Wydrukuj tę stronę
wtorek, 06 kwiecień 2010 09:50

Nawróceni intelektualiści

Napisane przez

Arnold Lunn, jeśli nie najwnikliwszy, to najpłodniejszy z "neokatolików" brytyjskich XX w. (napisał 50 książek!), zauważył w 1930 r.: Marks utrzymywał, że religia, filozofia i sztuka danego okresu są wytworami ubocznymi procesów ekonomicznych tego okresu, np. teologia scholastyczna nie jest niczym więcej niż odzwierciedleniem feudalnego systemu posiadania ziemi. Jeżeli jednak jest to prawdą, to komunizm marksowski jest tylko odzwierciedleniem industrializmu i liberalizmu Anglii wiktoriańskiej. Nie ma żadnej obiektywnej prawomocności.

 

Ten rozstrzygający argument, podany 80 lat temu ? nie dotarł jednak do dzisiejszych marksistów, nadal dominujących na wyższych uczelniach USA, Niemiec i Francji. Materializm jest dziś filozofią praktycznie obowiązkową dla aspirantów do elity intelektualnej Zachodu. Z drugiej strony jednak mamy prawdziwy potop książek, dziwacznych ruchów i sekt, który ujmuje się zbiorczą nazwą New Age. Abp Walter Kasper, który z ramienia Watykanu kieruje dialogiem międzyreligijnym, pisał w 1996 r.: Pozytywne wydaje się w tej nowej religijności rozbudzone na nowo pragnienie ?mistyczne?, które (...) otwiera przed chrześcijańskim przepowiadaniem i duszpasterstwem wielkie, choć stale zbyt mało wykorzystywane szanse. Trudność leży jednak w tym, że chodzi tu o religijność swobodnie dryfującą i stroniącą od wszelkiej instytucjonalizacji. (...) Kard. J. Ratzinger wskazał na bliski związek tej religijności z ruchem New Age. Rozumie ją jako ?świadomie antyracjonalistyczną odpowiedź na doświadczenie, że ?wszystko jest względne??1. 
 
Kościół nie zdołał jednak ?inkulturować? tego fenomenu ? i dziś zdaje się być w położeniu bezradnej pestki między młotem a kowadłem. Być może więc dlatego Joseph Pearce ? który sam w 28. roku życia przeistoczył się z wojującego ateisty w katolika ? zdecydował się opisać w formie elegii2  fenomen brytyjsko-amerykańskiej formacji intelektualistów, którzy w XX wieku porzucili ateizm lub protestantyzm na rzecz katolicyzmu. Należeli do niej m.in. C.K. Chesterton, M. Muggeridge, G. Greene, Muriel Spark, Iris Murdoch ? i wielu innych mniej znanych pisarzy i poetów. Propagowali oni ?dystrybutywizm?, domagając się wprowadzenia systemu podatkowego przychylnego małym przedsiębiorstwom. Jednocześnie żarliwie krytykowali nowoczesny tryb życia, z jego pośpiechem jako warunkiem zwiększania wydajności.
 
Dystrybutywizm zdawał się tylko zapomnianym przypisem do historii doktryn ekonomicznych ? gdy całkiem niespodziewanie reanimował go w 1973 r. E.F. Schumacher swoim bestsellerem Małe jest piękne. Schumacher był ważnym ekonomistą brytyjskim, współautorem planu odbudowy gospodarki europejskiej po II wojnie św., przyjętego w Bretton Woods oraz doradcą Brytyjskiej Komisji Okupacyjnej w Niemczech, a potem Narodowej Rady Węgla. W 1971 r. przeszedł na katolicyzm. Był twórcą koncepcji technologii pośrednich dla krajów rozwijających się oraz członkiem zarządu sławnej spółdzielni Scotta Badera, który postanowił udowodnić, że można w gospodarce realizować chrześcijańskie zasady społeczne. Przepisał prawa własności na załogę swojego przedsiębiorstwa ? i ku zaskoczeniu ekonomistów nowa spółdzielnia stała się czołowym zakładem w dziedzinie technologii polimerów. Dla Schumachera ważnym przykładem był też hiszpański region Mondragon, gdzie w latach 60. całe gałęzie przemysłu z powodzeniem działały na zasadach spółdzielczych (podobnie jak mleczarstwo duńskie).
 
