środa, 17 marzec 2010 10:04

Polskie tropy w Ameryce (XIX): Polonia amerykańska we wrześniu 1939 r.

Napisane przez

Wnikliwe prześledzenie wydarzeń, które miały miejsce wśród szerokich kręgów Polonii amerykańskiej w okresie września 1939 r., posiada kluczowe znaczenie dla zrozumienia postaw Polonii w następnych miesiącach i latach trwajacej II wojny światowej oraz okupacji Polski. Bezprzykładna w dziejach narodu klęska wrześniowa wywołała oczywiście ogromny i posiadajacy trwałe znaczenie szok wśród Polonii, ale jednocześnie wyzwoliła olbrzymi potencjał emocjonalny i patriotyzm, wynikający z głęboko zakorzenionego poczucia narodowej solidarności - głosi Wojciech Białasiewicz w zakończeniu swojej niezwykłej książki "Pomiędzy lojalnością a serc porywem", przedstawiającej reakcję tutejszej Polonii na wybuch II wojny światowej, a zarazem tragiczny finał niepodległej  II Rzeczypospolitej, dla odrodzenia której całe pokolenia emigrantów za Oceanem tak wiele zrobiły

 

 

Był to gigantyczny krach ich wyobrażeń i oczekiwań, jakie wiązali z wyidealizowaną przez nich odrodzoną Polską, gorzka i tak bolesna lekcja historii w obliczu własnej bezsilności i paradoksalnych ograniczeń, jakie spowodowała ich własna lojalność wobec przybranej ojczyzny, Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.
 
Studium nad zachowaniem środowisk amerykańskiej Polonii we wrześniu 1939 r., bogato udokumentowane przez Wojciecha Białasiewicza, który po obronie swojej pracy doktorskiej przeniósł się w latach 80. na stałe do Chicago, otwiera nie tylko przed czytelnikiem studnię dziejów tutejszej Polonii?, pokazując bardzo złożone uwarunkowania jej ówczesnej polityki. Przynosi także, i przede wszystkim, demonstrację warsztatu historyka z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko szczerego pasjonata badań nad Polonią, co bywa tak często piętą achillesową książek o tutejszym środowisku. Zasadniczym atutem tego dokonania wychowanka dobrych, krajowych uczelni jest współczesna krytyczna perspektywa i wyłuskiwanie z przeszłości przykrych prawd, przed którymi sama Polonia najchętniej się broni. Innymi słowy, sukces tej publikacji, którą uważam za naprawdę ważną, wynika z tego, że Białasiewicz, wiedząc o tutejszym świecie polonijnym naprawdę wiele, osiąga jeszcze więcej poprzez wprowadzenie kilku różnych perspektyw na krytyczne wydarzenia (np. z punktu widzenia raportów i dokumentacji polskich placówek dyplomatycznych z tamtych dni, pracowicie przebadanej polonijnej prasy, nie mówiąc już o archiwach głównych organizacji polskich w Stanach). Pisząc o naładowanym emocjonalnie czasie, zachowuje trzeźwy dystans dzisiejszego historyka, odsączając skrupulatnie ziarno od plew. Nie ulega nawet przez moment jakże patriotycznej i uczuciowej retoryce Polonii z owych lat, raczej kontrastuje słowa i czyny, nade wszystko zaś ujawnia rozmiar żywionych wtedy złudzeń i iluzji. Ponieważ rozumie ich źródła, wyrozumiale podchodzi do krótkowzroczności i naiwnego myślenia środowisk, którym wtedy ?zawalił się świat?. Polonia nie była w tym odosobniona, także ówczesna Ameryka żyła u progu II wojny światowej w świecie oderwanym od rzeczywistości, za co przyszło jej zapłacić słoną cenę. Polonusi i Polacy przebudzili się po prostu ze snu pierwsi...
 
