wtorek, 06 kwiecień 2010 10:26

Jak w Królestwie Polskim z cenzurą tańcowano

Napisane przez

Nie ujmując należnej chwały konspiratorom doby PRL, stwierdzić wypada, że na polu walki z cenzurą niewiele mieli oni pomysłów całkiem oryginalnych: kilka pokoleń wcześniej wypracowane zostały bardzo dobre metody. Sławni "taternicy", przemycający nielegalną literaturę, mieli swoich licznych dziewiętnastowiecznych poprzedników, nielegalni drukarze z CDN-u czy NOW-ej także, podobnie jak literaci przemycający to i owo pomiędzy wierszami.

 

Nawet pies na uwięzi wzdycha do Cesarza 1. 
 
Sto lat następujących po Kongresie Wiedeńskim stanowiło dla polskiej kultury czas szczególny. Powstawały wtedy znakomite dzieła, w większości jednak tworzone poza krajem. Dawna Rzeczpospolita przestała istnieć, związane z Rosją unią personalną Królestwo Polskie wielu polskich patriotów nie satysfakcjonowało; nieszczęsne insurekcje ? zwłaszcza zaś listopadowa ? doprowadziły do emigracji ogromnej rzeszy szczególnie aktywnych Polaków. Ponadto na terenie Królestwa (podobnie zresztą jak w zaborach austriackim i pruskim) działała cenzura, która zajmowała się, między innymi, właśnie pismami niezadowolonych Polaków ? zarówno tych z kraju, jak i emigrantów.
 
Cenzura nie była jednak w Polsce zjawiskiem nowym. Funkcjonowała ona zarówno w Księstwie Warszawskim, jak i znacznie wcześniej. Za pierwszą polską ofiarę cenzury uchodzi bowiem krakowski drukarz Szwajpolt Fiol, który u schyłku piętnastego wieku musiał porzucić swoje dotychczasowe zajęcie i zająć się górnictwem (z niemałymi zresztą sukcesami) po tym, jak spotkały go kościelne szykany za druk ksiąg schizmatyckich. Natomiast pierwszym dziełem drukowanym, które zostało w Polsce wycofane przez cenzurę, była wydana w 1519 roku w oficynie Hieronima Wietora Chronica Polonorum Macieja Miechowity zawierająca wzmiankę o pewnej niewieście, która wracając do Polski z pielgrzymki do Rzymu, przywiozła ze sobą syfilis. Tym niemniej to właśnie wiek dziewiętnasty stanowi okres nie spotykanego dotąd nasilenia w Polsce cenzury (zwłaszcza prewencyjnej), a bardziej jeszcze ? procederu walki z nią wszelkimi sposobami.
 
Z początku jednak formalnie panowała w Królestwie Polskim wolność słowa, gwarantowana przez konstytucję. Rychło okazało się, że nie ma ona większego znaczenia; w roku 1819 namiestnik Zajączek wprowadził cenzurę prewencyjną najpierw czasopism, a później także książek. Po wstąpieniu na tron Mikołaja I cenzura została zaostrzona, prymas Jan Paweł Woronicz mawiał podobno nawet: ?w teraźniejszej Cenzurze nawet nazwiska osób odpowiadają duchowi ich czynności. Jeden mówi łub, drugi sza? (chodziło o cenzorów Łubkowskiego i Szaniawskiego). Tym niemniej dało się ją jakoś omijać. Woźny cenzury w latach poprzedzających powstanie listopadowe, Franciszek Łasiewicki, wspomina w swoich pamiętnikach o pewnym pracowniku Cenzury, który mnóstwo ksiąg nawertował, przekonał się naocznie o dążności Cenzury, z ksiąg zgromadził uczone materiały, w dążnościach Biura wykrył dla siebie środki, które zapewne posłużą na pożytek narodowej oświaty. Z takim zapasem zniknął, wzywany nie powrócił, unosząc zdobycz, która naczelników Cenzury wiele kosztowała niespokojności. Jak drugi Wallenrod połączył się z Krzyżakami przeciw ziomkom swoim Litwinom, aby potem usłużyć ich sprawie, aby rozpędzić Krzyżaków. Także kanceliści w urzędzie patrzyli przez szpary na księgarzy przemycających dzieła sobie zabrane. A księgarzy takich nie brakowało. W połowie lat dwudziestych miał, na przykład, niemałe kłopoty z cenzurą niejaki Natan Glücksberg, bardziej jednak przez bezbożne wypociny Rousseau niż polskie pisma patriotyczne.
 
