Wydrukuj tę stronę
poniedziałek, 05 kwiecień 2010 22:34

Zobaczymy jak sobie geje poradzą w Europie, która będzie coraz bardziej islamska

Napisane przez

Rozmowa z redaktorem naczelnym kwartalnika "Fronda" Grzegorzem Górnym

Jesteś homofobem?

To zależy co rozumiemy przez to słowo. Homo oznacza człowiek, fobia to niechęć. Homofob etymologicznie oznacza niechęć do ludzi. Ja niechęci do ludzi nie mam.

Pytam o to, bo mam wrażenie, że dzisiaj określenie homofob spełnia funkcję określenia antysemita. Tzn. nieważne czy protestujesz na ulicy z łysą głową i w glanach, czy po prostu powołujesz się na nauki Ojca Świętego, jesteś nazywany homofobem, co ma postawić cię w określonym świetle. Dlaczego próba jakiejkolwiek dyskusji na temat homoseksualizmu jest obecnie w Europie pacyfikowana?

Obserwujemy dzisiaj ofensywę medialną środowisk gejowskich zmierzającą do tego, żeby zaakceptować związki jednopłciowe jako normalne i dążyć do ich legalizacji prawnej. Właśnie temu miała służyć niedawna wizyta w Polsce dwóch gejów amerykańskich. Oni zresztą sami o tym mówili otwarcie.

Tomasz Raczek porównywał ich wizytę w Polsce do misji cywilizacyjnej, mówiąc nawet, że to nowa misja Cyryla i Metodego. I tutaj nasuwa się pytanie: czy każdy, kto protestuje przeciwko zrównaniu związków jednopłciowych z małżeństwami lub sprzeciwia się prawu do adopcji dla par homoseksualnych, jest homofobem? Według mnie ? nie. Tolerancja nie oznacza pełnej i bezwarunkowej akceptacji żądań drugiej strony. Należy przypomnieć, że słowo tolerancja pochodzi od łacińskiego słowa tolerare,czyli znosić coś, ścierpieć coś. Innymi słowy to znaczy, że nie zgadzam się z czymś, ale jestem w stanie ścierpieć tego istnienie. Natomiast dzisiaj próbuje się słowu ?tolerancja" nadać inne znaczenie, mianowicie życzliwą otwartość i akceptację. Na tak fałszywie pojętą tolerancję dla związków jednopłciowych miejsca być nie powinno.

Na łamach ?Frondy" czy OZONU, którymi kierowałeś, wielokrotnie publikowano teksty mówiące o tym, że homoseksualizm jest chorobą. Ale przecież Światowa Organizacja Zdrowia usunęła homoseksualizm z listy chorób w 1990 roku. Wcześniej to samo zrobiło Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne. Czyżbyś przeczył nauce?

Sformułowanie brzmiało, że homoseksualizm jest zaburzeniem psychicznym. W roku 1973 Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne usunęło homoseksualizm z rejestru zaburzeń, natomiast dokonało się to nie na skutek badań naukowych, a na skutek referendum, jakie przeprowadzono wśród amerykańskich psychiatrów i psychologów, w którym 58 % z nich opowiedziało się za wykreśleniem homoseksualizmu z rejestru chorób.

Demokratyczna likwidacja choroby?

Okazuje się, że na drodze głosowania można stwierdzić, czy coś jest chorobą, czy nią nie jest. Jest to dosyć dziwny sposób na dochodzenie prawdy w naukach ścisłych. A medycyna jest taką nauką. Poza tym ciekawy jest przykład profesora Roberta Spitzera z Nowego Jorku, który w 1973 roku głosował za wykreśleniem homoseksualizmu z rejestru zaburzeń i po 30 latach zmienił zdanie. Dzisiaj zajmuje się on terapią osób o skłonnościach homoseksualnych i na pytanie, dlaczego wtedy głosował za tym, czemu dzisiaj się sprzeciwia, odpowiedział, że w tamtym czasie nie miał pojęcia, czym jest homoseksualizm, nie znał jego źródeł czy kontekstu jego powstawania. Natomiast, jak mówi, był taki klimat społeczny i presja lobby gejowskiego, że zdecydował się w referendum odpowiedzieć, że homoseksualizm nie jest zaburzeniem. Dopiero gdy poznał to zjawisko dogłębnie, zmienił zdanie. Ciekawe jest to, że zawsze nagłaśniane są informację o rzekomym znalezieniu genu homoseksualizmu, co miałoby dowodzić, że jest on wrodzony albo dziedziczny. Nie ma jednak ani jednego dowodu naukowego na to, że homoseksualizm jest uwarunkowany genetycznie. Natomiast jest wiele relacji, które dowodzą, że jest on uwarunkowany społecznie i pojawia się w procesie socjalizacji, w okresie dojrzewania.

Podobno znasz Ake Greena, pastora, który został w Szwecji skazany na pół roku więzienia za cytowanie biblijnych fragmentów dotyczących homoseksualizmu.

W Szwecji jest dosyć specyficzna sytuacja ze względu na duże wpływy lobby gejowskiego w życiu politycznym. Gdyby postulaty tych, którzy protestują przeciwko Green'owi miały wejść w życie, trzeba by było ocenzurować Biblię. Przecież Pismo Święte wypowiada się jednoznacznie wobec homoseksualizmu. W Starym Testamencie homoseksualizm jest pokazany jako obrzydliwość w oczach Boga. Natomiast czyny homoseksualne są porównywane z bałwochwalstwem, cudzołóstwem i składaniem ofiar z dzieci.

