To duża satysfakcja dla autora, gdy jego tekst staje się przyczynkiem do refleksji dla najróżniejszych światłych umysłów. Gorzej, gdy porwanemu polemicznym zapałem Adwersarzowi lejce wymykają się z rąk, po czym wraz ze swym Pegazem lądują w czarnej dziurze niezrozumienia.

Doświadczenie historii uczy, że demokrata to człowiek, który pozornie kocha wszystkich ludzi (a nawet dzieci), chce dla nich czystego dobra, z troską pochyla się nad pokrzywdzonymi przez Tuskolandię (lub, alternatywnie, IV RP), pragnie nieba przychylić również tym, którzy wcale takiej uprzejmości od niego nie oczekują.

czwartek, 11 marzec 2010 17:47

Na oślim poziomie, czyli riposta

Zapewne przyjemniej miesza się z błotem publicznie i na łamach prasy ? rozszlochał się gorzko Adrian Nikiel, ponieważ nie zechciałem telefonicznie wytknąć nonsensów zawartych w publikacji Jego autorstwa, dla polemiki wybierając łamy ?Opcji na Prawo?.

 
Stefan Kisielewski zauważył kiedyś, że felietonista przypomina kozę, co to uparcie na pochyłe drzewo skacze. Ba! Cóż felietoniście czynić, gdy w charakterze pochyłego zgłasza się na ochotnika sam Adrian Nikiel? Po raz drugi z rzędu zgłasza się, jakby jednego klapsa było Mu mało? Zgłasza się, pochyla, pośladki wypina ? i w pochyle tym trwa, obłąkańczo domagając się dalszego ciągu? Do tego i pomroczność jasna wydaje się niezbędna, i ? ho ho! ? tupet trzeba mieć co się zowie. No i rozum zostawiać w szatni.
 
Niewątpliwie mój Szanowny Adwersarz zabłysnął ambicjami polemicznymi. Chciałoby się powiedzieć: język Jego chłoszcze jak bicz, słowa rażą niczym włócznie. Niestety, dla Niego to wzgórze ma zbyt strome zbocza. Nie wystarczy byle jak gryźć, żeby kąsać.
 
Rażąc mnie ogniem swej erudycji (a pojawili się u Niego i Luter, i Kalwin, i Cromwell, i Wolter, i Robespierre, i Lenin, i nawet Pol Pot ? a wszyscy oni hurtowo, w jednym zaledwie zdaniu) Adrian Nikiel utrzymuje, że obnażył intelektualne mielizny adwersarza. Rzeczywiście, smacznie jest wyimaginować sobie, że ma się rację. Jeszcze smaczniej, gdy przekonanie to głośno i publicznie można wyartykułować. Lecz specjaliści utrzymują, że trwanie w iluzji nadmiernie rozdyma ego ? i chyba mają rację.
 
A co do erudycji: Julian Tuwim zwykł mawiać: Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa, Mark Twain zaś powtarzał: Lepiej milczeć i sprawiać wrażenie idioty, niż odezwać się, rozwiewając wszelkie wątpliwości. Nieznajomość powyższego kompromituje Adriana Nikiela do cna. Szczerze powiedziawszy, prawie mi Go żal i mam na końcu języka radę, by w przyszłości nieco powściągliwiej posługiwał się piórem, potępiając, było nie było, kolegów po piórze.
 
Adrian Nikiel bohatersko zwalcza krytykę poglądów przezeń wyrażonych, przywołując argumenty z siana i lokując je na fundamentach ze słomy. Jego zamglone refleksje i wagę mają mikrą, i lotów są niewysokich. Co najgorsze (i co mego Adwersarza dyskwalifikuje bez reszty), powtarza On błędy, które zechciałem Mu delikatnie wypomnieć przed paroma tygodniami, gdym po raz pierwszy reagował na Jego wyzwanie.
 
Dlatego nie będę więcej wymieniać myśli z Adrianem Nikielem. Nawymieniałem się i mam w głowie pustkę, która mnie z kontynuowania tej wymiany uprzejmości zwalnia. Albowiem mógłbym wyjść na obcesowego buraka, beznadziejnie zmagającego się z prostactwem ? w tym względzie Adrian Nikiel nie może na mnie liczyć.
 
