środa, 17 marzec 2010 09:40

Porażka prowokacji

Napisał

Jakiś czas temu przez media przetoczyła się dyskusja dotycząca planowanego filmu o obronie Westerplatte, w którym polscy żołnierze zostali pokazani jako banda pijaków, chamów i tchórzy. W trakcie dyskusji uderzono w wielkie dzwony - krytycy filmu mówili o prawdzie historycznej, a jego obrońcy o wolności artystycznej wypowiedzi. W całym tym zamieszaniu mało kto zwrócił uwagę na to, że wrzawy tej nie byłoby, gdyby nie kompletnie nonsensowny pomysł finansowania kinematografii z budżetu państwa. Gdyby pozostawić to wszystko w gestii prywatnych osób, to reżyser mógłby sobie kręcić film, w którym obrońców Westerplatte grałyby kurczaki poprzebierane w polskie mundury, o ile znaleźliby się sponsorzy i widzowie takiej hecy. Jednak socjalistyczne wzorce są w naszej ojczyźnie tak głęboko zakorzenione, że nie tylko lewica, ale również nasza prawica uważa, że artyście pieniądze podatników należą się jak psu buda. I stąd właśnie się biorą tego rodzaju śmieszne awantury.

 

 

Warto jednak zwrócić uwagę na to, co stoi w centrum tego sporu, a więc rodzaj obrazoburstwa czy artystycznej prowokacji, którą jedni uznają za zbyt daleko posuniętą, drudzy zaś za całkowicie uzasadnioną i na dodatek odkrywczą. Wydaje się, że jedni i drudzy się mylą: z jednej strony, biorąc pod uwagę istniejące możliwości, skandal ów jest raczej niewielkiego kalibru i można by pójść znacznie dalej; z drugiej zaś, nie ma w nim nic odkrywczego i zasługującego na uwagę, albowiem prowokacja i szokowanie w ramach tego, co zwie się sztuką ? czy to niską, czy wysoką ? jest dziś tak powszechne, że nie pobudza, lecz nudzi i usypia. Skandalizowanie stało się rzemiosłem, nowym akademizmem, a ponieważ nie wymaga specjalnego warsztatowego czy intelektualnego wysiłku, uprawiać je może w zasadzie każdy, o ile ma na to czas i ochotę. Prowadzi to do nienormalnej nadprodukcji ?artystów?, a więc ludzi, którzy niedostatki talentu i samokrytycyzmu rekompensują sobie szczerością wypowiedzi. A ponieważ osoby zawodowo zajmujące się egzegezą tej błazenady, czyli tzw. krytycy, intelektualnie nie odbiegają od swoich obiektów westchnień, cały ten cyrk wesoło kręci się w gronie wzajemnej adoracji, wywołując od czasu do czasu ekscesy podobne do tego opisanego na wstępie. Banalizacja obrazoburstwa i prowokacji doprowadziła do paradoksalnej sytuacji, w której ustaliły się kanony i normy skandalizowania, wypaczając tym samym jego pierwotne cele.
 
Czym właściwie jest artystyczna prowokacja? Najkrócej mówiąc, jest to próba wywołania skrajnych reakcji za pomocą skrajnych środków. Jakie to mogą być środki? Repertuar jest dość prosty i od dawna ustalony: najłatwiej ostentacyjnie pogwałcić tradycyjne wartości i normy istniejące w grupie, do której się zwracamy. Jeśli, na przykład, istnieje głęboko wpojona niepisana zasada, aby nie znęcać się nad słabszymi, można, wzorem Nietzschego, poradzić: jeśli ktoś upada, to go popchnij. Jeżeli uznaje się za cnotę szacunek dla pewnych symboli, należy umyślnie i ze śmiechem je sprofanować. Zresztą stopień obrazoburstwa zależy od kontekstu: w pewnym towarzystwie jedzenie ryby nożem i widelcem jest już wystarczająco bulwersujące, ale dla innych potrzeba koprofagicznych upodobań markiza de Sade?a. W ten sposób dość łatwo wywołuje się zamierzone reakcje: oburzenie, zbulwersowanie, agresję, niechęć itd.
 
