środa, 17 marzec 2010 14:37

Dlaczego popieram Gruzję?

Napisał

Najprostsza odpowiedź na tytułowe pytanie: bo przemawia za tym 300 lat dotkliwych polskich doświadczeń kontaktów z Rosją.

 

Kluczem obecnego konfliktu gruzińskiego nie jest przecież Gruzja, nie Abchazja i nie Osetia. Jest nim Rosja, z jej historią i zwariowaną narodowo-państwową ideologią. Rosja nie jest i nigdy nie była normalnym państwem. Każdy ?realista?, nawołujący do prowadzenia normalnych stosunków z tym państwem, robi błąd rozpoznania, obdarzając je cechami przeciętnej demokracji, wyobrażając sobie, że to zwykły kraj, oczywiście z pewnym charakterystycznym kolorytem. W latach, kiedy sowieci masakrowali Afgańczyków, Sting roztkliwiał się: Russians love the children too... Zachodnie wyobrażenie o Rosji to właśnie mieszanina absolutnej ignorancji, sentymentalizmu i podziwu (ale także pogardy).
 
Owszem, można z Rosją robić interesy, ale trzeba pamiętać (realizm!), że gospodarka i własność są tam podporządkowane polityce, że wolny rynek ma tam granice zakreślone przez interes państwa. I ekonomia służyć ma państwu (czy służy obywatelom, ma niewielkie znaczenie). A gdy istnieje potrzeba, gospodarka ? również ta prywatna ? podporządkowana jest służbom. Nie rozumiał tego np. Lech Wałęsa, kiedy jako prezydent bezmyślnie lansował plan przekształcenia baz sowieckich w Polsce w polsko-sowieckie spółki. Część polityków zachodnich tego nie pojmuje, inni cynicznie ignorują to, w przekonaniu, że odległość geograficzna zapewnia im bezpieczeństwo.
 
Rosja ?od zawsze? jest tworem, w którym obywatel (a właściwie poddany) służy państwu, nie zaś na odwrót, jak jest ? przynajmniej w założeniu ? w krajach cywilizowanych. W tym duchu kształtuje się ludzi od najmłodszych lat. Tego uczą przedszkola i szkoły, nad tym pracują organizacje masowe i media, to wtłaczają do głów politycy, wojskowi i Cerkiew. Rosjanie są w stanie ponosić rozmaite, nawet największe wyrzeczenia i nędzę (i to bez nadziei na poprawę) za cenę dumy z tego, że ich państwo stanowi imperium. Jednostka i jej prawa nie liczą się i nie mają znaczenia w tym kontekście. Władza sowiecka tego nie wymyśliła, a jedynie zintensyfikowała oddziaływanie w tym kierunku na swych poddanych. Działała skutecznie, bo przecież i dziś Rosjanie są dumni z dokonań ZSRS, a przypomnienie o zbrodniach kwitują nonsensownym stwierdzeniem ?takie były czasy? i negowaniem skali ludobójstwa. Nadal ważna wydaje się im wielkość i poczucie wszechmocy państwa. Tego nie zmienił upadek komunizmu. Charakterystyczny jest też utylitarny stosunek do prawdy. Jest nią to, co służy państwu rosyjskiemu, wszystko inne albo jest po prostu kłamstwem albo nie ma znaczenia. Nadal kompletnie zmitologizowana jest historia, również ta najnowsza. Prawdę znają władze, które za pomocą mediów podają ją do wiadomości poddanym. A ponieważ prawda nie powinna budzić wątpliwości, mediów niezależnych już w Rosji nie ma.
 
Istotę sprawy bardzo dobrze ujął Feliks Koneczny: my należymy do cywilizacji łacińskiej, indywidualistycznej, Rosja zaś to cywilizacja turańska, kolektywistyczna ? ta różnica prawdopodobnie jest nie do zniwelowania.
 
Rosja uznaje się za prawną, polityczną i historyczną spadkobierczynię ZSRS. I faktycznie nią jest. We wszystkim. Charakterystyczny jest bardzo żywy kult Stalina. To przecież Stalin dał Rosji wielkość i poczucie triumfu. Dlatego właśnie trudno liczyć na prawdę historyczną. Wizja imperialnej Rosji, przed którą drży świat, jest tym ideałem, do którego dążą władze, z pełną akceptacją zwykłych ludzi. Tego nie są w stanie pojąć ci, którzy się wychowali w krajach o zgoła innych standardach.
 
