środa, 17 marzec 2010 14:03

Klęska Adriana N., czyli o rozwijaniu z rolki

Napisane przez

To duża satysfakcja dla autora, gdy jego tekst staje się przyczynkiem do refleksji dla najróżniejszych światłych umysłów. Gorzej, gdy porwanemu polemicznym zapałem Adwersarzowi lejce wymykają się z rąk, po czym wraz ze swym Pegazem lądują w czarnej dziurze niezrozumienia.

 

 

Dobrze jest, gdy publicysta dysponuje ostrym piórem. Jeszcze lepiej, gdy piórem tym posługuje się zręcznie. Najlepiej zaś, gdy poza piórem oraz umiejętnościami warsztatowymi potrafi też przeczytać ze zrozumieniem prosty tekst oraz pojąć leżące u jego podstaw założenia. Absolutnie zaś znakomicie byłoby, gdyby ? wdając się w polemikę na temat przeczytanego ? zważał, by swobodna myśl nie uniosła go nadto wysoko. A to, gdyż od żaru słonecznego mózg najwyraźniej galaretowacieje.
 
Na potrzeby niniejszego wywodu zakładam, że Adrian Nikiel czytać umie (w pisaniu nie wydaje się zły). Niestety, jego rozważania (?Klęska jakobinów, czyli o zabieraniu babci beretu?, OnP nr 7-8/2008), w których uwiesił się moich słów, by zaprezentować poglądy w końcowej części absolutnie wolne od tyranii sensu, świadczą, że nie wszystkim osobom o ponadprzeciętnej inteligencji dostępna jest sztuka czytania ze zrozumieniem.
 
No chyba, że jednakowoż zbyt wysoko myśl Go poniosła ? ale tego nie ważę się przesądzać, z konieczności ograniczając do kilku niezbędnych uszczypliwości.
 
Strzał w stopę
Pan Ligęza dał wyraz swojemu niesmakowi wywołanemu przez media popularyzujące kult celebrytów ? domniemywa Adrian N., wykładając swoje racje. Przypisanie oponentowi opinii na podstawie swoich własnych poglądów, by następnie z tak zniekształconymi opiniami dzielnie się borykać, czyli krytyka tego, co krytykować wygodnie, zamiast rzeczywistych poglądów adwersarza, nie wymaga rzecz jasna wysiłku i bywa zabiegiem erystycznie skutecznym, lecz merytorycznie miałkim. Innymi słowy: kucając na moim felietonie i zrzucając, co wątrobie przeszkadzało, Adrian Nikiel strzelił sobie w stopę. 
 
Wynalazek Gutenberga trafił do ludzi, którzy nigdy nie powinni poznać elitarnej sztuki czytania i pisania. A potem lawina runęła i pogrzebała stary świat ? pisze Adrian N., wytykając mi egzemplifikację w ?Antenkowych ludziach? (OnP nr 6/2008) pogardy, jaką demokraci żywią wobec ludu.
 
Nie wiem, jak powyższy zarzut daje się zrozumieć. Że napisałem tekst, obrazujący pogardę demokratów dla demokracji? Ta uwaga p. Nikiela kupy się nie trzyma.
 
I nie jest to jedyna Jego uwaga wyzuta z sensu.
 
Kompromitacja intelektualna
Podziękujmy raczej tym wszystkim, których hasłem jest ?Mnie polityka nie interesuje?. (...) Być może Polska będzie normalnym krajem ze skutecznym rządem w momencie, gdy do urn uda się nie więcej niż trzy procent ogółu dorosłych Polaków ? ogłasza Adrian N., zasługując nie tyle na komentarz, co raczej na wyrazy współczucia. Zachodzę przy tym w głowę, czy owa kompromitacja intelektualna, polegająca na nieumiejętności dostrzegania konsekwencji odłożonych w czasie, to naturalna cecha monarchistów polskich, czy tylko Adriana N.?
 
Adrian Nikiel stwierdza dalej, że jest akurat normalne, że dla 97 procent ludzi ważne są pp. Britney i Doda, a nie pp. Donald i Jarosław, czy też inni politycy z dowolnego kraju, w następnej kolejności orzekając: Nie ma nic złego w plebejskich rozrywkach.
 
Najwyraźniej mój Oponent nie rozumie, że świata nie wolno akceptować bezrefleksyjnie. Że świat należy zmieniać. A to, ponieważ nasze człowieczeństwo jest tylko tyle warte, ile problemy, które decydujemy się rozstrzygać, nie godząc z zastanym.
 
Czystość sumienia
Nasza codzienność przynosi wciąż nowe dowody aksjologicznego zdziczenia nie tylko nastawionych hedonistycznie mas, ale i przedstawicieli każdego rodzaju elit. Jak to ktoś ujął: operacja ?Prostak? nabiera rozpędu. Mego Oponenta to nie dziwi i nie zraża. Mnie dziwić i zrażać nie przestaje (i nie przestanie).
 
W świecie minionym, ludzie, chcieli czy nie, musieli durniami pozostać. Dzisiaj nie musza, dziś chcą. I nawet nie wiedzą, że chcą. Pytam więc: czemu mają chcieć? W odpowiedzi Adrian N. wzrusza ramionami: masy wolą celebrytów od polityków. Cóż konstruktywnego wznieść można na tego rodzaju ablucji sumienia?
 
Reasumując: najwyraźniej Adrian Nikiel nie przebrnął do końca mojego tekstu. Jeśli Go tym stwierdzeniem krzywdzę, to znaczy, że nie powinien w ogóle lektury ?Antenkowych ludzi? zaczynać. Ewentualnie winien doskonalić umiejętność czytania ze zrozumieniem.
 
Oczywiście mój Szanowny Adwersarz może kontestować świat (a przy okazji ?Antenkowych ludzi?) z wyżyn monarchistycznych iluzji (Królowa Bona umarła, lecz Adrian Nikiel wszak żyje). Wolno Mu. Wolno Mu również przy okazji owej kontestacji rozwijać indywidualną myśl, nawet gdy przypomina ona papier toaletowy rozwijany z rolki. Życzę Mu zatem dużo zdrowia. Oraz obfitej rolki.
 
To wszystko, co miałem do powiedzenia w tej sprawie.
Wyświetlony 2837 razy
Więcej w tej kategorii: « Etos, Patos i Aramis
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.