poniedziałek, 05 kwiecień 2010 21:24

Polskie tropy w Ameryce ( XVII): Oddalający się kraj

Napisane przez

Powstanie niepodległej Polski po zakończeniu I wojny światowej zasadniczo zmieniło stosunek amerykańskiej Polonii do kraju, a zarazem wpłynęło na nowy sposób myślenia emigracji o sobie. Przez poprzednie dekady "sprawa polska" jednoczyła wszystkie, najbardziej nawet zantagonizowane srodowiska i organizacje w Ameryce, stanowiła niepodważalny aksjomat i święty cel ich aktywności. Brało się to w takim samym stopniu z typowego dla nowo przybyłych poczucia winy za opuszczenie bliskich, co z wpojonego im pod zaborami płomiennego patriotyzmu. Wybuch wojny, stanowiącej oczekiwany od pokoleń moment nadziei na zasadniczą zmianę układu sił w Europie, spowodował imponującą falę ofiarności wszystkich ugrupowań polonijnych w Stanach. Nie mówiąc o powszechnym zapale, z jakim wstępowano na ochotnika do Armii Błękitnej, która walczyć miała na francuskim froncie z Niemcami. Jednak powracający z Polski kombatanci tejże formacji przywieźli nader gorzkie doświadczenia i głęboki zawód w sercach. Pomimo ofiarnej służby dla polskiej sprawy na tak wielu frontach (brali udział w odpieraniu bolszewickiej nawały w 1920 r., a nawet wspierali czynnie powstania śląskie) nie tylko nie doczekali się wyrazów wdzięczności i uznania, ale doświadczyli wręcz upokorzenia, szczególnie po arbitralnej decyzji odesłania ich z powrotem do Stanów.

 

Czas pogłębiających się rozczarowań w obcowaniu z nową Polską i z jej politycznymi ośrodkami przeciągnął się na następne lata, w trakcie których coraz silniej Polonia dochodziła do wniosku, że poprzednio żyła mitami o kraju, który w rzeczywistosci wygląda mniej kolorowo, niż malowali to w swoich emigranckich snach. Wciąż trwały intensywne kontakty elit głównych organizacji polonijnych z centralami sił politycznych w Polsce, a więc tak piłsudczyków, jak i endeków, i to do tego stopnia, że np. w Stanach wydatnie zaostrzyła się walka o przywództwo w Związku Narodowym Polskim, a jego liderzy wybierani byli teraz w zależności od ich partyjnych afiliacji. Co więcej, nie tylko sejmy związkowe, wręcz zebrania i stanowe konwencje stały się teraz scenami ostrych konfrontacji pomiędzy tymi, co ?trzymają z lewicą?, a tymi, którzy są powiązani z ?prawicą?. Oczywiście, pierwszy obóz reprezentowali piłsudczycy, którzy nie mieli łatwego życia z początkiem nowej dekady, przy silnych naciskach zwolenników ?narodowej demokracji? i Dmowskiego. W trakcie ożywionych debat, jak sam tutaj słyszałem, w ruch szły nierzadko krzesła , jako ostateczny argument racji w sporze pomiędzy rzędami siedzących po ?prawicy? i ?lewicy? . Gorączka stopniowo opadała, zwłaszcza po zamachu majowym w Warszawie, a także w związku z pogłębiającymi się problemami finansowymi i walutowymi w Polsce, kiedy to zbyt liczne inwestycje zapalonych Polonusów, dyktowane chęcią wejścia do nowej gospodarki, okazały się fatalną pomyłką. Jak twierdzą historycy, emigracja straciła wówczas ponad 100 milionów ówczesnych dolarów na transakcjach, które miały przynieść zysk, a przywiodły tylko polonijnych inwestorów na skraj bankructwa...
 
Na obraz ten, gwałtownie zmieniającego się na niekorzyść wizerunku kraju, nałożył się w dodatku dość paradoksalny, choć skądinąd szlachetnie motywowany, ruch emigracyjny ?w drugą stronę?. Po zakończeniu światowej wojny Ameryka zaostrzyła nagle w sposób radykalny restrykcje dla przybyszy z Europy, wprowadzając tak skromne limity ilościowe, że praktycznie oznaczały one zakręcenie kurka i niemal zastopowanie napływu nowych emigrantów (także z Polski). Jednocześnie ożywiona nadziejami ?nowego życia w wolnym teraz kraju?, już od początku lat 20. uruchomiła wysoką falę powrotów do ojczyzny, na nie spotykaną dotąd skalę. Losy tych rodzin, które kierowały się niewątpliwie patriotyzmem w sercach, chcąc powrócić, kiedy już można, do rodzinnego gniazda, stanowią jeden z tych pasjonujących rozdziałów historii Polaków rozproszonych po świecie, które nie wiedzieć czemu tak długo czekają na swoich dziejopisów. Chodzi wręcz o dziesiątki tysięcy rodaków, którzy po zakończeniu I wojny światowej podjęli desperacką decyzję rozstania się na zawsze z Ameryką, nawet jeśli nie do końca zawiodła ich nadzieje i oczekiwania, aby żyć z powrotem wśród swoich. Ironią losu było wszakże to, że trafiali oni w Polsce na czas finansowego chaosu, politycznej destabilizacji, wreszcie wielkiego kryzysu, a potem rysującej się już za horyzontem okupacji hitlerowskiej, w ślad za którą nadeszła na dalsze pół wieku dominacja komunistyczna...
 
