środa, 17 marzec 2010 14:36

Kabaret moralnego niepokoju, czyli o polskiej polityce zagranicznej

Napisał

W niedzielę, uczestnicząc w mszy świętej z okazji dożynek, odprawianej w podwrocławskiej wsi, w której mieszkam, zastanawiałem się nad tym, gdzie się podziali wszyscy tutejsi rolnicy. Trzech czy czterech uprawia jeszcze ziemie, a pozostałe tysiąc hektarów jest własnością Holendrów. Prywatnie bardzo ich lubię, prawda wszakże jest taka, że nie było ich ani na dożynkach, ani na mszy, gdyż oni po prostu nie są katolikami i nigdy nie byli. Jednak to oni mają ziemię.

 

 

Ten obrazek dotyka istoty problemu: ponad 60-70% ziem zachodnich nie jest w naszych rękach. Byłe pegeery zostały przejęte przez Niemców, Holendrów lub inne nacje. Za rok kończą się dzierżawy tych ziem i będzie trzeba je sprzedać albo znów wydzierżawić. Jednak my się tym nie zajmujemy. Nas utrata naszej ziemi nie interesuje. Nie interesuje nas to, że na Dolnym Śląsku nie ma już np. żadnej rzeźni, nie ma żadnej mleczarni (kiedyś w mojej gminie Kąty Wrocławskie były dwie rzeźnie i kilka mleczarni). Nas to zupełnie nie obchodzi. My zajmujemy się wielkimi sprawami ? Gruzją, Tybetem czy Kosowem. Natomiast swoją ziemię, swój kraj możemy do woli wydzierżawiać, sprzedawać ? wszystko jedno. Zgodnie ze słowami poety, wciąż walczymy o wolność ? tylko nie naszą.
 
Polityka błędów
Spróbujmy dostrzec, jak wiele błędów zostało ostatnio popełnionych w polityce międzynarodowej. Premier Tusk jako pierwszy uznał niepodległość Kosowa. Można zapytać, cóż to za naród ?Kosowianie?. Zaakceptowaliśmy odebranie ziem Serbom i przekazanie ich ludziom, którzy kościoły zamieniają na meczety. Zgodziliśmy się na to, robiąc sobie z Serbów wrogów. Chwilę później premier Tusk odmówił wyjazdu na olimpiadę do Pekinu, tłumacząc się poparciem niepodległości Tybetu i demonstracyjnie wygrażając jednemu z największych światowych imperiów gospodarczych, jakim są Chiny. I wszystko to dzieje się w sytuacji, kiedy pozostałe kraje zachowują umiarkowany dystans, wysyłając przedstawicieli swoich rządów do Pekinu. Tylko my, mały i biedny kraik, liczący trzydzieści parę milionów ludzi, znajdujący się na 57. miejscu pod względem dochodu narodowego, ustępujący nawet takim firmom jak General Motors, które mogłyby nas po prostu kupić, musimy hałasować głośniej niż wszyscy. Nie interesują nas dobre kontakty z Chinami ? nas interesuje Tybet i walka o interesy jego obywateli, choćby nawet w rezultacie nasi obywatele mieli na tym stracić.
 
Kolejna sprawa ? nasze wojska w Afganistanie. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że są tam one tylko po to, aby ochraniać szlaki opiumowe. Jednak pozwalamy, aby w imię tego ginęli tam nasi żołnierze, a przy okazji robimy sobie wrogów z Arabów. Podobnie rzecz się ma z naszymi wojskami w Iraku. Broni masowej zagłady nigdy nie znaleziono, a Hussein został skazany za zamordowanie stu czterdziestu Kurdów, podczas gdy dzisiaj dziennie ginie tam więcej osób. To też nie przysparza nam sympatii w świecie arabskim. W tej chwili, wraz ze zgodą na instalację w Polsce tarczy antyrakietowej, możemy być pewni, że rosyjskie rakiety będą w nas wycelowane, podobnie jak arabskie.
 
