czwartek, 11 marzec 2010 18:03

Co wynosimy ze szkoły?

Napisane przez

Kiedyś wynoszono ze szkoły stalówki uchodzące za świetne (optymistycznie zakładam, że niepotrzebny jest przypis, co to była „stalówka”), nieco później pióra wieczne, podkradane koleżankom i kolegom. Niekiedy uczniów omdlałych z przerażenia przed trudną klasówką lub egzaminem. Teraz nierzadko wynosi się narkotyki. Ale ja nie o tym. O zupełnie czymś innym.

 

W niewoli stereotypów
 
Otóż ze szkoły wynosi się wiedzę. Przynajmniej powinno się ją wynosić. Znacznie częściej wynosi się stereotypy. Zasadniczo stereotyp wspiera się o prawdę. Jednak prawdę, bywa, tak uproszczoną, że aż nieprawdziwą i zbliżającą się do fałszu, a nawet nim będącą. Nie chcę winić szkoły, gdyż uczniowie najłatwiej przyswajają sobie formułki. Szkoła, aby nadążyć z programem, musi wpajać formułki, uczniowie zaś mieszają je i w rezultacie wynoszą ze szkoły poplątane stereotypy.
 
Zdarzyło się to jakiś czas temu, gdy zostałem poproszony do jednej ze stacji radiowych, gdzie w jej programie kulturalnym miałem mówić o swojej względnie nowej wtedy książce Kolonie Rzeczypospolitej (wydała ją Bellona). Było lekko, łatwo i przyjemnie, aż doszliśmy do lat 1918-1939 i działalności ówczesnej Ligi Morskiej i Kolonialnej. Wtedy pani prowadząca audycję zauważyła, że dobrze, iż nie udało się Polsce wówczas uzyskać żadnych posiadłości, ponieważ nie ciąży na nas odpowiedzialność za niewolnictwo.
 
Zdumiony tym stwierdzeniem plączącym czas i istotę problemu wyjaśniłem, że we wcześniejszych stuleciach handel niewolnikami na większą skalę, aniżeli Biali, uprawiali Arabowie, a czynili to aż niemal do końca XX wieku (Mauretania), a i obecnie praktykowany jest w Sudanie. Europejczycy zaś nie byli wynalazcami tego handlu, gdyż były nimi plemiona afrykańskie. Skorzystały one po prostu z pojawienia się Białych, intensyfikując handel i wchodząc w globalną ? rzec można ? jego sieć. Żywego towaru dostarczały mianowicie Europejczykom plemiona afrykańskie chwytające niewolników wśród innych plemion i sprzedające ich za muszkiety i perkaliki europejskim kupcom, stanowiącym jedno z ogniw łańcucha w tym procederze, acz ci rzeczywiście rozwinęli go na skalę globalną. Ciągle jednak byłem zdziwiony wypowiedzianym przez prowadzącą audycję mniemaniom, że państwa europejskie sankcjonowały niewolnictwo w okresie międzywojennym.
 
Wszelkie, dawniejsze i obecne opracowania historyczne powiadają, że pierwsza Francja we wszystkich swoich koloniach zniosła niewolnictwo w 1794 r. Przywrócił je dekret Napoleona w 1802 r., uchylony ostatecznie w 1848 r. Następna, Anglia w 1807 r. ogłosiła zniesienie niewolnictwa i handlu niewolnikami, ścigając na morzach świata statki handlarzy niewolników, acz we własnych koloniach uczyniła to w 1833 r. Ale i tak była to pierwsza połowa XIX wieku. Inne państwa europejskie uczyniły to w ślad za Wielką Brytanią, wkrótce zresztą po niej. W Stanach Zjednoczonych zakazano dowozu niewolników w 1807 r., a niewolnictwo zostało prawnie zniesione w 1865 r., po wojnie secesyjnej. W Brazylii utrzymało się do 1888 r., ale tylko wewnątrz kraju ? tzw. niewolnictwo plantacyjne. I taki był koniec procederu. Aczkolwiek... Owszem, w Mauretanii zniesiono je formalnie w 1981 r. (zabronione, gdy była ona kolonią francuską, przywrócone w 1960 r., po uzyskaniu przez nią niepodległości, i dopiero 25 lat temu prawnie zlikwidowane). Jego resztki przetrwały do dziś w Arabii Saudyjskiej i Sudanie, ale z Europą nie ma to nic wspólnego, jak i nie miało od połowy XIX w. Niewolnictwo w latach 1918-1939 to wielki błąd! No, ale te stereotypy ? że jak kolonie, to i niewolnictwo. Chociaż w pewnym sensie coś jest na rzeczy: niewola stereotypów.
 