Przyczyny emigracji z ziem polskich w XIX wieku i u progu XX stulecia (pamiętajmy, że szła ona z trzech zaborów, z których każdy tworzył inne uwarunkowania, ludzkie motywacje i zewnętrzne naciski) były daleko bardziej złożone niż tylko, jak utrwaliło się powszechnie, ?za chlebem?.
 
Znamienne, że np. z zaboru pruskiego wyjeżdżało w ostatnich dekadach XIX stulecia, do I wojny światowej raptem kilka do kilkunastu tysięcy rodzin rocznie, głównie jako rezultat obietnic ?złotych gór? za Oceanem, przez całą sieć agentów linii transatlantyckich, usytuowanych nieprzypadkowo w Hamburgu. Najliczniejsza emigracja polska szła zawsze z zaboru rosyjskiego, gdzie nie tylko warunki ekonomiczne, ale często najzwyczajniej chęć ucieczki przed poborem i wieloletnią służbą w znienawidzonej carskiej armii, stanowiły praktyczny imperatyw chwytania się za każde inne, dostępne rozwiązanie. Przykładowo ? kiedy z Poznańskiego pomiędzy rokiem 1890 a 1914 ruszało do Ameryki dwa do pięciu tysięcy rodzin rocznie, z Kongresówki w tym samym czasie wyjeżdżało po 20-30 tysięcy rodzin, by po roku 1905 osiągnąć 50, 70, wreszcie 112 tysięcy wyjazdów w jednym tylko roku! Strumień emigrantów z Galicji był pośredni, określała go zrazu liczba 10, a potem 20 tysięcy emigrantów rocznie, by po roku 1900 szybko się jednak podwoić, a potem wręcz potroić! W efekcie Polonia, którą w okolicach przełomu XIX i XX wieku w Ameryce szacowano na 700 tys. osób, w roku 1910 osiągnęła znaczącą liczebność półtora miliona, następnie dwa i pół miliona w roku 1920, i szybko już trzy i pół miliona w kolejnej dekadzie. Natomiast reemigracja do kraju, która, oczywiście, zawsze istniała, ale w latach I wojny przejawiała się zaledwie w setkach takich przypadków, po 1920 r. podskoczyła nagle do 26 tysięcy rocznie, a następnie do 50 tys. wyjazdów, w chwili osiągnięcia szczytu przez tę ?powracającą falę?.
 
Wszystko to stopniowo, ale nader konsekwentnie przekonywało środowiska polonijne do skupienia się teraz przede wszystkim na własnych problemach bytu w Ameryce. U podstaw tego zasadniczego zwrotu leżało wspomniane już głębokie rozczarowanie tym, co niepodległość w praktyce przyniosła Polsce i Polakom. Gdy dawniej wiedzieliśmy wszyscy dobrze, że do Polski wolnej dążymy ? trafnie zapisał ten sentyment Karol Wachtl ? dla niej przez cały czas pracowaliśmy, dla niej żyliśmy, to teraz oto kiedy stała się już ona wolna, jakże nam okazała się daleka, i jakaś nie taka, jakiej myśmy pragnęli, jaką myśmy rozumieli i wyobrażali sobie. Wtórował mu znany dziennikarz i działacz, St. Osada, pisząc w roku 1922: Wymarzyliśmy sobie w Ameryce ?Polskę wolną? jako raj jakiś, w którym wieczna panuje radość, wieczne święto zmartwychwstania. I w głowach się nam nie może teraz pomieścić, że ta wojna tak wszystko do góry poprzewracać mogła, że poobalały sie, lub ciągle jeszcze się walą ustalone wszystkie wartości. Złe doświadczenia, do których odwoływał się autor, stanowiły głośne przykłady zaprzepaszczonych inwestycji Polonii w prywatnych sektorach gospodarki nowej Polski. Zawrotne wprost, w setki milionów idące sumy naszych oszczędności, rozmienione na polskie marki w proch się rozsypały. Straty Polonii w ciągu tylko pięciu lat destabilizacji polskiej waluty (1919-1923) oszacowane zostały na 100 milionów dolarów... Nic dziwnego, że popularność wśród Polonii zaczęły szybko zdobywać charakterystyczne slogany: Wychodźstwo dla wychodźstwa czy Swój do swego, zapowiadające stopniowe zamykanie się teraz w kręgu spraw własnego podwórka. Kraj oddalał się natomiast stale w geometrycznym postępie...
 
(...)
Wyświetlony 2120 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.