wtorek, 06 kwiecień 2010 09:56

Juro-kracja - czyli państwo bezprawia

Napisane przez

Jeśli potraktować serio wywody obrońców establishmentu, należałoby uznać, że większość aktywnych politycznie Polaków uznała korupcję za coś równie nieuchronnego jak położenie geograficzne. Psychologiczna nazwa tej postawy, czyli "wyuczona bezradność" - najbardziej uderza w stosunku do wymiaru sprawiedliwości, gdzie wyroki w miarę sprawiedliwe są przyjmowanym ze zdziwieniem ewenementem.

Trzeba zawsze, niezależnie od okoliczności, stać po stronie sprawiedliwości ? gdyż to ona jest jedyną więzią łączącą cywilizowanych ludzi.
Georges Clemenceau
 
Jak ma reagować szary człowiek, gdy dowiaduje się, że Dariusz Dąbski, zarządzający ?Optimusem? Romana Kluski w czasie, gdy właściciel siedział w areszcie pod fałszywym zarzutem ? doznał wylewu, bo prokurator apelacyjny zagroził mu, że i na niego ?coś się znajdzie?, jeśli nie złoży donosu na Kluskę?
 
I gdy zarazem czyta, że Urząd Skarbowy w Legnicy nałożył 200 tys. zł grzywny na piekarza Waldemara Gronickiego za to, że zamiast wyrzucać niesprzedany chleb na śmietnik, rozdawał go bezdomnym?
 
W tym czasie bonzowie mafii paliwowej otrzymali... też grzywnę. Kilkadziesiąt tysięcy zł.
 
Ci, którzy śledzili prace sejmowych komisji śledczych, nieraz mogli oglądać tę samą scenkę ? poseł Wasserman lub Macierewicz udowadniał świadkowi oczywisty przekręt i wtedy słyszał: ?Ale prawo tego nie zabraniało?. Lub: ?W tej sferze przepisy są niedokładne, więc postąpiłem tak, jak uznałem za słuszne?. Mętne, dziurawe i pobłażliwe prawo pozwala członkom uwłaszczonej (bezprawnie) nomenklatury i rekinom ?szarej strefy? gospodarczej uniknąć odpowiedzialności. Co udowadnia historia nieudanych prób rozliczeń kilkudziesięciu poważnych afer gospodarczych.
 
?Państwo prawa? okazało się wyzute ze sprawiedliwości.
 
Taka, tłumaczono nam ? zwłaszcza po zablokowaniu lustracji w 1992 r. ? jest cena wolności1. Okazało się, że pod dostatkiem było ?wybitnych jurystów?, którzy długo i wymownie ? gdyż w mediach zawsze dawano im tyle czasu, ile chcieli ? to uzasadniali (Jeden z nich, prof. S. Gebethner, jeszcze w 1977 r. wychwalał w druku system prawny ZSRR).
 
Wtedy to zyskała wyjaśnienie zagadka ugodowej polityki Rozgłośni Wolna Europa w kluczowych latach 1988-1992. W 1994 r. jej ostatni dyrektor Piotr Mroczyk oznajmił: Jeżeli w Polsce ma zapanować państwo prawa, to byli beneficjenci reżimu komunistycznego nie mogą być rozliczani.
 
Kleptokrację wyłonioną w latach 1980-1995 ? taki okres przyjął A. Kwaśniewski, gdy w swoim pierwszym sejmowym przemówieniu w charakterze prezydenta powiedział o 15 latach przemian, jakie mamy za sobą ? w imię pokoju społecznego należy uznać za właściwą glebę dla biznesmenów i finansistów.
 
Gdy w 1986 r. ?Aneks? nr 44 przeprowadził wielki wywiad z Jerzym Giedroyciem, jako ostatnie zadano pytanie: jaka będzie najważniejsza sprawa do naprawy w wolnej Polsce. Odpowiedź brzmiała: przywrócenie zaufania społecznego do wymiaru sprawiedliwości.
 