Zasady te zostały odsądzone od czci i wiary przez naszych ?cudotwórców? po 1989 r. ? dziś jednak, gdy widzimy, że ich działania przyniosły w rezultacie oligarchię, warto, by niezależni ekonomiści (bo chyba jeszcze są tacy) przyjrzeli im się ponownie.
 
Ale jest to tylko drobny fragment tej grubej (614 stron) książki. Jej główna treść to rekonstrukcja poglądów ludzi o twórczym, niespokojnym umyśle, którzy w wyniku długich i dramatycznych poszukiwań wybrali Kościół katolicki, bo tylko on dawał im poczucie trwałości. Jak to ujął Chesterton: Kościół jest jedyną rzeczą, która zbawia człowieka od poniżającej niewoli bycia dzieckiem swoich czasów.
 
Trudno się dziwić ich dramatowi, gdy zmiany po Soborze Watykańskim zniosły większość tradycji, tak dotąd pielęgnowanej przez kler. Był to już schyłek ich życia i większość z nich nie potrafiła się z nimi pogodzić. Szczególnie przeżywali go ci, którzy właśnie z tego powodu porzucili wcześniej Kościół anglikański, który już w latach 50. zaczął się ?modernizować?. Trudno odmówić im racji, gdy mówili, że jest to wielki krok katolicyzmu w stronę Reformacji ? tyle że spóźniony o 400 lat... Ale dla Watykanu ich protesty (list otwarty w ?Timesie?) nie miały, oczywiście, znaczenia. Sobór był próbą otworzenia się na los ubogich, próbą wynikłą z dramatu nieporównanie większego, jakim była druzgocąca klęska ?księży robotników?, próbujących dotrzeć do pracowników przemysłu. Zresztą jak bardzo Kościół potrzebował jakiejś odnowy, pokazują książki katolickiego pisarza (pochodzenia irlandzkiego) Bruce Marshalla. To, że grupka raczej zamożnych literatów, dziennikarzy i b. pastorów przeżywa duchowe udręki, nie obeszło w Rzymie nikogo.
 
Nie da się oprzeć podejrzeniu, że zwracając się ku Kościołowi rzymskiemu, intelektualiści ci szukali nade wszystko spokojnego schronienia. Ale jeśli chrześcijaństwo daje spokój, to tylko taki, jaki może dać zbroja i miecz ? i świadomość, że nagroda czeka nas dopiero po śmierci.
 
Powyższa zgryźliwość nie tyczy się ostatniego bohatera książki: sławnego dziennikarza prasy, a potem TV BBC, Malcolma Muggeridge?a. Niegdyś komunizował, lecz praca korespondenta w Moskwie lat 30. całkowicie go wyleczyła z tych skłonności ? co przypłacił zawodowo-towarzyskim ostracyzmem. W latach 70. stał się najbardziej znanym przeciwnikiem rewolucji obyczajowej i tego, co potem nazwano poprawnością polityczną. Jak Schumacher bronił encykliki ?Humane vitae?, twierdząc, że seksualność winna być sakramentem (co krytycy komentowali przypominając jego ?bujne? doświadczenia). Na różnych publicznych zgromadzeniach potępiał komercjalizację przemocy i seksu, nie dając się zakrzyczeć młodym ?postępowcom?. Był wcieleniem godności i odwagi, gdy zrezygnował z funkcji rektora uniwersytetu w Edynburgu, gdy ten ugiął się przed żądaniami ?rewolucyjnych? studentów. W pożegnalnym wystąpieniu stwierdził: Jakież to smutne ? a zarazem makabrycznie zabawne ? że formułą nieposłuszeństwa studentów stało się żądanie LSD i pigułki antykoncepcyjnej (...) najbardziej żałosnego eskapizmu sprowadzającego się do działki narkotyku i łóżka.
 
(...)

 

1 ?Przegląd Powszechny? nr 1 1999.

2 Joseph Pearce, Pisarze nawróceni Inspiracja duchowa w epoce niewiary, z ang. przeł. Robert Pucek, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2007,ss. 614.

Wyświetlony 3560 razy
Piotr Skórzyński

Najnowsze od Piotr Skórzyński

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.