Inaczej sytuacja wyglądała po upadku powstania listopadowego, kiedy działalność wydawniczą na wielką skalę zaczęły prowadzić środowiska emigracyjne, zwłaszcza w Belgii i Francji, skąd dzieła potajemnie sprowadzano do Polski (gdzie objęte były zakazem). Królestwo Polskie czasów namiestnika Iwana Paskiewicza cenzurę miało wyjątkowo restrykcyjną. Książki i czasopisma wydawane w kraju cięto i przeredagowywano niemiłosiernie. Zdarzały się sytuacje komiczne, jak na przykład taki oto fragment wzmianki prasowej o balu u namiestnika: Na schodach zamkowych, u wejścia do sali balowej, stał Opiekuńczy Rząd wspaniałych drzew pomarańczowych (słowo ?rząd? nakazano pisać zawsze z wielkiej litery ? i z dodaniem jedynie słusznego przymiotnika ?opiekuńczy?). Bardzo udanie zastąpił też jeden z cenzorów zabronione słowo ?niewolnik?, tworząc tym sposobem ?Murzyna swoich namiętności? (dzisiejsza cenzura politpoprawności 2 kazałaby zapewne zastąpić ?Murzyna? ?Afroamerykaninem?).
 
Przemyt dzieł wydanych za granicą szedł Polakom do tego stopnia dobrze, że władze przeprowadziły nawet śledztwo, czy przypadkiem nie są do tego procederu wykorzystywane specjalnie tresowane psy. Przemycaniem książek zajmowali się zarówno ludzie chcący na tym po prostu zarobić (popyt na dzieła zakazane był tak duży, że warto było ryzykować), jak i żarliwi patrioci, rozmaitych zresztą poglądów. I tak na przykład Szymon Konarski sprowadzał dużo książek z Galicji, gdzie cenzura była łagodniejsza, a ponadto kwitło drukarstwo nielegalne (w latach trzydziestych jego szczególnie ważnym ośrodkiem stało się, za sprawą Konstantego Słotwińskiego, lwowskie Ossolineum). Czynił to zwłaszcza dzięki znajomości z Ignacym Kulczyńskim, który z kolei korzystał z usług mieszkającego przy granicy Leopolda Jarzyny. Część druków docierała do Konarskiego przez Odessę, dokąd trafiały dzięki francuskim marynarzom. Z Poznania słał do zaboru rosyjskiego książki znany księgarz Napoleon Kamieński, pozostający w stałym kontakcie z ośrodkiem przerzutowym w Gumbinie w księgarni Berneckerta, do którego po towar jeździł Dionizy Skarżyński. Podobnie działało wiele innych szlaków przemytniczych, dzięki którym polskie dzieła patriotyczne bez trudu kupowano nawet w Petersburgu. W roku 1834 podczas rewizji w lubelskich księgarniach jednego tylko poranka odnaleziono 453 zakazane woluminy, a wśród nich wydane we wrocławskiej oficynie Kornów dzieła Jana Kochanowskiego, Stanisława Orzechowskiego, Adama Naruszewicza, Dzieje Polski Lelewela i poezje Mickiewicza. Wszystko to działo się w czasie, w którym kary grożące za posiadanie ? a tym bardziej rozpowszechnianie ? druków zakazanych mogły przerażać. Drogo za przemyt dzieł Adama Mickiewicza oraz własnych zapłacił Krzysztof Jan Aleksander Niezabytowski, skazany na dwadzieścia lat katorgi oraz utratę mienia i szlachectwa. Pewien kaliski piwowar za samo tylko posiadanie powstańczych wierszy otrzymał 200 kijów, natomiast ten, który mu poezję dostarczył, wcielony został do wojska i słuch po nim zaginął.
 
Trudno jednak dziwić się determinacji naszych przodków, skoro zabroniono im czytać, na przykład, Pana Tadeusza; a na tę właśnie książkę byli Moskale szczególnie cięci. Mickiewicza w raportach z Paryża (przy okazji wydania Dziadów) nazywano potworem niewdzięczności, który wylał całą piekielną żółć z nędznej duszy swojej i serca. Wydawca Aleksander Jełowiecki przewidział reakcję cenzury w Królestwie na Pana Tadeusza i zanim rozpowszechnił poemat na rynku paryskim, wysłał tajny transport do Polski. ?Rewolucyjny i szkodliwy? poemat był przemycany do kraju pod fałszywymi tytułami (np. jako książeczka do nabożeństwa), ręcznie przepisywany, a także ukrywany w specjalnie przez introligatorów produkowanych pudełkach z podwójnym dnem.
 
 (...)
 
 1 Zdanie ?nawet pies na uwięzi wzdycha do wolności? po ingerencji rosyjskiego cenzora.
 2 Słusznie zauważył już sto lat temu G.K. Chesterton: współcześnie nie trzeba wcale walczyć z próbami cenzurowania prasy. ?Prasa sama jest organem cenzury?.
Wyświetlony 5693 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.