Sprawiedliwość jest pierwszą z cnót kardynalnych (przed miłosierdziem, męstwem i umiarkowaniem). Tych, co łakną sprawiedliwości błogosławi ? dwukrotnie ? Chrystus w Kazaniu na Górze; potem ta obietnica będzie glebą dla najróżniejszych ruchów eschtologicznych, rewolucyjnych i reformatorskich. W imię sprawiedliwości św. Tomasz ogłosi w XIII w., że niesłuszne prawo w ogóle nie jest prawem: w imię sprawiedliwości fundamentaliści protestanccy na początku XIX w. przeforsują w imperium brytyjskim zakaz handlu niewolnikami, a potem ich posiadania.
 
Jak podsumował Chaim Perelman (O sprawiedliwości, Paryż 1957): Złożone pojęcie sprawiedliwości jest tą ideą, w której na Zachodzie spotykają się i zapładniają się wzajemnie zwięzłe formuły prawników rzymskich, racjonalne systemy filozofów greckich i namiętne inwokacje proroków żydowskich; które razem weszły do wielkiej tradycji chrześcijańskiej, racjonalistycznej, a później laickiej, bogacąc nasze myśli i ożywiając nasze sumienia.
 
Gdy po Godzinie Zero w Niemczech zachodnich politycy chrześcijańscy podjęli trud budowy nowego państwa, musieli odnieść się do prawodawstwa III Rzeszy (w dużej mierze dzieła Carla Schmidta; tak dziś cenionego przez postmodernistów). Skorzystali z pomocy Gustava Radbrucha, teoretyka prawa natury ? który oparł się na poglądzie św. Tomasza i ogłosił, że ustawy niesprawiedliwe od początku nie mają charakteru prawnego. Jego prace były wydane i absorbowane w będącej w podobnej sytuacji Japonii, gdzie tzw. formuła Radbrucha oddziaływała na ustawy konstytucyjne i kodeks karny.
 
Oznaczało to uznanie, że moralność jest nadrzędna wobec prawa, gdyż ? jak to ujął Perelman ? Wobec arbitralnego charakteru wszelkiej wartości, sprawiedliwość absolutna całkowicie oparta na rozumie ? nie istnieje2.Innymi słowy, zawsze prawo ma podstawę w systemie normatywnym, który sam opiera się na wybranych przez prawodawcę wartościach. W końcu żadna rewolucja nie była legalna, a wiele reform ? na przykład Konstytucję 3 Maja, ale także ratyfikację Konstytucji USA ? dokonano omijając lub naginając istniejące prawo (W tym ostatnim przypadku po prostu zmuszono posłów z Nowego Jorku, by wbrew swej woli wzięli udział w głosowaniu, tak, by zapewnić quorum).
 
To pewien ?arbitralny? wybór wartości posłużył za podstawę Trybunału w Norymberdze ? po czym w 1948 r. zyskał międzynarodową akceptację w postaci Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka3.
 
Nie ma więc możliwości, by sprawiedliwość: ius ? bez reszty spełniła się w prawie: lex. Andrzej Pawelec (Ontologia sprawiedliwości, ?Civitas?, nr 4) zauważył: Kluczowym pojęciem dla rozumienia sprawiedliwości jest pojęcie ius. Słowo to wywodzi się od iungo, co znaczy ?łączyć?, ?wiązać? ? stąd ?prawo? jest tu pojmowane jako ?siła jednocząca i wiążąca?. A zatem ? etymologicznie ? rolą iurum jest związanie ludzi we wspólnotę czyli grupę realizującą wspólne cele. Sensownie rozprawiać o treści praw można tylko w kontekście jakiejś wspólnoty; choćby wymaiginowanej. (...) Ontologia sprawiedliwości musi zatem być holistyczna ? punktem wyjścia dla analiz powinna być nasza głęboka wspólnotowość określona przez łączące nas dobro (W tym duchu utrzymane są też propozycje komunitaryzmu: zob. Sfery sprawiedliwości Michaela Walzera).
 
