sobota, 01 maj 2010 11:47

Wojna - amerykańskie doświadczenie

Napisane przez

Czy wciąż potrzebujemy wiedzieć więcej o drugiej wojnie światowej? Czy w trakcie minionych 68 lat, jakie dzielą nas od jej wybuchu, nie powiedziano już dosyć na ten temat? A może wciąż nie znamy rzeczy najważniejszych? - argumentują twórcy najnowszego, rewelacyjnego serialu telewizji publicznej,  "The War", zrealizowanego przez Kena Burnsa.

Czym okazała się tamta wojna dla ludzi, którzy musieli ruszyć na front, dla ich rodzin i najbliższych? Stawiają inne pytania: Jaki był realny sens ówczesnego ludzkiego, wręcz intymnego doświadczenia... Sprawa jest bardziej dramatyczna, ich zdaniem, niż się potocznie mniema. Powiadają: czas nie jest naszym sojusznikiem, świadkowie tamtej epoki znikają w sposób nieubłagany. Każdego dnia odchodzi od nas 1000 ludzi z wojennego pokolenia, ci którzy wciąż pamiętają zdumiewające aspekty tamtej wojny. Wraz z nimi przepada bezpowrotnie cząstka niepowtarzalnego, ludzkiego sensu tego, co się stało. Rosną tymczasem, jedne po drugim, pokolenia przekonane o tym, że Ameryka ? posłuchajmy ? podczas II wojny światowej szła w jednym szeregu, ręka w rękę ? z Niemcami ? przeciwko Rosji! To ujawniły ostatnie sondaże, sprawiające, że zmarli weterani tego kraju mają prawo przewracać się z oburzenia w swoich grobach...

 

WWII dla Amerykanów
Czyżby doświadczenia amerykańskie istotnie były aż tak bardzo różne i wręcz nieporównywalne z tym, co przeżyli nasi ojcowie i polskie rodziny? Czy brali oni udział w ?innej wojnie?? Zauważmy tylko, że dla Polaków i Europejczyków tamten kataklizm rozpoczął się całe dwa lata wcześniej, jesienią 1939 r., a nie zimą 1941, kiedy to po dewastującym ataku japońskich myśliwców na Pearl Harbour, Ameryka nie mogła dłużej twierdzić, że ?ta wojna wciąż ich nie dotyczy?. O dwa długie lata dłużej trwała u nas okupacja, terror i potworne zbrodnie. Co więcej, Ameryka z racji geograficznego oddalenia znajdowała się jeszcze w tej wyjątkowej sytuacji, że jej miast, cywilnej ludności, jej całego niemal terytorium nie dotknęła zupełnie plaga wojny. To amerykański żołnierz zderzał się twarzą w twarz z wrogiem ? na Filipinach, na japońskich wyspach, w Afryce, na Sycylii, we Włoszech i we Francji. Ginął tam, bywał ranny, znosił trudy bezlitosnej wojny. Ale sama już świadomość, że najbliżsi są bezpieczni, że na ich domy i osiedla nie spadają bomby, musiała stanowić ów bezcenny komfort, jakiego nie mieli żołnierze krajów Europy. Oczywiście, prawdą pozostanie, że zademonstrowany przez Stany Zjednoczone wysiłek militarny w trakcie II wojny światowej był wprost fenomenalny: poczynając od liczby 16 milionów ludzi w mundurach, skierowanych na wszystkie niemal fronty, nie mówiąc o wojskowym sprzęcie, hojnie darowanym aliantom, który musiał budzić podziw i respekt. Prawdą jest też, że ponad 400 tysięcy Amerykanów nie powróciło z tej wojny do swoich domów, nie mówiąc o rannych i trwale okaleczonych. Ofiara wielka i niezapomniana, ale europejskie kraje najsilniej zaangażowane w ten konflikt, liczyły swoje straty w milionach, niektóre, jak Niemcy i Rosja, w dziesiątkach milionów...
Nie ulega zatem kwestii, że tamta wojna była dla Amerykanów czymś zgoła odmiennym, niż dla narodów starego kontynentu. Zbliżyła ich do wielu krajów i narodów, tych, z którymi szli w jednym szeregu, i tych, na których ziemi walczyli, a także często ginęli. Amerykanie, rzuceni wtedy na dalekie fronty, do miejsc, o których wcześniej nie mieli często pojęcia, stali się w rezultacie tamtej batalii zupełnie innymi ludźmi, a ich naród po wojnie, innym społeczeństwem. Jeśli wrócić do punktu wyjścia, a więc statusu Ameryki sprzed 1941 roku, kiedy wielki kraj zaczął definitywnie wychodzić z mrocznego tunelu depresji, wielkiego kryzysu ekonomicznego i zastoju, w trakcie kilku zaledwie lat zaangażowania w wojenny konflikt, zarówno w Azji, jak i w Europie, dokonał się wówczas nieopisany przełom i wręcz skok w nową cywilizacyjną jakość. Ameryka sprzed wojny była w wielu jej zakątkach krajem staromodnie ?sielskim?, żyjącym zupełnie innym rytmem niż cały ówczesny świat ? pokazuje nowy serial. Stany w rezultacie wojny przekształciły się w największą w świecie potęgę przemysłową, a jednocześnie w pełni świadome swojej siły i praw, nowoczesne, przebudzone do życia, demokratyczne społeczeństwo. Pokazuje to w sposób niekwestionowany właśnie ów nowy serial dokumentalny, prezentowany ostatnio na PBS, ?The War?, autorstwa Kena Burnsa i Lynn Novick, oparty na projekcie literackim Geoffrey C. Warda.