Co autor chciał przez to powiedzieć?
 
Wyśmiewany w szkolnym nauczaniu literatury zwrot ?Co autor chciał przez to powiedzieć?? nie jest ani głupi, ani bezsensowny. W założeniu ma uczyć interpretacji dzieła, jego samodzielnego, krytycznego odczytywania. Niedawaniu wiary powierzchownej warstwie, lecz szukaniu tego, co pod tą warstwą autor chciał ukryć (niekiedy autorzy stosują takie zabiegi). Byłoby to bardzo dobre, gdyby nie to, że zazwyczaj oczekuje się interpretacji zgodnej z poglądami nauczyciela, albo (co może i gorsze) z wiedzą potoczną, traktowaną jako obowiązująca, której nauczyciel bywa pasem transmisyjnym.
 
W rezultacie Jądro ciemności Conrada przedstawiane jest powszechnie jako ostra i bezwzględna krytyka kolonializmu, a takie przesłanie powieści uważane jest za aksjomat. Istotnie, Conrad pisał: Podbój ziemi polegający przeważnie na tym, że się ją odbiera ludziom o odmiennej cerze lub trochę bardziej płaskich nosach, nie jest rzeczą piękną. Ale zaraz dodaje: Odkupia go tylko idea. Idea tkwiąca w głębi; nie sentymentalny pozór, tylko idea; i altruistyczna wiara w tę ideę. Kurtz zaś, jedna z głównych postaci powieści, bywa w omówieniach charakteryzowany jako wcielone zło. Tymczasem w powieści widać zarówno przerażenie działalnością Kurtza, jak i fascynację nim, jako zapewne człowiekiem tej idei, tkwiącej w nim w głębi. Człowieka kierującego się nie sentymentalnym pozorem, lecz wiarą w gruncie rzeczy altruistyczną, że można wejść w środek kultury ludzi o odmiennej cerze i odpowiednio nimi pokierować. Nie był urzędnikiem?zdobywcą, był zdobywcą ? prawdziwym kolonialistą. Przegrał, bo za głęboko wszedł w kulturę plemienną. Przestał być w pełni Białym, nie stał się w pełni Czarnym.
 
Kapitan Marlow, alter ego autora, po powrocie z Konga przywozi, czytamy dalej, pamiętniki Kurtza i wręcza je jego narzeczonej, wydzierając z nich kartkę źle świadczącą o autorze memuarów. Nie czyni tego, by oszczędzić nieszczęsną kobietę (Kurtz zmarł). Nie to było głównym czynnikiem postępowania kapitana Marlowa, ponieważ pamiętnik z wydartą kartką oferuje pismom. Nie chciał więc przedstawić Kurtza w złym świetle, lecz jako człowieka owej idei, którym rzeczywiście był.
 
Conrad nie krytykował więc idei kolonialnej ani kolonializmu. Przyjmował ten system jako coś naturalnego. Krytykował jedynie belgijską jego odmianę. A oprócz tego wyraźnie dawał do zrozumienia, że Biały jest Białym i takim musi pozostać, by nie stać się nikim. Bariera kultury między Europejczykiem a Murzynem ? dowodzi ? jest nieprzekraczalna. Akulturacja nie pozostaje bezkarna.
 
Wystarczy przeczytać tę powieść bez uprzedzających sądów i nieco uważniej, a nie po łebkach, żeby się o tym wszystkim przekonać. No, ale wielu lepiej wie od autora, co autor chciał powiedzieć.
 
(?)
Wyświetlony 2688 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.