Jednakże gdyby na tym się wszystko kończyło, artystyczna prowokacja nie różniłaby się od innych, całkowicie prozaicznych sytuacji, w których pewne jednostki swoim zachowaniem wywołują oburzenie innych. Ostatecznie człowiek maltretujący swoje małe dziecko czy menel oddający mocz na czyjś grób również wywołują oburzenie, a nikt nie nazwie ich od razu artystami i nie ujmie się za ich swobodą do własnej, autorskiej, niczym nieskrępowanej wypowiedzi. Otóż podstawowa różnica polega na tym, że skandal artystyczny jest zaplanowany, wywołanie gwałtownej reakcji od początku przewidziane, całość zaś służy osiągnięciu pewnych dodatkowych celów. Wynika to z wypowiedzi samych artystów, kiedy bowiem zapytać ich, dlaczego szokują, odpowiadają zazwyczaj, że chcą łamać tabu, walczyć ze stereotypami i zmuszać ludzi do myślenia. Jak to rozumieć? Każdy z tych celów ma nieco inny charakter, ale w pewien sposób uzupełniają się one. Zmuszanie do myślenia można więc określić jako intelektualny cel obrazoburstwa: chodzić może, na przykład, o to, aby człowiek, skonfrontowany z sytuacją całkowicie odmienną od codziennej, zastanowił się nad naturą czy pochodzeniem norm, którymi się kieruje. Oczywiście, zwykłe sytuacje również do takich przemyśleń zmuszają, zwłaszcza kiedy ma się do czynienia ze zdarzeniami ekstremalnymi, natomiast artysta próbuje wywoływać je w sposób kontrolowany i metodycznie. Zmuszanie do myślenia jest wszakże celem, nazwijmy to, pośrednim. Nie tylko bowiem chodzi o to, abyśmy zastanowili się, dlaczego myślimy tak, jak myślimy, dlaczego zachowujemy się tak, jak się zachowujemy, ale byśmy zaczęli myśleć i zachowywać się inaczej. Ten cel można by nazwać moralnym czy politycznym: łamanie tabu i podważanie stereotypów ma nie tylko skłonić do przemyśleń, ale również do konkretnego działania. Parafrazując powiedzenie Marksa: artyści mają nie tylko opisywać świat, ale przede wszystkim go zmieniać.
 
Czy to dobrze czy źle ? to już inna sprawa. Niewątpliwie jednak ten polityczny aspekt rozmaitych działań artystycznych jest istotny i warto wziąć go pod uwagę, gdyż kiedy twórcy domagają się zerwania z panującymi zwyczajami, możemy być pewni, że chodzi im o to, aby zaprowadzić zwyczaje nowe, a wtedy dobrze wiedzieć, jakie one miałyby być. Co prawda, artyści nie są liczącą się siłą polityczną, ale mają pewne inklinacje do uzależniania się od ideologii, zwłaszcza ideologii totalitarnych. Tak więc trzeba pamiętać, że od łamania tabu do uzasadnienia potrzeby łamania kości droga jest całkiem niedaleka, czego dowodem jest nasze pokolenie pokąsanych przez Hegla poetów, którzy w pewnym okresie z wielkim zaangażowaniem wsparli budowę nowego ustroju, odrzucającego dawne, burżuazyjne stereotypy. Jeśli więc ktoś namiętnie piętnuje mieszczańskie wartości i domaga się zerwania z obłudnym, kapitalistycznym światem, można zupełnie zasadnie podejrzewać, że ? gdyby dysponował władzą ? w kolejnych krokach pozbawiłby nas własności, wolności i godności.
 
Natomiast oprócz tego zmuszania do myślenia i walki o lepszą przyszłość w grę wchodzi jeszcze jeden cel wywoływania skandali ? czysto komercyjny. Artyści sami niezbyt chętnie o tym mówią, próbując przekonać nas, że motywowani są wyłącznie przez wyższe względy, jednak ów wymiar handlowy odgrywa bardzo istotną rolę w artystycznych prowokacjach. Nie ma lepszej reklamy dla miernego produktu niż promujący go skandal i zdają sobie z tego sprawę ci wszyscy, którym brakuje talentu, ale nie brakuje żyłki do interesu. Obrazoburstwo zapewnia natychmiastowy szum medialny i zastąpienie dyskusji merytorycznych przez emocjonalne spory między grupą oburzonych a obrońcami prawa do wolności wypowiedzi. W naszym kraju, na przykład, nie trzeba być specjalnie rozgarniętym, żeby wiedzieć, że profanacja symboli chrześcijańskich zapewni natychmiastową reakcję w postaci głosów potępienia z jednej strony i gorących apologii z drugiej.
 
(?)
Wyświetlony 2808 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.