W toku redakcyjnej dyskusji nad tymi problemami, Zbigniew Stawrowski stwierdził: Zasada sprawiedliwości wprawdzie nie jest wystarczająca, żeby z grona jednostek wytworzyła się wspólnota, niemniej jest tego warunkiem koniecznym. Obywatele muszą być przekonani, że w ich państwie chodzi o sprawiedliwość. Jeżeli postulat sprawiedliwości jest odrzucany, wspólnota się rozpada: dopóki sprawiedliwość nie będzie realizowana, dopóty nasza wspólnota polityczna będzie fikcją. Dominować będą raczej relacje ?my ? oni?, ?kto ? kogo?4.
 
Żeby nie pogrążyć się w bezprawiu, potrzebny jest funkcjonujący aparat sprawiedliwości, a w tym celu istnieje konieczność pewnego minimalnego poczucia wspólnoty ? czy, jak wolał Durkheim, solidarności. W istocie ta zależność jest obustronna. Społeczeństwo musi kontrolować urzędników, a organizacje pozarządowe monitorować działania instytucji. Aktywność publiczna musi mieć jednak jako grunt pewien consensus moralny; poczucie przynależności do czegoś większego ode mnie ? ale wartego mojego czasu i wysiłku. Zwracał na to uwagę już w 1988 r. Ireneusz Białecki w dyskusji redakcyjnej ?Res Publiki?: W Polsce (...) jako wzór i dowód na skuteczność XIX-wiecznego liberalizmu podaje się społeczeństwo amerykańskie, którego dobrobyt ufundowany został właśnie na swobodzie przedsięwzięć gospodarczych i wolnej konkurencji. Zapomina się jednak, że już samo tworzenie opartego na tych zasadach ładu społecznego wymagało pewnej aktywności bezinteresownej, prospołecznej (...) mającej na widoku tak czy inaczej definiowane dobro ogółu.
 
Tymczasem po 1989 r. ten skrzywiony obraz liberalizmu doszedł do cynicznej karykatury w postaci powiedzenia Aleksandra Kwaśniewskiego, że pierwszy milion trzeba ukraść (miał to być rzekomy cytat z Rockefellera; który okazał się wymysłem). Było to proste odwrócenie propagandowej kalki marksizmu: kapitaliści to oszuści i złodzieje, więc potrzebujemy jak najwięcej złodziei i oszustów! Ta prostacka inwersja mogła zyskać polityczną skuteczność, oczywiście, wskutek nieprzerwanej kontroli dawnych służb specjalnych nad większością mediów. Jednak obecna popularność tego konceptu wśród zwykłych ludzi ? którzy prywatnie wzdrygają się przed pospolitą kradzieżą ? ma jako glebę, oczywiście, pamięć o komunizmie i jego urawniłowce: a dokładniej o sloganie sprawiedliwości społecznej. Hasło to posłużyło bowiem za przykrywkę procesu zniszczenia wszelkiej sprawiedliwości; a rewolucja komunistyczna okazała się jej diabelską karykaturą.
 
W tym miejscu należy przytoczyć mało w Polsce znaną wypowiedź Miltona Friedmana z końca lat 90., że nie podjąłby się już udzielania rad krajom postkomunistycznym, gdyż wszystkie jego recepty mają sens tylko tam, gdzie działa prawo.
 
