czwartek, 29 kwiecień 2010 19:48

Kazimierz Świtalski (1886-1962)

Napisane przez

28 grudnia 1962 r. umarł Kazimierz Świtalski, jedyny spośród przedwojennego najwyższego kierownictwa obozu piłsudczyków przebywający po wojnie w PRL. Pięć dni wcześniej, w mroźny i śnieżny dzień, został tragicznie poturbowany w kolizji z warszawskim tramwajem. Był jednym z najbliższych - obok Walerego Sławka, Aleksandra Prystora i Józefa Becka - współpracowników Józefa Piłsudskiego po przewrocie majowym, premierem RP od kwietnia do grudnia 1929 r., w latach 1930-35 marszałkiem Sejmu. Mimo to pozostaje dziś osobą niemal nieznaną poza gronem zawodowych historyków. A była to postać nietuzinkowa. Publicysta i edytor dzieł Marszałka, wytrwały kronikarz historii obozu piłsudczyków, wreszcie polityk-praktyk.

Urodził się w 4 marca 1886 r. w Sanoku, a więc w ówczesnej Galicji. Jego ojciec Albin brał udział w powstaniu styczniowym, stąd wychowanie domowe młodzieńca miało charakter wysoce patriotyczny i antyrosyjski. Po ukończeniu szkół prowincjonalnych w Rudkach i Sanoku studiował na Uniwersytecie Lwowskim, uzyskując w 1911 roku doktorat w zakresie polonistyki pod kierunkiem znanego filologa Wilhelma Bruchnalskiego. Następnie był nauczycielem języka polskiego. Jeszcze jako student nawiązał kontakty z galicyjskimi piłsudczykami (?Strzelec?) oraz tamtejszym kręgiem socjalistycznym. Miał silne poglądy antyendeckie. Samego J. Piłsudskiego poznał osobiście prawdopodobnie dopiero w 1914 r., może nawet już po wybuchu w sierpniu Wielkiej Wojny.
W pierwszym jej etapie wahał się jeszcze, czy poprzeć ? w obrębie szeroko pojętej opcji antyrosyjskiej i ?niepodległościowej? ? bardziej ?aktywistyczny? i proaustriacki obóz W. Sikorskiego i M. Kukiela, czy też piłsudczyków. Zdecydował się na rzecz tych drugich i już od października 1914 r. był aktywny w ich szeregach. Był m.in. ?komendantem placu? w Krakowie. Od razu niemal pozyskał zaufanie, a potem znaczną sympatię Komendanta, który wysyłał go w rozmaitych poufnych misjach politycznych, głównie na terenie jego ?rodzinnego? Lwowa lub Lubelszczyzny (1915-1917). Chodziło wówczas o walkę ? między piłsudczykami z jednej, a sikorszczykami i c.k. Komendą (złośliwie zwaną przez przeciwnika ?mendą?) Legionów z drugiej strony ? o wpływy polityczne w obrębie tej formacji militarnej. Świtalski walczył też na froncie wołyńskim w łonie I Brygady.
Po internowaniu Piłsudskiego i Sosnkowskiego przez Prusaków w lipcu 1917 r. powstaje tajna i zakonspirowana Polska Organizacja Wojskowa. Ma ona służyć podtrzymaniu dotychczasowych struktur piłsudczykowskich ? zwłaszcza militarnych, ale też politycznych i wywiadowczych ? na szerokim obszarze przede wszystkim Kongresówki oraz tzw. Kresów Wschodnich, aż po Ukrainę i Rosję. Świtalski pracuje w POW we Lwowie, co było placówką o tyle ważną, że skupiały się tam kontakty ludzi z ?centralnej? Polski z tymi, którzy pracowali na obszarze Ukrainy oraz Rosji. Na tym posterunku dotrwał do listopada 1918 r. Zanim jeszcze Józef Piłsudski został uwolniony z Magdeburga, pojawił się w Warszawie i poczęły powstawać normalne struktury wolnej Polski, przyszło walczyć o Lwów z nacjonalistami ukraińskimi. Boje te trwały już w pierwszej dekadzie listopada. K. Świtalski znalazł się w pierwszym szeregu batalii o ?swoje? miasto. Naprzód uczestniczył aktywnie w rokowaniach z tamtejszym lokalnym komitetem ukraińskim, a po opanowaniu grodu nad Pełtwią przez przeciwnika, przedostał się balonem do wolnego Przemyśla, skąd wszczął energiczne starania o odsiecz. Nie było to rzeczą łatwą. Wojsko Polskie było ledwo w powijakach. Trzeba było jechać aż do Krakowa, do piłsudczyka, płk. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. Ten to dopiero młody oficer przepędził ukraińskich rebeliantów i przyłączył z powrotem ?Zawsze Wierne? miasto do Macierzy. Sam Świtalski przeniósł się wszak w grudniu na stałe do stolicy.