Dla Rosji naturalne jest objęcie przez nią swoim błogosławionym władaniem wszystkich narodów słowiańskich (do I wojny światowej prawie się to udało). Ale to przecież mało ? od XVII w., od czasów Piotra I, Rosja rosła nieustannie do początków wieku XX, obejmując swą władzą ogromną liczbę narodów, część całkowicie rusyfikując, część sprytnie skłócając z pozostałymi, a buntujących się pacyfikując. Ekspansję we wszystkich kierunkach kontynuował Stalin, który doprowadził do tego, że imperium rosyjskie (wraz z satelitami) rozciągało się od Łaby po Pacyfik, z przyczółkami w Afryce i Ameryce Płd. Kto pamięta dziś i cokolwiek wie o gehennie malutkiego państwa Tannu Tuwa, o wielu innych narodach masowo mordowanych, likwidowanych, wysiedlanych! Pierwszym potknięciem, i to tak poważnym, że przyspieszyło rozpad, był Afganistan.
 
Upadek komunizmu spowodował odwrócenie tego trzystuletniego procesu. Putin oddał dobrze uczucia Rosjan, gdy stwierdził, że rozpad ZSRS był największą tragedią XX wieku! Przecież tak dobrze szło, a tu setki lat rozwoju (stałej ekspansji) zaprzepaszczone zostały w jednej chwili! To poczucie dziejowej krzywdy stanowi silny kompleks, który może przynieść nieobliczalne skutki dla świata. Gra na tym ekipa Putina i jego klona. Nie jest żadnym odkryciem stwierdzenie, że Rosja od lat dąży do odzyskania władzy nad wszelkimi ziemiami, które utraciła na skutek rozpadu państwa sowieckiego. Różnymi metodami udało jej się odzyskać panowanie nad większością dawnych republik ZSRS. Pozostały nieliczne wyjątki, ale to właśnie ma się zacząć zmieniać.
 
Procesowi konsolidacji dawnych republik służyć ma niedawno ogłoszona światu doktryna, w której Rosja przyznała sobie prawo obrony (również zbrojnej) swoich obywateli na całym świecie. Oczywiście stworzenie sytuacji wymagającej obrony krzywdzonych Rosjan nie stanowi żadnego problemu. Niestety, podczas obecnego konfliktu Niemcy i Francja beztrosko podżyrowały tę gangsterską doktrynę. Co ciekawe, przygotowując się do agresji, mieszkańcom Osetii Płd. (zatem obywatelom obcego państwa) nadano obywatelstwo rosyjskie. W przypadku normalnego kraju to gest bez większego znaczenia, w przypadku Rosji ma to wymowę wręcz złowieszczą.
 
Rosja zawsze ma do wypełnienia misję zbawczą. Tego wyrazem jest wspomniany panslawizm. Realizacja tej idei kosztowała ogromne stosy trupów ? dla Rosjan to jednak nie argument. Idea jest słuszna. Misję wyzwoleńczą pełniła Rosja także zarówno w 1939 r., gdy najeżdżała nas do spółki z Niemcami, jak i potem, gdy dawnego sojusznika ścigała poprzez nasze ziemie. Ale i później przecież się Polską i innymi ?demoludami? opiekowała i do nich dokładała! My zaś do dziś jesteśmy niewdzięczni, za co Rosja nas przykładnie ukarze, co całkiem oficjalnie w tych dniach podano. To oczywiście wszystko propaganda, ale to właśnie podaje się do wierzenia w samej Rosji i to sufluje się zachodnim politykom. Gdy słyszę o przyjaźni polsko-rosyjskiej, naprawdę nie wiem, o czym mowa, o jakim momencie historii. Nigdy w historii nie byliśmy przyjaciółmi. To, że inaczej głosiła propaganda PRL, nie ma żadnego znaczenia.
 
