środa, 17 marzec 2010 14:22

Konserwatywne pojęcie własności

Napisał

Własność należy do kwestii, jakim Prawica przypisuje znaczenie absolutnie podstawowe.
Za przykład posłużyć może największa na świecie sieć organizacji antykomunistycznych, nosząca nazwę: Stowarzyszenia Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP) ? wylicza ona własność wśród kilku bronionych przez siebie fundamentów każdego ziemskiego porządku (We współczesnych realiach konserwatywne pojęcie własności, o którym będzie tu mowa, odnosić się może wyłącznie do własności prywatnej, ponieważ wszelkie koncepcje własności społecznej mają charakter lewicowy, a zatem ex definitione niezgodny z konserwatywnym stylem myślenia). Amerykański reakcjonista Richard M. Weaver (1910-1963) nazywa z kolei własność ostatnim prawem metafizycznym, czyli ostatnią zasadą, która swej mocy nie musi dziś dowodzić przez odwołanie do instancji innych niż ona sama. W swym słynnym traktacie Idee mają konsekwencje (1948) Weaver pisze:
 
Mówimy, że prawo do własności prywatnej jest prawem metafizycznym, ponieważ nie zależy ono od żadnej próby społecznej użyteczności. Własność prywatna opiera się na posiadaniu, to coś jest ?jego?: proprietas, Eigentum ? już sama budowa słów zakłada identyfikację posiadacza i posiadanego. Z kolei ogromna wartość tego pojęcia polega na tym, że coś, będąc prywatną własnością, usunięte zostaje z obszaru sporów. Dogmat tkwi w tym, że własność jest ?jego? ? tu kończy się dyskusja. Relatywiści na polu nauk społecznych, którzy pragną podporządkować każdego wiecznej kontroli grupowej, uznają to za nieznośną przeszkodę. Ale czyż nie niesie to niejakiej ulgi, gdy czujemy, że możemy się cieszyć tym wspólnym prawem, które nie musi być weryfikowane przez światowych sofistów ani wznosić się i opadać z falą opinii? Prawo do użycia własności jako czegoś prywatnego jest (?) czymś w rodzaju sanktuarium. Jest to prawo, które się samo usprawiedliwia, którego do niedawna nawet nie wywoływano na forum dyskusji, by posługiwać się argumentem, jak jego ?usługi? uzasadniają jego trwanie w państwie, które poświęca się kolektywnemu dobrobytowi.
 
Kolejne przypływy rewolucji targnęły się na wszystkie świętości; zanegowano rolę tradycji i rodziny, jak również obecność Boga w świecie, a nawet samo Jego istnienie. Instytucja własności oparła się atakom stosunkowo najlepiej. To w niej widzi Weaver przyczółek pozwalający rozpocząć kontrrewolucję, punkt oparcia, na którym wzniesie się odrodzony konserwatywny ład.
 
Nie ma dziedziny rzeczywistości wolnej od niebezpieczeństw. Nawet najbardziej dobroczynna zasada może w codziennym życiu wyrodzić się w patologiczne formy, zwłaszcza gdy zostanie wyrwana z kontekstu innych zasad, które ją uzupełniają i wyznaczają jej granice. Własność nie stanowi tu wyjątku. Z jej funkcjonowaniem ? chociaż, podkreślmy, własność prywatna jako taka jest czymś naturalnym i dobrym ? wiążą się pewne szczególne zagrożenia, z których tutaj omówione zostaną dwa.
 
