środa, 17 marzec 2010 10:39

Rząd bardziej szkodzi niż Komisja Europejska

Napisał

Jak się okazuje, niekoniecznie należy tylko krytykować to, co robi brukselska biurokracja. Oczywiście, unijna polityka energetyczna czy rolna i walka z globalnym ociepleniem to patologie czystej wody, jednak niektóre z jej poczynań, często wbrew polskim politykom, są korzystne dla polskiej gospodarki, a w szczególności dla polskich konsumentów, choć już niekoniecznie dla polskich przedsiębiorstw źle radzących sobie na rynku. I bardzo dobrze, bo spółka, która popełnia błędy, powinna zbankrutować, aby zostawić miejsce dla bardziej efektywnych i wydajnych podmiotów gospodarczych. Na tym polega rozwój.

 

Głośna jest sprawa dotacji państwowych do polskich stoczni, które według Komisji Europejskiej nie powinny być przyznane. I ma rację, bo zamiast dotować upadające stocznie, powinno się raczej obniżyć podatki. Bardzo dobrze, że Komisja troszczy się o pieniądze polskich podatników, ale dlaczego brukselska biurokracja sprzeciwia się pomocy publicznej, skoro sama przyznaje miliardowe szkodliwe dotacje na różnorakie cele? Podobnie z firmą PZL Hydral, która specjalizuje się w produkcji m.in. hydrauliki przemysłowej oraz układów paliwowych dla przemysłu lotniczego. Bruksela zastanawia się mianowicie, czy zezwolić polskiemu rządowi, by ratował tę firmę kwotą 130,5 mln zł z pieniędzy polskich podatników. To i tak niewielka suma, porównując z dotacjami, jakie otrzymały i jeszcze mają otrzymać stocznie. Nie dość, że podobnie jak kiedyś kopalnie, źle działające państwowe stocznie już wcześniej dostały miliardy, których nie potrafiły wykorzystać na restrukturyzację, bo nadal borykają się z problemami, to na dodatek Aleksander Grad, minister skarbu państwa, ogłosił, że rząd zaakceptował dodatkową pomoc publiczną dla polskich stoczni o gigantycznej wysokości 1,24 mld zł.
 
Zadania Ministerstwa Skarbu Państwa powinny zostać zawężone wyłącznie do prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw i każdy minister powinien być z tego rozliczany, by nie miał czasu na myślenie o dotowaniu kogokolwiek. Dlaczego od lat kolejne polskie rządy nie potrafiły sprywatyzować tych przynoszących straty zakładów, podobnie jak państwowych kopalń węgla kamiennego z szalejącymi związkami zawodowymi (przy okazji wyszło na jaw, że niektórzy związkowi bonzowie zarabiają nawet 8,5 tys. zł ? nie ma się co dziwić, że co jakiś czas wszczynają strajki, by utrzymać swoje stanowiska)? Bo to jest wszystkim na rękę, oczywiście, oprócz podatników. Zarządzający tymi tworami z państwowego namaszczenia mają zapewnioną pracę do końca życia, nawet jeśli do niczego się nie nadają czy piją na potęgę. Najwyżej zostają przeniesieni na mniej eksponowane stanowisko do innej spółki. I tak się kręci ta karuzela ze stanowiskami na państwowych posadach, a jak ktoś już raz był prezesem, to nie zostanie przez kolegów pokrzywdzony.
 
I niech nikt nie mówi, że potrzeba czasu, by sprywatyzować takie giganty, jak Kompania Węglowa czy Stocznia Gdynia. Czas był, a można to zrobić nawet w jeden dzień, co udowodniły ostatnie wydarzenia związane z kryzysem finansowym w Stanach Zjednoczonych. Właściwie z dnia na dzień gigantyczne banki, warte setki miliardów dolarów, przejmowały się wzajemnie. A stocznie, do których ciągle trzeba dopłacać (do tej pory utopiono ponad 7 mld zł), warto sprzedać nawet za symboliczną złotówkę (kiedy sprzedano przynoszące ciągle straty i dotowane polskie huty indyjskiemu koncernowi Mittal Steel, to nagle okazało się, że prywatnemu właścicielowi bez problemu mogą one przynosić spore zyski). Niestety, tego rządu nie stać na takie posunięcie i woli marnować ciężko zapracowane kolejne miliardy z kieszeni podatnika. A jak działają państwowe firmy ? wszyscy wiemy. Pracownikom w państwowych spółkach czy agencjach, oprócz comiesięcznej pensji, na niczym nie zależy. Mają jeden tylko cel ? żeby jakoś przeżyć, nic nie robić i za nic nie brać odpowiedzialności.
 
W ostatnim czasie sporo było innych działań Brukseli korzystnych dla polskich konsumentów. Komisja Europejska zażądała od Polski zniesienia ustawowych ograniczeń, jakim podlegają polskie otwarte fundusze emerytalne przy dokonywaniu inwestycji za granicą, co według eurourzędników stanowi ograniczenie swobodnego przepływu kapitału, czyli jest sprzeczne z podstawową zasadą wspólnego unijnego rynku, a także niekorzystne dla klientów funduszy. Ponadto Komisja Europejska pozwała Polskę do unijnego Trybunału Sprawiedliwości za ingerencję Urzędu Komunikacji Elektronicznej w rynek usług internetowych, a konkretnie za próby regulowania stawek za Internet szerokopasmowy. Z kolei według projektu dyrektywy, którą przygotowuje Komisja Europejska, firmy farmaceutyczne będą mogły w mediach informować pacjentów o działaniu leków przepisywanych na receptę. Temu korzystnemu dla pacjentów projektowi ostro sprzeciwia się Joanna Mucha, posłanka Platformy Obywatelskiej z sejmowej Komisji Zdrowia.
 
