środa, 17 marzec 2010 14:33

Czy wszyscy jesteśmy Gruzinami?

Napisane przez

Gdy ogłoszono secesję Kosowa, unijni idioci szaleli ze szczęścia. Kiedy Gruzini, prawidłowo wyciągający wnioski z historii, postanowili przejąć kontrolę nad zbuntowanymi prowincjami ich kraju, separatystów wsparła Rosja.

 

Tym sposobem Zakaukazie stanęło w ogniu, poczynania zaś Gruzinów, podejmujących walkę, by nie dopuścić do dezintegracji terytorialnej swego państwa, prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew nazwał ?aktem agresji przeciwko ludności Osetii Południowej? (czyli de facto przeciwko mieszkańcom Gruzji), oraz, uwaga: ?przeciwko rosyjskim siłom pokojowym?. Po czym zadekretował operację ?przymuszania do pokoju?.
 
Bez wątpienia Moskwa wykorzystuje krzywdę Serbii, by pokazać Zachodowi zaciśniętą pięść. Za Kosowo mści się w Gruzji, dobitnie udowadniając krajom przynależnym ongi do jej strefy wpływów, że może zaatakować strategicznego sojusznika NATO i USA, a NATO oraz największa potęga militarna świata nie zrobią wiele (poza spiętrzeniem słów), by Rosję powstrzymać. Że dążenia do sojuszu z USA pozbawione są znaczenia i jest to działanie wyjałowione z perspektyw. Że zapewnieniami zachodnich polityków, perorujących o konieczności respektowania integralności terytorialnej Gruzji, Gruzini mogą sobie mieszkania wytapetować. Albo włożyć je w buty ? byliby wyżsi i to byłby jedyny pożytek z czczych zapewnień Zachodu.
 
Przestroga dla naiwnych
Zabezpieczając własne interesy na Zakaukaziu, Rosja tym samym groźnie kiwa palcem w stronę Wilna, Rygi, Tallina, Kijowa ? i tak dalej, i tak dalej. Na tej liście figuruje również Warszawa. W scenariuszu realizowanym przez Moskwę nic nie zmienią słowa potępienia, kierowane pod jej adresem. Podobnie jak deklaracje uznające nienaruszalność terytorialną Republiki Gruzji oraz jej suwerenność na całym obszarze kraju.
 
W powyższym kontekście wojna w Gruzji to znakomita okazja, by ocenić Unię Europejską, poddać próbie jakość Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz uważniej przyjrzeć się zwyczajowym deklaracjom NATO. Co prawda, Gruzini wysłali wojska do Iraku (kontyngent liczący około dwóch tysięcy żołnierzy), lecz z tego gestu niczego nie wycisnęli dla siebie. Owszem, politycy amerykańscy wzywali do natychmiastowego zawieszenia broni, zaprzestania bombardowań lotniczych, ostrzału gruzińskiego terytorium i wycofania z Gruzji rosyjskich żołnierzy, lecz Amerykanie to mądry naród: w Iraku czy Afganistanie chcieliby walczyć do ostatniej kropli krwi swoich sojuszników, ale sami nie będą przecież umierać za Tbilisi!
 
(?)
Wyświetlony 3164 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.