Dzięki lekturze ?Pomiędzy lojalnością a serc porywem? możemy dziś daleko lepiej zrozumieć głęboki dylemat społeczności emigracyjnych, tak bardzo oddalonych (nie tylko fizycznym dystansem) od kraju, gdzie we wrześniu 1939 r. posypały się bomby na cywilne osiedla i miasta, siejąc apokaliptyczny horror, globalną śmierć i zniszczenie, rozpoczęła się wojna nowego typu, o której dotąd nie miano nawet wyobrażenia. Książka uzmysławia, do jakiego stopnia II wojna światowa okazała się ?końcem naszego świata?, zarówno dla Polaków w kraju, jak i dla polskich społeczności emigracyjnych. Postawiła ich bowiem wobec sytuacji, na którą nie byli zupełnie przygotowani, emocjonalnego rozdarcia ?chcieć i móc?, w skali rzeczywiście bezprecedensowej. Praca Wojciecha Białasiewicza staje się w lekturze poruszającą podróżą do innego świata i ludzkiej rzeczywistości sprzed pół wieku, w której każdy rozdział odkrywa tylko kolejne, szokujące aspekty przebudzenia się Polonii w nowej, jakże brutalnej realności ?wojny totalnej?. Monstrualnego kataklizmu, wobec którego wszelkie wyobrażalne i dostępne wtedy formy udzielania pomocy czy okazywania solidarności okazały się nieproporcjonalnie małe i wręcz śmieszne (fala zabaw i bankietów na rzecz ?cierpiących w kraju rodaków?). Jednocześnie skala odkrywanych teraz politycznych błędów i ograniczeń w wyobraźni liderów, dała nieoczekiwany asumpt środowiskom wrogim sanacji, sympatyzującym z lewicą i wręcz agentom komunistycznym. Przez taki etap szokowego wyzwalania się z iluzji i tragicznych złudzeń musiała przejść wtedy cała tutejsza Polonia, ale również liderzy i politycy świata alianckiego, aby stanąć na własnych nogach i jak najrychlej spróbować stawić czoło gigantycznym przeciwnościom.
 
Staram się w skrócie przekazać Państwu ?nerw? tej książki, która rzeczowo i dramatycznie rekonstruuje stan ducha i umysłów nie tylko Polonii, ale również Ameryki przed 1939 rokiem, a w istocie całego świata zachodniego, który zupełnie nie był gotów na konfrontację z politycznym i militarnym zagrożeniem, jakie czekało ich w obliczu ataku ze strony ?państw osi?. Białasiewicz kreśli precyzyjnie wszystkie współrzędne elementy sytuacji, która zawiodła w ślepy zaułek potężną Amerykę, chlubiącą się jeszcze, w zaślepieniu, ?humanitarnymi aspektami? wyznawanej wówczas przestarzałej doktryny izolacjonizmu i nieangażowania się w konflikty starej Europy, tak jakby zupełnie zapomniano o lekcji, którą przeszło to mocarstwo zaledwie w czasach poprzedniej wojny światowej. Dla Polonii, która intensywnie wrastała w tamtejsze społeczeństwo w całym okresie międzywojnia, chcąc być ostentacyjnie ?100% zamerykanizowana?, jakkolwiek w chwili próby deklaracjami i wieloma akcjami wciąż ?wspierała kraj ojców?, wybuch II wojny światowej nagle uświadomił cały bezsens i tragizm obranego kursu.
 
Doskonale eksponują to przypomniane przez autora rysunki z ówczesnych gazet, gdzie ?cartoons? z pierwszych stron pełniły role swoistych ?editorials?. Na jednym z nich polonijny działacz deklaruje Wujowi Samowi ?najpierw tobie winienem lojalność? na tle mgieł pokazujacych ?atmosferę wojenną?. Na innym rodzina polonijna ślubuje amerykańskiej fladze ?bronić ciebie do ostatniej kropli krwi?, kiedy z daleka wznoszą się już dymy ?pożogi europejskiej?. Chęci tego środowiska ilustruje dobitnie obrazek z polskim kowbojem (reprezentującym Zjazd Rady Polonii) na zrywającym się do biegu rumaku z przytroczoną torbą ?ratunek?, ruszającego w stronę wielkiego zarzewia ognia i dymu, nazwanego wprost ? ?Polska?. Tymczasem Wuj Sam na innym obrazku stoi z rękami skrępowanymi do tyłu, z napisem ?embargo?, a popularny ówczesny prezydent, FDR, próbuje uwolnić go z tych więzów, otoczony tłumem obywateli niosących petycję ?znieść embargo?...
 