Grały tu rolę zapewne dwa czynniki. Po pierwsze, chciał być jak najbliżej Naczelnika Państwa, Piłsudskiego. Ten ze swej strony, lubiąc go i ceniąc jego zdolności urzędniczo-kancelaryjne (już w I Brygadzie Świtalski pełnił funkcję kogoś w rodzaju ?szefa kancelarii?), zatrudnił go jako swego ?sekretarza politycznego? w Belwederze. Świtalski zatrudniony był formalnie jako jeden z urzędników Kancelarii Cywilnej Naczelnika Państwa, ale de facto rola jego była znacznie większa. Redagował mianowicie wiele oficjalnych decyzji Naczelnika, sygnując np. pewne dokumenty adnotacjami ?z polecenia Naczelnika Państwa?. W ten to sposób miewał realny wpływ na merytoryczną treść poszczególnych konkretnych decyzji Belwederu... Drugim decydującym w zakresie przeprowadzki czynnikiem była prawdopodobnie utrata przez Lwów niepisanego statusu ? który miał w dobie tzw. autonomii galicyjskiej po 1868, aż po rok 1914 ? najważniejszego ośrodka polityki i kultury polskiej. Już wówczas (okres od listopada 1918 do grudnia 1922 r.) Świtalski prowadził regularny pamiętnik-dziennik czynności. Początkowo lakoniczny, czasem bardziej rozbudowany. Nawiązywał tu do swoich diariuszowych notatek z okresu Wielkiej Wojny (wyszły drukiem w 1996 r. na łamach ?Niepodległości?). Te kronikarskie nawyki ? jak się po latach okazało ? miały dlań tak pozytywne, jak i negatywne następstwa. Okazał się bowiem najbardziej miarodajnym i bezpośrednim kronikarzem pracy polskiego obozu władzy (diariusz z lat 1926-1935), z czego pełnymi garściami czerpią po dziś dzień badacze (dzieło wydrukowano w całości w 1992 r.). Z drugiej wszak strony zapiski owe ? przechwycone przez komunistyczną bezpiekę w listopadzie 1948 r. ? stały się podstawą stalinowskiego aktu oskarżenia przeciwko Świtalskiemu w PRL.
Wróćmy wszelako do chronologicznego toku narracji. Po odejściu Marszałka z Belwederu do Sulejówka w 1923 roku Świtalski zajął się porządkowaniem i segregowaniem jego papierów z okresu 1918-1922. Część z nich oddano do archiwów państwowych, część zabrał sobie do domu Piłsudski. Dla swoich własnych potrzeb Świtalski zrobił stosowne kopie najbardziej ważkich dokumentów, głównie korespondencji politycznej Naczelnika. Mieszkał wówczas w Warszawie przy ul. Kruczej, w pięknie urządzonym i obszernym mieszkaniu swej pierwszej żony Julii (primo voto Śladke), znanej lekarki i kosmetyczki. To właśnie tam najczęściej przebywał Piłsudski, kiedy przyjeżdżał do stolicy z Sulejówka w latach 1923-26.
Świtalski nie wiedział wszak niczego konkretnego o przygotowywanym wiosną 1926 roku zamachu stanu. Podobnie zresztą jak gros piłsudczyków. W dużej mierze stało się tak dlatego, że nie było w ogóle jakichś konkretnych piłsudczykowskich planów zamachu... Marszałek zaplanował tylko na dzień 12 maja krótką ?demonstrację zbrojną?, rachując na rychłe, dobrowolne ustąpienie aktualnego rządu W. Witosa. Sądził też, że prezydent RP St. Wojciechowski pokojowo i drogą parlamentarną z powrotem dopuści go do władzy. Niestety, kategoryczny opór legalnych władz RP oraz części armii (z generałami J. Malczewskim, W. Zagórskim, T. Rozwadowskim i M. Żymierskim na czele), doprowadził do trzydniowych walk w stolicy. Podejmując walkę, piłsudczycy po prostu w dużej mierze improwizowali.
Po zwycięstwie Piłsudskiego i rezygnacji Wojciechowskiego Świtalski znalazł się w bezpośrednim kręgu nowej władzy, blisko Zamku i Belwederu. Krótko ? zaraz po przewrocie ? piastował funkcję wicedyrektora Kancelarii Cywilnej prezydenta I. Mościckiego. Znał go dobrze od 10 lat, jeszcze ze Lwowa, gdzie ów był profesorem Politechniki. Potem, od września 1926 do czerwca 1928 r. Świtalski pracował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w charakterze dyrektora Wydziału Społeczno-Politycznego. Jego zadaniem było kontrolowanie politycznej sytuacji w kraju pod kątem przygotowania nowych wyborów parlamentarnych. Odbyły się one w marcu 1928 r., acz nie dały zwycięstwa obozowi ?sanacyjnemu?, skupionemu pod sztandarami tzw. Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem.
Dyrektor Świtalski zdążył w owym czasie także zmienić żonę, co było zresztą w środowisku piłsudczykowskim na porządku dziennym. W 1927 r. jego nową wybranką (przedsiębiorcza pani doktor także znalazła sobie nowego partnera) została Janina z Tynickich. Mieli ze sobą jedynego syna Jacka (1928-1944). Kolejnym odcinkiem pracy państwowej, wyznaczonym dlań przez Piłsudskiego był resort oświaty. Działał tam wszak krótko, bo od połowy 1928 do wczesnej wiosny 1929 r. 14 kwietnia tegoż roku sam Marszałek (przy aplauzie Mościckiego) rekomendował go na premiera. Świtalski nie był jakąś wybitną indywidualnością, zaliczyć go trzeba zdecydowanie do ?drugiej ligi? politycznej. Odgrywał mniejszą rolę niż np. Sikorski czy Sosnkowski. Miał zresztą dopiero 43 lata.
(?)
Tomasz Serwatka
Wyświetlony 3955 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.