Gdzież tam! Nie dorastam Mu do pięt i nie będę kopał się z osłem. Osioł zmusza do walki na oślim poziomie, powalając przeciwnika doświadczeniem. Stąd w tym miejscu skończę z uśmiechem, z całego serca życząc Adrianowi Nikielowi szybkiego powrotu do przytomności. Bez urazy, Panie Adusiu.
czwartek, 11 marzec 2010 17:45

Nasza Rosja kochana

 W swoim tekście, zamieszczonym w piśmie ?Myśl Polska?, Jan Engelgard zajął się bolesnym dla niego problemem niechęci Polaków wobec Rosji. Przepisał fragmenty artykułów z kilku pism i opatrzył je swoimi krytycznymi komentarzami. Nie mam nic przeciwko polemice, ale do tekstu, w którym nie ma w zasadzie argumentów, a zastępują je etykietki, trudno się ustosunkować. Ja akurat zostałem określony jako pewny siebie, gdy piszę o Gruzji (zgodzę się, choć w wydaniu autora miała to być gryząca ironia), a mój tekst ? jako infantylny. Ot, i cała polemika!

 
Przychylność autora wzbudził jedynie tekst naszego wydawcy z wrześniowego numeru ?Opcji?, ale nie sądzę, by jego samego pochwała z tej strony szczególnie ucieszyła.
 
Jest w tej składance parę zabawnych momentów. Pierwszy pojawia się już w leadzie: podkreślając odkrytą przez siebie anachroniczność myśli autora ?Kontry?, komentator najwyraźniej myli dwóch braci Mackiewiczów: Józefa i Stanisława. O Józefie pisze, że to niezły pisarz, ale fatalny polityk. Tyle że akurat oba określenia dotyczą Stanisława, a na pewno nie Józefa, który nigdy politykiem nie był ? ani fatalnym, ani dobrym. Tamten, owszem, był nieudanym politykiem (choć do wielkości literackiej Józefa i tak mu było daleko). Ale jak to się ma do wartości ?Kontry?, z którą nie miał nic wspólnego?
 
Jan Engelgard jest tak wielkim rusofilem, że ośmiesza się również totalnie, pouczając Władymira Bukowskiego w kwestii patriotyzmu. Jego własna miłość do Rosji jest prawdziwa i bezdyskusyjna, a ? jak ocenia z politowaniem ? Bukowski to Bukowski. W innym zaś miejscu pisze o nim, że szczuje na swój własny kraj z wyjątkową zajadłością od wielu lat. No, dla miłośnika Rosji jakakolwiek krytyka jej władz, ustroju, polityki musi być bardzo przykra... Bo Rosję można jedynie wielbić, i to na kolanach. Wykluczone jest dążenie do jej zmiany, nawet gdy chcą tego Rosjanie. Rosja jest przecież dobra w każdym wydaniu.
 
Dwukrotnie w tekście słowo prawica autor albo opatruje cudzysłowem, albo podważa je skrótem ?tzw.?. Ponieważ zaś cały tekst dotyczy jedynie Rosji, można wnioskować, że dla Engelgarda wyznacznikiem prawicowości jest stosunek do tego kraju (innego uzasadnienia dla owego dystansowania się nie znajduję w tym tekście). Zatem, im ktoś bardziej lubi czy kocha Rosję, tym bardziej jest prawicowy. Zabawne to i nowatorskie.
 
Tekst (przynajmniej w wersji internetowej, bo tylko w tej formie go czytałem) opatrzony jest okładką wrześniowej ?Opcji?, ale tak chytrze przyciętą, że nie widać winiety, a źródła też nie podano. Wyszła ładna ilustracja. Przyznać trzeba ?Myśl Polska? przejawia dość swobodny stosunek do własności i praw autorskich (bo ewidentnie nie chodzi tu o przywołanie pisma, a o zilustrowanie własnego tekstu cudzą grafiką). Pewnie jest bardziej od nas prawicowa.
 
Rusofilstwo, którym szczycą się niektóre kręgi narodowców, nie przestaje mnie zadziwiać swoją bezrefleksyjnością i naiwnością. Wydaje im się, że są kontynuatorami myśli Romana Dmowskiego, a mylą strategię z taktyką i rzutują wybory polityczne sprzed stu lat na rzeczywistość dzisiejszą. Zupełnie odmienną rzeczą jest realizowane przez innych ? odległe od ideologii ? szukanie możliwości prowadzenia z Rosją normalnych stosunków gospodarczych. Brak tu miejsca na fanatyzm i hurraoptymizm, sporo za to na rozsądek i pragmatykę.
 
