Wydrukuj tę stronę
wtorek, 06 kwiecień 2010 10:22

Grodziec

Napisał

Potężna bryła średniowiecznego zamczyska "Grodziec", górującego z bazaltowego szczytu o tej samej nazwie, jest dobrze widoczna z odległości kilkunastu kilometrów na odcinku między Złotoryją a Bolesławcem. Ta doskonała widoczność była zawsze jednym z atutów tego miejsca. Zanim przeciwnik zdążył zbliżyć się do bram zamku, wiedziano o tym przynajmniej dzień wcześniej. W lekko pagórkowatym terenie góra Grodziec wyrasta tu nagle w postaci stromego wzniesienia ok. 240 m ponad otoczenie (389 m n.p.m.). Długa historia pierwszych jej przedhistorycznych władców, a później średniowiecznych książąt i pruskiej arystokracji jest zawiła, pełna dat, nazwisk i stale zmieniających się właścicieli oraz budowniczych tej twierdzy. Nie chcąc czytelnika trudzić wywodami na ten temat, proponuję zająć się tylko jednym, ostatnim etapem jej dziejów związanym z drugą wojną światową.

 

Ród Dirksenów
 
Jego ekscelencjasaski generał-porucznik w stanie spoczynku, tajny radca, baron von Donnersmarck zmarł 27 grudnia 1885 roku, a wdowa po nim sprzedała posiadłość wraz z zamkiem tajnemu radcy poselstwa w niemieckim MSZ dyplomacie Willibaldowi Karolowi Ernestowi Edwardowi von Dirksen. Był to niemiecki arystokrata, dyplomata i miłośnik sztuki średniowiecznej. Od 1881 roku pełnił on funkcję niemieckiego konsula generalnego w Londynie. Zamek Grodziec miał być letnią posiadłością rodu, jego przedstawiciele przebywali tam do późnej jesieni. Zimą zamieszkiwali w swoich pięknych domach w Berlinie.
 
Pierwszy właściciel Grodźca z tego rodu w latach 1903-1912 był deputowanym do Reichstagu z łużyckiego okręgu wyborczego. Dirksen przebudował cały zamek na nowoczesną rezydencję. Pracami budowlanymi kierował znany niemiecki architekt Bodo Justus Henryk Eberhardt. Zbadał on całą historyczną przeszłość zamku i zebrał odpowiednią dokumentację, co pozwoliło mu zachować jak najwięcej oryginalnych jego elementów. Zakres prac był tak ogromny, iż specjaliści orzekli, że Bodo Eberhardt wybudował w tym miejscu nową warownię.
 
Nie wdając się w szczegóły, trzeba tylko zauważyć, że od wewnątrz został on wyposażony w historyczne meble, ozdoby i inne wyposażenie. Poddasze głównej budowli zagospodarowano na pokoje gościnne. W części parterowej urządzono restaurację i sale wystawowe. W 1908 roku na otwarcie zamku przybył cesarz Wilhelm II. Od tego czasu stał się on siedzibą niemieckiej elity artystycznej, politycznej i naukowej. Miało tu swoją siedzibę Śląskie Towarzystwo Historyczne oraz Stowarzyszenie Konserwacji Zamków Niemieckich. W zamku znalazły się liczne muzealne zabytki sztuki i broni. Pierwszy właściciel z rodu Dirksenów zmarł w Grodźcu 3 czerwca 1926 roku.
 
Dyplomata
 
Spadkobiercą zmarłego Willy von Dirksena został jego syn Herbert, który podobnie jak ojciec miał talent dyplomatyczny. Odbył studia prawnicze w Heidelbergu i w Berlinie. Dyplom uzyskał w Rostoku w 1903 roku. Początkowo pracował w departamencie krajów bałtyckich w niemieckim MSZ, a następnie był radcą poselstwa w Warszawie. Od 1923 roku obejmuje on ważną funkcję konsula generalnego Niemiec w Wolnym Mieście Gdańsku. Krótko jest dyrektorem wydziału wschodniego MSZ. W tym samym roku otrzymał nominację na ambasadora Niemiec i został dziekanem korpusu dyplomatycznego w Moskwie. Po dojściu Hitlera do władzy niespodziewanie zostaje odwołany z tej placówki i przeniesiony na równie prestiżowe stanowisko ambasadora w Tokio, gdzie przebywa do 1938 roku. Następnie zostaje mu powierzona szczególnie ważna placówka w Londynie z zadaniem pozyskania Anglików do sojuszu z Niemcami. Na placówce tej oficjalnie zostaje aż do wybuchu wojny.
 
Dirksen według niemieckich ocen nie spisał się dobrze, a jego misja zakończyła się fiaskiem. Stał on na stanowisku przyjęcia angielskich propozycji i ostrzegał Niemcy, że Anglia przystąpi do wojny w wypadku zaatakowania Polski.
 
Wraz z wybuchem wojny wraca on do Grodźca. Wydaje się, że niemieckiej polityce i dyplomacji nie jest już potrzebny. Jednakże wraz z rozpoczęciem przygotowań do ataku na ZSRR do Dirksena przyjeżdża coraz więcej generałów i oficerów, aby skonsultować swoje wojskowe zamierzenia z jednym z najlepszych znawców Rosji i jej aktualnych władców.
 
Będąc coraz mniejszym entuzjastą Hitlera, z zamiłowaniem zajmował się własnym gospodarstwem. Ciekawostką jest fakt jego sprzeciwu dla budowanej u stóp zamku kopalni rud miedzi i huty w dzisiejszych Iwinach (późniejsze Zakłady Górnicze ?Konrad?), które mogły popsuć krajobraz i plony w jego dobrach.
 