Tymczasem widzimy, że polskie ministerstwa działają ?dla naszego dobra? oczywiście, ale wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. Ministerstwo Infrastruktury wymyśliło niedawno, by gminy mogły uzależnić zgodę na inwestycję mieszkaniową od zawarcia umowy urbanistycznej, w której prywatni inwestorzy mieliby zobowiązywać się do sfinansowania infrastruktury, takiej jak np. drogi, chodniki, parki zieleni czy przedszkola. Skutek takiego rozwiązania będzie jeden ? jeszcze wyższe ceny mieszkań i domów. Czy to jest z korzyścią dla niezbyt bogatego społeczeństwa?
 
Z kolei Urząd Komunikacji Elektronicznej oznajmił, że dociążanie przez prywatne firmy pocztowe (takie jak InPost czy PAF) przesyłek ważących mniej niż 50 gramów jest niezgodne z Prawem pocztowym. Oczywiście, najlepiej nie dopuścić konkurencji do pocztowego rynku, by utrzymywać zatwardziały monopol, by państwowa poczta dłużej męczyła się w konwulsjach, a Polacy jeszcze bardziej byli niezadowoleni z jej usług. Czy mamy czekać jeszcze 100 lat, aż Poczta Polska zaproponuje to, co właśnie wprowadza PAF? Chodzi o system mobilnego powiadamiania o dostarczonych przesyłkach za pośrednictwem esemesów i mejli.
 
Także Ministerstwo Ochrony Środowiska musi co jakiś czas uzasadniać szkodliwymi pomysłami, że jest do czegoś potrzebne. Opracowany niedawno przez resort projekt nowelizacji ustawy o opakowaniach zakłada, że już za 2 lata za każdą torebkę foliową zapłacimy podatek w wysokości 0,2 zł. Ponadto przedsiębiorcy wprowadzający na rynek towary w opakowaniach będą musieli wpisywać się do specjalnego rejestru prowadzonego przez głównego inspektora ochrony środowiska ? w taki sposób podwładni premiera Donalda Tuska odbiurokratyzowują gospodarkę i wprowadzają kolejne ułatwienia dla przedsiębiorców poprzez aplikowanie nowych obowiązków! Ewidencja będzie oczywiście płatna ? od 100 zł do 300 zł w zależności od wielkości firmy.
 
Tymczasem na fali ataków na torebki foliowe supermarkety, jak i sklepy osiedlowe, chcąc być ekologicznymi, a przy okazji trochę zaoszczędzić, wycofują torebki foliowe. W zamian sklepy proponują torebki ?ekologiczne?, za które oczywiście trzeba płacić. Jednak to nie wszystko. Okazuje się bowiem, że te ?ekologiczne? torebki są mniej przyjazne dla środowiska niż tak znienawidzone plastikowe. Dlaczego? Otóż prof. Maria Mucha z Politechniki Łódzkiej wyjaśnia, że wycofywanie jednorazowych foliówek ze sklepów nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia, ponieważ ich produkcję cechuje dodatni bilans ekologiczny, tzn. przy wytwarzaniu zużywa się stosunkowo niewiele energii i nie zanieczyszcza się zbytnio wód i powietrza. Zdaniem prof. Muchy przy wytwarzaniu opakowań ze szkła, tkaniny czy papieru, czyli także torebek ?ekologicznych?, powstają większe ilości ścieków oraz gazów i pochłania to więcej energii. Poza tym jak się okazuje, ?ekologiczne? torby są trudniejsze do przetworzenia.
 
Z kolei nudzące się chyba Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji chce jeszcze bardziej dyskryminować pełnosprawnych kierowców. Nie dość, że bezmyślnie trzeba świecić świtała mijania w dzień, to teraz proponuje jeszcze podnieść wysokość mandatów za parkowanie na miejscach dla niepełnosprawnych do 500 zł. Czyżby urzędnicy nigdy nie byli na parkingu ze specjalnymi miejscami dla niepełnosprawnych? One zawsze są puste, podczas gdy pełnosprawni kierowcy nie mają gdzie zaparkować. Ale kogo to obchodzi? Na pewno nie ministerstwo, dla którego ważniejsze są cele propagandowe. Żeby chociaż pieniądze z tych mandatów poszły na budowę nowych parkingów. No, ale na taki pomysł urzędnicy raczej nie wpadną.
 
Dzięki takim ministerstwom, jak niepotrzebne Ministerstwo Ochrony Środowiska czy szkodliwe Ministerstwo Infrastruktury, w rankingu Banku Światowego Doing Business Polska spadła o 4 miejsca w porównaniu z ubiegłym rokiem i aż o 8 miejsc w porównaniu z rokiem 2006. Aktualnie okupujemy bardzo ?atrakcyjną?, 76 pozycję, poniżej takich krajów jak Bułgaria (45 miejsce) czy Rumunia (47 miejsce), zaledwie o jedną pozycję wyżej niż taka potęga gospodarcza jak Pakistan. Wyprzedza nas nawet Salwador (72), Kirgizja (68), Peru (62) czy Vanuatu (60)! Jak tak dalej pójdzie, to niedługo spadniemy do drugiej setki, dorównując Tanzanii (127) i Gambii (130), a może nawet rządzonej przez szalonego komunistę Hugo Chaveza Wenezueli (174) czy niestabilnej politycznie Republice Środkowoafrykańskiej (180).

www.tomaszcukiernik.pl

Wyświetlony 4369 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.