Plany Rosji nigdy nie były minimalistyczne. Rosja aspiruje do roli nauczyciela narodów i, jak jej Cerkiew, nie lubi konkurencji. Ma ambicje wpływania w wielkim stopniu na losy świata. A ponieważ, jako kraj surowcowy, nie ma wielkiego wyboru, europejski monopol w dostawach ropy ma dla niej kluczowe znaczenie. I tu pojawia się problem Gruzji. To w tej chwili jedyne miejsce, którym płynie ?niepodległa ropa? (azerska), a jej strumień ma jeszcze wzrosnąć. Bez opanowania gruzińskiego odcinka rurociągu rosyjski dyktat nad Europą traci rację bytu. Groźba zakręcenia kurka nie zadziała, jeśli istnieje źródło niezależne. A i mając mniejsze dochody, mniej można budować rakiet, samolotów i czołgów.
 
Gruzja to zresztą problem o tyle większy (choć to kraj wielkości, powiedzmy, naszych Ziem Odzyskanych), że nie respektuje ona imperialnych praw Rosji wobec siebie. Odnalazła sojusznika w Stanach Zjednoczonych (jest to z emfazą wytykane przez niektórych naszych domorosłych politologów. A gdzie miała szukać alianta? W Rosji, która chętnie by ją zjadła?) i zamierza podążać własną drogą rozwoju. Chce być częścią europejskich struktur. Psuje więc wspomnianą koncepcję powrotu do ?macierzy? ziem rządzonych kiedyś przez Rosję.
 
Jeden z internetowych komentatorów nazwał Gruzję podbrzuszem Rosji. Pozostając przy tej anatomicznej terminologii, Rosja to garb Gruzji (i nie tylko). Gruzini wszakże mają prawo do swojego kraju. Mówi się, że Gruzja dokonała agresji na Osetię. Ha, czy Polska może dokonać agresji na Kujawy? Osetia Południowa stanowi część Gruzji (wielkości naszego powiatu), co do sierpnia 2008 r. uznawał cały świat. I bynajmniej nie podarował jej Stalin ? stanowiła ona część niepodległej Gruzji, którą on właśnie zniszczył.
 
Idiotycznym pomysłem była zgoda ONZ na pełnienie tam misji pokojowej przez wojska rosyjskie, stanowiące przecież stronę konfliktu. Dla nikogo nie ulega wątpliwości, że wszelkie kluczowe decyzje na zbuntowanych terenach podejmują Rosjanie, a pokojowa rola ich wojsk to przeciwstawianie się gruzińskiej jurysdykcji i umacnianie swoich wpływów. Nikt na szczęście nie wpadł na to, by w momencie obalania komunizmu w Polsce wojska sowieckie pełniły u nas misję pokojową czy rozjemczą!
 
Oficjalnym powodem wkroczenia Gruzinów na tereny Osetii zajmowane przez buntowników był ostrzał pozycji gruzińskich. Wydaje się jednak, że był to pretekst. Prezydent Saakaszwili pewien był poparcia amerykańskiego i zdecydował się objąć swą władzą całe terytorium kraju (niewykluczone, że został ?podpuszczony? przez rosyjską agenturę). Zawiódł się, bo wsparcie amerykańskie było głównie werbalne, i to mocno spóźnione. Zakładając jednak nawet jakieś prawa wojsk rosyjskich do działania w Osetii, nie należy do nich ani bombardowanie Gruzji, ani rozjeżdżanie jej czołgami, ani dyktowanie, kto może, a kto nie może być jej prezydentem, ani okupacja tego kraju. Status ?wojsk pokojowych? został ewidentnie złamany.
 
Propaganda rosyjska i prorosyjska opowiada o ?czystkach etnicznych?, dokonywanych przez Gruzinów, co spowodowało pełną oburzenia reakcję Rosji. Tyle że nie przedstawiono na to żadnego dowodu. Gdyby jakikolwiek był, epatowano by nim media na okrągło. Powtarzano stwierdzenia o dwóch tysiącach wymordowanych cywili osetyjskich, ale nie pokazano nawet setki (notabene, pewnie trudno byłoby w tym regionie znaleźć w ogóle tylu cywili, bo większość tam to czekiści, osadzeni przez Rosję)! Po prostu czegoś takiego nie było. Nawet zburzone przez armię rosyjską podczas odbijania z rąk gruzińskich Cchinawili prezentuje się jako zbombardowane przez... Gruzinów.
 
(...)
Wyświetlony 2990 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.