środa, 17 marzec 2010 14:06

Etos, Patos i Aramis

Napisał

Ne wstępie do jednej ze swoich ostatnich książek Friedrich Nietzsche zaproponował taki oto eksperyment myślowy: Przypuśćmy, że prawda jest kobietą. Czy nie jest zatem uzasadnione podejrzenie, że wszyscy filozofowie, o ile byli dogmatykami, nie znali się na kobietach? Że straszliwa powaga, niezdarne natręctwo, z którymi zwykli dotychczas zmierzać ku prawdzie były niewłaściwymi i nieprzystojnymi środkami, aby zjednać sobie białogłowę?

 

 

We fragmencie tym chodzi o filozofię i prawdę, ale można odnieść zawartą w nim myśl również do innych dziedzin i przedmiotów, takich jak nauka, polityka czy sztuka oraz dobro, sprawiedliwość i piękno. Wszędzie tam zdaje się królować straszliwa powaga i niezdarne natręctwo, stające się rodzajem odprawianego z nieudolnym namaszczeniem czarodziejskiego rytuału. Być może, ta ociężałość (niestety, naturalna ? wymuszona byłaby jeszcze do zniesienia) stanowić ma przeciwwagę dla równie nużącej wesołkowatości (tym razem wymuszonej i przez to trudnej do wytrzymania), jak gdyby błazna należało zneutralizować kapłanem. Choć oba te style wykoślawiają naszą kulturę, to niewątpliwie synteza powagi, niezdarności i natręctwa przynosi więcej szkody, gdyż wiąże się z większymi aspiracjami. Wesołkowaty nudziarz chce jedynie uchodzić za błyskotliwego dowcipnisia, natomiast nadęty intelektualny niezdara pragnie być mędrcem. Z tego pierwszego mamy się co najwyżej śmiać, tego drugiego mielibyśmy słuchać.
 
Takie programowo napuszone podejście można scharakteryzować za pomocą dwóch słów: etos i patos. W klasycznej retoryce określały one dwa z trzech sposobów perswazji oparte na odwołaniu się do autorytetu i do emocji. Obecnie coraz częściej zlewają się one ze sobą, trzeci zaś sposób, logos, polegający na odwołaniu się do logiki, pojawia się jedynie z rzadka. W rezultacie otrzymujemy figurę będącą w powszechnym użyciu: patetyczne odwołanie się do etosu.
 
Na czym ono polega? Najprościej mówiąc, na ceremonialnym przekonywaniu, że ma się rację dlatego, że kiedyś się ją miało. Arystoteles mianem ethos określił zwyczaj czy wręcz nawyk: Przyzwyczajeniu zawdzięczamy to, co robimy, dlatego, że już często tego dokonywaliśmy ? pisał w Retoryce. Owo przyzwyczajenie, a więc i etos, mogą mieć różny charakter, zależnie od tego, jakich osób i działań dotyczą. Mamy np. etos sędziowski, ale mamy też etos złodziejski, mamy etos opozycjonistów Solidarności i mamy etos ?bezpieczniaków? z SB. Wszędzie chodzi o rutynowe działanie, które wchodzi w krew. Jak zatem widać, sam etos nie jest jeszcze żadnym powodem do dumy.
 
W naszym otoczeniu do etosu najchętniej odwołuje się klasa tzw. inteligentów, co jest o tyle zabawne, że zabieg taki oznacza właśnie rezygnację z użycia intelektu i oparcie się na dziedzictwie tradycji. Można by pomyśleć, że ?etosowcy? są w takim razie konserwatystami, ale nic bardziej błędnego, gdyż do inteligenckiego etosu odwołują się najchętniej inteligenci postępowi czy lewicowi, którzy ? przynajmniej w deklaracjach ? z wszelką tradycją walczą. Okazuje się, że nie z wszelką, gdyż własne nawyki pielęgnują niczym relikwie, ale ta drobna niekonsekwencja nikomu nie przeszkadza . Przy okazji tak się jakoś składa, że owe odwołania do etosu są tym głośniejsze, im bardziej chwiejna moralnie jest sprawa, której obronie służą. Na przykład całkiem niedawno polscy inteligenci, którzy sami siebie chętnie ? i słusznie ? nazywają ?wykształciuchami?, bronili się przed lustracją, sięgając do różnych etosowych formuł w rodzaju ?obywatelskiego nieposłuszeństwa?. Można by tu zapytać, dlaczego odwoływali się do etosu inteligenckiego, nie zaś, dajmy na to, ?bezpieczniackiego?, budowanego jeszcze w latach 50. przez ich antenatów. W ramach tego ostatniego dużo łatwiej przecież uzasadnić sprzeciw wobec ujawniania kontaktów operacyjnych, choćby od lat uśpionych. Sytuację taką jednak da się łatwo wyjaśnić choćby tym, że w wielu wypadkach etos inteligencki od bezpieczniackiego aż tak bardzo się nie różni, a oba znajdują ciekawą syntezę w jeszcze dawniejszym etosie Wallenroda, o którym co jakiś czas ktoś sobie przypomina, przebąkując o różnych ?plamach? i ?skazach? na czole czy na honorze. Nawiasem mówiąc, formuła ?obywatelskiego nieposłuszeństwa? pasuje tu jak pięść do nosa, albowiem kto jak kto, ale polska obrazowańszczina w czasach PRL nie wykazywała się gremialnie jakimś specjalnym nieposłuszeństwem, lecz raczej cynicznym oportunizmem. W każdym razie wszystko to wyjaśnia, dlaczego w takiej sytuacji trzeba odwołać się do etosu, choćby i skancerowanego, zamiast wysilać się na konstruowanie merytorycznych argumentów. Łatwiej jest egzaltować się, obruszać, rozdzierać szaty i wzywać na pomoc pamięć przodków aż do ostatniej małpy, niż znaleźć racjonalny powód, dla którego obywatel demokratycznego państwa nie miałby prawa wiedzieć, czy zatrudniany przez to państwo sędzia bądź profesor nie był płatnym donosicielem totalitarnych służb specjalnych.
 
