poniedziałek, 05 kwiecień 2010 21:19

Histeria i propaganda

Napisał

Starożytni Grecy byli przekonani, że histeria wywoływana jest przez przemieszczanie się w obrębie ciała pewnego żeńskiego organu, a dokładnie macicy. Teoria ta została dziś zarzucona, choć pewne jej elementy przetrwały w kulturze, czego dowodem jest choćby stosowanie w celu ukojenia nerwów waleriany, którą kompani Hipokratesa uważali za jedyny skuteczny środek zdolny zmusić macicę do powrotu na właściwe miejsce. Dzisiejsze wyjaśnienia histerii są bardziej skomplikowane i mniej malownicze, jednak na poziomie symbolicznym nadal można by opisywać ją jako wynik przemieszczania się wewnątrz ciała jednego z ważnych organów - mózgu, co prowadzi do efektu tzw. pustej makówki.

 

Współczesna histeria stanowi wdzięczny temat dociekań, choćby dlatego, że jest niemal powszechna, nieustająca i prawie zawsze nieuzasadniona. Nie wybucha i nie gaśnie w odpowiednich momentach, lecz fluktuuje. W niektórych środowiskach histeryzowanie uchodzi za wyraz obycia i wyższej kultury. Ludzie obnoszą się ze swoją histerią niczym z najnowszą kolekcją Armaniego i uznają ją za świadectwo bycia trendy, podobnie jak pomstowanie na faszystów i emocjonowanie się prawami sodomitów. ?Jestem, więc histeryzuję? stało się dla wielu życiowym mottem, którego przestrzeganie nie wymaga wielkiego wysiłku. Wystarczy głębiej odetchnąć i pozwolić, aby szara substancja spłynęła z czaszki gdzieś w rejony jelita grubego, a od razu znajdzie się masę powodów do histerii. Może to być zagrożenie globalnym ociepleniem klimatu albo zagrożenie globalnym zlodowaceniem klimatu, może to być wojna kultur, cywilizacji, płci, ras, klas i grup wiekowych, powszechna dyskryminacja, nietolerancja i wykluczenie, faszyzm, szowinizm, rasizm i tumiwisizm, homofobia, hemofilia i homeopatia. Dla każdego coś miłego (skądinąd ciekawe, że ludzie nie boją się po prostu śmierci, która, jak na razie, wciąż jest nieuchronnym kresem każdej ludzkiej zabawy).
 
Ponieważ ton histerii nadają intelektualiści, a więc ludzie wykazujący patologiczną skłonność do wynajdywania złych i skomplikowanych rozwiązań prostych spraw, masy parweniuszy aspirujących do salonu przyswajają sobie zestaw gestów w rodzaju rozdzierania szat i pełnych patosu odwołań do etosu, które ? obok paru innych kabotyńskich zachowań ? zaczynają składać się na niezbędnik ?inteligenta?. Jeśli na to wszystko spojrzeć z pewnego dystansu, potwierdzenie znajduje teza głosząca, że chyba nigdy jeszcze w dziejach ludzie nie byli tak mało religijni, a zarazem tak bardzo zabobonni.
 
Interesującym przedmiotem, którego czepiają się histerycy, jest Unia Europejska i to, co się z nią aktualnie dzieje. Mamy tu do czynienia z sytuacją interesującą z kulturowego punktu widzenia: oto typowo urzędniczy twór został w przedziwny sposób antropomorfizowany i potraktowany niczym bohater starożytnego eposu. Śledzi się jego losy od narodzin, poprzez burzliwy rozwój, martwiąc się o przyszłość, emocjonując walkami, w których zmuszony jest uczestniczyć, aby przetrwać i nabrać siły. Zapewne nasi potomkowie będą przecierali ze zdumienia oczy, zastanawiając się, jak skrajnie wynaturzona musiała być kultura, tak bardzo ekscytująca się czymś, co ze strukturalnego punktu widzenia stanowi jedynie bardziej rozdętą wersję spółdzielni mieszkaniowej czy kołchozu. O ile, być może, zrozumiałe okażą się lęki i obawy przed próbą wciśnięcia rzeczywistości w tego rodzaju biurokratyczny gorset, o tyle wiązanie z nim nadziei na polepszenie losu ludzkości będzie zapewne wyglądać na sporą umysłową aberrację.
 
