Wydrukuj tę stronę
poniedziałek, 05 kwiecień 2010 22:22

Piloci Szturmowików

Napisane przez

Rosjanie, nigdy was nie lubiłem ? można powtórzyć za Waldemarem Łysiakiem i zapewne sporo osób, nieogłupionych propagandą politycznej poprawności, podpisałoby się pod tymi słowami. Ten, kto kieruje się imponderabiliami, a nie kaprysami ?autorytetów moralnych?, wie, że wartością najwyższą, jest niepodległość Polski i według tej wartości może bezbłędnie, pewnie, bez wahania, niezależnie od sympatii i antypatii, oceniać ludzi i wydarzenia z przeszłości i teraźniejszość.

 
Podczas II wojny światowej szansę na odzyskanie niepodległości przez Polskę dawało powtórzenie sytuacji z Wielkiej Wojny, określanej jako pochód zwycięstwa z zachodu na wschód. Alianci zachodni musieliby pokonać Niemcy, a III Rzesza musiałaby zwyciężyć ZSRS. Dlatego, czytając książki poświęcone walkom na froncie wschodnim podczas II wojny światowej, trudno nie życzyć sukcesów Wehrmachtowi w walce z Armią Czerwoną. Czy można więc z sympatią odnosić się do pilotów samolotów szturmowych Ił-2 potocznie nazywanych Szturmowikami?
 
Takie pytanie można zadać, czytając niedawno wydane wspomnienia Wasilija Jemieljanienki ? pilota samolotu Ił-2 służącego w 7 Gwardyjskim Pułku Lotnictwa Szturmowego. Za komuny w księgarniach zalegały prace poświęcone sowieckiemu lotnictwu z lat tzw. Wojny Ojczyźnianej, gdzie prawdę można było wyczytać jedynie między wierszami. Omawiana praca jest inna, uderza autentyzmem. Autorwielokrotnie stawia siebie i swoich kompanów w dość kompromitującym świetle: opisał, jak jeden z pilotów zanurzał mundur w morzu w celu utopienia wszy, wspomniał wykład oficerao jedzeniu słoniny, opisał uroczyste rozdanie mundurów po zabitych, ośmieszające braki w wyszkoleniu, idiotyczny system szkolenia pilotów i kuriozalny sposób porozumiewania się pilotów z dowództwem pułku. Każdy, kto czytał Zapiski oficera Armii Czerwonej Sergiusza Piaseckiego, pamięta o Miszce Zubowie, który kupił gramofon, co poczytywał sobie jako poważny sukces. Osobnika o podobnym usposobieniu znajdujemy we wspomnieniach Jemieljanienki: oto jeden z żołnierzy nabył gramofon i wygrywał na nim ciągle tę samą melodię z jedynej posiadanej płyty!
 
Czytając pracę, nie sposób nie zwrócić uwagi na ogromnąróżnicę w pozycji zajmowanej w siłach zbrojnych przez pilotów na Zachodzie i w ZSRS. Nie ma wątpliwości, że w Wielkiej Brytanii należeli do elity. W ZSRS sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Piloci żyli w atmosferze terroru, charakterystycznego dla państwa Stalina. Zdarzenie, gdy pilot z jakiegokolwiek powodu, np. w wyniku szwankującego silnika, nie doleciał do celu, który miał zaatakować, było przedmiotem dochodzenia. W wypadku, gdy odnaleziono usterkę, na mechaników padało podejrzenie wysłania na misję niesprawnego samolotu. Gdy defektu nie odnaleziono, pilotowi groził sąd polowy, zarzut tchórzostwa i kara śmierci. Najmniejszy ruch sterami podczas ataku skutkujący odbiciem choćby na chwilę od szyku, groził pilotowi poważnymi konsekwencjami. Jan Zumbach, polski as myśliwski, wspominał, że piloci nawet w miesiącach intensywnych walk pod angielskim niebem udawali się do barów, bawili się z kobietami służącymi w wojsku brytyjskim, na przepustkach wyjeżdżali do Londynu. Po wygaśnięciu Bitwy o Anglię i przeniesieniu Dywizjonu 303 na północ, Polacy trafili do bazy, gdzie każdy pilot miał swój domek i opiekującego się nim kamerdynera. Sowieccy piloci niejednokrotnie mieszkali w stodołach i prymitywnie wykonanych ziemiankach. Nagrodą za wykonanie lotu bojowego była setka wódki. Podczas przerzucenia pułku na inne lotnisko obsługa naziemna i piloci, dla których nie było samolotów, pokonywali pieszo setki kilometrów! A gdy lotnicy znaleźli się na tyłach, zaganiano ich do wykonywania prac polowych.
 
Wracając do pytania postawionego na początku recenzji: czy można pozytywnie odnosić się do sowieckich lotników z lat II wojny światowej? Z pewnością nie! Każdy ich sukces przybliżał chwilę, gdy Armia Czerwona dotrze na ziemie polskie. Kalkulacje polityczne tracą jednak na znaczeniu, gdy staje przed nami pojedynczy żołnierz ? w mundurze po poległym koledze. Początkowo śmieszą niskie umiejętności pilotów, nieporadność dowódców, prymitywna organizacja wojsk. Ale w pewnej chwili czytelnik może zacząć odczuwać pewną sympatię do doświadczonych pilotów: wie o nich coraz więcej, zapamiętuje ich imiona, nazwiska i przyzwyczajenia. Rezerwa mija, gdy autor wspomnień, w prostych słowach, przyznaje, że miał przeczucie, iż zginie w najbliższej misji, gdy opisuje, jak pilotom podczas odprawy trzęsły się ze strachu ręce. Wreszcie trudno nie docenić poświęcenia nie dla partii, nie dla Stalina, ale dla uratowania kolegi-pilota z grożącego mu śmiertelnego niebezpieczeństwa. Czytelnik irytuje się, złości na decyzje dowództwa zamęczającego doświadczonych pilotów zbyt licznymi lotami bojowymi. Jedna ?tura? pułku na froncie wiązała się zawsze z ogromnymi stratami w ludziach i sprzęcie. Po takiej ?turze? z całego pułku zostały tylko dwa samoloty! Oznaczało to dla pilotów niewielkie szanse na przeżycie.
 
Nie raz zastanawiałem się, czy omawianą książkę warto polecić Czytelnikowi. Tym razem się nie waham. Wspomnieniami pilota Szturmowika nie można się zawieść.
 
Wasilij Jemieljanienko, Czerwona gwiazda przeciw swastyce, Bellona 2007, ss. 232.
Wyświetlony 3107 razy
Michał Pluta

Najnowsze od Michał Pluta

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.