Aby to szczucie etosem uczynić bardziej skutecznym, należy użyć patosu. Patos, z retorycznego punktu widzenia, jest pewną sztuczną przesadą, używaną w celu wywołania odpowiedniej postawy u odbiorcy. Stosowanie go wymaga wielkiej finezji, podobnie jak stosowanie kotłów w utworach symfonicznych albo ostrych przypraw w kuchni. O ile brak patosu w formie często można skutecznie nadrobić treścią, o tyle jego nadmiar ośmiesza każdą treść, czyniąc ją równie niestrawną, jak dowolną potrawę z domieszką szklanki chili. Nieumiejętne stosowanie patosu jest jedną z cech kaleczącej uszy grafomanii, a ponieważ dziś mało kto potrafi stosować go powściągliwie i z finezją, rezultat jest taki, że ta część intelektualnej produkcji, która nie przerodziła się w kabotyńską błazenadę, zaczyna przypominać nieprzerwane i jednostajne tłuczenie w kotły. W tym momencie opera zamienia się nie tyle nawet w operetkę, co raczej w Białego misia wykonywanego przez orkiestrę wojskową w dekoracjach z Nibelungów.
 
Tego rodzaju grafomańskie epatowanie patosem dostrzec można np. w publicystyce politycznej. Obok dziennikarstwa śledczego i informacyjnego pojawił się nowy gatunek ? dziennikarstwo patetyczne. Za jego symboliczne centrum można by uznać ?Gazetę Wyborczą? wraz z przybudówkami, za jednego z ojców założycieli zaś Adama Michnika, którego polityczne felietony to typowy przykład bezładnego młócenia w gary w celu podniesienia napięcia. Jest to o tyle ciekawe, że Michnik zaczynał swoją karierę jako sekretarz Antoniego Słonimskiego, który ? cokolwiek myśleć o jego poglądach czy postawach ? miał doskonałe wyczucie stylu i rozumiał, na czym polega siła lekkości. Jednak uczeń tym razem ani nie przerósł mistrza, ani się w niego nie wdał, gdyż w zestawieniu z pisarstwem Słonimskiego twórczość Michnika wygląda, jak ? nie przymierzając ? wół przy sarence. Natomiast pisarstwo jego uczniów ma przynajmniej tę zaletę, że już nie drażni, a jedynie śmieszy. Najlepszym przykładem jest tu redaktor Jacek Żakowski, który z patetycznej grafomanii uczynił swój znak rozpoznawczy. Pisząc np. o inteligentach jako o palaczach narodowego pieca wysiadujących jajo rozumności Żakowski rozlewa wokół siebie szerokim gestem i patos, i etos, nieświadom być może tego, że nawet szlachetne perfumy użyte w nadmiarze sprawiają, że człowiek po prostu zaczyna ? nazwijmy to eufemistycznie ? ?pachnieć inaczej?. Nawiasem mówiąc, ciekawe, jakiego rodzaju mentalny defekt powoduje, że ludzie są w stanie tego rodzaju intelektualne disco-polo traktować ze śmiertelną powagą, a jego producentom oddawać hołdy niczym jakimś bożkom. Ponieważ na taki pompatyczny bełkot nie da się raczej nabrać ani tzw. prosty człowiek, ani osoba jako tako wykształcona, pozostaje uznać, że faktycznie jego chłonnymi odbiorcami są przedstawiciele coraz liczniejszej obrazowańszcziny, której istotną i łatwo rozpoznawalną cechą byłoby to, iż bełkot ów chłonie.
 
Taki styl to zresztą cecha rozpoznawcza sporej części płodów współczesnej humanistyki, której przedstawiciele często głęboko wierzą w to, że patos w połączeniu z mętnością jest w stanie uprawomocnić każdy nonsens i uwznioślić każdy banał. Wśród humanistów nie brak rzecz jasna filozofów, choć od czasów Nietzschego zaszły pewne zmiany i straszliwą powaga oraz niezdarne natręctwo stosują dziś nie tylko dogmatycy i absolutyści, ale przede wszystkim rozmaici antydogmatycy i relatywiści, zresztą z uczniami samego Nietzschego na czele. Do rozwlekłych traktatów pełnych fraz w rodzaju ?Wszelki Byt jest Myśleniem?, ?Wszelka Myśl jest Bytem? czy ?Wszelka Prawda jest Byciem Myśli bytującej w Myśleniu Bycia? dołączyły dramatyczne ostrzeżenia przed ?Strukturalną przemocą patriarchalnego systemu represji? czy ?Metafizycznym i logocentrycznym zniewoleniem dyskursu nowoczesności?. Patos tych objawień, od których słuchania bolą zęby, wzmocniony zostaje odwołaniem się do etosu ? ?Bytu?, ?Myślenia?, ?Filozofii? bądź ?Tolerancji?, ?Równości? i ?Emancypacji?.
 
(...)
Wyświetlony 3432 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.