środa, 17 marzec 2010 14:28

Gwardia Ludowa. Partyzantka czy kolaboracja rzezimieszków?

Napisane przez

Działalność komunistycznej partyzantki w czasie okupacji nie jest, wbrew pozorom, dobrze rozeznana wśród społeczeństwa. Większość osób, zwłaszcza tych uczących się historii w latach PRL, widzi ciągle w partyzantach Gwardii Ludowej czy Armii Ludowej samozwańczych bojowników o niepodległość. Jest to oczywista nieprawda. Dowódca pierwszego oddziału zbrojnego GL Franciszek Zubrzycki "Mały Franek" ciągle jeszcze, mimo braku jakichkolwiek zasług, pozostaje patronem ulic, a nawet szkół.

 

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zrobiono wiele dla rzetelnego zbadania historii komunistycznego ?ruchu oporu?, jednak ciągle jest to historia poznana niedostatecznie. Ponadto środowiska lewicujące nie chcą przyjąć do wiadomości prawdziwego celu działań agentów Moskwy, którym na pewno nie była walka o niepodległość. Historycy odkrywający prawdziwą historię czerwonej partyzantki ze zdumieniem mogą odkryć, że żaden z mitów, wpajanych w PRL przez dyspozycyjnych historyków, nie jest prawdziwy. Czyny bojowe są albo wyssane z palca, albo po prostu ?ukradzione? innym organizacjom, nie wyłączając znienawidzonych przez komunistów Narodowych Sił Zbrojnych.
 
Pierwszym oddziałem komunistycznym, który ?wyszedł w pole?, była grupa dowodzona przez wspomnianego już Franciszka Zubrzyckiego ?Małego Franka?. Pomijając sprawę przydatności bojowej 15-osobowej grupy, składającej się w większości z osób niemających do czynienia ani z wojskiem, ani nawet z bronią, zdumiewać może data: rok 1942, trzeci rok trwania okupacji, gdy większość organizacji podziemnych zdołała już okrzepnąć w swoich strukturach.
 
Reżimowi historycy PRL celowo przemilczali lata 1939-1941, kiedy to prócz okupacji niemieckiej na ziemiach polskich mieliśmy również do czynienia z okupacją sowiecką. Komuniści polscy, którzy w II Rzeczpospolitej stanowili mikroskopijną siłę polityczną, cieszącą się jeszcze mniejszym poparciem społecznym, zostali znacznie przetrzebieni przez swoich patronów z Moskwy w roku 1937. Paradoksalnie ci, którzy znaleźli się w polskich więzieniach za wywrotową działalność na szkodę państwa polskiego, mogli mówić o wielkim szczęściu. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 r. okazywali się niezbędni Kremlowi przy tworzeniu agentury na ziemiach polskich. Lata 1939-1941 były dla komunistów, zwłaszcza tych pozostałych pod okupacją niemiecką, czasem wcale niełatwym, rozbici i zdezorientowani polityką Moskwy i Kominternu, nie bardzo wiedzieli, co robić. Z jednej strony Stalin stanowczo zakazywał im organizowania się w partię polityczną, z drugiej strony Komintern, zgodnie z dyrektywami Dymitrowa, nakazuje opór wobec kapitalistycznych rządów oraz przekształcanie walki w wojnę domową o wyzwolenie mas pracujących spod ucisku burżuazyjnych rządów.
 
Z początkiem 1940 r. utworzono w Warszawie na polecenie płk. NKWD Baranowskiego Stowarzyszenie Przyjaciół Związku Radzieckiego. Organizacją zajął się Marian Spychalski. SPZR w swych założeniach miała zająć się szpiegowaniem polskiego podziemia na rzecz Niemców, niewiele wiadomo o jej pracy ze względu na mikroskopijne w porównaniu z innymi organizacjami struktury.
 
Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej Niemcy rozbijają organizację, nielicznej garstce, m.in. Spychalskiemu, udaje się umknąć. Inną efemerydą był swojsko brzmiący ?Młot i Sierp?, który podobnie jak stowarzyszenie zakładał przyłączenie Polski do Kraju Rad i nadanie jej statusu 17. republiki. Obydwie organizacje komunistyczne zostały rozbite, a ich niedobitki stworzą ?Związek Walki Wyzwoleńczej?. Stalin nie kwapił się z decyzją co do dalszych losów polskich komunistów. Do szkoły NKWD w Puszkino zostało ściągniętych kilkunastu komunistów, którzy mieli później tworzyć na ziemiach polskich tzw. grupę inicjatywną, działającą ściśle według dyrektyw z Moskwy. Po kilkumiesięcznym przeszkoleniu, w grudniu 1941 r. zrzucono, nie bez problemów, (pierwszy samolot ze zrzutkami rozbił się pod Wizmą) pierwszą taką grupę, w składzie której znaleźli się m.in.: Marceli Nowotko, Paweł Finder, Edward Mołojec. Drugą grupę stanowili Małgorzata Fornalska, Antoni Kowalski, Jan Krasicki. Kierownictwo w Moskwie nawet po gruntownym przeszkoleniu i poinstruowaniu zrzutków nie spuszczało ich z oczu. Pierwszą konferencję odbyto pod czujnym okiem wysokich oficerów NKWD, płk. N. Skoriakowa i płk. M. Szatiłowa.
 
