środa, 17 marzec 2010 10:23

Anglik mądry po szkodzie

Napisane przez

Niedawno minęła trzecia rocznica tragicznych zamachów w Londynie. Mieszkałem wówczas u przyjaciół niedaleko Leeds - miasta, z którego pochodziła większość spośród zamachowców, i na bieżąco obserwowałem rozwój sytuacji. Po kilku dniach szoku, Anglia zaczęła odzyskiwać swój słynny spokój i w prasie pojawiło się sporo tekstów, jakie jeszcze kilka tygodni wcześniej nie mogłyby ujrzeć światła dziennego, gdyż nie dopuściliby ich do druku inkwizytorzy politycznej poprawności.

 

Potrzeba było tragedii, żeby Anglicy zaczęli normalnie myśleć. Jeszcze kilka lat temu jakakolwiek próba pozbycia się z terytorium Zjednoczonego Królestwa osób podejrzewanych o związki z terroryzmem spotykała się z histerycznymi reakcjami ze strony tzw. obrońców praw człowieka, którzy niczym nasz Rejtan gotowi byli własnymi ciałami blokować deportacje delikwentów.
 
Żeby nie być gołosłownym, podam jeden przykład. W roku 2001 Wielka Brytania zamierzała deportować do Indii dwóch terrorystów sikhijskich. Na próżno. ?Obrońcy praw człowieka? robili, co mogli, by do tego nie dopuścić. Pomimo dowodów, przedstawionych sądowi przez ministerstwo spraw wewnętrznych, sędzia Potts ogłosił, że obydwaj terroryści muszą pozostać w Wielkiej Brytanii, ponieważ istnieje uzasadniona obawa, że w rodzinnym kraju mogliby być narażeni na tortury i poniżające traktowanie. Powołał się przy tym na Artykuł 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Dwaj mężczyźni w wieku 26 i 27 lat, którzy przybyli do Wielkiej Brytanii w r. 1996, w dwa lata później zostali aresztowani pod zarzutem stwarzania zagrożenia dla narodowego bezpieczeństwa, gdy ustalono, że zajmowali się szmuglowaniem materiałów wybuchowych i detonatorów z Pakistanu do Indii dla jednej z sikhijskich organizacji terrorystycznych. Deportację zarządzono po tym, jak odrzucono ich wnioski o azyl polityczny. Zostały odrzucone, gdyż konwencja ONZ dotycząca uchodźców stwierdza wyraźnie, że osoby, których postępowanie godzi w zasady głoszone przez ONZ, nie mają prawa do azylu. Wydawać by się mogło, że sprawa jest oczywista. Jak widać ? nie.
 