Gruzja i ropa
Najnowszym przykładem tej zupełnie niedorzecznej polityki jest reakcja Polski na wojnę w Gruzji. Tutaj od początku mieliśmy do czynienia z dezinformacją i medialną propagandą, całkowicie wypaczającą rzeczywisty obraz całej sytuacji. Prawda bowiem jest taka, że to Gruzja rozpoczęła ów konflikt, wkraczając na terytorium Osetii Południowej i zabijając około 1700 cywili. I w takiej oto sytuacji nasz prezydent wybrał się do Gruzji, gdyż ? jak się okazało ? Gruzin jest dla Polaka bratankiem, podobnie jak Albańczyk z Kosowa, ale już nie Serb, Białorusin czy Rosjanin. Walczymy ze wszystkimi, nie zważając na to, jaki to ma wpływ na interesy naszego kraju.
 
Tło konfliktu wbrew pozorom jest dość jasne. Otóż przez Osetię przebiega rurociąg, który miał iść między innymi na Brody. Nasza misterna polityka zakładała, że skoro nie udało nam się dogadać z Rosją w sprawie rurociągu przez Polskę ? co spowodowało, że Rosjanie dogadali się z Niemcami i wspólnie postanowili przeprowadzić rurociąg dnem Bałtyku (i w rezultacie będziemy kupować ropę od Niemców drożej niż od Rosjan ? taką oto mamy mądrą politykę) ? w takim razie spróbujemy poprowadzić rurociąg z Azerbejdżanu. Plan był prosty: Gruzja zaatakuje Osetię, wytrzyma tam cztery dni, a potem wejdą tam wojska ONZ, rozdzielą zwaśnione strony, a Gruzja będzie spokojnie mogła przejąć rurociąg. Tak to sobie wymyślili Amerykanie do spółki z Gruzinami, myśmy zaś liczyli, że ten plan się powiedzie. Wszystko jednak zakończyło się katastrofą, gdyż Osetyjczycy zdobyli wąwóz, przez który wpuścili rosyjską armię, ta zaś w ciągu chwili odbiła całą Osetię, przejmując przy okazji całą amerykańską broń porzuconą przez gruzińskich żołnierzy.
 
Efekt całego tego zamieszania będzie jednak taki, że Osetia stanie się suwerenna (i Rosjanie chętnie powołają się tu na przykład Kosowa), podobnie jak Abchazja, a ropa nigdy nie popłynie przez Brody. Nasza polityka okazała się więc zabawą naiwnych chłopców, gdyż wiadomo było od początku, że żadne imperialne państwo, a takim jest Rosja, nie pozwoli sobie na to, aby jakiś mały kraj, jak Gruzja, dyktował mu warunki gry. Z punktu widzenia gospodarczego jest to oczywiste.
 
Gospodarcza ignorancja
Jakie będą skutki tych chybionych planów i błędnych decyzji? Dla Polski prawdopodobnie katastrofalne. W przyszłym roku kończą się umowy na dostawy gazu. Nie powinniśmy się zdziwić, jeśli w tym momencie wzrośnie jego cena, podobnie jak cena ropy. Za wszystko to będą musieli zapłacić nasi obywatele. Takie są koszty rusofobii, która kładzie się cieniem na naszej polityce, i którą zainfekowani są zwłaszcza ci, którzy nie biorą pod uwagę gospodarki (gdyż zazwyczaj nie mają o niej i jej znaczeniu pojęcia). Zresztą ta ignorancja w kwestiach gospodarczych jest zasadniczą cechą naszej polityki, niezależnie od tego, czy sprawują ją ?technokraci? czy ?ideowcy?. Sięgnijmy po prosty przykład: jaki kraj na świecie pozwoliłby sobie na zamknięcie przedsiębiorstwa, którego roczny eksport wynosiłby 12 miliardów dolarów? A taki dochód przynosił, dzięki eksportowi na wschód, warszawski Stadion Dziesięciolecia (według szacunków dwie trzecie w szarej strefie). Inny przykład: zamknięcie granicy ze wschodem, co doprowadziło ? już trzy lata temu ? do upadku naszego przemysłu tekstylnego, obuwniczego, części przemysłu spożywczego, zwłaszcza we wschodniej części kraju. To zaowocowało, oczywiście, wielkim bezrobociem, które z kolei było przyczyną wielomilionowej emigracji na Wyspy Brytyjskie. I co zabawne, ci sami politycy, którzy zamykają granice, rujnując gospodarkę, jednocześnie strasznie narzekają, że młodzież emigruje, jak gdyby nie dostrzegali oczywistych skutków swoich działań. Jednak to ci ludzie rządzą krajem.
 
