środa, 17 marzec 2010 09:38

Wolność (brzydkiego) słowa, czyli mentalność demokratyczna

Napisał

Doświadczenie historii uczy, że demokrata to człowiek, który pozornie kocha wszystkich ludzi (a nawet dzieci), chce dla nich czystego dobra, z troską pochyla się nad pokrzywdzonymi przez Tuskolandię (lub, alternatywnie, IV RP), pragnie nieba przychylić również tym, którzy wcale takiej uprzejmości od niego nie oczekują.

 

Demokrata wychwala cnoty ludu (idealnego) lub też pragnie lud (realny) do cnót doprowadzić. Mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia ze świeckimświętym. Złudzenie znika, kiedy grzeszna natura ludzka zaczyna wierzgać przeciwko demokratycznej utopii doskonałości, a jakiś złośliwy monarchista podejmuje otwartą polemikę i obnaża intelektualne mielizny adwersarza. Demokrata w polemicznym szale przestaje być dobrym wujkiem, staje się mistrzem pogardy. W numerze wrześniowym ?Opcji na Prawo? zapoznaliśmy z wzorcowym przykładem tego zjawiska.

 
Przyznam szczerze: atak p. Krzysztofa Ligęzy, osoby znanej z agresywnego języka, nie był dla mnie zaskoczeniem. Jednak dziwi mnie, że publikacja p. Ligęzy pozbawiona była choćby pozorów merytorycznej argumentacji, a ograniczyła się do monotonnego powtarzania, że Adrian Nikiel jezd gópi. Równie dobrze mógł powiedzieć mi to przez telefon. Zapewne jednak przyjemniej miesza się z błotem publicznie i na łamach prasy. Wyzwiska czasami muszą zastąpić orgazm.
 
Moja wcześniejsza polemika z artykułem ?Antenkowi ludzie? zapewne mogła być oceniona jako ostra, ale przynajmniej wyrażała poglądy poddające się falsyfikacji. Natomiast p. Krzysztof sprowadził swoją odpowiedź do pustych popisów zaczerpniętych z bogatego słownika zespołu Nagły Atak Spawacza oraz esejów Adama Michnika. I chyba miał wrażenie, że jest to finezyjna szermierka słowna, godna Dawnych Mistrzów. Pan Krzyś atakuje impertynencko, w absolutnie nieuprawniony sposób. Niemal każde jego stwierdzenie woła o minimum uzasadnienia. Nie idzie o wytknięcie błędów, ale o takie konstruowanie zdań, by ? wykorzystując efekt cepa ? zastraszyć przeciwników, a w dalszej kolejności zdezawuować ich samych oraz ich pracę. Zamiast wyjaśnić, że nie zgadza się z oponentami, ponieważ tu, tu, tu i tu się mylą, a mylą się, ponieważ to, to, to i to ? zamiast tego leje wiadro pomyj, nie troszcząc się o eksplikację swego plugastwa. Mógł milczeć, jednak postąpił jak byle pętak. Zabrał głos, nie mówiąc nic rzeczowego. Dla publicysty to więcej niż zbrodnia, to błąd. A to, gdyż uświadamia czytelnikom, że ów publicysta warsztatową rzetelność i przyzwoitość ma tam, skąd nogi mu wyrastają. 1)
 
         Z bełkotu udało mi się jednak wyłowić jedną w miarę spójną myśl, z której wynika, że przywoływany Autor, jako wytrawny myśliciel demokratyczny, chce aktywnie zmieniać świat. Zapewne, gdyby p. Ligęza mógł zrobić coś więcej, niż wyładowywać frustracje na łamach ?OnP?, wtłaczałby miłośnikom disco polo kulturę wysoką do gardeł ? aż do zwomitowania. Przymusowa edukacja, obowiązek słuchania w całości dzieł wszystkich Chopina przynajmniej raz w tygodniu, włączanie telewizora wyłącznie na prezydenckie orędzia i Teatr Telewizji, zdyscyplinowane głosowanie na PiS? ? ?wszyscy razem w jednym tempie?, czyli ideał rewolucji moralnej. A szara rzeczywistość jest taka, że w Nowym Sączu niektórzy Cyganie grożą spaleniem nowych bloków, do których mieliby zostać przesiedleni ze slumsów.
 
         Doświadczenie historii przypomina, że za intensywne zmienianie świata, czyli przymusowe uszczęśliwianie swoich ofiar, zabierali się już m.in. Luter, Kalwin, Cromwell, Wolter, Robespierre, Lenin, Pol Pot i inni rewolucjoniści z piekła rodem. Pozostaje nadzieja, iż p. Ligęza nie będzie miał okazji do eksperymentowania na żywym ciele narodu i wcielania w życie swoich ideologicznych objawień.
 
 
 
***
         PS. W odpowiedzi na uwagę Redakcji, która znalazła się przy moim artykule (nr 7/8 ?OnP? z 2008 r.) pragnę wyjaśnić, że krytykowałem Prawo i Sprawiedliwość właśnie za to, w czym kierownictwo PiS w pełni zgadza się z przywołanymi mediami ?głównego nurtu?. Są sprawy, w kontekście których p. J. Kaczyński mógłby bez wahania podać rękę dziennikarzom ?Gazety Wybiórczej?. Niestety.
 
Uwaga redakcji nie dotyczyła zasadności krytyki PiS-u ani jej treści, a uprzywilejowanego traktowania PO przez media ?głównego nurtu?.
 
Donald Tusk w znacznie większej liczbie spraw niż Jarosław Kaczyński mógłby ?podać rękę dziennikarzom GW?, ale i to nie było przedmiotem dopisku.
Red.
 
Przypis:
1) Por. ?Opcja na Prawo? nr 9 (81)2008, str. 16. http://www.opcja.pop.pl/index.php?id_artykul=2514
Wyświetlony 2826 razy
Więcej w tej kategorii: « Porażka prowokacji
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.