Kilka lat później przyszło otrzeźwienie. Już następnego dnia po londyńskiej tragedii w prasie pojawiło się mnóstwo artykułów, których autorzy poddali miażdżącej krytyce dotychczasową politykę imigracyjną kolejnych rządów Jej Królewskiej Mości. Na uwagę zasługuje zwłaszcza tekst pióra Charlesa More´a, zamieszczony w ?Daily Telegraph? w dniu 9 lipca 2005 r. Autor zadaje wiele pytań, które jeszcze tydzień wcześniej uznano by za ?mowę nienawiści?. Przede wszystkim obnaża kompletną głupotę przeróżnych ?autorytetów?, w kółko powtarzających, że islam to religia pokoju i nie ma nic wspólnego z przemocą. Szukamy umiarkowanych islamistów ? pisze ? oferujemy im tytuły szlacheckie, nagłaśniamy ich sprawę, wprowadzamy islamskie potrawy do szkolnego menu, usuwamy Biblie ze szpitalnych stolików, próbujemy prawnie ścigać tych, którzy szerzą ?religijną nienawiść?. Oskarżamy Busha i Blaire´a, lecz jeśli nie wiemy, na czym polega ta wiara, jakie są jej dzieje, prawa i wymagania, to nie będziemy mieli najmniejszej szansy na to, by odróżnić tych prawdziwie ?umiarkowanych? od tych, którzy podczepiają się pod religię (...) Jeśli otworzymy Koran, znajdziemy w nim wiele pochwał przemocy. W Surze 5 Allach mówi: ?zasieję zgrozę w sercach niewiernych, postrącam ich głowy, pozrywam paznokcie? i ?taka kara spadnie na nich, ponieważ odrzucili Boga i jego posłańca?. Wydaje się rzeczą rozsądną ? kontynuuje More ? zapytać muzułmanów, co znaczą owe słowa w dniu dzisiejszym. Rzecz w tym, że ludzie uważani w świecie islamskim za autorytety, jak mogą, unikają jednoznacznych deklaracji, potępiających akty terroru. Wiją się jak piskorze, mówią o pokojowym charakterze islamu, ale żaden z nich nie powiedział wprost, że zamachowcy-samobójcy są mordercami, żaden z przywódców religijnych nie powiedział wprost, że nie mogą liczyć na muzułmański raj. Lewacki burmistrz Londynu, Ken Livingstone ględził: To nie były zamachy skierowane przeciwko możnym tego świata, lecz londyńskiej klasie pracującej. More pyta: Czy gdyby były skierowane przeciwko ?możnym tego świata? lub gdyby jakimś sposobem zginęli wyłącznie przedstawiciele klasy średniej, owe zamachy byłyby usprawiedliwione? Przy okazji zwrócono uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt całej sprawy: rolę mediów. Otóż okazuje się, że pogoń za dobrze sprzedającym się materiałem zapewnia terrorystom to, o co najbardziej im chodzi: rozgłos. Poświęcając mnóstwo czasu i papieru, brytyjskie i światowe media nadają sprawie rozgłos, o jakim właśnie marzą ci, których celem jest właśnie to, by jak najwięcej ludzi żyło w ciągłym strachu.
 
Minęły dwa lata i wygląda na to, że po wdrożeniu odpowiednich procedur, brytyjskie siły specjalne zaczynają odnosić sukcesy. ?Mail?w wydaniu z dnia 10 lipca 2007 r. donosi o skazaniu na dożywocie czterech terrorystów, którzy 21 lipca 2005 roku zamierzali zdetonować bomby potężniejsze od tych, jakie zaledwie dwa tygodnie wcześniej zabiły w Londynie 52 osoby. Do tragedii nie doszło jedynie dlatego, że osobnicy źle dobrali proporcje składników bomb i te nie eksplodowały. Przy okazji Brytyjczycy dowiedzieli się, że cała czwórka, która swego czasu otrzymała azyl polityczny i brytyjski paszport1, od lat utrzymywała się z przeróżnych ?benefitów?, hojną ręką rozdawanych przez kolejne brytyjskie rządy. Artykuł nosi wymowny tytuł: ?I pomyśleć tylko, że udzieliliśmy im azylu?. Jeden z niedoszłych zamachowców-samobójców tylko raz wykorzystał przyznany mu brytyjski paszport, ale za to w jakim celu! Policja odkryła, że posługując się nim, poleciał do Pakistanu na przeszkolenie w obozie Al.-Kaidy... Ujawniono również, że otrzymał brytyjski paszport, pomimo tego, że skazany był wcześniej za dwa brutalne napady rabunkowe i ciążył na nim zarzut napaści na tle seksualnym. Od chwili przybycia do Wielkiej Brytanii on i jego trzej kompani otrzymali (z kieszeni brytyjskiego podatnika) ponad 165 tysięcy funtów w charakterze różnorakich świadczeń socjalnych. Autor artykułu pisze: dostali mieszkania, wykształcenie i świadczenia od społeczeństwa, które wyciągnęło do nich przyjazną dłoń, po czym dodaje: w zamian za to planowali masową zbrodnię przeciwko ludziom, którzy udzielili im schronienia w czasie, gdy najbardziej go potrzebowali. Brytyjski podatnik dowiaduje się więc, że przez lata fundował nierobom (znakomita większość żyła z hojnie udzielanej pomocy społecznej, nigdzie nie pracując) wygodne życie, klnąc przy tym na wysokie podatki...W dodatku utrzymywał swych (na szczęście) niedoszłych zabójców.
 
(?)
Wyświetlony 3823 razy
Więcej w tej kategorii: « Kilka faktów Wolność? Innym razem! »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.