*
I jeszcze jedno: jeśli nie zawsze trzeźwy sąsiad ma zwyczaj walić cię w łeb, ile razy cię spotyka, ale ze dwa razy cię pogłaskał, jakiej postawy się po nim spodziewasz i jak się zachowujesz? Czy radośnie machasz na jego widok, czy też może zachowujesz ostrożność i wołasz o pomoc, gdy leje kogoś innego? Co jest bardziej racjonalne i obarczone potencjalnie mniejszym błędem?
wtorek, 23 luty 2010 12:38

Czas racjonalnego myślenia

 
Krzysztof Ligęza w artykule Czas kręcenia lodów? (?Opcja na Prawo?, 12/84) krytykuje reformę służby zdrowia, którą proponuje obecny rząd. Zgadzam się z tezą autora, że reforma może być kamuflażem dla machinacji służących wzbogaceniu się establishmentu. Nie zgadzam się z jego tezą, że prywatyzacja szpitali byłaby z istoty niekorzystna dla pacjentów.
sobota, 20 luty 2010 20:31

Czas racjonalnych decyzji

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem polemiczny tekst pana Witolda Falkowskiego pt. ?Czas racjonalnego myślenia? w Opcji na Prawo 1/85, nie tylko dlatego, że fundamentalnie się z nim nie zgadzam, ale przede wszystkim dlatego, że podczas prac legislacyjnych nad ?ustawami zdrowotnymi? zabrakło merytorycznego dyskursu. Zabrakło go zwłaszcza w mass mediach. Można oczywiście mówić o próbach podjęcia przez Prezydenta RP owej dyskusji poprzez orędzie, w którym wzywał rząd do rozpisania referendum ws. komercjalizacji vel prywatyzacji vel komunalizacji ? jak nazwał reformę wiceminister zdrowia. Niemniej jednak zarówno telewizja jak i prasa nie rozpoczęły rzeczowej dyskusji o stanie polskiej służby zdrowia. Dlatego z zainteresowaniem obserwuję spóźnioną, acz potrzebną polemikę na łamach ?Opcji na Prawo?, mimo że wielu czytelników tudzież odbiorców może to nudzić. Tym bardziej wobec tego należą się słowa podziękowania dla redakcji.

sobota, 20 luty 2010 20:28

Czas kitowania

Wypada pochwalić Witolda Falkowskiego za poparcie tezy, iż reforma systemu ochrony zdrowia forsowana przez rząd Donalda Tuska, jak to mój Szanowny Adwersarz zechciał ująć: może być kamuflażem dla machinacji służących wzbogaceniu się establishmentu ("Czas racjonalnego myślenia", Opcja, styczeń 2009). Niestety, to wszystko, co w kwestii uznania mogę dla mego Oponenta uczynić. Trudno bowiem odnosić się z atencją do ewidentnych nonsensów.
piątek, 19 luty 2010 13:28

Czas racjonalnego myślenia 2

Cieszę się, że moja skromna polemika z tekstem Pana Ligęzy (Czas kręcenia lodów?, "Opcja na Prawo", 12/84) spotkała się z żywą reakcją (artykuły P.P. Ligęzy i Mętlewicza w "Opcji na Prawo" 2/86). Mam nadzieję, że do naszej dyskusji dołączą kolejni kompetentni uczestnicy. Nie chciałbym zabierać miejsca owym potencjalnym dyskutantom, toteż ograniczę się do kilku uwag porządkujących nasze rozważania
czwartek, 18 luty 2010 22:15

Liga Morska i Rzeczna - wątpliwości

Bardzo ciekawy i rzetelnie przedstawiony jest cykl, którego autorem jest pan Wacław L. Kowalski ("Opcja na Prawo", nr 2, 3 i 4/2009). Nie rozumiem jednak tytułu. Brzmi on "Liga Morska i Rzeczna 1918-2008". Dokładniej bowiem Liga Morska i Rzeczna pojawiła się w kwietniu1924 r. i funkcjonowała do października 1930 r.
Na początek - o czym trzeba wiedzieć, witając kulturalnie grupy odwiedzających Wrocław przedwojennych mieszkańców miasta. W latach 30. wyniki wyborów do Reichstagu sytuowały Breslau w tych okręgach wyborczych III Rzeszy, gdzie narodowosocjalistyczna NSDAP uzyskiwała najlepsze wyniki. W 1933 r. spośród 35 okręgów wyborczych Breslau znalazł się wśród siedmiu, w których ta partia Hitlera zdobyła absolutną większość. Dla dopełnienia tej wiedzy - to z rejonu Breslau, leżącego zaledwie 40 km od granicy z Polską, ruszyła 8. Armia gen. Johannesa von Blaskowitza; tego samego, który 27 września przyjmował kapitulację Warszawy.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.