Ta moskiewska agentura zadziwiać może rozmachem działania: jej apele ?do społeczeństwa polskiego? były buńczucznymi sloganami bez jakiegokolwiek poparcia w faktach. Zdumiewają odezwy o tworzeniu drugiego frontu przez grupkę wywrotowców nie posiadających żadnej, nawet najmniejszej siły zbrojnej, ani nawet poparcia społecznego porównywalnego z najmniejszym odpryskiem grup podziemia.
 
(...) Ani garnca zboża, ani kropli mleka zbirom hitlerowskim (...) Udaremniać przewóz hitlerowskich wojsk i sprzętu wojennego, niszczyć mosty i wykolejać pociągi, podpalać cysterny (...) Tworzyć oddziały partyzanckie, niech drugi front powstanie na tyłach armii hitlerowskiej (...) Sabotaż, dywersja i partyzantka, oto broń, którą dzisiaj musimy uderzyć w wroga! (...)1.
 
Dopiero kilka miesięcy po tych apelach komuniści przystąpili do organizowania swojej Gwardii Ludowej. Pisane często kulawą polszczyzną odezwy pozostawały bez echa w polskim społeczeństwie, a były jedynie prowokacją, wezwaniem do bezsensownego szafowania polską krwią.
 
Oddział ?Małego Franka? w sile 15 osób wyruszył w pole w kilka miesięcy po odezwach i apelach. Uzupełnieniem braku doświadczenia bojowego było niskie morale ?partyzantów?, którzy potrafili wpaść w panikę na odgłos zbliżającej się chłopskiej furmanki2. Zubrzycki nie przeprowadził z gwardzistami żadnej akcji, błąkając się jedynie w okolicach Piotrkowa. Nie nawiązywał kontaktów z miejscową ludnością, która widziała w nich bandytów raczej, niźli żołnierzy podziemia. Oddział rozbity został pod Pilichnem podczas jego drugiej wyprawy, a sam Zubrzycki zabity podczas kolejnej nieudanej próby koncentracji swych podkomendnych. Wydaje się, że komuniści celowo poświęcili Zubrzyckiego, którego tragikomiczna wyprawa nie mogła skończyć się inaczej. Oczywiście, nie zapomnieli szeroko rozreklamować ?pierwszej bitwy partyzanckiej GL?.
 
Taktyka komunistów polegała na próbie rozpętania w Polsce wojny partyzanckiej w celu utworzenia ?drugiego frontu?, a tym samym odciążenia walczącej Armii Czerwonej. Zupełnie nie liczono się przy tym z ofiarami wśród niewinnej ludności polskiej. Na szczęście siły komunistyczne były zbyt znikome, aby stworzyć jakikolwiek drugi front w Polsce. Działalność AL trafnie opisywał ?Szaniec? :
 
 (...) Napadają na nasze wsie, miasteczka, ograbiają dwory, plebanie, chłopów, mordują broniących swego dobytku, prowadzą akcję dywersyjną, wysadzają mosty, tory kolejowe, palą tartaki...i nałogowo unikają bezpośredniego zetknięcia z Gestapo i żandarmerią niemiecką. A rezultat? Bohaterzy wycofują się w bezpieczne miejsca, a tymczasem Gestapo i żandarmeria morduje niewinną
i spokojną ludność, której jedyną zbrodnią jest to, że mieszka w pobliżu dokonanego aktu sabotażu. (...)
 