Ameryka istotnie sama ?skrępowała się sznurami?, przeprowadzając ustawy zabraniające administracji opowiadania się za stronami europejskiego konfliktu, który był nieunikniony, zakazującymi sprzedaży amerykańskiej broni i udzielania militarnej pomocy, co więcej, zakazywała ona Amerykanom, pod karą odebrania obywatelstwa, włożenie ?obcego munduru?, nawet przeprowadzania zbiórek pieniężnych na cele związane z wojenną potrzebą ?innych stron?! W efekcie także tutejsza Polonia pojęła, tyle że za późno, kiedy hitlerowskie Niemcy uderzyły na Polskę ? że nie wolno jej teraz praktycznie uczynić nic, ?kierując się serc porywem?, aby realnie wesprzeć zaatakowany kraj ojców, bez wchodzenia w zasadniczy konflikt z obywatelską lojalnością wobec kraju zamieszkania, Ameryki, którego politycy chodzili wciąż dumni z oficjalnie wyznawanej, samobójczej doktryny izolacjonizmu i ?nieingerencji?! Oczywiście, tak jak Stany Zjednoczone szybko musiały zrewidować swoją politykę z chwilą przystąpienia do wojny w Europie swoich tradycyjnych sojuszników, Anglii i Francji (Polską na Kapitolu, jak czytamy, specjalnie się wtedy nie przejmowano!), tak i srodowiska polonijne w gorsecie ?lojalności? nie mogły dłużej pozostać. Jednakże dobrowolnie założone wcześniej okowy bardzo utrudniały przejście od ery politycznej naiwności i złudzeń do pełnej mobilizacji sił i środków w sytuacji realnej wojny światowej.
 
Pierwsza część książki Wojciecha Białasiewicza pozwala skalę i przebieg wielu dramatów tego czasu na nowo odkryć i uchwycić, gdyż oferuje ona perspektywę nie tylko skupisk polonijnych i ich prasy, organizacji oraz ad hoc powoływanych teraz patriotycznych komitetów pomocy, ale również polskich placówek dyplomatycznych w Stanach, których trzeźwe diagnozy wnoszą wręcz kapitalne światło do materiałów zachowanych z tamtej epoki. Praca ?Pomiędzy lojalnością a serc porywem? oferuje pasjonującą panoramę tego gorącego czasu, nie rezygnując z uchwycenia wielu zabawnych i gorzko-groteskowych paradoksów. Autor zauważa, że część środowisk, a w ślad za tym i prasy, nie potrafiła przyjąć brutalnej prawdy i chętnie uciekała w sferę złudzeń bądź fantazji. Potwierdzają to pierwsze strony niektórych gazet polonijnych z września 1939 r., zapewniające np., że Polacy są już w ofensywie, a polska jazda siecze uciekające w popłochu hordy, wojska odbijają kolejne miasta z rąk niemieckich i wręcz bombardują Berlin. Domorośli stratedzy z łamów prasy polonijnej zapewniali czytelników, że dramatyczne cofanie się frontu pod naporem hitlerowskich uderzeń to tylko zręczny manewr taktyczny polskiej armii, polegający na wciąganiu nieprzyjaciela w kocioł, gdzie czeka go wkrótce ?zdrowy łomot?. Finałem tej kampanii, jak wówczas prognozowano, miała być, oczywiście, kolorowa szarża polskiej kawalerii na Reichstag!!!
 
(?)
Wyświetlony 2235 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.