Spiskowcy proponowali mu po obaleniu Hitlera stanowisko ministra spraw zagranicznych. Wyrachowany dyplomata uchylił się jednak od tej propozycji, twierdząc, że stanowisko to jest już zajęte. Od chwili swego przybycia z Londynu do Grodźca Dirksen codziennie spisywał pamiętniki, które są nieocenioną kopalnią wiedzy o jego roli w prowadzonej wtedy grze międzynarodowej oraz o jego osobistej oceny sytuacji w Niemczech.
 
Rok 1945
 
Wraz z rozpoczęciem rosyjskiej ofensywy w styczniu tego roku do Grodźca zaczyna przybywać coraz więcej uciekinierów. W zamku dla wszystkich znajdował miejsce, dla swoich starych znajomych generałów, dla ich rodzin oraz dla zwykłych ludzi nie mających gdzie się podziać w czasie ostrej w tym roku zimy. Grodziec zamienił się w swego rodzaju ?hotel?. Naczelne Dowództwo chciało się tu zakwaterować, ale ze względu na ograniczone możliwości manewru i utrudnienia w wycofaniu się na ?z góry upatrzone pozycje? zrezygnowano z tego zamiaru.
 
Na początku lutego pojawili się pierwsi Rosjanie, którzy przybywali kolejnymi grupami w celu rabowania zamku. Dirksen, nie chcąc wdawać się z nimi w wielce ryzykowny spór, początkowo nie reagował, kiedy jednak uznał, że przekroczyli wszelkie w tym względzie granice, postanowił zaryzykować i pokazał żołnierzom swoją fotografię z czasów, kiedy był ambasadorem w Moskwie. Zdjęcie zostało zrobione w siedzibie Armii Czerwonej, gdzie obok Dirksena byli znani generałowie, a także Litwinow i Woroszyłow. Fotografia ta wywołała niesamowity efekt. Żołnierze sowieccy zaczęli oddawać honory Dirksenowi i nazywać go komisarzem wojennym. W bibliotece pokazał im swoje zbiory literatury rosyjskiej, w tym komplet dzieł Lenina.
 
Tuż za tymi pierwszymi rabusiami przybyli jednak na zamek oficerowie NKWD. Byli grzeczni i mówili do Dirksena ?panie ambasadorze?. Trudno w tej chwili ustalić, skąd niemieckie dowództwo wojskowe miało natychmiastowe informacje o tym, co działo się na zamku.
 
Porwanie
 
W dniu 21 lutego tuż przed północą, mimo że na zamku przebywała już załoga rosyjska, a sam Dirksen znajdował się pod obserwacją NKWD, w jego sypialni zjawili się niemieccy oficerowie w cywilnych ubraniach, którzy oświadczyli mu, że mają rozkaz dowództwa Armii Środek przeprowadzić go przez front na stronę niemiecką albo zastrzelić na miejscu. Dirksen, nie mając wyboru, udał się z nimi w drogę.
 
Noc była jasna, zimna i śnieżna. Do linii frontu było 23 kilometry. Wszystko to znacznie utrudniało drogę w zajętym przez Rosjan terenie. Uciekinierom sprzyjało jednak szczęście. Najważniejsze przeszkody w postaci linii kolejowej i szosy przeszli, omijając sowieckie posterunki. Podobnie przekroczono linię frontu, słysząc tuż obok rosyjskie rozmowy i rozkazy. Przechodząc na pozycje niemieckie prowadzący oficerowie znali hasło ?Poczdam?, które gwarantowało im bezpieczeństwo ze strony swoich żołnierzy.
 
Cały marsz zajął sześć godzin. Jak pisze Dirksen w swoich pamiętnikach, postanowiono go wydostać z rąk Rosjan. Ktoś musiał przekazać informację, że pozostał po drugiej stronie frontu z własnej woli i oczekiwał przyjścia Sowietów. Jak dowiedział się później, Ribbentrop podejrzewał, że Dirksen intryguje i chce pozostać w Grodźcu, aby rozmawiać z Sowietami na temat zawarcia z nimi separatystycznego pokoju. Wtedy Naczelnemu Dowództwu wydano rozkaz wywiezienia Dirksena z Grodźca. W dowództwie armii spotkał swego dobrego przyjaciela feldmarszałka Mansteina. Oficerowie przyjęli go po przyjacielsku, gdyż nie było przeciw niemu żadnych dowodów poza, jak się okazało, niczym nie uzasadnionymi podejrzeniami. Ostatni niemiecki właściciel Grodźca zmarł w 1955 roku w Monachium.
 
Furia NKWD
 
Na drugi dzień po porwaniu Dirksena Rosjanie dowiedzieli się o jego zniknięciu. Służbę, która pełniła funkcje zarządców zamku rozstrzelano na miejscu wraz z ich rodzinami. Pozostałych około 1800 osób przebywających tu zamierzano również rozstrzelać. Szczęśliwie wywieziono ich tylko na Syberię. Całe archiwa, bibliotekę, średniowieczne i zabytkowe wyposażenie wywieziono do Moskwy, a zamek podpalono. Jego ruiny zaczęto dobudowywać blisko 20 lat później, ale to już całkiem inna historia.
 
Opracowano na podstawie: Mariusz Olczak, Grodziec. Przewodnik historyczny. OPPIDUM. Warszawa 2000.
Wyświetlony 3727 razy
Adam Maksymowicz

Najnowsze od Adam Maksymowicz

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.