Kiedy Popper przedstawiał wizję swojego społeczeństwa otwartego, nie miała to być budowla pozbawiona fundamentów. A taki właśnie gmach społeczny proponują nam postmodernistyczni liberałowie5. Popper, warto przypomnieć, kategorycznie odrzucał to stanowisko: Upatruję w relatywizmie swoistą chorobę myśli czy raczej swoiste schorzenie myślicieli... Rolą filozofa nie jest definiowanie co jest normą, gdyż wszyscy to wiedzą. Bezcelowe jest wyjaśnianie, dlaczego dyrektywy ?nie zabijaj? albo ?nie bądź okrutny? są normami. Tworzą one część naszej świadomości i wiedzy; płyną z tradycji, z rozumu, z wyobraźni, doświadczenia i obserwacji. Społeczeństwo liberalne ? które wolę nazywać ?społeczeństwem otwartym? ? charakteryzuje się właśnie naszą zdolnością osądzania moralnego danej sytuacji lub zwyczaju.6
 
Dziś widzimy, że myśl Poppera zasadzała się w istocie na pewnej tradycji kulturowej, w której ?wszyscy wiedzą?, że nie należy zabijać, więzić czy w inny sposób prześladować oponentów. Dostrzegamy też, że ?zdolność osądzania moralnego danej sytuacji? stanowi kryterium beznadziejnie niejasne. Dzisiaj samozwańcze wcielenie myśli liberalnej w Polsce, publicysta i profesor Marcin Król, nawołuje do bezwarunkowej i przymusowej ? przez spalenie zasobów IPN ? amnezji wobec zbrodni komunistycznych.
 
Amnezję tę wypróbował zresztą najpierw na sobie ? wyrzucając z pamięci słowa, jakie napisał po pielgrzymce Jana Pawła II do ojczyzny w 1987 r. w swojej ?Res Publice?: Słuchaliśmy też Ojca Świętego, który mówił słowa Prawdy. Prawdy o naszym życiu, prawdy o potrzebie prawdy i wolności. (...) Prawda nigdy nie jest amoralna, ale nauka moralna może być wewnętrznie pusta, jeśli zwyczajnie i po prostu nie odwołuje się do prawdy.
 
W Polsce po 1989 r. ogromna większość społeczeństwa była z jednej strony wyczerpana walką o byt, jaką było życie zwykłego obywatela PRL ? a z drugiej świadoma swej bezradności, jeśli chodzi o oddziaływanie na Elitę.
 
Jako ?obserwator uczestniczący? mogę zaświadczyć, że nigdy nie chodziło o jakąkolwiek formę zemsty, a jedynie o uczciwe wymierzenie krzywd: o prawo do prawdy. Ale prawda musi odkryć genezę dzisiejszego kulturowego establishmentu. Jest więc, jak ją określił już odmieniony Marcin Król, czynnikiem ?rewolucyjnym?. Nawet jako czysty opis złamie narzuconą omertę na temat PRL i jej dobudówki ? czyli tzw. III RP.
 
Tuż przed wyborami 2007 nasz medialny Wzorzec Liberalizmu i Tolerancji wyciągnął ostateczne konsekwencje ze swojej postawy ? ogłaszając, że przeciwnikom integracji z Unią Europejską należy odebrać możność wypowiedzi. To logiczne: jeśli nie mają prawa do przeszłości, czemu mieliby mieć prawo do teraźniejszości?
 
Albert Camus przewidział to ? pisząc, że Wolność jest niewyobrażalna bez możliwości powiedzenia, co jest sprawiedliwe ? a co nie jest7. Jako agnostyk pewnie nie był świadom, jak bardzo jego dewiza przypomina tezę św. Tomasza z Akwinu: Nie ma miłości bez sprawiedliwości.
 
(...)
 
 1 Anatol Lawina, ?Nowy Świat? 8.07.1992 (List odrzucony przez ?Rzeczpospolitą?): Z wielkimi fanfarami ogłosił pan Sadurski w swoim komentarzu pt. ?Krok w kierunku Państwa Prawnego? (?Rz.? 22.06), że dzięki orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie uchwały Sejmu z dn. 28 05 zbliżyliśmy się do ?Państwa Prawa?. W związku z powyższym pozwolę sobie zauważyć, że podstawą państwa prawa jest przede wszystkim rzetelne wywiązywanie się wszystkich organów państwa z ustawowo na nie nałożonych zobowiązań oraz nieprzekraczanie swoich uprawnień. T.K. nie tylko przekroczył swoje uprawnienia, ale jeszcze podtrzymał komunistyczne tradycje wykorzystywania najwyższych autorytetów sądownictwa do bieżących rozgrywek politycznych.
 