 

Nowe pytania, inna optyka
Cztery miejsca w latach II wojny światowej, na których dokument koncentruje uwagę, to nie Waszyngton, Nowy Jork, Chicago czy Los Angeles , lecz małe miasteczko Luverne na południowym zachodzie Minnesoty, Waterbury w silnie przemysłowym Connecticut, Mobile w ospałej Alabamie i Sacramento w Kalifornii (wprawdzie stolica stanu, ale wtedy wciąż azyl zieleni i czasu, który stanął w miejscu). Oczywiście, wybór miejsc nie był przypadkowy: Luverne oddawało trafnie styl życia solidnego Midwestu, Waterbury rytm technicznie zaawansowanego Wybrzeża Wschodniego, Mobile ? ubogiego i zacofanego amerykańskiego południa, Sacramento ? całej odrębności życia w Kalifornii, tak innej od reszty Stanów. Jeśli dodamy jeszcze, że serial nawiązuje tylko do zwrotnych wydarzeń wojny, ale nie zajmuje się ani rekonstrukcją amerykańskiego udziału w światowym konflikcie, ani tym bardziej militarnym aspektem zdarzeń, rodzi się główne pytanie ? co miał naprawdę zademonstrować ów cały, siedmiogodzinny materiał zebranych wywiadów, wspomnień i wypowiedzi dotyczących dramatów sprzed lat, wreszcie autentycznych kronik lat wojny? Nie ulega kwestii, że ?The War?, stosując inne spojrzenie na historię, zmierza także do postawienia nowych, tak bardzo oryginalnych i zasadniczo ważnych pytań, jaką lekcją życia oraz odkrywania praw tego świata okazała się dla Ameryki II wojna światowa.
Już podtytuł omawianego przedsięwzięcia, An Intimate History 1941-1945 (czyli ?historia intymna? tamtych lat), kieruje naszą uwagę w nieoczekiwaną stronę. Umacnia to dalej ton i charakter zwierzeń przeszło pięćdziesięciu ludzi (kombatantów różnych formacji, ich matek, żon i bliskich) z czterech bardzo różnych społeczności, w których raz po raz wynurza się przejmujący konflikt czasów, w których przyszło im żyć, z osobistym odwołaniem się choćby do etnicznego rodowodu, oficjalnej polityki, z którą się zderzali, rozbieżność tego, w co wierzyli i pragnęli w życiu osiągnąć, z tym, co w tamtej sytuacji mogli w istocie zrealizować. Pilot wojenny Quentin Aanenson z Minnesoty powiada, że rzeczywistość epoki WWII wciągnęła jego pokolenie w swój nurt niczym rwąca rzeka, niezezwalająca na własny wybór kierunku. Dalsi kombatanci, dziś starsi, pochyleni przez wiek ludzie (wtedy 18-, 20-letni poszukiwacze młodzieńczej przygody w wojennym wirze), tacy jak Paul Fussell, Sam Haynes czy Charles Mann głoszą zdumiewająco filozoficzne w swej trafności poglądy o transformacji, jaką dokonała w nich i w ich osobowości wojna, jej przerastające wrażliwość ludzką sytuacje, zwłaszcza tragiczny przymus chwili. Są świadomi, że ?nie są dłużej sobą?, choć fizycznie przetrwali, pisali już zresztą wtedy do bliskich, że tego, co widzieli, i w czym uczestniczą, ?nie da się opowiedzieć słowami?. Wrócili jako całkowicie inni ludzie, ?przepaleni? tym, co widzieli i musieli czynić.

 

Transformacja Ameryki
Nie ulega kwestii, że tamta wojna odebrała szlachetną, ludzką prawość i błogosławioną prostotę wielu chłopcom z Luverne, Mobile, Waterbury czy Mobile, podobnie jak z tysięcy innych miejsc, zastępując ją twardą i brutalną prawdą, że przetrwanie dokonuje się kosztem innych... Ten gorzki wywód, precyzyjnie wzmocniony wyborną selekcją zdjęć wojennych i fragmentów kronik, nie tylko z amerykańskich muzeów, także z archiwów wroga, zbiorów niemieckich i japońskich, zmierza do ostatecznego odsłonięcia twarzy wojny jako tragicznego, ostatecznego testu człowieczeństwa. Ken Burns powiada nam (podobny wywód znaleźć można było w znakomitym serialu sprzed lat, ?Wojna secesyjna?): Druga wojna światowa przyniosła z pewnością to, co najpiękniejszego i najstraszniejszego miało w sobie tamto pokolenie, przeplatając żywioły dobra i zła ze sobą, i czyniąc je niemal nieodróżnialnymi od siebie. Wielkie kataklizmy w dziejach ludzkości biorą się z najbardziej elementarnych ludzkich emocji ? wściekłości i arogancji, uprzedzeń i braku wahań wobec ceny masowych ofiar, wreszcie pragnienia posiadania władzy za wszelką cenę. Kres położyć im może tylko to, co tkwi z drugiej strony w ludzkiej naturze ? odwaga i wytrwałość, wiara i odrzucenie egoizmu, przemożne pragnienie wolności. Zderzenie tych biegunowych dążeń musiało przybrać postać niewyobrażalnych wręcz brutalności i okrucieństwa, mającego na celu zawrócenie biegu ludzkiej historii.
(?)
Wojciech A. Wierzewski
Wyświetlony 2609 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.