czwartek, 11 marzec 2010 18:11

Rodzina i tożsamość polska i polonijna

Napisane przez

 oncentruję się tutaj wokół tematu rodziny, próbując określić niektóre istotne elementy współczesnego świata z punktu widzenia młodego historyka polsko-kanadyjskiego pochodzenia. To szkic zarówno polemiczny, jak i osobisty, lecz mam nadzieję, że skłoni czytelników do przemyślenia sytuacji tak zwanej późnej nowoczesności, kiedy tak bardzo cieszymy się naszą nową wolnością i nową Polską

.

Na początek przywołam słowa Mieczysława Niedziałkowskiego, wypowiedziane w marcu 1939 roku na temat sytuacji Polski ? łatwo je odnieść do dzisiejszego kryzysu rodziny i społeczeństwa w krajach zachodnich i europejskich: Jest sto razy lepiej mówić prawdę głośno, niż szeptać ją cicho. Prawdą jest, że jest bardzo źle.
 
Za niezaprzeczalny fakt socjologiczny uznać można to, że nie tylko tak zwana rodzina tradycyjna, ale rodzina w ogóle przeżywa głęboki kryzys w Europie i na Zachodzie. Zachodnie społeczeństwa cechują się najniższym poziomem rozrodczości w historii świata, największym w dziejach (i ciągle rosnącym) odsetkiem ludzi starszych, jak również największym napływem ludności nieeuropejskiej. Społeczeństwa zachodnie są bezprecedensowo bogate i wręcz wyjątkowo wrogo nastawione do fundamentalnych zasad rodziny oraz do ludzi, na których barkach, siłą rzeczy, spoczywać musi fizyczne, jeśli nie duchowe przetrwanie tych społeczeństw. Ogólną cechą naszej epoki jest dowartościowanie tendencji ekstremalnych kosztem zdrowego, witalnego rdzenia społeczeństwa. Na przykład w Kanadzie mass-media i system szkolnictwa publicznego dużą uwagę poświęcają różnego rodzaju mniejszościom ? nie mówiąc o wydatkach państwowych ze środków zebranych w dużej mierze od uczciwie pracujących ludzi europejskiego pochodzenia. Na pierwszym miejscu stoi ludność kolorowa, zwłaszcza Murzyni, przed którymi musimy się wszyscy kajać i płaszczyć, przyjmując ich wzorce kulturowe (np. rap), choć większość nacji europejskich nie miała z nimi w historii żadnej styczności. Przodkowie Polaków w większości żyli na roli w warunkach, które zostałyby uznane za wręcz niewolnicze, że nie wspomnę nawet o przeszło stu dwudziestu latach utraty niepodległości czy gehennie II wojny światowej. Arabowie prowadzili handel czarnymi niewolnikami przez 700 lat, nim pierwszy Europejczyk dotarł na południe od Sahary, ale czy ich ktoś chce dzisiaj ?pociągać do odpowiedzialności?? Następnie mamy tak zwany ruch feministyczny, który odkrył rzekomą głęboką patologię tradycyjnej rodziny, zwaśnił i upolitycznił stosunki damsko-męskie, a działania jego zdają się sugerować: ?Ojciec, mąż i mężczyzna ? to twój wróg, kobieto!?. Szeregi tak zwanej tęczowej koalicji (rainbow coalition) zasilają jeszcze agresywni homoseksualiści oraz radykalne lesbijki, (które chyba stanowią jednocześnie najbardziej aktywny element wspomnianego ?ruchu kobiecego?). Należy tu powiedzieć, że chociaż homoseksualizm i skłonności lesbijskie, oczywiście, istniały w wielu społeczeństwach (w o wiele mniejszym zakresie i natężeniu, niż twierdzą dzisiaj ich obrońcy), drastycznie upolityczniona rola homoseksualistów, jak również pretendowanie do moralnie szlachetnej roli tak zwanych osób prześladowanych nie istniały nigdy przedtem w historii. Dziś chodzi już nie o względną tolerancję dla pewnych prywatnych zachowań (rzecz, która już dawno stała się normą społeczną), ale o prawo utrzymania jakiegoś moralnego rdzenia.
 