Na terenie miejskim komuniści mieli jeszcze szczuplejsze siły, wykonując czasami bezsensowne akcje, szeroko później reklamowane w wszelkiego rodzaju biuletynach. Takie jak ?akcja? na ?Cafe Club? czy ?Cafe Mitropa?, gdzie w kawiarni rzucono parę granatów w siedzących nad szklankami z piwem żołnierzy niemieckich. Czyny te, o znikomych korzyściach militarnych, powodowały represje ze strony okupanta, który po każdej z tych ?akcji bojowych? aresztował Bogu ducha winnych ludzi. Tak było po przereklamowanej akcji na ?Cafe Club?: aresztowano ok. 50 osób4. Innym przykładem ?sprawności bojowej? gwardzistów było wrzucenie granatów do szpitala wojskowego na Nowym Świecie 6.10.1943 r. W wyniku ostrzelania pod Życzynem pociągu jadącego z Lublina do Warszawy 3.10.1943 r. zginął jeden żołnierz węgierski, jeden niemiecki oraz pięciu podróżnych Polaków, a dziesięć osób zostało rannych5.
 
Komunistyczne oddziały były często nieocenionym sojusznikiem hitlerowców w eksterminacji Żydów, Józef Światło po swej ucieczce do Berlina Zachodniego w 1954 r. opisywał proceder ?likwidacji? żydowskich oddziałów partyzanckich:
 
 (...) W lasach Janowskich na Lubelszczyźnie działały dwa żydowskie oddziały partyzanckie. Jeden z nich miał we wsi Ludmiłówka swą siedzibę. Powstały one z Żydów, którzy w okresie likwidowania getta zbiegli z obozów niemieckich i getta warszawskiego. Z polecenia Jóźwiaka (dowódcy Armii Ludowej. Przyp. moje ? AK) gen. Korczyński komendant AL w Lubelskiem, nawiązał łączność z tymi oddziałami i obiecał je zaopatrzyć w broń pod warunkiem, że broń kupią za własne pieniądze (...) Oba oddziały partyzantów żydowskich zebrały poważne sumy pieniędzy, które Korczyński zabrał i wyjechał z nimi, rzekomo po to, aby zakupić broń. Korczyński udał się do Warszawy i przekazał pieniądze Jóźwiakowi. Po czym wrócił w Lubelskie z instrukcjami Jóźwiaka i Findera, nakazującymi zlikwidowanie oddziałów. (...) Jednym słowem broń rzeczywiście przywieźli i natychmiast zrobili z niej użytek. Bezbronnych ludzi zebranych w lesie wystrzelali salwami z karabinów maszynowych. Ofiarami mordu padły również kobiety i dzieci, które były przy swoich mężach i ojcach (...)
 
(...) W Pruszkowie działał mały żydowski oddziałek partyzancki, ośmiu czy dziewięciu ludzi. Eksterminację tego oddziałku przeprowadził osobiście Beck na polecenie Chełchowskiego. Odbyło się to w następujący sposób: Beck umówił się z oddziałem rzekomo na akcję, ruszył też razem z oddziałem, z tym, że wraz ze swoim pomocnikiem z tyłu. I z tyłu wybił cały oddziałek co do nogi ogniem z karabinu maszynowego. Po czym natychmiast razem z pomocnikiem obrabował trupy doszczętnie, zdzierając nawet buty. (...)6  Egzekucję przeprowadzili: Bolesław Koźmierak alias Cień-Kowalski i Grończewski alias Przepiórka7.
 
(?)
 
Przypisy:
 
1 Władysław Pobóg-Malinowski, Najnowsza Polityczna Historia Polski, okres 1939-1945, T. I, Gdańsk 1990, s. 411.
 
 2 Paweł Wieczorkiewicz, Historia Polityczna Polski 1935-1945, Warszawa 2005, s. 332, [w] : Tajne oblicze GL-AL. i PPR. Dokumenty wybór i opracowanie M.J. Chodakiewicz, P. Gontarczyk, L. Żebrowski. t. 1, Warszawa 1997, s. 150.
 
 3 Tamże, s. 335.
 
 4 W. Pobóg-Malinowski, op. cit., s. 413.
 
 5 Ibidem.
 
 6 Zbigniew Błażyński, ?Mówi Józef Światło? Za kulisami bezpieki i partii. Warszawa 2003, tom opracowany na podstawie wydania pierwszego Polskiej Fundacji Kulturalnej, Londyn 1985 r., s 122-124.
 
 7 Ibidem, s. 123; Patrz również: Paweł Wieczorkiewicz, op. cit., s. 334: (...) Zawadiacki watażka Kilianowicz (Korczyński) zajmował się bardziej eksterminowaniem grup żydowskich zbiegów z gett niźli niebezpiecznymi walkami z Niemcami. W Ludmiłowce i okolicach, w grudniu 1942 r. na tle wewnętrznych porachunków jego oddział wymordował wielu ukrywających się Żydów, przeważnie kobiety i dzieci (...)
Wyświetlony 5303 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.