Do takiej tezy upoważniają mnie następujące fakty:
 
Po pierwsze: pośpieszny tryb rozpatrywania protestu w sprawie realizacji uchwały z 28 maja. Nie muszę przypominać, ile to trzeba przeciętnie czasu na rozstrzyganie innych spraw przed wysokim Trybunałem.
 
Po drugie: użycie precedensowego trybu natychmiastowego zawieszenia działania uchwały Sejmu, bez poczekania na ustalenia sejmowej Komisji Nadzwyczajnej. (...)
 
Po trzecie: (...) cała argumentacja orzeczenia dotyczy tylko sposobu wykonania uchwały, a nie jej treści. To zaś należy do innych organów ? NSA, Trybunału Stanu, Sądu Najwyższego. (...) Jeśli Trybunał oceniał akt prawny z punktu widzenia ?czy jego wykonawcy mogą naruszyć prawa człowieka?, to wnioskuję, żeby natychmiast zawiesił Kodeks Karny. Znam bowiem dziesiątki przykładów potwierdzonych rewizjami nadzwyczajnymi, naruszenia praw człowieka przez sądy realizujące K.K.
 
(...) Sędzia prof. W. Łączkowski jako jedyny z jego członków nie dał się wciągnąć w niegodną sędziego Trybunału grę polityczną.
 
 2 Mówiąc ściślej: może istnieć jedynie wobec istot identycznych. Jeżeli dwie istoty nie są identyczne, a więc jeśli musimy się zastanawiać czy trzeba pomijać dzielącą je różnicę czy też, przeciwnie, brać ją pod uwagę, i jeśli musimy odróżniać cechy istotne i drugorzędne, by zastosować sprawiedliwość ? przechodzimy do rozważań wartościujących; z konieczności arbitralnych.
 
 3 Por. Maria Szyszkowska, Filozofia prawa i filozofia człowieka, Pax 1989: Prawo norymberskie opiera się na założeniu, że konieczne jest przestrzeganie zasad sprawiedliwości ? inaczej prawa natury. Działanie wstecz prawa norymberskiego jest sprzeczne z zasadami pozytywizmu.
 
 4 Niemcy przed pierwszą i drugą wojną światową byli szczerze przekonani, że zostali skrzywdzeni przez historię i że muszą naprawić potknięcie heglowskiego Ducha Dziejów poprzez zmuszenie innych do uznania swej wielkości. Na tym głębokim resentymencie opiera się też fenomen poparcia dla Putina.
 
 5 W pracy zbiorowej pt. The Sense of Justice pod redakcją Rogera Mastersa i Margaret Gruter (London 1992) R. Masters tak podsumowuje teorie prawne kojarzone z tym nurtem: Okazuje się, że tzw. era postmodernistyczna nie rozporządza rzetelnymi, opartymi na solidnych podstawach teoriami prawa i sprawiedliwości. W teorii prawa panuje kryzys.
 
 6 Czesław Miłosz w wywiadzie dla ?Newsweeka? z 6 czerwca 1983 r.: Dla mnie podstawowa różnica między społeczeństwami polega na tym, że my, ?ludzie Wschodu?, wierzymy w prymitywne pojęcia dobra i zła. Obejmuje to, oczywiście, nasze doświadczenie komunizmu i nazizmu, których nie można rozdzielić. Wierzymy w dobro i zło, kropka. Jednak potem, jak wiemy, zmienił poglądy.
 
 7 Albert Camus, Człowiek zbuntowany.
 
Wyświetlony 2643 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.