środowisko rodzin kresowych doznało. W 2003 roku w Porycku, mimo że prezydent Ukrainy nie powiedział słowa ?przepraszam? ani nie zająknął się o ludobójstwie, prezydent Kwaśniewski, nazywając rzecz po imieniu, złamał tabu. I to jest ten chichot historii: postkomunista mówi o ludobójstwie, a prezydent, który na każdym kroku powołuje się na prawdę historyczną, boi się tego słowa.
 
Ale minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski też milczy.
Myślę, że dzieje się tak dlatego, że kolejne ekipy rządowe nie mają żadnej polityki wschodniej, a zwłaszcza dotyczącej Ukrainy. Zmieniający się jak rękawiczki kolejni ministrowie spraw zagranicznych, począwszy od Skubiszewskiego a skończywszy na Sikorskim, wykazują się ogromnym dyletanctwem i niekonsekwencją w sprawach wschodnich. Z drugiej strony UEFA, przyznając nam możliwość organizacji Euro 2012, stworzyła nieprawdopodobną szansę na pozytywne relacje polsko-ukraińskie. Niestety, zamiast wykorzystać to historyczne pojednanie, zakłamuje się historię Decydentom wydaje się, że ta impreza jest przeszkodą w odsłanianiu czarnych kart historii. Moim zdaniem jest odwrotnie, jak można bowiem sobie wyobrazić rozegranie meczu we Lwowie, który teraz kipi od nacjonalizmu, antypolonizmu czy antysemityzmu? Brak rozwiązania tego problemu może być przeszkodą dla samych mistrzostw.
 
Bardzo znamienne jest to, że jedno z boisk na Ukrainie jest zbudowane na polskim cmentarzu.
To nie jest, oczywiście, stadion na mistrzostwa, ale w jednym z miasteczek wołyńskich świadek ludobójstwa zauważył, że dziś na miejscu polskiego cmentarza stoi boisko, na którym młodzi Ukraińcy grają w piłkę. To jest takie symboliczne wołanie do polityków ? nie budujcie mistrzostw piłkarskich na kościach pomordowanych Polaków!
 
Ksiądz Isakowicz-Zaleski podżega do konfrontacji i zieje nienawiścią ? napisał w liście do kardynała Stanisława Dziwisza arcybiskup Jan Martyniak, hierarcha Kościoła greckokatolickiego. Natomiast greckokatolicki biskup wrocławsko-gdański Włodzimierz Juszczak stwierdził, że ofiary były po jednej i po drugiej stronie, a Ksiądz wykrzywia prawdę. Czy Polacy w bestialski sposób mordowali Ukraińców?
Nie zgadzam się z tymi listami. To jest kolejny paradoks. Książka ?Przemilczane ludobójstwo na Kresach? jest wydana legalnie i jest dostępna w księgarniach ? każdy, kto uważa, że napisałem nieprawdę, może napisać książkę czy podać mnie do sądu. Jednak ci dwaj hierarchowie Kościoła greckokatolickiego w Polsce nie szukają prawdy historycznej, a wyznają PRL-owską zasadę: zastrzelić autora. W liście do mojego przełożonego, kardynała Stanisława Dziwisza, jestem w niemiłosierny sposób atakowany personalnie, przypisuje mi się diabelskie cechy. Arcybiskup Martyniak sugeruje nawet, że powinienem zostać pozbawiony pełnienia funkcji kapłańskich. Dochodzi do daleko idącej ingerencji przedstawiciela jednego obrządku w drugi obrządek. Ja czekam, żeby kardynał Dziwisz opublikował ten list i na niego publicznie odpowiedział. Natomiast biskup Juszczak od dłuższego czasu relatywizuje historię relacji polsko-ukraińskich, obraża ofiary, mówiąc jakoby Polacy też w bestialski sposób mordowali ukraińskie kobiety i dzieci. To są rzeczy niegodne biskupa. W wypadku mojej książki zadziałała stara zasada ?uderz w stół a nożyce się odezwą?. Niestety, dzisiaj w naszym kraju najniebezpieczniejszym zawodem nie jest górnik czy policjant, ale historyk.
 
Napisał Ksiądz niedawno: Ani słowa o Wołyniu i Kresach. Tak można podsumować wypowiedzi polskich biskupów w czasie uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. W ich homiliach i pasterskich wypowiedziach obecne były ?bezpieczne? tematy, czyli np. cmentarze w Palmirach i na Monte Cassino. Ale przecież kilka lat temu z inicjatywy Konferencji Episkopatu Polski i Synodu Biskupów Ukraińskich doszło do modlitewnego pojednania polsko-ukraińskiego. Może więc Ksiądz naprawdę rozdrapuje rany?
Gdybym ja nie napisał tej książki, to napisaliby ją inni. W tym roku zostało opublikowanych kilka książek dotyczących ludobójstwa na Kresach i nie słyszałem, żeby biskupi ukraińscy atakowali prace, w których pisze się wprost, że metropolita Andrzej Szeptycki był kolaborantem Hitlera. Atak na moją książkę jest świadomym krokiem, bo wiadomo, że będzie ona wstępem do pokazywania, jak się zachowywał Kościół grekokatolicki w czasie ludobójstwa. I właśnie chodzi o to, by zablokować możliwość pokazania postaw duchowieństwa. Należy pamiętać, że istnienie poprawnych stosunków polsko-niemieckich jest możliwe tylko dlatego, że od długiego czasu są one poddawane krytyce historyków. Nikt dzisiaj w Niemczech nie zaprzecza, że istniał obóz KL Auschwitz, nie neguje się faktu, że podczas powstania warszawskiego Niemcy mordowali bezbronną ludność cywilną. Nikt nie nazwie również SS organizacją narodowo-wyzwoleńczą. Natomiast relacje polsko-ukraińskie, budowane na przemilczeniu i kłamstwie, nigdy nie doprowadzą do pojednania naszych narodów. Zalewanie prawdy betonem, jak w przypadku lustracji, niczego nie załatwi.
 
(?)
Wyświetlony 4671 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.