II
Pierwszy rodzaj zagrożeń wynika z tendencji do absolutyzowania własności, zazwyczaj wynikłych ze skądinąd słusznego odruchu obrony własności prywatnej przed obłąkanymi wymysłami przeciwników tej instytucji. Jej podstaw szuka się najczęściej w prawie rzymskim z jego osławionym ius utendi et abutendi ? ?prawie używania i nadużywania? tego, co się posiada. Problem tkwi w fakcie, że jako uprawnienie potraktowana tu zostaje również możność ?nadużycia? własności, na przykład jej zmarnowania, roztrwonienia czy wręcz zniszczenia ? zachowania bezsensowne, nawet (a może zwłaszcza) z płaskiego, ekonomicznego punktu widzenia. Takie, a nie inne ujęcie instytucji własności wyrasta z konkretnej koncepcji antropologicznej, leżącej u jego podstaw ? błędnej i niechrześcijańskiej. W koncepcji tej człowiek uważa się za swoistego demiurga: ponad jego wolą nie ma żadnych zasad określających, jak powinien władać rzeczą, która stanowi jego własność. Własność zaś to tylko bryła materii, która może posłużyć właścicielowi dosłownie do wszystkiego, ponieważ sama w sobie nie służy do niczego ? nie ma żadnego wyższego sensu. Problem ów rozważał m.in. konserwatysta Adam Heinrich Müller (1779-1829), przedstawiciel niemieckiego romantyzmu politycznego, przez modnych politologów i intelektualistów uważany za ? a jakże by inaczej! ? jednego z prekursorów faszyzmu.Müller, podobnie jak św. Tomasz z Akwinu, wychodzi z założenia, że własność nie służy wyłącznie zaspokojeniu potrzeb jednostki, lecz sama w sobie pełni też pewną funkcję społeczną. Germańska tradycja prawna ujmuje ten fakt lepiej od rzymskiej, indywidualistycznej. Prawo rzymskie to wyraz mentalności czysto handlarskiej, prawo germańskie wyraża natomiast instynkt wspólnotowy, dlatego przyznaje własności odmienny status. Jako przykłady prawidłowego zrozumienia natury własności wskazuje Müller dwie zwłaszcza epoki. W pierwszej, biblijnej ? starotestamentowej, własność (szczególnie ziemię) uważano za dobra należące do Boga, którymi ludzie na ziemi jedynie przejściowo dysponują. W drugiej, w Średniowieczu, własność (i znów ? szczególnie ziemię) przyporządkowywano nie jednostkom, lecz całym rodzinom i rodom. Oba przypadki łączy ujmowanie własności jako elementu szerszego ładu, w który właściciel musi się wpasować, dostosowując swą wolę do jego ograniczeń. Według Müllera własnością najlepiej gospodaruje szlachta ziemiańska, ponieważ w tej warstwie społecznej najsilniejsza jest świadomość, że własność ma charakter depozytu ? czegoś, co się otrzymało, i co trzeba będzie przekazać dalej bez uszczerbku. Zle radzą sobie z tym natomiast warstwy średnie, ponieważ majątek uważają jedynie za środek zaspokajania swych przemijających potrzeb i zachcianek, co z kolei wynika z upowszechnienia wśród nich rzymskiej koncepcji własności. Tymczasem nadużywanie własności z pobudek egoistycznych godzi nie tylko w moralność, ale i we wspólnotę, również polityczną. Ktoś mógłby się tu pokusić o uproszczenie: skoro zdaniem Müllera sposób, w jaki właściciel dysponuje własnością może szkodzić wspólnocie politycznej, to mamy do czynienia z socjalizmem! Nic bardziej mylnego. Müller po prostu konsekwentnie rozwija pogląd, że własność stanowi filar zdrowej wspólnoty: cały porządek społeczno-polityczny opiera się m.in. na fundamencie własności. Budowę owego porządku opisuje pruski romantyk następująco: Są w państwie trzy rodzaje własności: prywatna jako podstawa praw jednostkowych; rodowa jako podstawa praw szlachty i praw lennych, i własność korporacyjna jako podstawa praw kościelnych. Zwróćmy uwagę, że wśród trzech wyliczonych przez Müllera rodzajów własności nie ma własności państwowej.
 
Wracając jednak do meritum, jak można zneutralizować zagrożenie nadużywania własności i powodowanej przez nie demoralizacji, jednocześnie nie poddając tej sfery dalszej regulacji przepisami prawa pozytywnego (co z kolei powodowałoby zagrożenie, którego nie trzeba tu chyba objaśniać)? Odpowiadając na pytanie: kto nie będzie skłonny do bezmyślnego trwonienia czy niszczenia swej własności? Ten, kto ma dzieci, których przyszłość ma obowiązek zabezpieczyć. Dzieci, czyli dziedziców. Konserwatywną odpowiedzią na problem ewentualnego nadużywania własności będzie więc silne związanie instytucji własności z instytucją rodziny. Z ich połączenia rodzi się pojęcie dziedzictwa, fundamentalnie ważne dla myśli konserwatywnej.
 
(?)
Wyświetlony 3004 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.