W Polsce jak gdyby z zasady nie słucha się głosu kręgów gospodarczych i biznesowych. Zresztą faktem jest, że przedsiębiorcy są rozproszeni i nie mają żadnej silnej organizacji, która zabiegałaby o ich interesy ? a tym samym interesy kraju. Zupełnie inaczej dzieje się w najlepiej rozwijających się krajach świata, gdzie to właśnie organizacje gospodarcze dyktują politykom, co mają robić. W takiej sytuacji jest oczywiste, że żaden rozsądny kraj nie pozwoliłby sobie, aby przez jakieś narodowe fobie doprowadzić się do ruiny. My jednak zgadzamy się, aby to owe fobie, a nie interesy, decydowały o polityce zagranicznej. Skutek jest zaś taki, że z tego korzystają inni ? rozsądniejsi i mniej histeryczni niż my.
 
Zamknięcie na wschód
Kiedy my zamrażamy kontakty handlowe ze wschodem, na nasze miejsce automatycznie wchodzą Niemcy i Francuzi, którzy nie kierują się żadnymi przesądami i mesjanistycznymi projektami, tylko zdrowym rozsądkiem i dobrem własnych obywateli. Nie starają się z Rosjanami kłócić ani też nie próbują się z nimi na siłę bratać: po prostu robią z nimi interesy. Trzeba to wyraźnie powiedzieć: atakując Rosję, wpychamy ją w ręce Niemiec, a ten sojusz rzeczywiście może być dla nas niebezpieczny.
 
Jeśli Rosjanie chcą z nami rozmawiać o interesach, to tak zróbmy. Nie zatrzymujmy się wciąż na historii. Historia była ? trzeba o niej pamiętać, trzeba wyciągać z niej wnioski, ale nie może ona całkowicie determinować przyszłości. Narody nie mają odwiecznie przypisanych cech, ludzie z czasem się zmieniają, w miarę jak zmieniają się warunki. Rosjanie przeżyli komunizm dużo ciężej niż my i czegoś ich to niewątpliwie nauczyło. Z pewnością trzeba brać pod uwagę imperialne zapędy Rosji, ale nie można zakładać, że od razu zechce ona na nas napaść. Jednak obecnie nasza nieodpowiedzialna polityka nie przysparza nam na świecie sojuszników, lecz ? przeciwnie ? prowadzi do tego, że mamy coraz więcej wrogów. W tej chwili jesteśmy we wrogich stosunkach z dwoma mocarstwami ? Chinami i Rosją ? a według wielu prognoz ekonomicznych, obok USA, Brazylii i Indii będą to dwa z pięciu państw, które w połowie drugiej dekady tego wieku będą dominować nad światem. Jeśli tego rodzaju konflikty z mocarstwami mają być celem naszej polityki, to proponuję, aby pan premier albo pan prezydent pojechali do Indii i ogłosili, że mają oddać Kaszmir np. Pakistanowi, a Brazylijczyków oskarżyć o to, że dawali azyl zbiegłym nazistom. Jakąś zadymę motywowaną wzniosłymi celami zawsze można zrobić. Zaraz powstaną organizacje solidarności z mieszkańcami Kaszmiru bądź prześladowanymi potomkami Indian w Brazylii i ciągłość naszej polityki zostanie zachowana. Co prawda, wszystko odbyłoby się kosztem naszego kraju i jego obywateli, ale kogo to obchodzi?
 
(?)
Wyświetlony 3627 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.