To jak reagować na twierdzenie dwóch amerykańskich gejów, promowanych przez TVN, że poznali się w kościele i są głęboko wierzącymi katolikami?

Zarówno Biblia, jak i Katechizm Kościoła Katolickiego nie pozostawiają w tej sprawie wątpliwości, mówiąc, że czyny homoseksualne są sprzeczne z przykazaniami dekalogu i każdy, kto praktykuje tego typu czyny, popełnia grzech. Kościół nie potępia jednak samych homoseksualistów, potępia czyny homoseksualne. Zarówno na świecie, jak i w Polsce istnieje wiele ośrodków, które z całkiem dobrymi skutkami prowadzą terapię dla osób o skłonnościach homoseksualnych. Swego czasu robiłem dla ?Polsatu" film dokumentalny na temat ośrodków terapeutycznych dla homoseksualistów w Holandii. Odwiedziłem ośrodki prowadzone jeszcze od lat 70. i 80., w których kilkaset osób zmieniło swoją orientację seksualną. Długo rozmawiałem z tymi wyleczonymi homoseksualistami...

Co znaczy wyjście z homoseksualizmu?

To znaczy, że osiągnęli oni trwałą dyspozycję do zawarcia stałego związku heteroseksualnego. Poznałem np. Pitta, robotnika portowego z Rotterdamu, który trafił na taką terapię jeszcze w 1971 roku. Ten człowiek był czynnym homoseksualistą, a dziś jest szczęśliwym mężem i ojcem dziewięciorga dzieci. W Polsce też działają ośrodki, pomagające osobom o skłonnościach homoseksualnych. Najbardziej znana jest ?Odwaga".

Niedawno w jednej z amerykańskich szkół zabroniono dziecku nosić koszulki z podobizną Jezusa, natomiast w tej samej szkole pozwala się dzieciom paradować w koszulkach z napisami ?Gej jest OK" czy ?Nie jestem prawicowym homofobem". Czyli mamy do czynienia z jawną dyskryminacją wierzących. A pamiętajmy, że jest to Ameryka, która i tak jest o wiele bardziej religijna niż stary kontynent.

Ten proces dotyczy w większym stopniu Europy zachodniej niż Ameryki. Obserwujemy walkę o kulturę, wojnę w sferze wartości, której stawką jest przyszły kształt naszej cywilizacji. Walka ta nie toczy się na polach bitew czy w okopach, tylko w redakcjach wielkich mediów, na katedrach uniwersytetów czy w szkołach. W Ameryce społeczność chrześcijańska ma umiejętność samoorganizacji i przeciwstawienia się walcowi sekularyzacyjnemu. Niestety, ta zdolność w Europie zachodniej w wielu Kościołach zanikła. Widać to szczególnie na przykładzie Hiszpanii, w której reformy Zapaterro zostały przyjęte bez większych oporów ze strony katolików. Uważam jednak, że Polacy ze swoją prężnością religijną w tej materii bardziej przypominają Amerykanów niż zachodnich Europejczyków.

W 2004 roku otrzymałeś nagrodę Grand Press za film ?Śmierć na życzenie?", traktujący o eutanazji w Holandii. Obok postulatów legalizacji eutanazji i aborcji lewica, domaga się w Polsce przyznania związkom gejowskim praw przysługujący małżeństwom, przekonując jednak, że nie postuluje dania gejom prawa do adopcji dzieci. Czy jeżeli jednak zgodzimy się na z pozornie niewinny postulat legalizacji związków partnerskich, to jak szybko dogonimy w liberalizmie obyczajowym resztę Unii?

Mamy tutaj do czynienia z tzw. zasadą ruchomego horyzontu, która polega na tym, że żądania stawia się stopniowo. Nie eskaluje się żądań maksymalnych, ale żądania przychodzą kaskadowo, czyli najpierw żąda się zrównania praw par jednopłciowych z konkubinatami, później z małżeństwami, ale bez adopcji, a w końcu homoseksualiści domagają się prawa do adoptowania dzieci. Jeżeli nastąpi zrównanie prawne związków jednopłciowych z małżeństwami, naturalną konsekwencją tego będzie przyznanie gejom praw adopcyjnych. Taka jest po prostu logika prawna wydarzeń. To widać w krajach, które tę drogę wybrały. Nie można zgadzać się na jakiekolwiek ustępstwa, dlatego, że tzw. prawa małżeńskie w rzeczywistości nie są prawami, a przywilejami, które należą się małżeństwom jako instytucji społecznej, na której spoczywa rodzenie, wychowywanie i formowanie przyszłych pokoleń. Ta instytucja uczy troski o potomstwo i pozwala odradzać się społeczeństwom. Dlatego przez każde państwo rodzina zawsze była otaczana szczególną opieką. Trudno więc sobie wyobrazić pewne przywileje dla związków, które nie są małżeństwami. Ponadto nasuwa się pytanie: czy mamy prawo eksperymentować na ludziach i to tych najbardziej bezbronnych, bo dzieciach.

(...)

Wyświetlony 2703 razy
Łukasz Adamski

Najnowsze od Łukasz Adamski

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.