Tym bardziej jako objaw paranoi będzie można potraktować histeryczne reakcje, z jakimi mamy do czynienia po odrzuceniu przez Irlandczyków w całkowicie demokratycznym referendum traktatu lizbońskiego. Część polityków i dziennikarzy zachowuje się tak, jak gdyby ? nie przymierzając ? Hunowie wybili im całe rodziny, głosy prezenterów są zaś nastrojone na częstotliwości przewidziane do zapowiedzi Armagedonu, a przynajmniej ośmiu plag. Teraz już koniec ? zdają się sądzić niektórzy: krowy przestaną się cielić, drzewa owocować, zboże dojrzewać, a podatki wpływać do budżetu. Co prawda, można podejrzewać, że sporo prounijnych polityków po prostu odgrywa całą tę tragedię, celowo nakręcając emocje, które przy dzisiejszym zidioceniu i podatności na medialną stymulację nakręcić nadzwyczaj łatwo. Natomiast większość dziennikarzy, pełniących rolę pośrednika między politykami a masami w rozpowszechnianiu bzdur, histeryzuje prawdopodobnie zupełnie szczerze. No, ale cóż ? permanentna sytuacja, w której człowiek musi gadać, zanim pomyśli, predysponuje do pracy w mediach przede wszystkim tych, u których ta stała bezmyślność nie wywołuje poczucia dyskomfortu. Reszty dopełnia dokonujący się w ramach tej profesji chów wsobny.
 
Być może więc histeria wywołana odrzuceniem przez Irlandczyków pewnego rozdętego zbioru przepisów jest wyrazem jakiegoś dziwacznego, quasi-religijnego biurokratyzmu, który każe traktować ?śmierć? ustawy równie poważnie, jak np. śmierć człowieka i odgrywać magiczne rytuały wokół talmudycznie pokrętnych formuł prawnych. Może to jednak również świadczyć o tym, że cały ten traktat nie ma charakteru jedynie technicznego i jego wpływ na nasze życie i naszą wolność nie ma być tak minimalny czy jednoznacznie pozytywny, jak nas przekonują wynajęte do tego celu autorytety. Skoro nieprzyjęcie pewnych przepisów miałoby prowadzić do katastrofy, w takim razie można podejrzewać, że ? w razie ich przyjęcia ? zakres ich wpływu byłby dużo szerszy, niż nam mówiono. A ponieważ nie ma powodu podejrzewać, że polityczni admiratorzy traktatu działają w czyimś innym interesie niż swoim własnym i kasty podobnych sobie ludzi, dlatego też ich niepokój i lęk, maskowany umiejętnie podsycaną histerią, należy traktować jako objaw niezadowolenia z tego, że misterny plan złupienia gromady frajerów się nie powiódł. Utwierdzanie ludzi w przekonaniu, że ich los i szczęście zależy od tego, czy zgodzą się oni pójść pod kuratelę unijnych socjalistów niewiele różni się od sytuacji, w której mafia przekonuje właścicieli restauracji, że pod jej opieką będzie im bezpieczniej.
 
Oczywiście, prounijni politycy jak na razie nie odwołują się do siły, jednak mają inne sposoby załatwiania interesów ponad głowami zainteresowanych. Świadczy o tym fakt, że oprócz Irlandii wszystkie pozostałe europejskie elity polityczne dogadały się, aby traktatu broń Boże nie przyjmować w drodze referendum. Biorąc pod uwagę, że w Polsce jednogłośnie zgodziły się na to rządząca PO i opozycyjne PiS, każe zapytać, czy obie partie ? przynajmniej pod względem stosunku do narodowej suwerenności ? rzeczywiście tak wiele różni. Warto sobie uświadomić, że prewencyjne pozbawienie obywateli państw podpisujących traktat wpływu na jego akceptację miało zapobiec sytuacji, która zdarzyła się na Zielonej Wyspie. Pamiętajmy, że ilekroć traktat (wcześniej w formie konstytucji) poddawano referendum, tylekroć był on odrzucany. Można podejrzewać, że gdyby uczyniono tak obecnie we wszystkich krajach, mielibyśmy do czynienia z identycznym scenariuszem, z tym że wówczas byłoby dużo trudniej konstruować dialektyczne łamańce uzasadniające przyjęcie traktatu dla dobra ludu wbrew jego woli. A tak profesor Geremek może przekonywać naiwnych, że prawdziwa demokracja polega na tym, iż w imieniu zwykłych ludzi decydują ?elity?, które dzięki codziennemu obcowaniu z Absolutem wiedzą, czego zwykły człowiek powinien chcieć. Dziwnym trafem to owe elity są również największymi beneficjentami całej tej imprezy, ale cóż się dziwić. W systemie opiekuńczym opiekunowie zawsze mają wyższe wynagrodzenie niż barany, nad którymi sprawują pieczę.
 
(...)
Wyświetlony 2355 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.