Należałoby tu wspomnieć zanik elementów prawdziwej etyki czy moralności w sztuce i kulturze popularnej. Jest to problem tak różnorodny, że trudno opisać wszystkie jego aspekty. Można by wspomnieć o szokujących fotografiach Mapplethorpe?a czy Serrano oraz takich ?perłach?, jak tak zwane teen-slasher flicks, to znaczy ?horrory?, gdzie w najbardziej wyszukane sposoby inscenizowane są tortury i morderstwa przeważnie młodych osób (filmy takie uważane są potocznie za ?fajną rozrywkę dla nastolatków?). Dodać by można, że tak zwana wolność słowa jest czasami totalna, a czasami zupełnie nieistniejąca. Wiadomo, że o Chrystusie, chrześcijaństwie czy katolicyzmie można mówić czy pisać, co się podoba, ale niechby ktoś spróbował krytykować wybryki sławetnego Martina Lutra Kinga lub twierdzić, że oskarżanie Polaków o kolaborację z Niemcami w czasie II wojny światowej jest wierutnym kłamstwem i obrazą!
 
Dochodzą jeszcze ci, których nazwano by kiedyś ?pospolitymi łotrzykami?. Dzisiaj są hołubieni przez psychologów, chronieni przed surowymi karami. Zdrowy odruch społecznego sprzeciwu wobec braku należytego karania przestępców jest stopniowo kierowany przeciwko samemu społeczeństwu. Dla przykładu cytuję dwa urywki z ulotki rozdawanej jakiś czas temu pod patronatem posła do kanadyjskiego parlamentu z okręgu Parkdale-High Park (osoba polskiego pochodzenia, oczywiście z Partii Liberalnej): Zbrodnie przeciwko kobietom: dom rodzinny jest bardziej niebezpieczny niż ulica; oraz: Morderstwo w Kanadzie: przyjaciele i krewni ? to oni zabijają (moje tłumaczenie).
 
Należy powtórzyć jeszcze raz, że jest bardzo źle i obowiązkiem każdego uczciwego człowieka jest, w miarę możliwości wypowiadanie się przeciwko tym tendencjom. Niektórzy muszą publicznie milczeć, ale to nie znaczy, że w kręgu rodziny i znajomych nie można mówić o obecnej sytuacji i wyrażać swojej niezgody, zamiast ostentacyjnie je atakować czy z góry ?zakazywać? (nie wiadomo po co wspierając działania wrogich nam sił).
 
Z wielu powodów, których można by się doszukiwać w naszej historii czy w przyjęciu katolicyzmu w specyficznej, słowiańskiej odmianie (bo Zakon Krzyżacki, wspierany niekiedy przez papiestwo i Święte Cesarstwo Rzymskie, też zwał się ?katolickim?), naród polski ? jak również osoby o polskim rodowodzie ? stawiły znaczny opór wielkim totalitaryzmom dwudziestego wieku. W roku 1920 wstrzymano, w zupełnym opuszczeniu przez Zachód, pochód bolszewicki. W roku 1939 pierwsi stawialiśmy czoło zarówno Hitlerowi, jak i Stalinowi, zmuszając przez to Zachód do walki z Niemcami nazistowskimi, do której przystępował bardzo niechętnie. Odrzucając drogę kompromisu, straciliśmy przeszło pięć milionów Polaków, kwiat ludzi młodych i najbardziej idealistycznych, oraz większość gruntownie wykształconej inteligencji. I w zamian oddano nas w ręce Stalina i jego oprawców. Można też powiedzieć, że bez naszej pionierskiej roli zapewne nie doszłoby do tak rewolucyjnych zmian w bloku wschodnim. Wreszcie doczekaliśmy się ? głównie dzięki polskiemu papieżowi i solidarnościowej walce ? upragnionej niepodległości w latach 90., ale owoce jej są gorzkie.
 
Dlaczego tak się dzieje? Bo po dwóch jawnie okrutnych totalitaryzmach wykluł się trzeci, znacznie lepiej zamaskowany, lecz pod wieloma względami nie mniej antyludzki, antyspołeczny, antynarodowy i antyreligijny totalitaryzm, skoncentrowany w Ameryce Północnej i Zachodniej Europie i ich technologicznych strukturach, przejawiający się w systemach konsumpcji, mass-mediów i publicznego szkolnictwa, zabijający raczej duszę niż ciało. Czy lepiej jest umierać pod przyjemną narkozą (poprzez ?naturalne? wymieranie starzejącego się społeczeństwa, nie zastępowanego ludźmi młodymi, między innymi z powodu rozpowszechnionej aborcji), czy ginąć w otwartej walce z okrutnym najeźdźcą? Niestety, ludzie z reguły akceptują tylko definicje totalitaryzmu w wymiarze obozów koncentracyjnych i łagrów, a nie widzą, że narzucanie jednego rodzaju ?politycznie poprawnych? poglądów, które są praktycznie jedynymi obecnymi w środkach masowego przekazu i szkołach, jest zjawiskiem poniekąd podobnym.
 
(?)
Wyświetlony 2935 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.